Mikey pisze: ... Co do zadymy się nie wypowiadam, nie widziałem, nie słyszałem-generalnie o zadymach na żużlu niewiele słychac. ...
Echa skandalu na stadionie żużlowym
Karol Dolecki, Paweł Rzekanowski
2007-10-08, ostatnia aktualizacja 2007-10-08 20:33
Pięciu poturbowanych policjantów, trzy zdemolowane sektory i tylko 10 zatrzymanych chuliganów po zadymie na finale ligi żużlowej w Toruniu. Spółka nadzorująca rozgrywki grozi zamknięciem obiektu.
Wstyd na całą Polskę - to najczęściej powtarzana opinia przez kibiców żużla, którzy wczoraj żywo komentowali zajścia na stadionie przy ul. Broniewskiego podczas niedzielnego meczu o mistrzostwo kraju między Unibaksem i Unią Leszno. Po 14 wyścigu, kiedy jasne już było, że tytuł przypadnie gościom, na murawę wdarło się około 300 toruńskich szalikowców. Skierowali się do sektora triumfujących gości, a gdy na drodze stanęli im policjanci, przypuścili atak na nich. W stronę mundurowych poleciały kamienie, race, butelki, fragmenty połamanych ławek. Zawody zostały przerwane na blisko pół godziny. - Pracuję przy zabezpieczaniu meczów żużlowych od lat, ale takiego sk... na stadionie w Toruniu jeszcze nie było - opowiadał po akcji jeden z funkcjonariuszy.
Relacjonująca mecz na żywo telewizja Polsat Sport nie pokazała zamieszek, ograniczając się do komentowania tego, co się działo. Ale incydent i tak odbił się echem w kraju. - Jestem zaskoczony tym, co się stało - powiedział w poniedziałek Ryszard Kowalski, prezes spółki Speedway Ekstraliga, która nadzoruje mecze żużlowe.
Pewne jest, że Unibax zostanie przez nią ukarany. Jak? - Możliwe jest nawet zamknięcie stadionu - mówi Kowalski. - Z decyzją poczekamy do oficjalnych opinii sędziego i komisarza zawodów.
W grę wchodzi też kara finansowa. Werdykt zapadnie najwcześniej pod koniec tygodnia. Władze toruńskiego klubu wczoraj nie chciały się na ten temat wypowiadać. - Zaczekamy na oficjalny komunikat Speedway Ekstraligi - stwierdził prezes Wojciech Stępniewski.
Ale to niejedyny jego problem. Unibax czeka spory wydatek na naprawę stadionu. Zdewastowany jest nie tylko ogrodzony sektor - tzw. klatka - którą zajmowali toruńscy pseudokibice, ale też część obiektu, gdzie siedziało blisko 2 tys. fanów z Leszna. Goście, żegnając się z Toruniem, powyrywali siedzenia i przewrócili płot. W poniedziałek klub jeszcze nie potrafił oszacować strat.
Pełen bilans starć z szalikowcami podała za to policja: ucierpiało pięciu funkcjonariuszy. Na szczęście, ich urazy nie są groźne, zazwyczaj były to potłuczenia pleców i nóg od ciosów elementami ławek. Zadziwia natomiast niewielka liczba zatrzymanych chuliganów. Mundurowi ujęli tylko 10 (w wieku od 25 do 35 lat), w tym dwóch z Leszna. Ci ostatni zostali wczoraj rozliczeni przez sąd. Za zakłócenie porządku na stadionie dostali po dwa lata zakazu wstępu na imprezy sportowe i 1 tys. zł grzywy. - Pozostała ósemka będzie odpowiadała za czynną napaść na funkcjonariuszy, zajmie się nimi prokuratura - mówi Jacek Krawczyk, rzecznik prasowy kujawsko-pomorskiej policji.
Grozi za to do 10 lat więzienia.
- Zatrzymywaliśmy tylko tych najbardziej agresywnych - dodaje jeden z mundurowych, który brał udział w akcji na stadionie. - Reszta została nagrana przez naszych operatorów. Mają doskonały sprzęt, który pozwala bezbłędnie rozpoznawać sprawców. Ich identyfikacja trochę potrwa, ale mogą być pewni, że każdemu dobierzemy się do skóry.
Zdaniem policjantów, chuligani dali o sobie znać, bo czujność straciła ochrona, którą wynajął klub - a według ustawy o imprezach masowych to on odpowiadał za utrzymanie porządku na stadionie. - Nie można pozwolić, aby kilka osób bezkarnie biegało do sektora gości, a tak się stało w połowie zawodów, kiedy dwóch delikwentów zabrało flagę kibicom Unii - komentują. - Uszło im to bezkarnie i rozochociło resztę, która po przegranej dała upust frustracji.
I choć na obiekcie wypełnionym po brzegi 18-tysięczną widownią było 220 ochroniarzy - o 33 więcej niż wymagały przepisy - nie mogli już zapanować nad szalikowcami i sytuację musiała ratować policja. - Organizator poprosił nas o interwencję w idealnym momencie, zanim doszło do konfrontacji między kibicami z Torunia i Leszna - twierdzą funkcjonariusze. - Gdyby zrobił to odrobinę później, byłby poważny problem.
Kordon mundurowych - było ich na stadionie 130 - zdążył odgrodzić napastników od gości, a potem zepchnął ich z powrotem do klatki, gdzie awanturników ostudził zimny strumień z policyjnej armatki wodnej. Kibice nagrodzili akcję oklaskami. Ale też pytali jeden drugiego: dlaczego to tyle trwało, czy nie można było bardziej zdecydowanie?
Krawczyk: - Użyliśmy środków przymusu adekwatnych do zagrożenia i zgodnych z procedurą.
- A ta jest taka, że nasz dowódca, zanim mógł zezwolić na użycie armatki, musiał najpierw dzwonić po zgodę do komendanta wojewódzkiego - opowiada policjant z oddziału prewencji, który był w niedzielę na stadionie. - Woleliśmy też nie korzystać z pałek i gumowych kul. Dlaczego? Raz źle trafisz, a potem tylko kłopot.
Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń
....................................................................
Dodam tylko, że toruński Apator "wspomogło" 200-tu kibiców Ruchu Chorzów. O kompromitacji Polsatu Sport pisałem wcześniej.