Pobocza sportu

Pisz o czym chcesz

Moderator: Moderatorzy

matrix
Senior
Posty: 4188
Rejestracja: 30 kwietnia 2008, 14:21
Lokalizacja: Toruń
Kontaktowanie:

Pobocza sportu

Postautor: matrix » 21 maja 2011, 20:39

Walka legend koszykówki w sądzie
Karol Dolecki

Twórcy wielkiego Anwilu przeciwnikami w sądzie. Igor Griszczuk, były trener kadry narodowej koszykarzy oraz klubu z Włocławka, walczy z jego prezesem Zbigniewem Polatowskim o 184,5 tys. zł odszkodowania

Griszczuk i Polatowski to ikony włocławskiej koszykówki. Drugi w 1990 r. stanął z dwoma przyjaciółmi na czele tułającej się w trzeciej lidze drużyny i otworzył nowy rozdział w jej historii. Białorusin dołączył do niej rok później, jako 27-letni zawodnik. Natychmiast został gwiazdą polskich parkietów i - niczym w bajce o Kopciuszku - w dwa lata wprowadził ją na koszykarskie salony, sięgając z nią po pięć srebrnych i jeden brązowy medal mistrzostw Polski oraz święcąc triumfy w europejskich pucharach.

Po zakończeniu kariery w 2002 r. Griszczuk przesiadł się na ławkę trenerską Anwilu. Początkowo jako asystent pierwszego szkoleniowca (wówczas zdobył z zespołem tytuł mistrza Polski), a od 2008 r. - po trzyletnim epizodzie w Czarnych Słupsk, gdzie poprowadził drużynę po brązowy medal - już jako główny coach. I dalej odnosił sukcesy: w pierwszym sezonie - brąz, w następnym - wicemistrzostwo. Ta znakomita passa przyniosła mu w ub.r. posadę trenera reprezentacji Polski (jednocześnie dalej szkolił koszykarzy Anwilu).



Jednak wtedy szczęśliwa gwiazda Griszczuka zgasła. Jego kadra nie przebrnęła eliminacji do Mistrzostw Europy i krajowa federacja nie przedłużyła z nim umowy. W grudniu zaś - po czterech porażkach w dziewięciu meczach ligowych i trzech w europejskich pucharach (na trzy spotkania) - kontrakt zerwał z nim Anwil, w którym wiodącą postacią przez ponad dwie dekady jest Polatowski. - To był szok. Włocławek to moje miasto, Anwil to mój klub. Ja go stworzyłem, koszulka z moim nazwiskiem i numerem jako pierwsza zawisła w naszej hali - komentował w toruńskim sądzie decyzję o zwolnieniu Griszczuk, a w oczach miał łzy.

Białorusin mówi, że dochodzi sprawiedliwości, bo w umowie miał zapisane, że można było ją rozwiązać wyłącznie za porozumieniem stron. Ponieważ klub wypowiedział ją bez jego zgody, żąda od niego odszkodowania - 184,5 tys. zł. To tyle, ile jeszcze zarobiłby, pracując z drużyną do wygaśnięcia kontraktu, tj. końca maja br. Jednak Polatowski ani myśli płacić, a reprezentujący go mecenas Rafał Romatowski przekonuje, że na odstąpienie od umowy pozwalał Anwilowi art. 746 par. 3 kodeksu cywilnego. - Można to zrobić z ważnych powodów - powiedział, dodając że ich wagę oceni sąd.

I to właśnie sprawiło, że grający jeszcze niedawno do tego samego kosza włocławianie zaczęli kopać się po kostkach. - Nie można całe życie jechać na legendzie zawodniczej. Ja też mam tyle sukcesów co Igor, a prasie napisali, że w mieście są dwie legendy: on i ja - zaczął Polatowski. - Zwolniliśmy go, bo gra drużyny od początku sezonu była kiepska, siermiężna, beznadziejna i nie było perspektyw na poprawę. Trener nie proponował żadnych zmian, choć sam mu je podsuwałem.

Griszczuk bronił się, że kiedy go wyrzucano, zespół był na trzecim miejscu, a rozgrywki - już pod wodzą Bośniaka Emira Mutapcića - zakończył dopiero na szóstym. - Sytuacja nie była tragiczna. Potrzebowaliśmy miesiąca i Anwil grałby lepiej - zapewniał, na co prezes odpowiedział, że "zaciemnia obraz".

- To nieprawda, że byliście wtedy trzeci w lidze? - zapytał go sędzia Jakub Rusiński.

- Prawda, ale było to złudne, bo inne zespoły rozegrały mniej meczów. Jeśli liczyć procent wygranych, byliśmy na siódmym. Po cudach niebios wygrywaliśmy z drużynami, które dysponowały jedną czwartą naszego budżetu - stwierdził Polatowski.

Białorusin odparł, że - z jednym wyjątkiem - przegrał tylko z ekipami, które zakończyły sezon wyżej od Anwilu. Mówił, że jego drużyna miała potencjał na ligę, gdzie "można było sięgnąć nawet mistrza", ale na europejskie puchary już nie. Tymczasem "nie było szans, by z nich zrezygnować", bo Włocławek od dwóch lat w nich nie grał. Sugerował, że na wyniku negatywnie odbiły się ograniczenia kadrowe, jakie narzucał mu Polatowski. - Nie zawsze było tak jak chciałem - opowiadał. - Zamierzałem np. kupić dwóch Amerykanów, ale prezes powiedział, że klubu na nich nie stać, choć nie wychodziłem poza budżet. O Andrzeja Plutę [wieloletni reprezentant kraju i kolejna ikona Anwilu - dop. kd] walczyłem z nim na noże. Mówił, że jest za stary i nigdy go nie lubił.

- A musiał? - wszedł mu w słowo prezes i skontrował zarzutem, że nie przedstawił mu planów treningowych: - Kiedy były wyniki, zajęcia odbywały się normalnie, ale gdy sytuacja stawała się nerwowa, robił pokazówki, wydłużając je o 20 minut.

- Transfer Amerykanów rzeczywiście rozbił się o finanse? - spytał go sędzia.

Polatowski zaprzeczył: - Nie, o podatki. Gdybyśmy ich zatwierdzili, trzeba by zapłacić za nich podatek dochodowy i wartość tych kontraktów wzrosłaby w sumie o 43 proc.

W rewanżu Griszczuk ciepło wspomniał działaczy ze Słupska, mimo że ci też rozwiązali z nim kontrakt w trakcie sezonu. - Rozstaliśmy się w dobrej atmosferze. Podziękowali mi za to, co zrobiłem, i wypłacili wszystkie pieniądze - przyganiał zarządowi Anwilu.

- Zwolnili go, bo byli zagrożeni spadkiem - odciął się prezes z Włocławka i tłumaczył, że też zamierzał się z Białorusinem dogadać, ale ten miał tylko rzucić, że "chce wszystkie pieniądze" i wyszedł z jego gabinetu.

Wymieniając powody rozstania z Griszczukiem, Polatowski nie pominął jego pracy z reprezentacją, do której sam go namawiał ("Uważałem, że znając kadrę, będzie miał łatwość pozyskania dobrych zawodników" - przyznał). - Może to dla Igora trudne i wstydliwe, lecz po przegranych eliminacjach do ME przyjechał psychicznie zniszczony. To jeszcze jedna przyczyna jego odejścia - powiedział prezes Anwilu.

- W sporcie wszystkiego przewidzieć się nie da. Raz drużyna zaczyna rozgrywki z wysokiego C, a potem źle kończy, innym razem jest na odwrót. Lecz umów trzeba dotrzymywać, a spory rozwiązywać w zgodzie z dobrymi obyczajami - podkreślił, akcentując zasługi Griszczuka dla włocławskiego klubu, jego pełnomocnik mecenas Artur Radke.

W 1990 r. wspólnie z Polatowskim (i jeszcze Andrzejem Dulniakiem) zaczynali budowę wielkiego Anwilu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń

PS.Tak to już w życiu bywa,że przez lata się kochamy,a co najmniej szanujemy,a potem może choć nie musi być różnie. 8)
Na zawsze w sercu-Katarzynki!!!(1992-do końca mego życia)

http://marlow.blox.pl/html

Wróć do „Hyde Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość