Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Gorzów Dariuszem Maciejewskim
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Gorzów Dariuszem Maciejewskim
Podstawowe cele na mecze ligowe w 2005 r. to pewne utrzymanie miejsca w ósemce oraz zachowanie miana jednej z najlepiej broniących drużyn w ekstraklasie. W klubie myśli się już także o następnych rozgrywkach, bo nasze koszykarki nie chcą w przyszłości walczyć tylko o utrzymanie.
Nasze koszykarki wygrały do tej pory pięć razy, a trener Maciejewski i pozostali członkowie sztabu szkoleniowego AZS PWSZ TelecomMedia Janusz Wierzbicki i Robert Pieczyrak zapowiadają, że to jeszcze nie koniec miłych momentów w tym sezonie. Podstawowe cele na mecze ligowe w 2005 r. to pewne utrzymanie miejsca w ósemce, walka bez kalkulacji w play off, zachowanie miana jednej z najlepiej broniących drużyn w ekstraklasie oraz konsekwentna poprawa gry w ataku. W klubie myśli się już także o następnych rozgrywkach, bo nasze koszykarki nie chcą w przyszłości walczyć tylko o utrzymanie.
Ireneusz Klimczak: Cofnijmy się na chwilę w przeszłość. Pamięta Pan nasze spotkanie na tydzień przed pierwszym meczem beniaminka w ekstraklasie? Gdybym wtedy powiedział, że do końca roku AZS PWSZ TelecomMedia będzie pewny ligowego bytu, pewnie spojrzałby Pan na mnie z politowaniem.
Dariusz Maciejewski: Pewnie by tak było. Wszyscy byliśmy niepewni naszej przyszłości sportowej, bo inne sprawy są w klubie dobrze poukładane. Mamy przecież bardzo młodą drużynę, do której doszły tylko dwie nasze wychowanki. Nie sililiśmy się na wielkie, kosztowne transfery, bo na takie zwyczajnie nas nie stać. Wiedziałem, że powalczymy z Ostrovią, kłopoty kadrowe dosięgły też Chełm. Ryzykowaliśmy bardzo dużo, ale na szczęście udało się. Nie marzyłem jednak o takim dorobki jaki mamy teraz.
Ostatnia wygrana ostrowianek w Łodzi wywołała jakiś niepokój? Na siedem kolejek przed końcem mamy nad dołem tabeli przewagę trzech zwycięstw.
- Nie. Większy problem ma ŁKS, który przegrał siedem kolejnych spotkań. Patrząc na kalendarz praktycznie nie ma takiej możliwości, aby Ostrovia czy Meblotap nas przegoniły. Te zespoły cały czas mają jednak szansę znaleźć się w ósemce, na przykład kosztem łodzianek.
Pod choinkę zobaczyliśmy gwiazdy Lotosu Gdynia. Na wygraną nie mieliśmy szans, ale udało nam się zwyciężyć w pierwszej kwarcie. Patrząc na kibiców, na trenerów, działaczy, uśmiechniętych od ucha do ucha, pomyślałem, że właśnie zakończył się kolejny etap odbudowy kobiecej koszykówki w naszym mieście. Elita nas chwali, chce wracać i grać w Gorzowie.
- Dwa lata temu byłem z AZS PWSZ na meczu I ligi w Gdańsku. Wtedy przypadkowo trafiliśmy na spotkanie ekstraklasy Gdyni z Pabianicami. Dziewczyny po raz pierwszy miały okazję osobiście poznać gwiazdy naszej ligi. Wytrwale zbierały autografy. W szatni przed naszym spotkaniem ze Startem powiedziałem im, że za dwa lata to my zagramy z Lotosem. Kilka z nich wtedy dziwnie się na mnie spojrzało, a dziś są zawodniczkami ekstraklasy. Na meczach koszykarek w Gorzowie nigdy wcześniej nie pojawiało się tak wielu kibiców, mamy idealnie nadającą się dla potrzeb koszykówki halę. Przed pojedynkiem z gdyniankami byłem przy przedsprzedaży biletów, na własne oczy widziałem ogromne zainteresowanie. Martwiliśmy się, czy 100 szalików klubowych to nie za dużo, a rozeszły się w ciągu zaledwie kilku dni. Sprzedaliśmy też kilkadziesiąt karnetów na nasz pierwszy sezon w ekstraklasie. Nasza historia to najlepszy dowód, że ciężką pracą i wytrwałością można realizować marzenia. Bardzo chciałem, aby pokazać wszystkim ludziom, którzy są z nami, że już dziś z takim Lotosem potrafimy wygrać choć kwartę. Byłem dumny z dziewczyn, że się udało. Rywal potraktował nas przecież bardzo poważnie. Świadczy o tym ilość minut, które spędziły na parkiecie gdyńskie gwiazdy. Na pewno nie poprzestaniemy na tym, bo ambicje wszystkich ludzi działających w klubie sięgają o wiele dalej. Chcemy w przyszłości koszykarską Europę sprowadzić do Gorzowa nie tylko na chwilę, ale na stałe.
Podobno nasze udany występy w ekstraklasie zaprocentują transmisjami telewizyjnymi z udziałem gorzowskiego zespołu.
- To prawda. Są takie plany. Być może w styczniu kibice w całej Polsce zobaczą AZS PWSZ TelecomMedia w pojedynkach z CCC Polkowice i Cukierkami Brzeg. Musieliśmy na swoją kolej trochę poczekać. Wcale mnie nie dziwi, że nikt nie chciał zaryzykować, aby pokazywać beniaminka. Wynikami i świetną atmosferą na hali w końcu jednak ściągniemy ogólnopolskie kamery do Gorzowa. Telewizja woli pokazywać mecze przy pełnych trybunach, a u nas kibiców i dobrej koszykówki na pewno nie zabraknie.
Trener Lotosu Krzysztof Koziorowicz gratulował nam kibiców, zespołu, hali. Teraz jeszcze mógłby puścić na dłużej do Gorzowa Agnieszkę Szott, która z Gdyni do naszej drużyny jest przecież wypożyczona.
- Krzysztof jest moim przyjacielem. Pochodzi ze Stargardu Szczecińskiego i w drodze do domu często do naszego klubu zajeżdża. Widział jak tworzyliśmy nasz klub od podstaw. Mocno nam kibicuje, bo widzi, że w Gorzowie powstaje kolejny zespół, który swoją grą może dawać ludziom radość, a z drugiej strony, po meczu u nas ma okazję pojechać do domu. A jeśli chodzi o Agnieszkę to wiele zależy od niej samej, bo przecież z niewolnika nie ma pracownika. Jeśli ona sama będzie miała ambicje zaistnieć w Eurolidze, a trener uzna, że jest zawodniczką, którą widzi w składzie to wtedy warto zaryzykować. Jeśli jednak ma być tylko przysłowiowym piątym kołem u wozu to lepiej rozwijać się w innym klubie.
Trudno w tej chwili wyobrazić sobie nasz zespół bez Szott. Ona i Marta Żyłczyńska bardzo pomogły reszcie zespołu przede wszystkim mentalnie. Pozostałe dziewczyny, o tym świadczą dotychczasowe pojedynki, uwierzyły, że w ekstraklasie można skutecznie powalczyć.
- Agnieszkę znam od najmłodszych lat. We wszystkich moich zespołach była liderką, także w Ślęzie Wrocław, gdzie walczyliśmy razem o ligowe medale. Ona dorosła do takiej roli, ale nie mogła pokazać pełni swoich możliwości przez kontuzje. Miała wielkie ambicje, poziom Lotosu trochę ją jednak przerósł. Przyjechała do nas nieco zagubiona. Chciała pomóc zespołowi. Mieliśmy problem, bo ja od początku widziałem ją tylko w pierwszoplanowej roli. Miała znów być zawodniczką, która bierze dużo odpowiedzialności za zespół na siebie. Znamy się długo, ufamy sobie i to jest myślę podstawa. Ostatnie mecze pokazały, że pewność na boisku wraca, wkrótce Agnieszka, przede wszystkim fizycznie, powinna znów grać na pełen gaz, a wtedy jest nie do zatrzymania. Bardzo bym chciał, żeby dalej grała dla Gorzowa. Sama zadeklarowała, że w Polsce chciałaby być dalej z nami.
Marta Żyłczyńska wchodziła w zespół wolniej, ale ostatnio grała bardzo dobrze. W drugiej rundzie powinna pokazać pełnię swoich możliwości.
- To jest zawodniczka, która nie boi się walki. Na początku brakowało mi jej wsparcia szczególnie w ataku, bo w obronie spisywała się bardzo dobrze, za to pod koszem rywalek przeciętnie. Po latach występów w innych klubach Marta nie za bardzo potrafiła wrócić do mojej koncepcji grania. Wszystko już jednak sobie wyjaśniliśmy, a najlepiej świadczą o tym ostatnie mecze, w których Marta była wyróżniającą się zawodniczką i którymi na dobre wróciła do Gorzowa, co dla młodego gracza nie jest przecież łatwe.
Nasz zespół to swego rodzaju koszykarski fenomen. Prawdopodobnie w pojedynkę prawie każdej z naszych zawodniczek na dziś trudno byłoby zaistnieć w ekstraklasie. A jednak jako drużyna stanowią wielką siłę. Po 11 meczach są na znakomitym piątym miejscu.
- Ten zespół był zupełnie inaczej budowany od samego początku. Ta wewnętrzna, silna więź, nie tylko na boisku, od zawsze miała wielkie znaczenie. Po meczu z Lotosem jeden z dziennikarzy spytał się, czy Dagmara Mroczek za pięć trójek dostanie jakąś premię. Odpowiedziałem, że premią dla niej mogą być tylko gratulacje do trenera. My nie mamy premii. Budujemy całkiem coś innego. Emocjonalne więzi. Z drużyną, z kibicami, z miastem. Jeśli do klubu trafią większe pieniądze to będą premie. Są regularnie płacone stypendia, a my przede wszystkim mamy mieć wielką chęć żeby grać dla Gorzowa. Przyjście Agnieszki i Marty nie było przypadkowe. One ze mną pracowały, mogłem im zaufać, wiedziałem, że szybko wejdą w zespół, bo pasują do niego mentalnie i wiekowo.
Bardzo związała się także z zespołem Nicole Anaejionu. Amerykanka nie pograła u nas długo i powiedzmy sobie uczciwie, że to bardzo sympatyczna dziewczyna, ale koszykarka przeciętna. Warto jednak było zaryzykować, aby przetrzeć drogę, z której zapewne w przyszłości częściej będziecie korzystać.
- Już kilka dni po wylocie Nicole dzwoniła do nas. Pytała czy może wrócić do Polski na swoją odpowiedzialność, bo na takie rozwiązanie zgodził się jeden z lekarzy w Stanach. Oczywiście to jest niemożliwe. Nikt w klubie nie będzie ryzykował jej zdrowia. Ale to bardzo cieszy, że Nicole tak jak nie chciała stąd wyjeżdżać, na pożegnaniu wylała wiele łez, choć była w zespole tylko kilka tygodni, tak szybko chciała do nas wrócić. Na pewno będziemy korzystać z tej drogi, choć w przyszłości wolałbym kandydatkę do naszego zespołu zobaczyć na żywo, a nie korzystać tylko z kaset. Mam nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy docenią to co w Gorzowie robimy i pomogą nam zebrać pieniądze na jedną, czy drugą indywidualność. Przygoda z Nicole nauczyła nas jednego. Za oceanem przede wszystkim trzeba mieć jak najlepsze rozeznanie.
Właśnie. Nad każdą zawodniczką ściąganą do w ten sposób budowanego zespołu trzeba się trzy razy zastanowić. To muszą być naprawdę gracze dużego formatu, a nie tylko uzupełnienie składu.
- Bardzo chciałem, aby w tym sezonie dołączyła do nas Edyta Koryzna, która grała już kiedyś dla Gorzowa. Niestety jeszcze tym razem na takiego gracza nie było nas stać. To zawodowiec w każdym calu. Potrzeba nam takiej indywidualności, pasującej mentalnie do zespołu, która pokazałaby pozostałym dziewczynom drogę nie tylko na boisku, ale także poza nim. Kilka naszych zawodniczek stoi w tej chwili przed wyborem. Czy koszykówka ma być dla nich tylko przygodą w życiu, czy sposobem na życie. Jeśli będą świadome tego co robią i postawią sobie ambitne cele to mogą grać na naprawdę wysokim poziomie.
Gorzowski zespół zrobił do tej pory o wiele więcej niż oczekiwaliśmy. Apetyty na dalszą część rozgrywek trochę wzrosły? W tej chwili mamy szansę zająć piąte, szóste miejsce i w ten sposób uchronić się od grania w pierwszej rundzie play off z najsilniejszymi w lidze Lotosem i Wisłą.
- Najpierw musimy koncentrować się na ósemce, którą przecież w rozważaniach czysto teoretycznych cały czas możemy po jakiejś katastrofie stracić. A więc nie poprzestajemy na tym co mamy. Samozadowolenie jest najgorsze. Musimy zapewnić sobie gwarancję spokoju na przyszły sezon, a przy takim nastawieniu może wyjść bardzo dużo. To jest sport i pewnie w trakcie rozgrywek jeszcze te nasze cele będziemy sobie zmieniać, motywować się, bo granie na swobodzie wcale nie musi być dla tego zespołu najlepszym rozwiązaniem. Najpierw ósemka, a potem zobaczymy. Obiecuję, że będziemy chwytać chwilę jeśli tylko nadarzy się okazja, spróbujemy być tak wysoko jak tylko się da. Nasi kibice zasługują na ambitne cele.
Rozmawiał Ireneusz Klimczak Gazeta Wyborcza
Nasze koszykarki wygrały do tej pory pięć razy, a trener Maciejewski i pozostali członkowie sztabu szkoleniowego AZS PWSZ TelecomMedia Janusz Wierzbicki i Robert Pieczyrak zapowiadają, że to jeszcze nie koniec miłych momentów w tym sezonie. Podstawowe cele na mecze ligowe w 2005 r. to pewne utrzymanie miejsca w ósemce, walka bez kalkulacji w play off, zachowanie miana jednej z najlepiej broniących drużyn w ekstraklasie oraz konsekwentna poprawa gry w ataku. W klubie myśli się już także o następnych rozgrywkach, bo nasze koszykarki nie chcą w przyszłości walczyć tylko o utrzymanie.
Ireneusz Klimczak: Cofnijmy się na chwilę w przeszłość. Pamięta Pan nasze spotkanie na tydzień przed pierwszym meczem beniaminka w ekstraklasie? Gdybym wtedy powiedział, że do końca roku AZS PWSZ TelecomMedia będzie pewny ligowego bytu, pewnie spojrzałby Pan na mnie z politowaniem.
Dariusz Maciejewski: Pewnie by tak było. Wszyscy byliśmy niepewni naszej przyszłości sportowej, bo inne sprawy są w klubie dobrze poukładane. Mamy przecież bardzo młodą drużynę, do której doszły tylko dwie nasze wychowanki. Nie sililiśmy się na wielkie, kosztowne transfery, bo na takie zwyczajnie nas nie stać. Wiedziałem, że powalczymy z Ostrovią, kłopoty kadrowe dosięgły też Chełm. Ryzykowaliśmy bardzo dużo, ale na szczęście udało się. Nie marzyłem jednak o takim dorobki jaki mamy teraz.
Ostatnia wygrana ostrowianek w Łodzi wywołała jakiś niepokój? Na siedem kolejek przed końcem mamy nad dołem tabeli przewagę trzech zwycięstw.
- Nie. Większy problem ma ŁKS, który przegrał siedem kolejnych spotkań. Patrząc na kalendarz praktycznie nie ma takiej możliwości, aby Ostrovia czy Meblotap nas przegoniły. Te zespoły cały czas mają jednak szansę znaleźć się w ósemce, na przykład kosztem łodzianek.
Pod choinkę zobaczyliśmy gwiazdy Lotosu Gdynia. Na wygraną nie mieliśmy szans, ale udało nam się zwyciężyć w pierwszej kwarcie. Patrząc na kibiców, na trenerów, działaczy, uśmiechniętych od ucha do ucha, pomyślałem, że właśnie zakończył się kolejny etap odbudowy kobiecej koszykówki w naszym mieście. Elita nas chwali, chce wracać i grać w Gorzowie.
- Dwa lata temu byłem z AZS PWSZ na meczu I ligi w Gdańsku. Wtedy przypadkowo trafiliśmy na spotkanie ekstraklasy Gdyni z Pabianicami. Dziewczyny po raz pierwszy miały okazję osobiście poznać gwiazdy naszej ligi. Wytrwale zbierały autografy. W szatni przed naszym spotkaniem ze Startem powiedziałem im, że za dwa lata to my zagramy z Lotosem. Kilka z nich wtedy dziwnie się na mnie spojrzało, a dziś są zawodniczkami ekstraklasy. Na meczach koszykarek w Gorzowie nigdy wcześniej nie pojawiało się tak wielu kibiców, mamy idealnie nadającą się dla potrzeb koszykówki halę. Przed pojedynkiem z gdyniankami byłem przy przedsprzedaży biletów, na własne oczy widziałem ogromne zainteresowanie. Martwiliśmy się, czy 100 szalików klubowych to nie za dużo, a rozeszły się w ciągu zaledwie kilku dni. Sprzedaliśmy też kilkadziesiąt karnetów na nasz pierwszy sezon w ekstraklasie. Nasza historia to najlepszy dowód, że ciężką pracą i wytrwałością można realizować marzenia. Bardzo chciałem, aby pokazać wszystkim ludziom, którzy są z nami, że już dziś z takim Lotosem potrafimy wygrać choć kwartę. Byłem dumny z dziewczyn, że się udało. Rywal potraktował nas przecież bardzo poważnie. Świadczy o tym ilość minut, które spędziły na parkiecie gdyńskie gwiazdy. Na pewno nie poprzestaniemy na tym, bo ambicje wszystkich ludzi działających w klubie sięgają o wiele dalej. Chcemy w przyszłości koszykarską Europę sprowadzić do Gorzowa nie tylko na chwilę, ale na stałe.
Podobno nasze udany występy w ekstraklasie zaprocentują transmisjami telewizyjnymi z udziałem gorzowskiego zespołu.
- To prawda. Są takie plany. Być może w styczniu kibice w całej Polsce zobaczą AZS PWSZ TelecomMedia w pojedynkach z CCC Polkowice i Cukierkami Brzeg. Musieliśmy na swoją kolej trochę poczekać. Wcale mnie nie dziwi, że nikt nie chciał zaryzykować, aby pokazywać beniaminka. Wynikami i świetną atmosferą na hali w końcu jednak ściągniemy ogólnopolskie kamery do Gorzowa. Telewizja woli pokazywać mecze przy pełnych trybunach, a u nas kibiców i dobrej koszykówki na pewno nie zabraknie.
Trener Lotosu Krzysztof Koziorowicz gratulował nam kibiców, zespołu, hali. Teraz jeszcze mógłby puścić na dłużej do Gorzowa Agnieszkę Szott, która z Gdyni do naszej drużyny jest przecież wypożyczona.
- Krzysztof jest moim przyjacielem. Pochodzi ze Stargardu Szczecińskiego i w drodze do domu często do naszego klubu zajeżdża. Widział jak tworzyliśmy nasz klub od podstaw. Mocno nam kibicuje, bo widzi, że w Gorzowie powstaje kolejny zespół, który swoją grą może dawać ludziom radość, a z drugiej strony, po meczu u nas ma okazję pojechać do domu. A jeśli chodzi o Agnieszkę to wiele zależy od niej samej, bo przecież z niewolnika nie ma pracownika. Jeśli ona sama będzie miała ambicje zaistnieć w Eurolidze, a trener uzna, że jest zawodniczką, którą widzi w składzie to wtedy warto zaryzykować. Jeśli jednak ma być tylko przysłowiowym piątym kołem u wozu to lepiej rozwijać się w innym klubie.
Trudno w tej chwili wyobrazić sobie nasz zespół bez Szott. Ona i Marta Żyłczyńska bardzo pomogły reszcie zespołu przede wszystkim mentalnie. Pozostałe dziewczyny, o tym świadczą dotychczasowe pojedynki, uwierzyły, że w ekstraklasie można skutecznie powalczyć.
- Agnieszkę znam od najmłodszych lat. We wszystkich moich zespołach była liderką, także w Ślęzie Wrocław, gdzie walczyliśmy razem o ligowe medale. Ona dorosła do takiej roli, ale nie mogła pokazać pełni swoich możliwości przez kontuzje. Miała wielkie ambicje, poziom Lotosu trochę ją jednak przerósł. Przyjechała do nas nieco zagubiona. Chciała pomóc zespołowi. Mieliśmy problem, bo ja od początku widziałem ją tylko w pierwszoplanowej roli. Miała znów być zawodniczką, która bierze dużo odpowiedzialności za zespół na siebie. Znamy się długo, ufamy sobie i to jest myślę podstawa. Ostatnie mecze pokazały, że pewność na boisku wraca, wkrótce Agnieszka, przede wszystkim fizycznie, powinna znów grać na pełen gaz, a wtedy jest nie do zatrzymania. Bardzo bym chciał, żeby dalej grała dla Gorzowa. Sama zadeklarowała, że w Polsce chciałaby być dalej z nami.
Marta Żyłczyńska wchodziła w zespół wolniej, ale ostatnio grała bardzo dobrze. W drugiej rundzie powinna pokazać pełnię swoich możliwości.
- To jest zawodniczka, która nie boi się walki. Na początku brakowało mi jej wsparcia szczególnie w ataku, bo w obronie spisywała się bardzo dobrze, za to pod koszem rywalek przeciętnie. Po latach występów w innych klubach Marta nie za bardzo potrafiła wrócić do mojej koncepcji grania. Wszystko już jednak sobie wyjaśniliśmy, a najlepiej świadczą o tym ostatnie mecze, w których Marta była wyróżniającą się zawodniczką i którymi na dobre wróciła do Gorzowa, co dla młodego gracza nie jest przecież łatwe.
Nasz zespół to swego rodzaju koszykarski fenomen. Prawdopodobnie w pojedynkę prawie każdej z naszych zawodniczek na dziś trudno byłoby zaistnieć w ekstraklasie. A jednak jako drużyna stanowią wielką siłę. Po 11 meczach są na znakomitym piątym miejscu.
- Ten zespół był zupełnie inaczej budowany od samego początku. Ta wewnętrzna, silna więź, nie tylko na boisku, od zawsze miała wielkie znaczenie. Po meczu z Lotosem jeden z dziennikarzy spytał się, czy Dagmara Mroczek za pięć trójek dostanie jakąś premię. Odpowiedziałem, że premią dla niej mogą być tylko gratulacje do trenera. My nie mamy premii. Budujemy całkiem coś innego. Emocjonalne więzi. Z drużyną, z kibicami, z miastem. Jeśli do klubu trafią większe pieniądze to będą premie. Są regularnie płacone stypendia, a my przede wszystkim mamy mieć wielką chęć żeby grać dla Gorzowa. Przyjście Agnieszki i Marty nie było przypadkowe. One ze mną pracowały, mogłem im zaufać, wiedziałem, że szybko wejdą w zespół, bo pasują do niego mentalnie i wiekowo.
Bardzo związała się także z zespołem Nicole Anaejionu. Amerykanka nie pograła u nas długo i powiedzmy sobie uczciwie, że to bardzo sympatyczna dziewczyna, ale koszykarka przeciętna. Warto jednak było zaryzykować, aby przetrzeć drogę, z której zapewne w przyszłości częściej będziecie korzystać.
- Już kilka dni po wylocie Nicole dzwoniła do nas. Pytała czy może wrócić do Polski na swoją odpowiedzialność, bo na takie rozwiązanie zgodził się jeden z lekarzy w Stanach. Oczywiście to jest niemożliwe. Nikt w klubie nie będzie ryzykował jej zdrowia. Ale to bardzo cieszy, że Nicole tak jak nie chciała stąd wyjeżdżać, na pożegnaniu wylała wiele łez, choć była w zespole tylko kilka tygodni, tak szybko chciała do nas wrócić. Na pewno będziemy korzystać z tej drogi, choć w przyszłości wolałbym kandydatkę do naszego zespołu zobaczyć na żywo, a nie korzystać tylko z kaset. Mam nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy docenią to co w Gorzowie robimy i pomogą nam zebrać pieniądze na jedną, czy drugą indywidualność. Przygoda z Nicole nauczyła nas jednego. Za oceanem przede wszystkim trzeba mieć jak najlepsze rozeznanie.
Właśnie. Nad każdą zawodniczką ściąganą do w ten sposób budowanego zespołu trzeba się trzy razy zastanowić. To muszą być naprawdę gracze dużego formatu, a nie tylko uzupełnienie składu.
- Bardzo chciałem, aby w tym sezonie dołączyła do nas Edyta Koryzna, która grała już kiedyś dla Gorzowa. Niestety jeszcze tym razem na takiego gracza nie było nas stać. To zawodowiec w każdym calu. Potrzeba nam takiej indywidualności, pasującej mentalnie do zespołu, która pokazałaby pozostałym dziewczynom drogę nie tylko na boisku, ale także poza nim. Kilka naszych zawodniczek stoi w tej chwili przed wyborem. Czy koszykówka ma być dla nich tylko przygodą w życiu, czy sposobem na życie. Jeśli będą świadome tego co robią i postawią sobie ambitne cele to mogą grać na naprawdę wysokim poziomie.
Gorzowski zespół zrobił do tej pory o wiele więcej niż oczekiwaliśmy. Apetyty na dalszą część rozgrywek trochę wzrosły? W tej chwili mamy szansę zająć piąte, szóste miejsce i w ten sposób uchronić się od grania w pierwszej rundzie play off z najsilniejszymi w lidze Lotosem i Wisłą.
- Najpierw musimy koncentrować się na ósemce, którą przecież w rozważaniach czysto teoretycznych cały czas możemy po jakiejś katastrofie stracić. A więc nie poprzestajemy na tym co mamy. Samozadowolenie jest najgorsze. Musimy zapewnić sobie gwarancję spokoju na przyszły sezon, a przy takim nastawieniu może wyjść bardzo dużo. To jest sport i pewnie w trakcie rozgrywek jeszcze te nasze cele będziemy sobie zmieniać, motywować się, bo granie na swobodzie wcale nie musi być dla tego zespołu najlepszym rozwiązaniem. Najpierw ósemka, a potem zobaczymy. Obiecuję, że będziemy chwytać chwilę jeśli tylko nadarzy się okazja, spróbujemy być tak wysoko jak tylko się da. Nasi kibice zasługują na ambitne cele.
Rozmawiał Ireneusz Klimczak Gazeta Wyborcza
Re: Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Gorzów Dariuszem Maciejewski
Hersi pisze:(...) Przygoda z Nicole nauczyła nas jednego. Za oceanem przede wszystkim trzeba mieć jak najlepsze rozeznanie.
(...)
O tym chyba było wiadomo i bez ściągania do Polski słabiutkiej zawodniczki o przeciętnych nawet jak na warunki amerykańskie statystykach
Ps. Malutka zagadka - jak nazywała się pierwsza czarnoskóra Amerykanka występujaca w naszej lidze?
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
Re: Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Gorzów Dariuszem Maciejewski
Seba pisze:O tym chyba było wiadomo i bez ściągania do Polski słabiutkiej zawodniczki o przeciętnych nawet jak na warunki amerykańskie statystykachZresztą czasy, kiedy zawodniczki czarnoskóre stanowiły w naszej lidze wielki magnes przyciągający na trybuny kibiców już bezpowrotnie minęły. Obecnie liczą się bardziej umiejętności, a we wielu miastach miejscowi widzowie bardziej wolą oglądać swoje znajome, które się wychowały obok nich, niż napływ pseudogwiazd z innych regionów Polski i nie tylko. Gorzów jest zresztą tego najlepszym przykładem - powrót Agnieszki Szott na stare śmieci, powrót również Alicji Suwary i pełna hala. Jesli dodać do tego znakomite szkolenie młodych wychowanek, to naprawdę mam nadzieję, że następnym razem trenerzy i działacze dwa razy pomyślą zanim stracą cenne złotówki na ściaganie kompletnie zbędnych (choć pewnie równie sympatycznych jak Nicole) zawodniczek
. (...)
Cos Cie chyba Seba glowa w Nowym Roku boli i juz nie masz sie do czego przyczepic

CokolwiekPomiedzyLudzmiKonczySie
ZnaczyNigdySieNieZaczelo
GdybyPrawdziwieSieZaczeloNieSkonczylobySie
SkonczyloSieBoSieNieZaczelo
CokolwiekPrawdziwieSieZaczynaNigdySieNieKonczy
Re: Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Gorzów Dariuszem Maciejewski
kyS pisze:(...)
Cos Cie chyba Seba glowa w Nowym Roku boli i juz nie masz sie do czego przyczepic
Co prawda tekst prostacki... ale się mimo to ustosunkuję.
Oczywiście masz rację - pieniądze wydane na wspaniałą gwiazdę z Ameryki, której statystyki i dokonanie rzuciły na tym Forum od razu po ogłoszeniu informacji o transferze wszystkich na kolana były wydane znakomicie!!! Popieram od zawsze zabieranie przez tak legendarne zawodniczki miejsca w składzie Polkom, zwłaszcza w klubach, które są od lat w ścisłej czołówce jeśli chodzi o szkolenie młodzieży! Czym więcej takich transferów i wydanych równie sensownie pięniędzy na bilety, utrzymanie, wynagrodzenie, telefony itp tym bardziej świetlana przyszłość czeka polski basket, a klub oczywiście więcej pieniędzy za kilka miesięcy. Dziwię się też, że nie zarzuciłeś mi tego, że przyczepiam się do tego, że w Gorzowie stawia się (oprócz amerykańskiego wyjątku) na rodowite Gorzowianki i swoje wychowanki! Przecież na pewno po toaście wzniesionym sokiem i nie wypiciu ani łyka alkoholu (hehe.. czego mi nie żal - po cholerę się truć) głowa boli mnie na tyle, że powinienem propagować model stosowany w niektórych klubach pod tytułem: "Co rok inna "Pantalejewa".
A tak na koniec - BARDZO SERIO... jeśli coś wygląda jak "maluch" to nawet jeśli to w Twoim klubie, to raczej trzeba się do tego przyznać, a nie wciskać, że to "Mercedes". O tym, co sądze o sprowadzaniu beznadziejnej Amerykanki do takiego zespołu jak Gorzów napisałem już wiele miesięcy temu... pewnie Cię jeszcze nawet na Forum nie było. A przyczepiać się będę tak jak od lat do WSZYSTKIEGO, co pozbawione choćby odrobiny sensu w polskiej koszykówce - bez wyjątku, czy chodzi o Łódz, Poznań, Gorzów czy Manieczki.
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
Seba nie denerwuj sie tak. Faktem jest, ze Nicole nie byla jakims ogromnym wzmocnieniem, ale klub nie mial tez rzadnych doswiadczen przy sprowadzaniu zawodniczek z ameryki. Chociazby z tego prostego powodu mozna powiedziec, ze sie oplacalo. Po drugie jakos nikt w Gorzowie (wprost) nie narzekal. Konczac moge tylko powiedziec, ze na Ostrovie (bez obrazy oczywiscie) Nicole wystarczyla w zupelnosci, a przed seznem nikt (otwarcie) nie zakladal walki o cos wiecej niz utrzymanie.
ps sory jak ten tekst o Nowym Roku Cie obrazil.
ps sory jak ten tekst o Nowym Roku Cie obrazil.

CokolwiekPomiedzyLudzmiKonczySie
ZnaczyNigdySieNieZaczelo
GdybyPrawdziwieSieZaczeloNieSkonczylobySie
SkonczyloSieBoSieNieZaczelo
CokolwiekPrawdziwieSieZaczynaNigdySieNieKonczy
Ależ ja się wcale nie denerwuję
To nie mój problem... obecnie Gorzów ma pieniądze, za rok może ich nie być - takie życie. Nie mam pojęcia pod jakim względem się opłacało wywalać choćby złotówkę na tak poroniony pomysł, jak Amerykanka w zespole mistrzyń Polski juniorek z 2003 roku? Po co ściągać kogoś o kim się niewiele wie, tylko dlatego, że chwilowo nas (czyt. klub) na to stać? To, że nikt nie narzekał to oczywiste... dla Ciebie... jak dla mnie oczywiste jest to, że wywalanie w ten sposób pieniędzy to jeden z pierwszy kroków do kłopotów finansowych JAKIEGOKOLWIEK klubu. Różnica natomiast między Ostrovią, a Gorzowem jest taka, że tam nawet gdyby były pieniądze nikt nie wpadłby na zupełnie zbędne wydanie choćby jednej złotówki na wątpliwe wzmocnienie zza granicy - o tym się już zdążyliśmy wszyscy przekonać. Woleli podpisać umowę o współpracy ze szkolącą od lat wspaniale młodzież Kasprowiczanką (choć to wypaliło tylko częściowo), opierać zespół o wyłącznie swoje, a nie rzucać się na coś, co pózniej będzie się odbijało dłuuuugo czkawką. Co do narzekań dodam, że właśnie na Twoim miejscu omawiany transfer powinien budzić najwięcej kontrowersji... ja jako kibic swojego zespołu martwiący się o przyszłość miałbym wiele pretensji do władz swojego klubu o taki transfer. Te pieniądze mogły i powinny być wydane mądrzej. Mówiłem o tym dawno i powtórzę raz jeszcze!
Pozdrawiam.
Pozdrawiam.
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
- Mikey
- Senior
- Posty: 3547
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 10:41
- Lokalizacja: Z Lans Ekipy
- Kontaktowanie:
Re: Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Gorzów Dariuszem Maciejewski
Upshow?Seba pisze:Ps. Malutka zagadka - jak nazywała się pierwsza czarnoskóra Amerykanka występujaca w naszej lidze?

Re: Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Gorzów Dariuszem Maciejewski
Mikey pisze:Upshow?Seba pisze:Ps. Malutka zagadka - jak nazywała się pierwsza czarnoskóra Amerykanka występujaca w naszej lidze?
Piwo przy najbliższej okazji
Carvanetta "Carvie" Upshaw
Jesli chodzi o zawodniczki czarnoskóre ogólnie, to wcześniej do Polski przyjechały bodajże dwie koszykarki z Francji. Ale nie pamiętam szczegółów.
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
- Mikey
- Senior
- Posty: 3547
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 10:41
- Lokalizacja: Z Lans Ekipy
- Kontaktowanie:
Re: Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Gorzów Dariuszem Maciejewski
Seba pisze:Mikey pisze:Upshow?Seba pisze:Ps. Malutka zagadka - jak nazywała się pierwsza czarnoskóra Amerykanka występujaca w naszej lidze?
Piwo przy najbliższej okazji![]()
Carvanetta "Carvie" Upshaw
.


Re: Rozmowa z trenerem AZS PWSZ Gorzów Dariuszem Maciejewski
eeeeeeeeeeeeee, a czasem nie grały wcześniej takie (dwie?) zawodniczki w bodaj Glinniku Gorlice - owszem były słabiutkie - ale czarne i z amerykiSeba pisze:Mikey pisze:Upshow?Seba pisze:Ps. Malutka zagadka - jak nazywała się pierwsza czarnoskóra Amerykanka występujaca w naszej lidze?
Piwo przy najbliższej okazji![]()
Carvanetta "Carvie" Upshaw
Jesli chodzi o zawodniczki czarnoskóre ogólnie, to wcześniej do Polski przyjechały bodajże dwie koszykarki z Francji. Ale nie pamiętam szczegółów.
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości



