Nie wrócę już na boisko - Sylwia Wlaźlak

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

Awatar użytkownika
simon
Oldboy
Posty: 5437
Rejestracja: 07 czerwca 2004, 07:05
Kontaktowanie:

Nie wrócę już na boisko - Sylwia Wlaźlak

Postautor: simon » 10 kwietnia 2009, 07:06

Nie wrócę już na boisko - rozmowa z Sylwią Wlaźlak



Niespełna miesiąc temu przeżyła Pani dramat - drugi raz w ciągu pięciu lat nastąpiło zerwanie ścięgna Achillesa tej samej nogi. Czy wielkanocny nastrój pozwala już Pani widzieć przyszłość w wiosennych barwach?


Sylwia Wlaźlak: - Bardzo bym chciała. Na razie częściej przebijają się odcienie szarości. Jeszcze przez miesiąc będę chodzić o kulach i z nogą w gipsie. Raczej jestem optymistką, ale mam straszną huśtawkę nastrojów. Nic nie mogę zrobić, nawet iść z psem na spacer, bo daleko nie zajdę. W kuchni się nie wyżywam, bo tam rządzi mój mąż Grzegorz, który uwielbia gotować. Teraz ma swoją pracę, studiuje, a ja nie mogę go odciążyć, w niczym pomóc. Bardzo przeżywa moją kontuzję, sam był sportowcem, grał w piłkę w ŁKS, choć kariery nie zrobił. Towarzyszył mi przez prawie całą karierę - mało było meczów, na których nie był w Łodzi i w Pabianicach.

Odtwarza Pani sobie w myślach ten fatalny moment z meczu przeciwko PTK Pabianice?


Obrazek


To był ten sam ból co pięć lat temu. Już wiedziałam, że to jest to samo, że znów zerwałam ścięgno Achillesa. Pierwsza myśl, która mnie wprost przeszyła: tylko nie to! Ostatkiem sił odwróciłam się w nadziei, że może jednak ktoś mnie kopnął, ale niestety, za mną nikogo nie było. Znów w tej samej nodze. Pamiętam, że Danielle Page stała przede mną, piłka odbiła się od deski, ja byłam za nią, pomyślałam, że mnie nie widzi, więc ją wyprzedzę i zbiorę piłkę. Mocno wystartowałam, odbiłam się całym ciężarem z jednej nogi... I koniec. Tak samo pechowo jak wtedy, w końcówce meczu. Potem potoczyło się z górki, wiedziałam, jak to będzie, jaka jest procedura. Zależało mi tylko na tym, żeby jak najszybciej była operacja. I lekarz, który miał dyżur, powiedział: "nie ma na co czekać, od razu operujemy".

Kibice wierzą, że wróci Pani na boisko.

Nie, nie, nie! W pierwszej chwili jeszcze nie myślałam, że to już koniec. Kiedy minął ten potworny ból, kłębiły się myśli, że jeszcze są mecze, że musimy się utrzymać w ekstraklasie. Jak już wiadomo było, że nasza drużyna zostanie w lidze, to moje wydarzenie nie było kropką nad "i", ale potężną kropą. Zakończyć! Zdecydowałam, że już nie wrócę na boisko. Pamiętam, ile mnie kosztowało wtedy, pięć lat temu, żeby wrócić do gry. Ile czasu i wysiłku włożyłam, żeby odbudować mięśnie, wzmocnić ścięgno. Dwa miesiące noga była przecież w gipsie. Minęło pięć lat, a ja jeszcze nie odbudowałam mięśnia w łydce, nie czułam się tak, jak przed kontuzją. To już nie jest ten sam "achilles". I co, znów wszystko od nowa?! Jestem o pięć lat starsza. Nie, to już nie ma sensu. W sporcie wyczynowym noga musi być silna. Odbicia, wyskoki, starty, hamowanie, przyśpieszenia - noga nie może być "trochę sprawna". A ja nie chcę słyszeć szeptów z boku: "...oooo, to już nie ta sama Sylwia".

Paradoksem jest, że była Pani bohaterką tego feralnego meczu. To dodało jeszcze goryczy?

Rzeczywiście, ten mecz mi świetnie wyszedł. Wcześniej takie spotkania były przyjemne, bo dodawały mi wiary, że nawet w wieku 36 lat mogę jeszcze grać na dobrym poziomie. Żartowałam nawet, że "achilles" to chyba najmocniejsza część mojego ciała. Jest tak przyszyty, że nic nie może się stać. A jednak się zerwał i wszystko prysło.

Wybór momentu zakończenia kariery to jedna z najtrudniejszych decyzji dla sportowca. Los trochę pomógł Pani w jej podjęciu?

W ostatnich latach, jak sezon zbliżał się do finiszu, próbowałam wyobrazić sobie moment zakończenia kariery. Ale gdy odpoczęłam, doszłam do zdrowia, to z chęcią wracałam na boisko. Teraz może będzie mi łatwiej, bo już o tym myślałam. Tym bardziej że ten sezon nie był dla mnie od początku zadowalający. Podkręcone kolano w październiku, dobre mecze przeplatane słabszymi. Często już taka gra na siłę, tylko przebłyski. Wewnętrznie czułam, że powoli sport zaczyna mi sprawiać coraz mniejszą radość.

Ma Pani przygotowany pomysł na dalszą przyszłość?

Tylko w ogólnym zarysie. Wiem co i gdzie bym chciała robić, ale jeszcze nie wiem, jak do tego dojdę. Całe moje dorosłe życie oddałam koszykówce. Sama z niej także wiele czerpałam. Chciałabym zostać w sporcie, pomagać w sekcji, pracować dla niej i dla drużyny. Jako trener chyba nie. Brakuje mi cierpliwości. Zresztą uważam, że trenerami powinni być mężczyźni. To strasznie trudna praca, wymagająca silnej ręki. Całe życie grałam w koszykówkę, więc nie wyobrażam sobie, żebym teraz miała szukać swojej drogi życiowej poza nią. Myślę o podjęciu studiów w Wyższej Szkole Sportowej im. Kazimierza Górskiego przy ul. Milionowej.

Prezes stowarzyszenia ŁKS Basket Women Marek Michalik i trener Mirosław Trześniewski zadeklarowali, że w klubie, którego jest Pani legendą, zawsze jest dla Pani miejsce.

Powiedzieli mi to w szpitalu, krótko po operacji, kiedy jeszcze byłam załamana. Może nawet nie zdawali sobie sprawy, jak wielkie znaczenie miały dla mnie te słowa. Co tu dużo mówić, kiedy je usłyszałam, po prostu przybyło mi sił i wiary.

Ma Pani autorytet i wiele życzliwości ze strony koleżanek - tych z obecnej drużyny i tych z dawnej.

Zaraz po kontuzji, kiedy leżałam na parkiecie, z trybun zeszły koleżanki z boiska: Daiva Jodeikaite, Ela Trześniewska, Kasia Madej, Iza Maj, podeszła "Leośka" Krystofova, z którą grałyśmy w jednej drużynie, a w tym meczu była moją przeciwniczką. Wciąż je widzę, jak stoją nade mną i są ze mną. Nigdy tego nie zapomnę. W szpitalu odwiedziła mnie cała drużyna, tuż przed wyjazdem na mecz do Jeleniej Góry.

Była Pani liderką reprezentacji, która zdobyła złoto mistrzostw Europy, olimpijką z Sydney 2000, dwukrotną mistrzynią Polski, półfinalistką Pucharu Ronchetti, medalistką mistrzostw Europy i świata juniorek. Czy czuje się Pani spełniona w sporcie?

Z perspektywy, jak czytam wycinki prasowe, książki, patrzę na moją przygodę z koszykówką, to widzę ją w jasnych barwach. Nie będę dobierać górnolotnych słów - była po prostu bogata w przeżycia, sukcesy, dramaty. Z czystym sumieniem mogę już zejść z boiska. Więcej bym nie osiągnęła, a lepiej, żeby kibice zapamiętali moją dobrą grę. Czuję się spełniona, choć najmocniej wrył mi się w serce nie sukces, lecz porażka. To jest dożywotnia drzazga. Byłyśmy bardzo blisko awansu na olimpiadę w Atenach! W decydującym meczu z Hiszpankami miałyśmy w ostatniej kwarcie 19 punktów przewagi i przegrałyśmy. Na poziomie europejskim stracić taką przewagę to niewiarygodne. Potężnie stłukłam wtedy mięsień czterogłowy i końcówkę oglądałam z ławki, nie byłam w stanie grać. Kontuzja w takim meczu!

Andrzej Nowakowski powiedział kiedyś, że inne drużyny mają kapitanów, a my generała. Spytałem charyzmatycznego trenera, co by zrobił, gdyby prowadził zespół w pamiętnym meczu z Hiszpanią. Odpowiedział: "Krzyknąłbym - Sylwia, wchodzisz!".

Nie, na jednej nodze nie dałabym rady. Miałam naprężony mięsień i dostałam potężne uderzenie. Przez trzy miesiące odczuwałam jego skutki. To było niemożliwe, żebym wtedy weszła do gry. Ale miło słyszeć, że trener tak we mnie wierzy.

Grała Pani w lidze 20 lat, niemal w każdym sezonie będąc jej indywidualnością. To daje pewien dystans do zmian, jakie dokonują się w sporcie.

Coraz gorzej to widzę. Jest coraz trudniej pozyskać sponsorów. Trzeba kontraktować zawodniczki, bo młodzieży mało się przebija. Teraz każda zawodniczka ma menedżera. Są kluby, jak Wisła czy Lotos, gdzie kontrakty są bardzo wysokie. Dziewczyny się nasłuchają, że tam płacą tyle, a gdzieś indziej jeszcze więcej. Jak przychodzi do rozmów, to mniej ważne jest, o co będziemy grać, w jakim składzie, jaką koszykówkę preferuje trener, czy występy w tej drużynie gwarantują rozwój. Pierwsze i najważniejsze pytanie - za ile. Mnie trudno się z tym pogodzić. To się robi fabryka: iść do pracy, zrobić swoje, a później sprawdzić, czy się na koncie zgadza. To nie mój styl, bo on zabija radość z gry. To wina i menedżerów, i prezesów, i zawodniczek. Może to jednak znak czasów?

Grała Pani z wieloma zawodniczkami, ale czy była taka, z którą współpracowało się na boisku najlepiej?

Z Elą Trześniewską, bo była najlepszym centrem w Polsce. Z Gosią Dydek też, ale u niej to głównie rolę grały centymetry. Ela była bardziej wszechstronna, twórcza pod koszem, miała inny temperament.

Cała Pani kariera jest związana z Łodzią i Pabianicami. Nie kusiło Pani, żeby spróbować lepszego chleba gdzieś indziej?

Miałam propozycje, nie skorzystałam i nie żałuję swojej decyzji. Jestem wychowanką Społem, ale cała moja kariera związana była z ŁKS, z jednym rozdziałem w Pabianicach. Wrosłam w łódzkie środowisko. Nigdy nie umiałam kalkulkować, co mi się bardziej opłaca, gdzie można by uzyskać wyższy kontrakt, lepsze zarobki. Pewnie, że pieniądze jakąś wagę mają, ale dla mnie nie były nigdy na pierwszym planie. Nie miałam parcia na rynek europejski, bo i z ŁKS, i z Polfą, i z reprezentacją grałyśmy na poziomie międzynarodowym.

Opisywałem jeden z pierwszych Pani występów w lidze i brawurową akcję, kiedy mierząca 171 cm szesnastoletnia Sylwia - wówczas jeszcze Gawrysiak - wyrwała piłkę najwyższej koszykarce świata, mającej 213 cm wzrostu Małgorzacie Dydek i zdobyła kosz.

Pamiętam i lubię wracać do tych wspomnień, do atmosfery, jaką tworzyli kibice w nabitej po brzegi hali przy alei Unii. Teraz trochę to się rozmywa, przelatuje przez palce. Raz kibice przyjdą na mecz, raz nie przyjdą, raz dopingują, raz są wyciszeni. Najpiękniejsze chwile z kariery to w ŁKS, kiedy zdobywałyśmy medale, miałyśmy świetną paczkę dziewczyn i wszyscy w zespole byli niezwykle zgrani. Teraz widzę, na czym się buduje historię. Miło później otworzyć książki, wydawane z okazji różnych jubileuszy, poczytać i uświadomić sobie, że tworzyło się historię sportu.

Marek Kondraciuk - POLSKA Dziennik Łódzki

gucio
Nowy na forum
Posty: 66
Rejestracja: 22 grudnia 2007, 20:49
Lokalizacja: Pabianice
Kontaktowanie:

Postautor: gucio » 10 kwietnia 2009, 09:48

I niech młode pseudo gwiazdeczki sobie poczytają i co nieco z tego wezmą do serca.
Co raz mniej Takich zawodniczek w polskiej koszykówce :(
Włókniarz potęga jak za czasów Langierowicza.
Czy ktoś pamięta piątkę (Kozera,Piotrkiewicz,Sidoruk,Seroka,Stodulska)?

Awatar użytkownika
Saletra
Junior
Posty: 2359
Rejestracja: 11 czerwca 2004, 19:09
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Saletra » 10 kwietnia 2009, 16:50

Ech, Sylwia to niewątpliwie jedna z najlepszych rozgrywających w historii polskiej koszykówki kobiecej.

Nie do zastąpienia w repie, wielkie szkoda, że już nigdy nie wyjdzie na ligowe parkiety. Ale jak mówi sama koszykarka, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść - zrobiła dla dyscypliny tyle, że może odchodzić z czystym sumieniem.
Wielki szacunek- obysmy kiedyś doczekali się koszykarki na rozegraniu pokroju Sylwi - a nie statycznych i schematycznych cieniar.

Myślę, że gdyby mogła grać w końcówce spotkania z du...rnymi Hiszpankami, to byśmy tego spotkania nie przegrali.

koszykarz

Postautor: koszykarz » 11 kwietnia 2009, 14:29

Coraz gorzej to widzę. Jest coraz trudniej pozyskać sponsorów. Trzeba kontraktować zawodniczki, bo młodzieży mało się przebija. Teraz każda zawodniczka ma menedżera. Są kluby, jak Wisła czy Lotos, gdzie kontrakty są bardzo wysokie. Dziewczyny się nasłuchają, że tam płacą tyle, a gdzieś indziej jeszcze więcej. Jak przychodzi do rozmów, to mniej ważne jest, o co będziemy grać, w jakim składzie, jaką koszykówkę preferuje trener, czy występy w tej drużynie gwarantują rozwój. Pierwsze i najważniejsze pytanie - za ile. Mnie trudno się z tym pogodzić. To się robi fabryka: iść do pracy, zrobić swoje, a później sprawdzić, czy się na koncie zgadza. To nie mój styl, bo on zabija radość z gry. To wina i menedżerów, i prezesów, i zawodniczek. Może to jednak znak czasów?

Niech te słowa zostaną zapamiętane przez te wszystkie polskie pseudo gwiazdy które idą tam gdzie więcej sypną... :evil: :evil: :evil:
Takie pokolenie wyrosło i prędko sie nie zmieni :shock:

Awatar użytkownika
hellraiser
Junior
Posty: 2479
Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04

Postautor: hellraiser » 11 kwietnia 2009, 20:36

koszykarz pisze:Coraz gorzej to widzę. Jest coraz trudniej pozyskać sponsorów. Trzeba kontraktować zawodniczki, bo młodzieży mało się przebija. Teraz każda zawodniczka ma menedżera. Są kluby, jak Wisła czy Lotos, gdzie kontrakty są bardzo wysokie. Dziewczyny się nasłuchają, że tam płacą tyle, a gdzieś indziej jeszcze więcej. Jak przychodzi do rozmów, to mniej ważne jest, o co będziemy grać, w jakim składzie, jaką koszykówkę preferuje trener, czy występy w tej drużynie gwarantują rozwój. Pierwsze i najważniejsze pytanie - za ile. Mnie trudno się z tym pogodzić. To się robi fabryka: iść do pracy, zrobić swoje, a później sprawdzić, czy się na koncie zgadza. To nie mój styl, bo on zabija radość z gry. To wina i menedżerów, i prezesów, i zawodniczek. Może to jednak znak czasów?

Niech te słowa zostaną zapamiętane przez te wszystkie polskie pseudo gwiazdy które idą tam gdzie więcej sypną... :evil: :evil: :evil:
Takie pokolenie wyrosło i prędko sie nie zmieni :shock:



Z całym szacunkiem nie widzę tego stada młodych utalentowanych zawodniczek które nie grają bo chcą za dużo kasy i to nie pozwala im się przebić. Pewno np. Kotnis gdyby chciała za polowe to S5 w każdym meczu. Niech każdy sobie w własnym klubie przypomni jak się denerwował na trenera że nie wpuszcza młodych i jakoś nie widzę powiązania z kasą albo z menadżerem.
Młodzież się nie przebija ponieważ trenera rozlicza się z sukcesu z aktualnej chwili a nie "z przyszłości". Jak młodzież jest (jeszcze) troszkę słabsza od niemłodzieży, to gra niemłodzież bo trenera jutro może nie być.To wszystko i nie wprowadzajmy demagogi.
Obrazek

Zagloba
Żak
Posty: 335
Rejestracja: 17 czerwca 2004, 01:20
Lokalizacja: BoraBora

Postautor: Zagloba » 12 kwietnia 2009, 09:05

Zapomniano w kraju o rozwoju mlodych talentow bo po co ...kupi sie cos ..calkowite zaniedbanie ze strony trenerow kadry narodowej ,trenerow ligowych ...smutne ale prawdziwe...bo kazdy mysli tylko o KASIE w kraju w ktorym korupcja jest na pierwszym miejscu "Ciemnosc widze tylko ciemnosc"
Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo.


Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości