Wywiad z Agnieszką Bibrzycką

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

Dżi ej el ej
Młodzik
Posty: 560
Rejestracja: 01 stycznia 2010, 17:27

Wywiad z Agnieszką Bibrzycką

Postautor: Dżi ej el ej » 12 lutego 2010, 12:33

Agnieszka Bibrzycka: Spotkamy się w Final Four

- Bardzo cieszę się, że Wisła tak świetnie spisuje się w Eurolidze i mam nadzieję, że spotkamy się w Final Four - mówi w ekskluzywnym wywiadzie dla PLKK.pl Agnieszka Bibrzycka, zawodniczka UMMC Jekaterinburg.

Kibice na całym świecie wybrali panią do pierwszej piątki zespołu Europy na Mecz Gwiazd Euroligi Kobiet, który odbędzie się 9 marca 2010 roku w Gdyni. To chyba miłe wyróżnienie?

- Bardzo się cieszę, że po raz kolejny zostałam wybrana do Meczu Gwiazd. W Europie jest wiele wspaniałych zawodniczek, które równie mocno zasługują na to wyróżnienie, dlatego korzystając z okazji chciałam podziękować wszystkim kibicom za głosy i zaufanie. Mam nadzieję, że mecz będzie się wszystkim podobał.

Czy wobec takiego wyboru internautów czuje się pani ambasadorem polskiej koszykówki? W końcu jest pani jedyną Polką w tym zestawieniu.

- Rzeczywiście w tym roku Mecz Gwiazd jest dla mnie czymś wyjątkowym. Nie tylko ze względu na to, że będę jedyną Polką, która w nim zagra. Najważniejsze jest to, że odbędzie się on w naszym kraju. Oczywiście reprezentuję swój klub UMMC, ale przecież przez tyle lat grałam w Lotosie, dlatego nie mogę się już doczekać powrotu do tego miasta i gry przed wspaniałą polską publicznością. Taki mecz to również doskonała okazja do popularyzacji polskiego basketu. Na parkiecie będzie można zobaczyć najlepsze koszykarki świata, a każda z nich będzie się chciała zaprezentować z jak najlepszej strony. Cieszę się, że coraz więcej dzieje się wokół koszykówki w Polsce. W zeszłym roku mieliśmy mistrzostwa Europy mężczyzn, w tym Mecz Gwiazd Euroligi, a za rok nasze kobiece mistrzostwa Starego Kontynentu. Za sprawą świetnych wyników reprezentacji wielki boom przeżywają teraz siatkówka i piłka ręczna. Mam nadzieję, że to samo będzie z nami i moda na koszykówkę znowu nastąpi!

Wzięła pani ze sobą do Rosji jakieś rzeczy z Polski?

- O tak! Co roku zabieram ze sobą masę książek. Bardzo lubię książki Alex Kava, ale ostatnio skończyłam całą czterotomową serię popularnej pisarki Stephenie Mayer o wampirach. Na jej podstawie nakręcono ostatnio film "Zmierzch". Ja osobiście polecam jednak książkę.

Oprócz pani w pierwszej piątce gwiazd Europy znalazła się jeszcze inna zawodniczka UMMC Jekaterinburg Sandrine Gruda. Klub w jakiś specjalny sposób wam pogratulował?

- Oczywiście były gratulacje od osób związanych z klubem. Niemal każdy życzył nam wygranej z resztą świata.

W tym sezonie UMMC spisuje się wyśmienicie. Kilka tygodni temu udało wam się wywalczyć Puchar Rosji, w rosyjskiej Superlidze kroczycie od zwycięstwa do zwycięstwa, a w Eurolidze jesteście już w 1/4 finału. Waszym celem jest triumf we wszystkich tych rozgrywkach?

- Nie ma co ukrywać, w tym roku chcemy wygrać wszystko! W zeszłym roku nie było na nas mocnych w lidze rosyjskiej, dlatego teraz brakuje nam już tylko tego najważniejszego trofeum - mistrzostwa Euroligi. Jak na razie idzie nam świetnie. Po zwycięstwie w Pucharze Rosji w bezpośredniej rywalizacji prowadzimy ze Spartakiem 1:0. Oby na koniec sezonu było 3:0.

Zdaniem jednego z trenerów pracujących w Polsce, organizacja klubów rosyjskiej ekstraklasy jest lepsza jak części zespołów WNBA. Rzeczywiście da się to jakoś porównać?

- Mogę sie tylko wypowiadać na przykładzie zespołów, w których grałam czyli Spartaku i UMMC. W tych klubach pracuje masa ludzi odpowiedzialnych za całą organizację. Począwszy od rzeczy bezpośrednio związanych z koszykówką, takich jak sala, siłownia, sprzęt do grania i trenowania, a skończywszy na samochodach z kierowcą, pięknych mieszkaniach i podróżowaniem na mecze czarterami. W klubie dbają o to abyśmy pomiędzy treningami miały czas na odpoczynek. Starają się również przyciągnąć jak najwięcej ludzi na halę organizując atrakcyjne oprawy meczowe i konkursy dla kibiców. Przy tym ci wszyscy ludzie są niesamowicie zżyci z klubem i zespołem, dzięki czemu panuje w nim świetna atmosfera. W WNBA wygląda to troszkę inaczej, ponieważ najczęściej klub żeński podlega pod męski, który jest najważniejszy. Oczywiście jest to również świetna organizacja i nie ma mowy o jakimkolwiek braku profesjonalizmu. Mi osobiście brakuje jednak właśnie tej całej atmosfery jaka panuje w Rosji.

Oprócz ekipy z Jekaterinburga bardzo dobrze w rozgrywkach Euroligi spisuje się Wisła Can-Pack Kraków. Jest pani zaskoczona postawą polskiego zespołu?

- Bardzo cieszę się, że Wisła tak świetnie spisuje się w Eurolidze i mam nadzieję, że spotkamy się w Final Four. Czy jestem zaskoczona? Raczej nie, ponieważ krakowianki miały dużo szczęścia trafiając do, moim zdaniem, najłatwiejszej grupy. Odniosły w niej jednak świetny wynik w rundzie zasadniczej. Tak naprawdę wszystko zweryfikują jednak dopiero play-offy.

Jak z rosyjskiej perspektywy wyglądają rozgrywki PLKK? Jest pani na bieżąco z polską ekstraklasą?

- Śledzę ligę, chociażby z tego względu, że gra w niej moja siostra. Za moich czasów zawsze było tylko jedno pytanie, kto wygra rozgrywki? Lotos czy Wisła? Teraz PLKK jest bardziej wyrównana, dzięki temu atrakcyjniejsza dla kibiców. Niestety w Rosji oprócz nas i Spartaka nie mamy za dużej konkurencji. W latach poprzednich poziom był bardziej wyrównany. Niestety kryzys finansowy mocno dał się we znaki i wielu klubów nie stać na wzmocnienia, a nawet start w lidze. Tak było z drużyną CSKA, dlatego liga liczy tylko dziewięć zespołów.

Kiedy wyjeżdżała pani z kraju KSSSE AZS PWSZ stawiał dopiero pierwsze poważne kroki w ekstraklasie, teraz drużyna walczy o medale mistrzostw Polski. Gorzowianki są w stanie przerwać hegemonię Lotosu i Wisły?

- Są w stanie tego dokonać. Jak widać polityka klubu świetnie się sprawdza. Od wielu lat trzon zespołu stanowią te same zawodniczki, do tego doszły trafione transfery, co dało efekt w postaci drugiego miejsca w zeszłym roku. W tym sezonie AZS gra od zwycięstwa do zwycięstwa i wygląda na to, że mają ogromny apetyt na mistrzostwo. Łatwo jednak nie będzie, bo po słabszym początku rozgrywek coraz lepiej gra Wisła, a Lotos mimo swoich problemów ciągle gra skutecznie. Niech wygra lepszy.

Trenerem akademiczek jest Dariusz Maciejewski, który pod koniec ubiegłego roku został szkoleniowcem reprezentacji Polski. Miała pani okazję już z nim porozmawiać?

- Tak, przez telefon rozmawialiśmy o terminarzu i planach reprezentacji.

Jaka ma być rola Agnieszki Bibrzyckiej w drużynie narodowej? Będzie pani przygotowywać się z kadrą od początku zgrupowania, czy też dostanie pani jakąś przerwę od trenera.

- Na razie jeszcze nie ma konkretnych planów, co do przygotowań reprezentacji. Ciężko mi więc powiedzieć, jaka będzie moja rola. Czas to zweryfikuje. Ja ze swojej strony będę do dyspozycji trenera i zespołu. Dla mnie najważniejszy jest sukces reprezentacji.

Wróćmy na moment do ubiegłorocznego EuroBasketu. Chyba z większymi oczekiwaniami wyjeżdżałyście na Łotwę?

- Najważniejszym celem było wyjście z grupy i to sie udało. Później rzeczywiście mogłyśmy zajść trochę wyżej, niestety skończyło się na jedenastym miejscu. Przecież Grecja, z którą udało nam się wygrać, zajęła piątą lokatę i jedzie na mistrzostwa świata.

Czego wówczas zabrakło?

- Podobnie jak Greczynki nie mamy zespołu doświadczonego i ogranego na europejskich parkietach. Drużyna z Hellady grała jednak z niezwykłą wolą walki i charakterem, a ich zaangażowanie, wspieranie się na boisku, były kluczem do sukcesu. Mam nadzieję, że u nas tym razem tego nie zabraknie. Na swojej drodze spotkałam wielu zawodników z Ameryki. Zawsze imponowała mi u nich ta pewność siebie, wiara we własne umiejętności. Myślę, że naszej reprezentacji nie brakuje talentu, tylko trochę wiary i pewności, że możemy wygrać z najlepszymi.

Trener Maciejewski mówi, że w jego kadrze będą występowały tylko koszykarki, które na co dzień grają w swoich klubach. Na łotewskim EuroBaskecie ten brak ogrania zawodniczek był widoczny?

- Tak jak mówiłam wcześniej. W porównaniu do zespołów z europejskiej czołówki brakuje nam tego ogrania i doświadczenia, ale cudów od nas nikt nie wymaga. A i cuda czasem się w sporcie przecież zdarzają. Można mieć szczęście w losowaniu grup lub w dalszym rozstawieniu, ale na boisku trzeba wykonać ciężką pracę. Ten kto przez 40 minut będzie walczył ciężej, rzucał się na każdą piłkę, niezależnie czy wchodzi z ławki czy z pierwszej piątki, ten osiągnie sukces. Oby był on również udziałem naszej kadry.

Prezes PZKosz Roman Ludwiczuk liczy, że w 2011 na mistrzostwach Europy uda wam się wywalczyć kwalifikację na igrzyska olimpijskie, czyli zając miejsce w pierwszej piątce. Pani zdaniem jest to realne?

- Przed polską publicznością chcemy zaprezentować się z jak najlepszej strony, walcząc w każdym meczu o wygraną. Teraz nie czas jednak na składanie konkretnych deklaracji bo liczą się czyny a nie słowa. Gdy będziemy dawać z siebie wszystko, to i sukcesy powinny się pojawić.

Pani młodsza siostra Magda od dłuższego czasu zmagała się z kontuzją pleców. Jako starsza siostra, a zarazem bardziej doświadczona zawodniczka, namawiała ją pani na zabieg?

- Magda sama podjęła ostateczną decyzję, ale oczywiście wspierałam ją, jak tylko mogłam. Wiedziałam, że już od paru lat walczy z bólem pleców i wiele razy była zmuszona robić sobie przerwy w graniu. Dłużej więc nie było sensu czekać, tym bardziej, że przed nią jeszcze wiele lat występów na parkiecie. Minął już miesiąc od operacji i jak widać była to słuszna decyzja. Magda zaczęła normalnie trenować, a plecy już jej nie bolą.

Jak układają się relacje między siostrami. Często się kontaktujecie?

- Pamiętam, że jeszcze za czasów szkoły podstawowej strasznie się kłóciłyśmy. Pewnie jak każde rodzeństwa. (śmiech) Teraz jednak jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Praktycznie codziennie rozmawiamy za pośrednictwem skypa i chociaż Magda, jak to młodsza siostra, ciągle potrafi mnie nieźle wkurzyć, to zawsze będę się o nią martwic i troszczyć.

Myśli jeszcze pani o powrocie do WNBA, czy to już zamknięty rozdział?

- Co roku mój agent zadaje mi to samo pytanie. Mam bardzo mile wspomnienia z WNBA szczególnie z mojego drugiego sezonu w San Antonio. Ciągle jestem w kontakcie z trenerem Danem Hughesem, dlatego jeśli wrócę do gry za oceanem to tylko w Silver Stars. Póki co, nie zamierzam jednak wyjeżdżać do Stanów. Po sezonie w Rosji nie mogę się doczekać powrotu do domu i chwili odpoczynku od koszykówki. Ale jak to się mówi: Nigdy nie mów nigdy.

Nie zamieniłaby pani czasem zimnej Rosji na słoneczną Hiszpanię lub Turcję?

- Występuje już w Rosji czwarty sezon. Mimo kryzysu jest to nadal jedna z najlepszych lig w Europie, a mój zespół co roku melduje się Final Four. Do tego gram w nim dużo i świetnie dogaduję się z trenerem oraz zawodniczkami z drużyny. Organizacja również jest na najwyższym poziomie. Czego więc można chcieć więcej? Rzeczywiście, chyba tylko cieplejszego klimatu. W życiu nie można mieć jednak wszystkiego.

A ewentualny powrót do Polski jest możliwy?

- Zawsze podpisuje kontrakty na jeden sezon, dlatego co roku zastanawiam się nad powrotem do kraju. Póki co w Rosji jest mi jednak bardzo dobrze, a w UMMC mam możliwość ponownie zwyciężyć w Eurolidze.


plkk.pl

Dżi ej el ej
Młodzik
Posty: 560
Rejestracja: 01 stycznia 2010, 17:27

Re: Wywiad z Agnieszką Bibrzycką

Postautor: Dżi ej el ej » 26 lutego 2010, 22:51

Nasz cel i moje marzenie to triumf w Eurolidze - rozmowa z Agnieszką Bibrzycką, rzucającą UMMC Jekaterynburg

Od lat jest najlepszą polską koszykarką. Od lat występuje w najsilniejszych europejskich zespołach. W tegorocznym sezonie, wspólnie z UMMC Jekaterynburg, celuje w potrójną koronę, a jej największym marzeniem jest kolejny triumf w Eurolidze koszykarek. "Biba" w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl opowiada o bieżących rozgrywkach, swoich planach i celach na przyszłość oraz występie w Meczu Gwiazd Euroligi.
Krzysztof Kaczmarczyk: Tegoroczny sezon jest w twoim wykonaniu niezwykle udany. Jesteś najskuteczniejszą zawodniczką swojego zespołu UMMC Jekaterynburg, w którym gra cała plejada gwiazd. Jest się zatem z czego cieszyć, bo chyba sezon toczy się po myśli twojej i twojego zespołu.

Agnieszka Bibrzycka: Tak. Sezon jak do tej pory mogę uznać za bardzo udany. Cieszę się szczególnie z tego względu, że gram równo w każdym meczu, a to na pewno łatwe nie jest. Co do zdobyczy punktowych jest to sprawa drugorzędna, tym bardziej, że w naszym zespole praktycznie każda zawodniczka może rzucić 20 i więcej punktów w meczu. Siła tkwi w zespołowości i te punkty u nas się równo rozkładają, więc ciężko jest przeciwnikowi zatrzymać nie tylko mnie, ale również cztery inne zawodniczki, które aktualnie przebywają na boisku.

W drużynie UMMC mamy do czynienia z całą plejadą gwiazd. Jak trener Gundars Vetra radzi sobie z tym wszystkim? Każdej zależy chyba na tym, żeby grać, a nie siedzieć na ławce. Ty na minuty narzekać chyba nie możesz, a i wśród tych największych na parkiecie jesteś wiodącą postacią.

- Rzeczywiście trener Gundras nie ma łatwego zadania. Mamy dwanaście świetnych zawodniczek i każda z nas mogła by grać po czterdzieści minut w każdym innym zespole, a tu czasami trzeba się zadowolić 20, a niekiedy nawet i 10 minutami w meczu. Na treningach jest zdrowa rywalizacja i każda z nas walczy o swoje miejsce w zespole, a na meczu gra właśnie ta piątka, która jest w najlepszej dyspozycji. My wszystkie jesteśmy profesjonalistkami i mamy już duże doświadczenie - sezon jest długi i ciężki, dlatego każda z nas, gdy wychodzi czy na 5 minut, czy na 30 minut, daje z siebie sto procent. Nasza siła to zespołowość. Trudno u nas wskazać kto jest liderką w zespole, na kim obrona powinna się skupić więcej, na kim mniej.

Znakomitą dyspozycję dostrzegli fani koszykówki, którzy wybrali Agnieszkę Bibrzycką do pierwszej piątki drużyny Europy w tegorocznym Meczu Gwiazd, który odbędzie się w mieście twojego ostatniego polskiego klubu, czyli w Gdyni. Jest to dla ciebie duża nobilitacja i wyróżnienie? Jak zareagowałaś na tą wiadomość?

- Tak bardzo się cieszę, że w tym roku będę miała okazje zagrać przed gdyńską publicznością. Mam wiele wspaniałych wspomnień i wiele sukcesów związanych z zespołem Lotosu i całym Trójmiastem. Na pewno będę się starała pokazać z jak najlepszej strony na Meczu Gwiazd.

Jak zawodniczki traktują takie spotkania? Jest to bardziej zabawa w koszykówkę i promocja tego sportu, czy raczej rywalizacja o prestiżową wygraną no i statuetkę dla najlepszej uczestniczki meczu?

- Wynik w takim meczu to sprawa drugorzędna. Przede wszystkim to zabawa. Natomiast dla polskiej koszykówki, dla miasta Gdynia i na pewno też dla mnie, to świetna okazja do popularyzacji koszykówki w kraju. Wiem, że z okazji Meczu Gwiazd mają być zorganizowane spotkania z młodzieżą ze szkół, pokazowe treningi - mam nadzieję, że dzięki temu choć trochę zachęcimy dzieciaki do uprawiania sportu, a w szczególności właśnie koszykówki.

Wróćmy do drużyny. W lidze rosyjskiej nie pozostawiacie złudzeń swoim rywalkom. Spartak Moskwa Region Vidnoje, czyli wasz największy rywal, musiał już uznać waszą wyższość dwukrotnie. Pokonałyście Spartak w lidze i w finale Pucharu Rosji. W tym sezonie zgarniecie Spartakowi wszystkie trofea sprzed nosa? W Eurolidze za cel z pewnością macie bowiem wygraną w całych tych rozgrywkach, gdzie głównym rywalem, podobnie jak w lidze rosyjskiej, będzie Spartak. Po raz kolejny może dojść do waszego pojedynku w półfinale Final Four. Czy w końcu uda się pokonać rywala i przerwać jego trzyletnią dominację w Eurolidze?

- W lidze rosyjskiej walka o tytuł toczy się praktycznie tylko miedzy nami, a Spartakiem. Rzeczywiście dwa razy udało nam się już wygrać z nimi w tym sezonie, ale wcale łatwo nie było. Nasze mecze przypominają bitwę, w której walczy się o każdy centymetr parkietu, o każdą piłkę. W takich meczach każdy błąd może zaważyć o wygranej lub przegranej. Dla mnie najważniejszym celem w tym roku jest wygranie Euroligi. Oczywiście nie chcę zapeszyć, ale jeśli wejdziemy do Final Four, to przyjdzie nam walczyć znowu ze Spartakiem o finał, a to będzie już "wojna", którą musimy wygrać.

W swojej karierze zaliczyłaś dwa największe rosyjskie zespoły, czyli Spartak oraz UMMC Jekaterynburg. Możesz w jakimś stopniu te zespoły porównać ze sobą, jeśli chodzi o organizację? I jak wygląda to na tle drużyny z Gdyni, z której to odeszłaś właśnie do Rosji.

- Co do organizacji, to te dwa rosyjskie zespoły funkcjonują bardzo podobnie. W UMMC ze względu na to, że podróże zabierały by nam większość czasu, podróżujemy czarterami. Warunki na drogach w Rosji są wręcz ekstremalne, dlatego mamy kierowców. Każdy klub ma swoje plusy i minusy, ale każdemu przyświeca jeden cel na końcu drogi - sukces zespołu.

Sezon w Europie swoją drogą, a w WNBA swoją. Czy masz w swoich planach powrót do tej ligi? Masz jakieś oferty gry za oceanem czy wakacje zamierzasz spędzić na odpoczynku i przygotowaniu się do kolejnego sezonu w Europie?

- Co roku zastanawiam się nad powrotem do WNBA. Na oferty nie mogę narzekać, natomiast po dość ciężkim sezonie w Rosji jedyne o czym marzę, to o powrocie do kraju. Praktycznie cały sezon w Jekaterynburgu to zima plus do tego dochodzi tęsknota za rodziną. Odpoczynek więc w gronie rodzinnym i dużo, dużo słońca - to jest to, czego mi najbardziej potrzeba.

W 2011 roku w Polsce odbędą się Mistrzostwa Europy koszykarek. Niedawno na trenera kadry wybrany został Dariusz Maciejewski. Jak oceniasz ten wybór? Myślisz, że to najbardziej odpowiednia osoba na to stanowisko?

- Nie mnie oceniać czy to dobry wybór, czy nie. Pewnie czas i wyniki kadry zweryfikują czy to był dobry wybór.

Gdy grałaś w Polsce, walka o tytuł rozstrzygała się praktycznie tylko pomiędzy drużynami z Gdyni i Krakowa. Teraz do tego duetu dołączyła m.in. drużyna KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski. Starasz się śledzić wydarzenia w polskiej lidze, która w tym sezonie jest niezwykle wyrównana i interesująca?

- Tak śledzę ligę na bieżąco przede wszystkim ze względu na moją siostrę, która gra w Pruszkowie. Liga jest rzeczywiście bardzo ciekawa... w przeciwieństwie do rosyjskiej (śmiech). Widać, że poziom wielu zespołów jest bardzo wyrównany i ciężko wskazać faworyta. Tylko się cieszyć, bo to na pewno podoba się kibicom.

Wisła Can Pack Kraków słabiej radzi sobie w tym sezonie na polskich parkietach, ale znakomicie gra w Eurolidze, gdzie podobnie, jak UMMC, dotarła już do ćwierćfinałów. Jak oceniasz krakowski zespół na europejskich parkietach w tym sezonie?

- Rzeczywiście Wisła idzie jak burza w Eurolidze i tylko się cieszyć, że polski zespół ma takie sukcesy. Wisła miała jednak dużo szczęścia trafiając do najsłabszej, moim zdaniem, grupy w Eurolidze. Na pewno ciężej miał Lotos czy też my w naszej grupie. Tak czy inaczej Kraków czeka teraz bardzo ciężka przeprawa z Brnem i na pewno ta konfrontacja pokaże, na co tak naprawdę stać Wisłę. Kibicuję dziewczynom i mam nadzieję, że spotkamy się w Final Four.

Sezon wkracza w decydujący fragment. Jak oceniasz, jaki będzie to finisz dla was? Będzie happy end i potrójna korona dla UMMC?

- Tak jak już mówiłam wcześniej, jeśli dostaniemy się do Final Four wszystko rozegra się pomiędzy nami, a Spartakiem. Niestety przez takie, a nie inne reguły FIBA (przy dwóch drużynach z tego samego państwa w Final Four, obie z urzędu rywalizują ze sobą w jednym z półfinałów - przyp. red.) będziemy musiały się wyeliminować w półfinale, a dla mnie to taki mały finał. Jeśli to nam się uda droga do tego najważniejszego trofeum będzie otwarta - taki jest nasz cel i moje marzenie!

sportowefakty.pl


Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości