Rozmowa z Aleksandrą Karpińską

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

Awatar użytkownika
Wojteg
Junior
Posty: 2880
Rejestracja: 07 czerwca 2004, 07:30
Lokalizacja: Pabianice
Kontaktowanie:

Rozmowa z Aleksandrą Karpińską

Postautor: Wojteg » 16 października 2005, 17:22

Rozmowa z koszykarką AZS PWSZ Sowood Aleksandrą Karpińską


Dzięki niej gorzowska drużyna bardzo zyskała na wartości. Po "trójkach" Oli mistrz Lotos do końca drżał o wynik. W sobotę niespełna 22-letnia koszykarka zadebiutuje w meczu ligowym w naszych barwach przed swoimi kibicami.

- Ola to dobry duch zespołu, obdarzona zdolnościami aktorskimi. Na kadrze żartowałyśmy, że aktorstwo strasznie straciło na tym, że Ola wybrała koszykówkę - opowiadała o nowej zawodniczce AZS PWSZ Sowood Agnieszka Szott. - Jest bardzo waleczna i w ważnych momentach potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność za wynik. Myślę, że razem będziemy groźne.

Zawodniczka zdążyła udowodnić, że lepsza jednak z niej koszykarka. Potrzebuje trochę czasu, aby jeszcze lepiej poznać taktykę i zasady gry gorzowskiego zespołu. Pierwsze ligowe spotkanie w Krakowie trochę Oli nie wyszło, ale debiuty zawsze są trudne. Za to w Gdyni Karpińska szalała na całym boisku. Była jedną z liderek drużyny.



Ireneusz Klimczak: W pierwszych pojedynkach w Krakowie i Gdyni przegrywałyście minimalnie. To były naprawdę ładne mecze. Czy nie jesteś trochę zła, że choć raz nie udało się wam zdobyć kompletu punktów? Szczęście było bardzo blisko.

Aleksandra Karpińska: Nie jestem zła, bo nie wolno zapominać, że walczyłyśmy z najlepszymi zespołami w Polsce. Napędziłyśmy stracha mistrzyniom i wicemistrzyniom naszego kraju. Gra na równo z takimi drużynami jest dla nas dodatkową motywacją. Dowodem, że można, tylko trzeba bardziej w siebie uwierzyć.

W Krakowie zabrakło wam trzech punktów, w Gdyni sześciu.

- W meczu z Wisłą po prostu miałyśmy trochę pecha, bo nasz niesamowity pościg w czwartej kwarcie mógł skończyć się powodzeniem. Niestety rywalkom udało się uchronić się przed porażką dzięki akcji obronnej jeden z Amerykanek. Mecz z Lotosem był inny. Tutaj byłyśmy blisko gospodyń prawie przez cały czas. O naszej porażce zdecydowała gorsza gra na tablicach. Gdybyśmy miały po kilka centymetrów więcej lub gdyby mogły zagrać nasze kontuzjowane wysokie dziewczyny to być może wynik byłby inny. Ale nie ma powodów do narzekania. Jeśli walczymy na równi z czołówką to i z innymi powinno być dobrze. Przynajmniej wiemy nad czym musimy mocno pracować i co poprawiać.

Lotos miał w składzie genialną Agnieszkę Bibrzycką.

- Dokładnie wiedziałyśmy, że gra gdyńskiego zespołu opiera się w tej chwili właśnie na niej. To jest jednak świetna zawodniczka, bardzo ciężko ją zatrzymać. Super czytała nasze zagrania. W czwartej kwarcie rzucała najważniejsze punkty. Gdy już dochodziłyśmy Lotos właśnie ona oddała niesamowity rzut z ośmiu metrów, którym załatwiła wygraną dla swojej drużyny.

Optymistyczne, że w Gdyni zagraliśmy na dwie strzelby. To była nowość. W decydujących momentach spotkania naszą jedyną opcją w ataku nie była już, tak jak w poprzednim sezonie, tylko Agnieszka Szott, która zdobyła 20 pkt. Ty dołożyłaś 24 "oczka".

- Zdobycze punktowe moje czy Agnieszki to nie tylko nasza zasługa, ale ciężka praca w obronie i ataku całej drużyny oraz decyzje naszego trenera. Teoretycznie przy takich statystykach powinniśmy wyjść z tego spotkania zwycięsko. Ale cóż. To były wciąż aktualne mistrzynie Polski. 73 pkt zdobyte przez nasz zespół, dużo więcej niż gorzowska średnia, i 24 rzucone przeze mnie nie wystarczyły.

W sobotę znów nie będzie łatwo. Przed swoimi kibicami przyjdzie wam walczyć z trzecim zespołem z podium CCC Polkowice. Może tym razem oprócz ładnej gry dopiszecie do swojego dorobku pierwsze punkty?

- Z Polkowicami zupełnie nieźle wychodziły nam mecz sparingowe, choć graliśmy w nich nierówno. CCC jest na fali, przecież im udało się wygrać w Gdyni. Brązowe medalistki mają prawie samych doświadczonych graczy. My musimy jak najlepiej wykorzystać nasze atuty - fantazję i waleczność. Bardzo chciałabym, abyśmy wygrały choć jednym punktem. Miło zbierać pochwały za ładną grę, ale trzeba też zwyciężać, szczególnie na swoim boisku.

ObrazekFot. Piotr Zytnicki/ AG
ObrazekFot. Piotr Zytnicki/ AG
ObrazekFot. Piotr Zytnicki/ AG

Rozmawiał Ireneusz Klimczak (Gazeta Wyborcza)

Awatar użytkownika
Wojteg
Junior
Posty: 2880
Rejestracja: 07 czerwca 2004, 07:30
Lokalizacja: Pabianice
Kontaktowanie:

Postautor: Wojteg » 28 października 2005, 15:06

Rozmowa z koszykarką AZS PWSZ Sowood Aleksandrą Karpińską

- Marzę, aby zagrać w niedzielę świetny mecz, pokazać się starym i nowym kibicom, a także zapisać na koncie naszej drużyny komplet punktów - powiedziała koszykarka, która latem przeszła z Poznania do Gorzowa.

Nowym po zmianie klubu czasami jest trudno. Aklimatyzacja Oli, której po prostu nie da się nie lubić, trwała w Gorzowie tylko jeden mecz. Troszkę nie wyszedł jej występ w Krakowie, ale w Gdyni zagrała już wyśmienicie i to głównie dzięki jej rzutom długo straszyliśmy mistrzynie Polski. W zwycięskim spotkaniu z CCC Polkowice powstrzymywała jak umiała znakomitą Edytę Koryznę. Ostatnio musiała zrobić sobie pauzę. Zaczęły ją boleć plecy. Trener Maciejewski wolał nie ryzykować.

Ireneusz Klimczak: Wszyscy sportowcy mówią, że zdecydowanie wolą mieć wpływ na wynik na boisku niż denerwować się na ławce rezerwowych. Z tobą pewnie było podobnie.

Aleksandra Karpińska: Strasznie przeżywałam ostatni mecz mojej drużyny z Łodzią. Trochę bolało, że nie mogę wejść na boisko i pomóc dziewczynom. Na szczęście spisały się znakomicie. Były lepszym zespołem od ŁKS, a czwarta kwarta była rewelacyjna. 15 pkt różnicy to według mnie naprawdę sporo.

Nie mogłaś zagrać z Łodzią. A co z kolejnymi meczami?

- Mam nadzieję, że odpoczynek, który zalecili mi lekarz i trener wystarczy. Pod koniec tygodnia wróciłam do treningów i jeśli będzie wszystko dobrze to wybiegnę na boisko już w następnej kolejce.

Przed AZS PWSZ Sowood spotkanie, które dla ciebie będzie zapewne czymś wyjątkowym. Przecież do Gorzowa przyszłaś właśnie z Poznania. Teraz wracasz na stare śmieci.

- Oczywiście, że to będzie coś szczególnego. Trudno nie myśleć o meczu, w którym zagra się przeciw swojej byłej drużynie. Jestem jednak przekonana, że będzie tylko pozytywna mobilizacja, a nie żaden paraliż. Marzę, aby to spotkanie mi naprawdę wyszło.

Jeszcze lepiej, gdyby dzięki twojej dobrej grze AZS PWSZ Sowood po raz pierwszy w historii wygrał w Poznaniu.

- Jeśli będą mogła mocno pomóc drużynie w dobrym występie i zwycięstwie to wspaniale. W koszykówce nie liczą się jednak nikogo indywidualne popisy. Na sukces może liczyć zespół. Pokazaliśmy już w tym sezonie, że stać nas na wiele. AZS to jeden z trudniejszych przeciwników w ekstraklasie, szczególnie potrafi zawalczyć u siebie. Trzeba być jednak optymistką. Jestem pewna, że powalczymy.

Rozmawiał Ireneusz Klimczak (Gazeta Wyborcza)


Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości