CO ZA GOŚCINNOŚĆ!
Czwartek, 17 listopada 2005r.
WISŁA CAN-PACK KRAKÓW 55 LIETUVOS TELEKOMAS WILNO 71
(10:21, 16:14, 13:14, 16:22)
Nadzieje na pozytywny rezultat konfrontacji z mistrzyniami Litwy rozwiane zostały w zasadzie po pierwszej kwarcie meczu, w której przyjezdne robiły na parkiecie właściwie co chciały.
Już po 3 minutach wiślaczki przegrywały 1:8, a pierwsze punkty z gry (Krawiec) zdobyły pod koniec minuty czwartej. Tak w kwarcie pierwszej jak i w pozostałych, koszykarki Telekomasu były szybsze, sprytniejsze, agresywniejsze, bardziej skoczne i sprężyste. Podobać też się mogła swoista lekkość w ich poczynaniach. Nic więc dziwnego, że mistrzynie Litwy lepiej zbierały, skuteczniej rzucały, więcej przechwytywały i blokowały. A chwilami wręcz bezkarnie rozgrywały swoje akcje, ze spokojnymi wejściami na kosz włącznie. Ta wyliczanka obrazuje chyba przebieg wczorajszej konfrontacji, w której zawiodła Wisła na całej linii. Nie twierdzę, że na pewno zainkasowałaby dwa punkty grając na dobrym poziomie. Natomiast po pierwsze widowisko byłoby o wiele atrakcyjniejsze, po drugie zaś mogłyby krakowianki powiedzieć, że przynajmniej dały z siebie wszystko, a losowi szansę popatrzenia przychylnym okiem na "Białą Gwiazdę". Nic takiego jednak nie miało miejsca i nadchodzi już chyba pora dokonania pierwszych głębszych analiz takiej, a nie innej postawy drużyny i jej podejścia do sportowych, czyli zawodowych obowiązków. Przykładowo - jakoś trudno spokojnie patrzeć, jak uśmiech gości na obliczu Kary Braxton w sytuacji, kiedy jej drużyna wysoko przegrywa... Wracając zaś jeszcze do przebiegu gry, to po pierwszej kwarcie - biorąc pod uwagę klasę rywalek - tylko ewentualny super zryw mógł dać nadzieję na zmianę sytuacji. I niby coś takiego nastąpiło, ale na bardzo krótko i raczej bez większego przekonania wiślaczek, że na dłuższą metę jednak warto się potrudzić. W 15 min "zrobiło się" 20:26 (po trójce Radwan) i... to by było na tyle, jak mawiał przed laty profesor niejakiej mniemanologii stosowanej.
WOJCIECH BATKO - Gazeta Krakowska
Wisła Kraków - Lietuvos Telekomas 55:71
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Wisła Can-Pack Kraków - Lietuvos Wilno 55:71
Mecz Wisła Kraków - Lietuvos Telekomas Wilno 55:71
Fot. WOJCIECH MATUSIK / AG
Z taką grą nie wygramy żadnego meczu w Eurolidze. Co najwyżej poradzimy sobie w lidze z zespołami typu Cukierki Brzeg czy ŁKS! Powiedziałem prezesowi Wisły: czas na zmiany, bo za mało mamy klasowych zawodniczek - grzmiał rozżalony trener wiślaczek Elmedin Omanić po środowej porażce z Litwinkami.
- Mecz chwilami był nieciekawy, a końcówka - w zwolnionym tempie. Baliśmy się Wisły, która zagrała dobrze, choć widać u nich brak zgrania - kurtuazyjnie stwierdził trener Lietuvosu Algirdas Paulauskas.
- Dziękuję za komplement, ale nie zgadzam się z tym. Zagraliśmy źle, rywalki mobilizowały się i koncentrowały, ale to było zupełnie niepotrzebne. Fatalną skuteczność rzutów za trzy punkty (15,8 proc.) mogę zrozumieć, ale jeżeli z rzutów wolnych osiągnęliśmy 51 proc., to już jest katastrofa - kręcił z niezadowoleniem głową trener Omanić. - Nie będę zdobywał punktów za moje zawodniczki. Śmiem twierdzić, że piłkarze mają lepsze statystyki - pokpiwał trener Wisły.
Surowe słowa odnosiły się praktycznie do wszystkich zawodniczek. Kara Braxton miała siedem niecelnych rzutów spod kosza i aż siedem prostych strat! - Ma tylko 21 lat i tylko rok gry w WNBA, jest matką, zmieniła kontynent, nie jest doświadczona - na swój sposób tłumaczył zawodniczkę Omanić.
Dostało się też Annie DeForge. - To nie problem, że Anna rzuciła tylko 11 pkt, ale że Katie Douglas trafiła 22 - porównywał dwie kluczowe koszykarki. - Nie mam słów, jeżeli Maryna Kress jest najlepszym graczem, a raptem ma trzy punkty - nie mógł zrozumieć szkoleniowiec Wisły.
A dlaczego w ważnych momentach krakowiankom trzęsły się ręce i pudłowały spod kosza? - Nie wiem, ja nie rzucałam - figlarnie odpowiedziała Kress.
Wiślaczki kilka razy zbliżyły się do szybciej i dokładniej grających rywalek. Ale przy stanie 20:26 (po mobilizującej "trójce" Magdaleny Radwan) Braxton nie trafiła spod kosza, podobnie jak chwilę później Natalia Trafimava (25:32). Szkoda, bo przyciśnięte mocniej w obronie Litwinki gubiły się: nie potrafiły wyprowadzić piłki z autu, Douglas dwukrotnie popełniła błąd kroków, a raz nie dorzuciła do kosza z dystansu. Lietuvos dysponował jednak ośmioma niemal równorzędnymi koszykarkami. Mecz ostatecznie rozstrzygnął piąty faul (w ataku) Braxton i Rima Valentiene, pięciokrotnie karząca wiślaczki zza linii 6,25.
- Nie mam żadnego konfliktu z Amerykankami, ale muszą - podobnie jak inne zawodniczki - trenować również rano. Większość koszykarek ma dobre wynagrodzenie za nic. To straszne. Pytałem prezesa Ludwika Mięttę-Mikołajewicza: czy my jesteśmy instytucją charytatywną? - ironizował Omanić.
Wisła Can-Pack Kraków 55
Lietuvos Telekomas Wilno 71
Kwarty: 10:21, 16:14, 13:14, 16:22.
Wisła: Braxton 14, DeForge 11 (1 x 3), Skerović 4, Kress 3, Krawiec 2 oraz Perovanović 8, Latinović 5 (1), Gburczyk i Radwan (1) po 4, Kenig i Trafimava po 0.
Lietuvos: Douglas 22 (2), Streimikyte 13, Valuzyte 11, Baranauskaite 6, Derevjanik 2 oraz Valentiene 15 (5), Sulciute 2, Bimbaite i Kublina po 0.
Sędziowali Siergiej Bułanow z Rosji i Joel Danielou z Francji. Widzów 800.
Waldemar Kordyl (Gazeta Wyborcza)
Mecz Wisła Kraków - Lietuvos Telekomas Wilno 55:71
Fot. WOJCIECH MATUSIK / AG
Z taką grą nie wygramy żadnego meczu w Eurolidze. Co najwyżej poradzimy sobie w lidze z zespołami typu Cukierki Brzeg czy ŁKS! Powiedziałem prezesowi Wisły: czas na zmiany, bo za mało mamy klasowych zawodniczek - grzmiał rozżalony trener wiślaczek Elmedin Omanić po środowej porażce z Litwinkami.
- Mecz chwilami był nieciekawy, a końcówka - w zwolnionym tempie. Baliśmy się Wisły, która zagrała dobrze, choć widać u nich brak zgrania - kurtuazyjnie stwierdził trener Lietuvosu Algirdas Paulauskas.
- Dziękuję za komplement, ale nie zgadzam się z tym. Zagraliśmy źle, rywalki mobilizowały się i koncentrowały, ale to było zupełnie niepotrzebne. Fatalną skuteczność rzutów za trzy punkty (15,8 proc.) mogę zrozumieć, ale jeżeli z rzutów wolnych osiągnęliśmy 51 proc., to już jest katastrofa - kręcił z niezadowoleniem głową trener Omanić. - Nie będę zdobywał punktów za moje zawodniczki. Śmiem twierdzić, że piłkarze mają lepsze statystyki - pokpiwał trener Wisły.
Surowe słowa odnosiły się praktycznie do wszystkich zawodniczek. Kara Braxton miała siedem niecelnych rzutów spod kosza i aż siedem prostych strat! - Ma tylko 21 lat i tylko rok gry w WNBA, jest matką, zmieniła kontynent, nie jest doświadczona - na swój sposób tłumaczył zawodniczkę Omanić.
Dostało się też Annie DeForge. - To nie problem, że Anna rzuciła tylko 11 pkt, ale że Katie Douglas trafiła 22 - porównywał dwie kluczowe koszykarki. - Nie mam słów, jeżeli Maryna Kress jest najlepszym graczem, a raptem ma trzy punkty - nie mógł zrozumieć szkoleniowiec Wisły.
A dlaczego w ważnych momentach krakowiankom trzęsły się ręce i pudłowały spod kosza? - Nie wiem, ja nie rzucałam - figlarnie odpowiedziała Kress.
Wiślaczki kilka razy zbliżyły się do szybciej i dokładniej grających rywalek. Ale przy stanie 20:26 (po mobilizującej "trójce" Magdaleny Radwan) Braxton nie trafiła spod kosza, podobnie jak chwilę później Natalia Trafimava (25:32). Szkoda, bo przyciśnięte mocniej w obronie Litwinki gubiły się: nie potrafiły wyprowadzić piłki z autu, Douglas dwukrotnie popełniła błąd kroków, a raz nie dorzuciła do kosza z dystansu. Lietuvos dysponował jednak ośmioma niemal równorzędnymi koszykarkami. Mecz ostatecznie rozstrzygnął piąty faul (w ataku) Braxton i Rima Valentiene, pięciokrotnie karząca wiślaczki zza linii 6,25.
- Nie mam żadnego konfliktu z Amerykankami, ale muszą - podobnie jak inne zawodniczki - trenować również rano. Większość koszykarek ma dobre wynagrodzenie za nic. To straszne. Pytałem prezesa Ludwika Mięttę-Mikołajewicza: czy my jesteśmy instytucją charytatywną? - ironizował Omanić.
Wisła Can-Pack Kraków 55
Lietuvos Telekomas Wilno 71
Kwarty: 10:21, 16:14, 13:14, 16:22.
Wisła: Braxton 14, DeForge 11 (1 x 3), Skerović 4, Kress 3, Krawiec 2 oraz Perovanović 8, Latinović 5 (1), Gburczyk i Radwan (1) po 4, Kenig i Trafimava po 0.
Lietuvos: Douglas 22 (2), Streimikyte 13, Valuzyte 11, Baranauskaite 6, Derevjanik 2 oraz Valentiene 15 (5), Sulciute 2, Bimbaite i Kublina po 0.
Sędziowali Siergiej Bułanow z Rosji i Joel Danielou z Francji. Widzów 800.
Waldemar Kordyl (Gazeta Wyborcza)
- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
Wojteg pisze:Wisła Can-Pack Kraków - Lietuvos Wilno 55:71
Mecz Wisła Kraków - Lietuvos Telekomas Wilno 55:71
Fot. WOJCIECH MATUSIK / AG
Z taką grą nie wygramy żadnego meczu w Eurolidze. Co najwyżej poradzimy sobie w lidze z zespołami typu Cukierki Brzeg czy ŁKS! Powiedziałem prezesowi Wisły: czas na zmiany, bo za mało mamy klasowych zawodniczek - grzmiał rozżalony trener wiślaczek Elmedin Omanić po środowej porażce z Litwinkami.
Taaak.A ja mysle ze mają najwięcej klasowych zawodniczek z Polskich zespołów.Tylko ze trzeba je umiec wykorzystac.
jak sobie przypominam, to co wczoraj musiałem oglądać to mnie tak nerwy targają, że musze usiąść.... szkoda gadać, Miętta powinien je powystrzelać... powiedziałem sobie, że przez najbliższy miesiąc nie napisze o nich NIC , tak mnie wQ...rwiły wczoraj.... biorą taką kase bujają się po mieście a na parkiecie im sie nic nie chce. Zastrzeżeń nie mam tylko do Maryny, jedyna walczyła, widać było że się stara..resztę przemilcze.... mam tylko prośbe do trenera : nie wpuszczaj na parkiet Radwan, juz nigdy!!
Cellar Door
No chyba że tutaj są emeryci, renciści, bądź inne osoby, które mają nadmiar czasu wolnego i szperają od A do Z

No chyba że tutaj są emeryci, renciści, bądź inne osoby, które mają nadmiar czasu wolnego i szperają od A do Z

Wojteg pisze:Wisła Can-Pack Kraków - Lietuvos Wilno 55:71
Waldemar Kordyl (Gazeta Wyborcza)
To może jeszcze raz - "Lietuvos Telekomas" - to znaczy "Litewska Telekomunikacja" - zatem apelujemy do nie używania samego "Lietuvos" - bo to wychodzi tak, jakby o "Polskiej Energii Sosnowiec" - napisać "Polska Sosnowiec"...
Rozterki wiślaczek po porażce z Telekomasem Wilno
Piątek, 18 listopada 2005r.
Czwarty w tym sezonie euroligowy występ koszykarek Wisły Can-Pack zakończył się wysoką przegraną z wileńskim Telekomasem 55:71. Tym samym krakowianki po raz trzeci musiały uznać wyższość zagranicznych rywalek, w tym po raz drugi na własnym parkiecie.
Czyżby wiślaczkom potrzebny był psycholog? FOT. JACEK KOZIOŁ
Nie napawa to optymizmem przed kolejnymi euroligowymi potyczkami, choć tzw. wyjście z grupy nadal jest oczywiście realne. Wypadałoby jednak uczynić to w jakimś stylu, a w środowy wieczór czegoś takiego trudno było się doszukać wpoczynaniach "Białej Gwiazdy". Tym bardziej więc smutno się robi, kiedy słyszy się pomeczowe wypowiedzi, jak choćby Mariny Kress: - Szkody, że przegrałyśmy, ale jeszcze bardziej żałujemy stylu, a raczej jego braku w naszych poczynaniach. Teraz trzeba o tym zapomnieć i grać po prostu lepiej. Święta prawda, tylko ile to już razy słyszało się takie czy podobne opinie?! Z reguły jest przecież tak, że naturalnie należy wyciągnąć konstruktywne wnioski i zrobić wszystko, żeby nastąpiła poprawa, ale często życie toczy się ciut innym torem...
Ma więc rację trener Elmedin Omanic mówiąc, że z takim podejściem do meczów, jak w przypadku konfrontacji z mistrzyniami Litwy, to Wisła może wygrywać co najwyżej zCukierkami Brzeg lub ŁKS. Ale przecież miała się ubiegać o coś więcej, właśnie na arenie międzynarodowej. Z opiniami o ligowej postawie bowiem wypada jeszcze poczekać, przede wszystkim do spotkania z Lotosem. Wiślackiego szkoleniowca zapytaliśmy też, czy aby nie ma tzw. różnicy zdań między nim, a Amerykanką Karą Braxton. Trener najpierw się uśmiechnął, a potem powiedział m.in.: - Dla mnie jest to głównie kwestia psychiki i podejścia do pracy. Przecież filozofia koszykówki jest jedna, identyczna dla mnie czy dla koszykarek z Wilna, że je akurat dam za przykład. Kara więc sama musi pewne rzeczy zrozumieć, a poza tym nie może liczyć na żadną taryfą ulgową.
(BAT) - Gazeta Krakowska
Piątek, 18 listopada 2005r.
Czwarty w tym sezonie euroligowy występ koszykarek Wisły Can-Pack zakończył się wysoką przegraną z wileńskim Telekomasem 55:71. Tym samym krakowianki po raz trzeci musiały uznać wyższość zagranicznych rywalek, w tym po raz drugi na własnym parkiecie.
Czyżby wiślaczkom potrzebny był psycholog? FOT. JACEK KOZIOŁ
Nie napawa to optymizmem przed kolejnymi euroligowymi potyczkami, choć tzw. wyjście z grupy nadal jest oczywiście realne. Wypadałoby jednak uczynić to w jakimś stylu, a w środowy wieczór czegoś takiego trudno było się doszukać wpoczynaniach "Białej Gwiazdy". Tym bardziej więc smutno się robi, kiedy słyszy się pomeczowe wypowiedzi, jak choćby Mariny Kress: - Szkody, że przegrałyśmy, ale jeszcze bardziej żałujemy stylu, a raczej jego braku w naszych poczynaniach. Teraz trzeba o tym zapomnieć i grać po prostu lepiej. Święta prawda, tylko ile to już razy słyszało się takie czy podobne opinie?! Z reguły jest przecież tak, że naturalnie należy wyciągnąć konstruktywne wnioski i zrobić wszystko, żeby nastąpiła poprawa, ale często życie toczy się ciut innym torem...
Ma więc rację trener Elmedin Omanic mówiąc, że z takim podejściem do meczów, jak w przypadku konfrontacji z mistrzyniami Litwy, to Wisła może wygrywać co najwyżej zCukierkami Brzeg lub ŁKS. Ale przecież miała się ubiegać o coś więcej, właśnie na arenie międzynarodowej. Z opiniami o ligowej postawie bowiem wypada jeszcze poczekać, przede wszystkim do spotkania z Lotosem. Wiślackiego szkoleniowca zapytaliśmy też, czy aby nie ma tzw. różnicy zdań między nim, a Amerykanką Karą Braxton. Trener najpierw się uśmiechnął, a potem powiedział m.in.: - Dla mnie jest to głównie kwestia psychiki i podejścia do pracy. Przecież filozofia koszykówki jest jedna, identyczna dla mnie czy dla koszykarek z Wilna, że je akurat dam za przykład. Kara więc sama musi pewne rzeczy zrozumieć, a poza tym nie może liczyć na żadną taryfą ulgową.
(BAT) - Gazeta Krakowska
Po blamażu Wisły Can-Pack w Eurolidze
Waldemar Kordyl 17-11-2005 , ostatnia aktualizacja 17-11-2005 23:57
- Mecze z Neapolem i Lietuvosem były do wygrania. I mam o to olbrzymi żal nie tylko do zawodniczek, ale i trenera. Elmedin Omanić ma zrobić drużynę, a nie ją rozbijać - podkreśla prezes TS Wisła Ludwik Miętta-Mikołajewicz. To reakcja na ostre wypowiedzi trenera.
We wczorajszej "Gazecie" trener Omanić nie krył rozżalenia z powodu słabej postawy Wisły Can-Pack i porażki z Lietuvosem Telekomasem Wilno (55:71). Mówił o słabej obronie, katastrofalnej skuteczności z linii rzutów osobistych, zbyt wysokich zarobkach koszykarek w stosunku do ich umiejętności, sugerował rychłe zmiany w składzie. W tej sprawie miał nawet rozmawiać z prezesem TS Wisła.
Prezes Miętta-Mikołajewicz też krytycznie ocenia postawę swoich koszykarek. - Drużyna zagrała słabo i miała za dużo strat - analizuje prezes. A najbardziej niezrozumiały jest brak skuteczności z linii rzutów osobistych. - Gdyby to była tylko jedna zawodniczka, ale tak zagrała cała drużyna - nie może się z tym pogodzić Miętta.
Trener nie od pieniędzy
Prezes Miętta ma jednak zupełnie inne spojrzenie na propozycję zmian w zespole niż trener Omanić. - Nie sprowadziliśmy bardzo dobrze opłacanego trenera, aby potem zmieniać zawodniczki, tylko po to, by on je szkolił. Gdybym miał jeszcze pięć klasowych koszykarek, wystarczyłby mi tańszy trener z Polski - dodaje Miętta.
Omanić zarzucił klubowi zbyt dużą tolerancję wobec Amerykanek, które nie lubią trenować przed południem. A takie nawyki były ponoć praktyką w poprzednim sezonie. - Były kłopoty ze zdyscyplinowaniem Iciss Tillis - przyznaje prezes TS. A Shannon Johnson? - Gdy jej kolana odmawiały posłuszeństwa, zawodniczka mówiła wtedy, że mają 100 lat, dostawała niekiedy wolne.
Miętta nie zamierza polemizować ze stwierdzeniem trenera o bardzo dobrych zarobkach wypłacanych za nic. - Nie rozpatruję wartości zawodniczek poprzez pieniądze na boisku - odpowiada prezes. I zapewnia, że nie tylko nie będzie kar finansowych za słabą grę, ale też nie dojdzie do żadnych zwolnień: "czas na zmiany jest po sezonie, zresztą inne koszykarki mają ważne kontrakty". - Drużyna nie ma premii miesięcznych, tylko za końcowy rezultat - informuje prezes. Widzi miejsce dla Omanicia na treningu, a nie przy analizowaniu listy płac zawodniczek (to odpowiedź na porównanie klubu do instytucji charytatywnej).
Trener Omanić uważa też, że co najmniej trzy zawodniczki są w tej drużynie niepotrzebne. Czy ostro krytykujący zawodniczki i zastane układy trener nie zrazi do siebie zespołu? Czy nie spowoduje swojego zwolnienia? - Na to pytanie nie odpowiem - zamyka temat prezes.
Cenzurki nie przez prasę
Trudno mieć zastrzeżenia do postawy Wisły w lidze. Sześć spotkań bez porażki i ostatnia wygrana z Polfą nastrajają optymistycznie. Podobnie jak informacja, że najwyższa polska koszykarka Małgorzata Dydek wybrała rosyjski Jekatierinburg, a nie Lotos Gdynia. To zdecydowanie zwiększyło szansę Wisły na mistrzostwo Polski. W Eurolidze trudno marzyć o miejscu lepszym niż piąte, daje ono jednak awans do play-offu.
- Przyglądam się rozwojowi wydarzeń i myślę, że nie będzie dramatycznie. Jestem trenerem i mam swoje przemyślenia na temat gry zawodniczek, ale nie będę wystawiał cenzurek przez prasę - kończy Miętta-Mikołajewicz.
Waldemar Kordyl 17-11-2005 , ostatnia aktualizacja 17-11-2005 23:57
- Mecze z Neapolem i Lietuvosem były do wygrania. I mam o to olbrzymi żal nie tylko do zawodniczek, ale i trenera. Elmedin Omanić ma zrobić drużynę, a nie ją rozbijać - podkreśla prezes TS Wisła Ludwik Miętta-Mikołajewicz. To reakcja na ostre wypowiedzi trenera.
We wczorajszej "Gazecie" trener Omanić nie krył rozżalenia z powodu słabej postawy Wisły Can-Pack i porażki z Lietuvosem Telekomasem Wilno (55:71). Mówił o słabej obronie, katastrofalnej skuteczności z linii rzutów osobistych, zbyt wysokich zarobkach koszykarek w stosunku do ich umiejętności, sugerował rychłe zmiany w składzie. W tej sprawie miał nawet rozmawiać z prezesem TS Wisła.
Prezes Miętta-Mikołajewicz też krytycznie ocenia postawę swoich koszykarek. - Drużyna zagrała słabo i miała za dużo strat - analizuje prezes. A najbardziej niezrozumiały jest brak skuteczności z linii rzutów osobistych. - Gdyby to była tylko jedna zawodniczka, ale tak zagrała cała drużyna - nie może się z tym pogodzić Miętta.
Trener nie od pieniędzy
Prezes Miętta ma jednak zupełnie inne spojrzenie na propozycję zmian w zespole niż trener Omanić. - Nie sprowadziliśmy bardzo dobrze opłacanego trenera, aby potem zmieniać zawodniczki, tylko po to, by on je szkolił. Gdybym miał jeszcze pięć klasowych koszykarek, wystarczyłby mi tańszy trener z Polski - dodaje Miętta.
Omanić zarzucił klubowi zbyt dużą tolerancję wobec Amerykanek, które nie lubią trenować przed południem. A takie nawyki były ponoć praktyką w poprzednim sezonie. - Były kłopoty ze zdyscyplinowaniem Iciss Tillis - przyznaje prezes TS. A Shannon Johnson? - Gdy jej kolana odmawiały posłuszeństwa, zawodniczka mówiła wtedy, że mają 100 lat, dostawała niekiedy wolne.
Miętta nie zamierza polemizować ze stwierdzeniem trenera o bardzo dobrych zarobkach wypłacanych za nic. - Nie rozpatruję wartości zawodniczek poprzez pieniądze na boisku - odpowiada prezes. I zapewnia, że nie tylko nie będzie kar finansowych za słabą grę, ale też nie dojdzie do żadnych zwolnień: "czas na zmiany jest po sezonie, zresztą inne koszykarki mają ważne kontrakty". - Drużyna nie ma premii miesięcznych, tylko za końcowy rezultat - informuje prezes. Widzi miejsce dla Omanicia na treningu, a nie przy analizowaniu listy płac zawodniczek (to odpowiedź na porównanie klubu do instytucji charytatywnej).
Trener Omanić uważa też, że co najmniej trzy zawodniczki są w tej drużynie niepotrzebne. Czy ostro krytykujący zawodniczki i zastane układy trener nie zrazi do siebie zespołu? Czy nie spowoduje swojego zwolnienia? - Na to pytanie nie odpowiem - zamyka temat prezes.
Cenzurki nie przez prasę
Trudno mieć zastrzeżenia do postawy Wisły w lidze. Sześć spotkań bez porażki i ostatnia wygrana z Polfą nastrajają optymistycznie. Podobnie jak informacja, że najwyższa polska koszykarka Małgorzata Dydek wybrała rosyjski Jekatierinburg, a nie Lotos Gdynia. To zdecydowanie zwiększyło szansę Wisły na mistrzostwo Polski. W Eurolidze trudno marzyć o miejscu lepszym niż piąte, daje ono jednak awans do play-offu.
- Przyglądam się rozwojowi wydarzeń i myślę, że nie będzie dramatycznie. Jestem trenerem i mam swoje przemyślenia na temat gry zawodniczek, ale nie będę wystawiał cenzurek przez prasę - kończy Miętta-Mikołajewicz.
- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
Moim zdanie te porażki to lekcja dla sponsorów.
Ich cel awans do 8 to poprostu mrzonki i nieznajomość siły Euroligi.
To że Wisłą ma najlepszy skład w Polsce to wcale nie znaczy ze ma drużyne na 2 runde.
A co do trenera .
Pewno chce zastąpić Kening,Gburczyk i Trafimawą kolejnymi zawodniczkami z Bałkanów.(Braxton pewnie też)
Tylko chciałem zaznaczyć ze Natalia w poprzednich fianałach z była jedną z najlepszych postaci na boisku.I moim zdaniem jest to zawodniczka kompletną.I nagle zapomniała jak się gra w koszu.Czegoś tu nie rozumiem...
Ich cel awans do 8 to poprostu mrzonki i nieznajomość siły Euroligi.
To że Wisłą ma najlepszy skład w Polsce to wcale nie znaczy ze ma drużyne na 2 runde.
A co do trenera .
Pewno chce zastąpić Kening,Gburczyk i Trafimawą kolejnymi zawodniczkami z Bałkanów.(Braxton pewnie też)
Tylko chciałem zaznaczyć ze Natalia w poprzednich fianałach z była jedną z najlepszych postaci na boisku.I moim zdaniem jest to zawodniczka kompletną.I nagle zapomniała jak się gra w koszu.Czegoś tu nie rozumiem...
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


