Po kilkumiesięcznej nieobecności, Małgorzata Dydek wróciła do kraju. Z mamą spotkała się na lotnisku Okęcie. FOT. MAREK BICZYK
TEGO MOMENTU wyczekiwali kibice i działacze. Ci ostatni nawet bardziej. Sezon ekstraklasy koszykarek rozpoczęty, a mistrz Polski Lotos Gdynia wybiega na boisko bez swego asa. Małgorzata Dydek, jak na dobrą uczennicę przystało, nieobecności ma jednak usprawiedliwione. Wcale nie podjęła strajku w celu wyśrubowania nowego kontraktu na Wybrzeżu, jak doniosła jedna z gazet. Odegrawszy swoje w WNBA, Margo postanowiła trochę odpocząć, gdyż od momentu zakończenia polskiego sezonu ligowego nie miała dłuższego urlopu. Wreszcie wylądowała na Okęciu. Dziś pakuje bagaże do samochodu, rusza nad morze i podejmuje rozmowy z klubem.
- Po wczorajszej dyskusji z prezesem Lotosu wszystko jest już prawie ustalone, choć szczegółów nie mogę zdradzać. Nasłuchałam się fantastycznych opinii na ten temat. W Australii odpoczywałam, głównie psychicznie, bo od zeszłorocznych mistrzostw Europy nie mogłam złapać oddechu. Teraz jestem "zakręcona", trzy kontynenty w ciągu kilkudziesięciu godzin to za dużo - mówi Dydek.
Mama Małgosi, pani Maria, nie ingeruje w sprawy Gosi.
- Przecież jest dorosłą kobietą, wie co robi. Wolałabym, żeby została w Gdyni. Kończy studia (turystyka na AWF - przyp. red.), a przecież kiedyś skończy karierę. Prezes Mieczysław Krawczyk nie jest zły, mam nadzieję, że się dogadają.
Szef Lotosu zachowuje stoicki spokój. - Co roku po upłynięciu kontraktu uzgadniamy warunki nowej umowy. Podobnie jest teraz. Negocjacje się nieco przesunęły wobec przedłużenia urlopu zawodniczki. Nie mieliśmy nic przeciwko temu. Zawsze byłem zdania, że Małgosia ma za mało wakacji. A że media wymyślają niestworzone rzeczy? Na to nie mam wpływu.
ŁUKASZ JEDLEWSKI
źródło: Przegląd Sportowy
[/img]