Gorzów: Od dziś myślmy o medalu
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
- elen
- Kadet
- Posty: 1461
- Rejestracja: 23 stycznia 2006, 17:31
- Lokalizacja: Gorzów - Miasto cudów nad Wartą
- Kontaktowanie:
Dariusz Maciejewski musiał zjeść węża i samemu potrenować chińskie zawodniczki, aby rozmowy z egzotycznym klubem doszły do szczęśliwego końca. Jest duża szansa, że we wrześniu do Gorzowa przyjadą z Azji dwie koszykarki, które wzmocnią naszą drużynę.
Szkoleniowiec AZS PWSZ przez tydzień gościł w siedmiomilionowym Guangzhou, bardziej znanym pod starożytną nazwą Kanton. - Wielkie podziękowania należą się pełniącemu obowiązki konsula generalnego RP Konradowi Zabłockiemu i jego uroczej małżonce Renacie, bez których ta misja nie miałaby żadnych szans na powodzenie - podkreślił Maciejewski. - Jechałem do Chin pełen obaw i przyznaję, że nie za bardzo wierzyłem w możliwość nawiązania współpracy. Dziś, po poznaniu konsula i innych życzliwych mi osób moja wiara jest zdecydowanie większa. Jest duża szansa na grę Chinek w naszym zespole.
Najpierw nauka
Kanton to jedno z najstarszych i najprężniej rozwijających się miast w Chinach, w ostatnich latach bardzo otwarte na świat. Z Gorzowa podróżuje się tam 15 godzin. Po zakwaterowaniu w luksusowym czterogwiazdkowym hotelu Victory, gdzie telewizję można oglądać nawet w łazience, a mimo to doba w dwuosobowym pokoju kosztuje tylko ok. 200 zł, szkoleniowiec naszych akademiczek pojechał do miejscowego centrum sportowego.
Ośrodek, w którym ciężko trenują przedstawiciele kilku dyscyplin to taki sportowy Alcatraz. - Do centrum znajdującego się na wyspie można się dostać tylko za przepustką - opowiadał Maciejewski. - Obok hali na kilka tysięcy widzów są także mniejsze obiekty, w których odbywają się treningi. Na ich dachach zbudowane są bieżnie. Do tego wiele zieleni i miejsca do spacerów. Tam jednak nikt nie myśli o przyjemnościach. Przez sport Chińczycy mają szansę wybicia się. Dlatego bardzo rzuca się w oczy bardzo duża dyscyplina i determinacja. Zawodniczki trenują bardzo dużo i ciężko. Teraz wszystko jest podporządkowane igrzyskom w Pekinie.
Przez dwa dni Maciejewski brał udział w klinice trenerskiej. On i trener kadry narodowej chińskich koszykarek Tom Maher byli tam jedynymi obcokrajowcami. - Tom, gdy spotkał mnie pierwszy raz bardzo się ucieszył, bo myślał, że przyjechał jego rodak - mówił gorzowski trener. - Zmyliła go moja australijska koszulka. W pierwszym dniu byłem tylko biernym obserwatorem wykładów, w których brało około pół tysiąca trenerów, bo niewiele rozumiałem z tajemniczych krzaczków.
Od drugiego dnia Maciejewskiemu przydzielono tłumaczkę z chińskiego na rosyjski i od tego momentu gorzowski trener czuł się już jak u siebie. Przecież sportowe studia kończył w Moskwie. - Zadawałem tyle pytań, że w końcu okazało się, że mój pobyt w Chinach nie skończy się tylko na samych zajęciach teoretycznych - mówił szkoleniowiec AZS PWSZ.
Lody złamane na treningu
Gorzowianin ani przez chwilę wśród Chińczyków nie czuł się jak intruz, ale z oczywistych powodów wszyscy wobec egzotycznego gościa, początkowo zachowywali dużą rezerwę. - Okazało się, że byłem pierwszym Polakiem, który miał okazję zobaczyć centrum sportowe w Guangzhou - opowiadał Maciejewski. - Bardzo ważnym momentem dla końcowych efektów mojej podróży był trening z drużyną Guangdong.
W Chinach w najwyższej lidze WCBA gra 12 drużyn, które przez trzy miesiące rozgrywają po 22 spotkania sezonu zasadniczego, a potem play-off. W każdym zespole może być jedna zawodniczka zagraniczna. Koszykarki mają tylko trzy tygodnie przerwy, przez pozostałe osiem miesięcy ciężko trenują w takich ośrodkach jak ten w Guangzhou. Zajęcia trwają aż trzy godziny i mocno różnią się od tych jakie Maciejewski aplikuje zawodniczkom AZS PWSZ. Tym razem zespół Guangdong - dziesiąta drużyna WCBA - miał odmianę, bo ćwiczył mniej więcej tak jak nasze akademiczki. - Chyba właśnie wtedy zawodniczki i trenerka miejscowej drużyny przekonały się, że w Gorzowie też grają w poważną koszykówkę - mówił Maciejewski. - Nie było łatwo, bo każdemu Europejczykowi w Chinach przeszkadza duża wilgotność powietrza. Właściwie cały czas byłem mokry. W hotelu specjalnie przygotowałem się do zajęć. Pokazałem kilka koszykarskich zabaw, dzięki którym trening może być o wiele bardziej urozmaicony. Poćwiczyliśmy gorzowską taktykę. Także naszą szkołę rzutów, która bardzo spodobała się Chińczykom. Boisko, gdzie ludzi koszykówki łączy międzynarodowy, znany wszystkim język, całkowicie skruszyło ostatnie lody.
Pomyślały o jedzeniu
Maciejewski widział też zespół Guangdong w akcji. - I koszykarki, które wcześniej sobie upatrzyłem wyglądały tak samo solidnie jak na płytkach DVD - opowiadał trener AZS PWSZ. - Zaczęliśmy negocjacje, które tak naprawdę zakończą się 1 września, gdy dziewczyny z Chin mają zameldować się w Polsce.
Drużyna Guangdong, podobnie jak ekipa gorzowska, jest bardzo młoda. Średnia wieku to niecałe 21 lat. Dlatego chińskie koszykarki powinny spokojnie wpasować się w naszą drużynę. - W zespole są dwie kadrowiczki, które byłyby gwiazdami polskiej ligi - mówił Maciejewski. - O nich jednak w ogóle nie było rozmowy. Kadra musi zostać w kraju do Pekinu. Zaproponowano mi innych graczy i z jedną z nich jesteśmy już całkowicie dogadani.
25-letnia Mao Wenjing ma 175 cm wzrostu i może grać na pozycjach dwa i trzy. W ostatnim sezonie zdobywała średnio ponad 18 pkt, przy bardzo dobrej skuteczności za 2 i 3 pkt. Miała także dużo zbiórek.
Druga z chińskich zawodniczek ma grać w AZS PWSZ na pozycji centra. Maciejewski byłby szczęśliwy, gdyby do Gorzowa przyjechała 19-latka Guang Xin, mierząca 195 cm. - Początkowo Chińczycy nie podejmowali tego tematu, bo to jest zawodniczka kadry młodzieżowej - opowiadał Maciejewski. - Gdy jednak gospodarze przekonali się, że czas spędzony w naszym klubie nie byłby stracony, sytuacja się zmieniła. Od jej trenerki usłyszałem, że będzie ją mocno namawiać do przylotu do Polski.
W odwodzie czeka jeszcze 21-latka, mierząca 190 cm Qian Lina. - Pensje tych zawodniczek to mniej więcej polska koszykarska średnia krajowa - mówił Maciejewski. - A pożytek z tych graczy możemy mieć naprawdę duży. Zawodniczki nie miały wielkich wymagań. One są przyzwyczajone do ciągłego życia na obozie. Trenują naprawdę bardzo ciężko w niełatwych warunkach. Przede wszystkim martwiły się o jedzenie. Okazało się, że dla Chińczyków prawidłowe żywienie to niezwykle istotna sprawa. Uspokoiłem je, że u nas też są dobre ich narodowe restauracje.
W czasie posiłków gorzowskie Chinki mogą spodziewać się wizyt trenera Maciejewskiego, któremu bardzo smakowała kuchnia tego kraju. Szkoleniowiec AZS PWSZ spróbował wszystkiego, nawet... gotowanego węża. I przy okazji zyskał ciekawą umiejętność. - Chińska kuchnia jest zdrowa i do tego bardzo smaczna - opowiadał szkoleniowiec. - Jednak z pierwszej kolacji wróciłem głodny. Nie umiałem jeść pałeczkami. Wytrwały trening w hotelu szybko dał efekty. Po tygodniu wprawiłem się tak, że teraz gorzej mogę sobie radzić ze sztućcami.
Najpierw dwie, potem drużyna
W najbliższym czasie AZS PWSZ i Guangdong dokonają ostatecznego wyboru drugiej zawodniczki i wymienią kontrakty w językach chińskim i rosyjskim. Gorzowska strona zdaje sobie jednak sprawę, że tak naprawdę Azjatki staną się naszymi graczami jeśli 1 września wylądują w naszym kraju. - Dziś moja wiara w pomyślne zakończenie tych negocjacji jest o wiele większa - powiedział Maciejewski. - Wiem jednak, że te transfery zależą w Chinach od wielu osób i mogą jeszcze zostać storpedowane. Liczę, że przekonałem naszych nowych egzotycznych znajomych na tyle, że tym razem sprawy potoczą się inaczej, bardziej pomyślnie. Byłyby to pierwsze koszykarki chińskie grające w ligowym klubie w Europie.
Dwie koszykarki zostały zaproszone do Gorzowa już we wrześniu, a w październiku, na turniej tuż przed rozgrywkami ekstraklasy, ma przyjechać cała drużyna Guangdong. -Obiecałem trenerce Zheng Wei, że tym razem wspólnie poprowadzimy polsko-chiński trening - zakończył Maciejewski. - A po sezonie pojedziemy z rewizytą do Guangzhou. Właśnie przebyłem jedną z najciekawszych podróży w mojej karierze. Życzyłbym jednak sobie, aby nie skończyło się tylko na miłych wrażeniach i wspomnieniach. Mam nadzieję, że dzięki dalszej pomocy konsula Zabłockiego, bez którego nic się nie uda, za dwa miesiące koszykarski chiński mur runie i AZS PWSZ wzmocnią azjatyckie zawodniczki.
Ireneusz Klimczak, Gazeta Wyborcza
Szkoleniowiec AZS PWSZ przez tydzień gościł w siedmiomilionowym Guangzhou, bardziej znanym pod starożytną nazwą Kanton. - Wielkie podziękowania należą się pełniącemu obowiązki konsula generalnego RP Konradowi Zabłockiemu i jego uroczej małżonce Renacie, bez których ta misja nie miałaby żadnych szans na powodzenie - podkreślił Maciejewski. - Jechałem do Chin pełen obaw i przyznaję, że nie za bardzo wierzyłem w możliwość nawiązania współpracy. Dziś, po poznaniu konsula i innych życzliwych mi osób moja wiara jest zdecydowanie większa. Jest duża szansa na grę Chinek w naszym zespole.
Najpierw nauka
Kanton to jedno z najstarszych i najprężniej rozwijających się miast w Chinach, w ostatnich latach bardzo otwarte na świat. Z Gorzowa podróżuje się tam 15 godzin. Po zakwaterowaniu w luksusowym czterogwiazdkowym hotelu Victory, gdzie telewizję można oglądać nawet w łazience, a mimo to doba w dwuosobowym pokoju kosztuje tylko ok. 200 zł, szkoleniowiec naszych akademiczek pojechał do miejscowego centrum sportowego.
Ośrodek, w którym ciężko trenują przedstawiciele kilku dyscyplin to taki sportowy Alcatraz. - Do centrum znajdującego się na wyspie można się dostać tylko za przepustką - opowiadał Maciejewski. - Obok hali na kilka tysięcy widzów są także mniejsze obiekty, w których odbywają się treningi. Na ich dachach zbudowane są bieżnie. Do tego wiele zieleni i miejsca do spacerów. Tam jednak nikt nie myśli o przyjemnościach. Przez sport Chińczycy mają szansę wybicia się. Dlatego bardzo rzuca się w oczy bardzo duża dyscyplina i determinacja. Zawodniczki trenują bardzo dużo i ciężko. Teraz wszystko jest podporządkowane igrzyskom w Pekinie.
Przez dwa dni Maciejewski brał udział w klinice trenerskiej. On i trener kadry narodowej chińskich koszykarek Tom Maher byli tam jedynymi obcokrajowcami. - Tom, gdy spotkał mnie pierwszy raz bardzo się ucieszył, bo myślał, że przyjechał jego rodak - mówił gorzowski trener. - Zmyliła go moja australijska koszulka. W pierwszym dniu byłem tylko biernym obserwatorem wykładów, w których brało około pół tysiąca trenerów, bo niewiele rozumiałem z tajemniczych krzaczków.
Od drugiego dnia Maciejewskiemu przydzielono tłumaczkę z chińskiego na rosyjski i od tego momentu gorzowski trener czuł się już jak u siebie. Przecież sportowe studia kończył w Moskwie. - Zadawałem tyle pytań, że w końcu okazało się, że mój pobyt w Chinach nie skończy się tylko na samych zajęciach teoretycznych - mówił szkoleniowiec AZS PWSZ.
Lody złamane na treningu
Gorzowianin ani przez chwilę wśród Chińczyków nie czuł się jak intruz, ale z oczywistych powodów wszyscy wobec egzotycznego gościa, początkowo zachowywali dużą rezerwę. - Okazało się, że byłem pierwszym Polakiem, który miał okazję zobaczyć centrum sportowe w Guangzhou - opowiadał Maciejewski. - Bardzo ważnym momentem dla końcowych efektów mojej podróży był trening z drużyną Guangdong.
W Chinach w najwyższej lidze WCBA gra 12 drużyn, które przez trzy miesiące rozgrywają po 22 spotkania sezonu zasadniczego, a potem play-off. W każdym zespole może być jedna zawodniczka zagraniczna. Koszykarki mają tylko trzy tygodnie przerwy, przez pozostałe osiem miesięcy ciężko trenują w takich ośrodkach jak ten w Guangzhou. Zajęcia trwają aż trzy godziny i mocno różnią się od tych jakie Maciejewski aplikuje zawodniczkom AZS PWSZ. Tym razem zespół Guangdong - dziesiąta drużyna WCBA - miał odmianę, bo ćwiczył mniej więcej tak jak nasze akademiczki. - Chyba właśnie wtedy zawodniczki i trenerka miejscowej drużyny przekonały się, że w Gorzowie też grają w poważną koszykówkę - mówił Maciejewski. - Nie było łatwo, bo każdemu Europejczykowi w Chinach przeszkadza duża wilgotność powietrza. Właściwie cały czas byłem mokry. W hotelu specjalnie przygotowałem się do zajęć. Pokazałem kilka koszykarskich zabaw, dzięki którym trening może być o wiele bardziej urozmaicony. Poćwiczyliśmy gorzowską taktykę. Także naszą szkołę rzutów, która bardzo spodobała się Chińczykom. Boisko, gdzie ludzi koszykówki łączy międzynarodowy, znany wszystkim język, całkowicie skruszyło ostatnie lody.
Pomyślały o jedzeniu
Maciejewski widział też zespół Guangdong w akcji. - I koszykarki, które wcześniej sobie upatrzyłem wyglądały tak samo solidnie jak na płytkach DVD - opowiadał trener AZS PWSZ. - Zaczęliśmy negocjacje, które tak naprawdę zakończą się 1 września, gdy dziewczyny z Chin mają zameldować się w Polsce.
Drużyna Guangdong, podobnie jak ekipa gorzowska, jest bardzo młoda. Średnia wieku to niecałe 21 lat. Dlatego chińskie koszykarki powinny spokojnie wpasować się w naszą drużynę. - W zespole są dwie kadrowiczki, które byłyby gwiazdami polskiej ligi - mówił Maciejewski. - O nich jednak w ogóle nie było rozmowy. Kadra musi zostać w kraju do Pekinu. Zaproponowano mi innych graczy i z jedną z nich jesteśmy już całkowicie dogadani.
25-letnia Mao Wenjing ma 175 cm wzrostu i może grać na pozycjach dwa i trzy. W ostatnim sezonie zdobywała średnio ponad 18 pkt, przy bardzo dobrej skuteczności za 2 i 3 pkt. Miała także dużo zbiórek.
Druga z chińskich zawodniczek ma grać w AZS PWSZ na pozycji centra. Maciejewski byłby szczęśliwy, gdyby do Gorzowa przyjechała 19-latka Guang Xin, mierząca 195 cm. - Początkowo Chińczycy nie podejmowali tego tematu, bo to jest zawodniczka kadry młodzieżowej - opowiadał Maciejewski. - Gdy jednak gospodarze przekonali się, że czas spędzony w naszym klubie nie byłby stracony, sytuacja się zmieniła. Od jej trenerki usłyszałem, że będzie ją mocno namawiać do przylotu do Polski.
W odwodzie czeka jeszcze 21-latka, mierząca 190 cm Qian Lina. - Pensje tych zawodniczek to mniej więcej polska koszykarska średnia krajowa - mówił Maciejewski. - A pożytek z tych graczy możemy mieć naprawdę duży. Zawodniczki nie miały wielkich wymagań. One są przyzwyczajone do ciągłego życia na obozie. Trenują naprawdę bardzo ciężko w niełatwych warunkach. Przede wszystkim martwiły się o jedzenie. Okazało się, że dla Chińczyków prawidłowe żywienie to niezwykle istotna sprawa. Uspokoiłem je, że u nas też są dobre ich narodowe restauracje.
W czasie posiłków gorzowskie Chinki mogą spodziewać się wizyt trenera Maciejewskiego, któremu bardzo smakowała kuchnia tego kraju. Szkoleniowiec AZS PWSZ spróbował wszystkiego, nawet... gotowanego węża. I przy okazji zyskał ciekawą umiejętność. - Chińska kuchnia jest zdrowa i do tego bardzo smaczna - opowiadał szkoleniowiec. - Jednak z pierwszej kolacji wróciłem głodny. Nie umiałem jeść pałeczkami. Wytrwały trening w hotelu szybko dał efekty. Po tygodniu wprawiłem się tak, że teraz gorzej mogę sobie radzić ze sztućcami.
Najpierw dwie, potem drużyna
W najbliższym czasie AZS PWSZ i Guangdong dokonają ostatecznego wyboru drugiej zawodniczki i wymienią kontrakty w językach chińskim i rosyjskim. Gorzowska strona zdaje sobie jednak sprawę, że tak naprawdę Azjatki staną się naszymi graczami jeśli 1 września wylądują w naszym kraju. - Dziś moja wiara w pomyślne zakończenie tych negocjacji jest o wiele większa - powiedział Maciejewski. - Wiem jednak, że te transfery zależą w Chinach od wielu osób i mogą jeszcze zostać storpedowane. Liczę, że przekonałem naszych nowych egzotycznych znajomych na tyle, że tym razem sprawy potoczą się inaczej, bardziej pomyślnie. Byłyby to pierwsze koszykarki chińskie grające w ligowym klubie w Europie.
Dwie koszykarki zostały zaproszone do Gorzowa już we wrześniu, a w październiku, na turniej tuż przed rozgrywkami ekstraklasy, ma przyjechać cała drużyna Guangdong. -Obiecałem trenerce Zheng Wei, że tym razem wspólnie poprowadzimy polsko-chiński trening - zakończył Maciejewski. - A po sezonie pojedziemy z rewizytą do Guangzhou. Właśnie przebyłem jedną z najciekawszych podróży w mojej karierze. Życzyłbym jednak sobie, aby nie skończyło się tylko na miłych wrażeniach i wspomnieniach. Mam nadzieję, że dzięki dalszej pomocy konsula Zabłockiego, bez którego nic się nie uda, za dwa miesiące koszykarski chiński mur runie i AZS PWSZ wzmocnią azjatyckie zawodniczki.
Ireneusz Klimczak, Gazeta Wyborcza
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem
-
zawodniczka
- Żak
- Posty: 323
- Rejestracja: 26 lutego 2006, 15:27
- Lokalizacja: Z Nowej Wsi:P
- Edzia
- Junior
- Posty: 2018
- Rejestracja: 16 stycznia 2005, 13:32
- Lokalizacja: cztery domy, dwie ulice to są właśnie PABIANICE :-P
AZS Gorzów przed sezonem: Pierwsza czwórka
Sezon 2005/2006 przyniósł drużynie AZS-u PWSZ Sowood Gorzów Wlkp. ogromny sukces. Drużyna prowadzona przez Dariusza Maciejewskiego zajęła na finiszu rozgrywek piąte miejsce, najwyższe w całej historii klubu. Jak będzie tym razem? Nikt w Gorzowie nie wątpi, że zespół zrobi kolejny krok i zajmie wyższą pozycję niż przed rokiem.
Jaka jest zatem recepta na sukces „po gorzowsku”? Przede wszystkim zachować ciągłość szkolenia, a co za tym idzie pozostawienie w swym składzie czołowych, świetnie rozumiejących się ze sobą, zawodniczek z ubiegłego sezonu. W tym właśnie ma tkwić siła akademiczek, które bez drastycznych zmian personalnych będą walczyć o najwyższe lokaty w praktycznie niezmienionym gronie.
Działacze klubu nie zapomnieli jednak o wzmocnieniach. Do drużyny prowadzonej przez drugiego szkoleniowca reprezentacji Polski – Dariusza Maciejewskiego – dołączyły także dwie zagraniczne koszykarki. Zarówno amerykańska rozgrywająca Secrett Stubblefield jak i Słowenka Katarina Ristić bardzo udanie wkomponowały się w zespół, a działacze nie kryją zadowolenia z obu transferów. - Obie zakontraktowane koszykarki spełniają nasze oczekiwania i przynajmniej na razie nie będziemy robić żadnych ruchów. Zostają z naszą drużyną do końca sezonu, a co do ewentualnych ruchów transferowych, to decyzję podejmiemy w trakcie sezonu. Dopiero rozgrywki ligowe będą takim prawdziwym wyznacznikiem umiejętności zatrudnionych koszykarek – wyjaśnił Tomasz Walkowiak.
To jednak nie koniec potencjalnych wzmocnić. Szefowie gorzowskiego klubu cały czas starają się wzmocnić siłę podkoszową swojej drużyny.- Jeśli chodzi o transfery to mamy jeszcze jedną niewiadomą. Już pewnie cała Polska wie, że udało się nam nawiązać współpracę w Chinach i to właśnie na tamtym rynku szukamy jeszcze jednej koszykarki. Problem leży jednak w temacie porozumienia się co do terminu. One, w podobnym czasie co polska ekstraklasa, mają rozgrywki w swoim kraju, więc jeszcze nie wiemy jak się ostatecznie sprawy potoczą. Nie wszystko zależy przecież od nas – dodał dyrektor gorzowskiego klubu.
Gorzowski zespół ma jeszcze jednego asa w rękawie. Tym asem jest Agnieszka Szott, najskuteczniejsza koszykarka sezonu zasadniczego przed rokiem, która na pewno dołączy do zespołu w trakcie rozgrywek. - Agnieszka przechodzi cały czas rehabilitację, wchodzi powolutku w trening, ale niestety nie znamy jeszcze terminu jej dokładnego powrotu na parkiet. Nie chcemy robić nic na siłę, bowiem z kontuzją kolana nie ma żartów. To zbyt poważny uraz, aby na siłę przyspieszać powrót do gry na pełnych obciążeniach – powiedział Tomasz Walkowiak.
Siła zespołu AZS PWSZ Sowood Gorzów Wlkp. jest jednak na tyle duża, że sztab szkoleniowy nie musi się martwić przeciągającą absencją popularnej „Zuzy”. Jakie więc cele stawiają przed drużyną działacze klubu? - Jeśli chodzi o cele to super by było jakby drużyna znalazła się w pierwszej czwórce. Taki też cel postawił zarząd klubu przed zespołem i jeśli uda się go osiągnąć, wtedy na pewno cały sezon zaliczymy do bardzo udanych. Chcemy poprawić przynajmniej o jedną pozycję ubiegłoroczne osiągnięcie, czyli piątą pozycję, która dla naszego klubu była najwyższa w całej historii – mówi Tomasz Walkowiak, dyrektor AZS PWSZ Gorzów Wlkp.
Plany niezwykle ambitne jednak konkurencja nie śpi i z pewnością będzie chciała pokrzyżować szyki akademiczkom. Każdy w końcu mierzy jak najwyżej. Zdają sobie z tego sprawę także szefowie klubu. - Wisła Can-Pack Kraków i Lotos Gdynia jest jeszcze poza naszym zasięgiem, więc nie ma co ukrywać, że te dwa zespoły będą nadawały ton całej lidze. Niemniej liga zrobiła się bardzo ciekawa, wszystkie drużyny znacząco się wzmocniły, a praktycznie w każdym z nich znajdują się jakieś Amerykanki. Trudno dzisiaj powiedzieć jak ułożą się siły poszczególnych ekip. Z każdą drużyną będzie ciekawa rywalizacja, ale myślę, że podołamy wyzwaniu. Najgroźniejsze dla nas, w kontekście zajęcia miejsca w pierwszej czwórce, na pewną będą koszykarki CCC Polkowice, czy od lat tak uznana firma jak Polfa Pabianice. Nie przekreślałbym także beniaminków z Torunia i Leszna, które także poczyniły jakieś tam wzmocnienia. No zobaczymy co pokaże sezon – kończy dyrektor AZS-u PWSZ Sowood Gorzów Wlkp.
(Wojciech Strzebińczyk)
(źródło: www.plkk.pl )
Sezon 2005/2006 przyniósł drużynie AZS-u PWSZ Sowood Gorzów Wlkp. ogromny sukces. Drużyna prowadzona przez Dariusza Maciejewskiego zajęła na finiszu rozgrywek piąte miejsce, najwyższe w całej historii klubu. Jak będzie tym razem? Nikt w Gorzowie nie wątpi, że zespół zrobi kolejny krok i zajmie wyższą pozycję niż przed rokiem.
Jaka jest zatem recepta na sukces „po gorzowsku”? Przede wszystkim zachować ciągłość szkolenia, a co za tym idzie pozostawienie w swym składzie czołowych, świetnie rozumiejących się ze sobą, zawodniczek z ubiegłego sezonu. W tym właśnie ma tkwić siła akademiczek, które bez drastycznych zmian personalnych będą walczyć o najwyższe lokaty w praktycznie niezmienionym gronie.
Działacze klubu nie zapomnieli jednak o wzmocnieniach. Do drużyny prowadzonej przez drugiego szkoleniowca reprezentacji Polski – Dariusza Maciejewskiego – dołączyły także dwie zagraniczne koszykarki. Zarówno amerykańska rozgrywająca Secrett Stubblefield jak i Słowenka Katarina Ristić bardzo udanie wkomponowały się w zespół, a działacze nie kryją zadowolenia z obu transferów. - Obie zakontraktowane koszykarki spełniają nasze oczekiwania i przynajmniej na razie nie będziemy robić żadnych ruchów. Zostają z naszą drużyną do końca sezonu, a co do ewentualnych ruchów transferowych, to decyzję podejmiemy w trakcie sezonu. Dopiero rozgrywki ligowe będą takim prawdziwym wyznacznikiem umiejętności zatrudnionych koszykarek – wyjaśnił Tomasz Walkowiak.
To jednak nie koniec potencjalnych wzmocnić. Szefowie gorzowskiego klubu cały czas starają się wzmocnić siłę podkoszową swojej drużyny.- Jeśli chodzi o transfery to mamy jeszcze jedną niewiadomą. Już pewnie cała Polska wie, że udało się nam nawiązać współpracę w Chinach i to właśnie na tamtym rynku szukamy jeszcze jednej koszykarki. Problem leży jednak w temacie porozumienia się co do terminu. One, w podobnym czasie co polska ekstraklasa, mają rozgrywki w swoim kraju, więc jeszcze nie wiemy jak się ostatecznie sprawy potoczą. Nie wszystko zależy przecież od nas – dodał dyrektor gorzowskiego klubu.
Gorzowski zespół ma jeszcze jednego asa w rękawie. Tym asem jest Agnieszka Szott, najskuteczniejsza koszykarka sezonu zasadniczego przed rokiem, która na pewno dołączy do zespołu w trakcie rozgrywek. - Agnieszka przechodzi cały czas rehabilitację, wchodzi powolutku w trening, ale niestety nie znamy jeszcze terminu jej dokładnego powrotu na parkiet. Nie chcemy robić nic na siłę, bowiem z kontuzją kolana nie ma żartów. To zbyt poważny uraz, aby na siłę przyspieszać powrót do gry na pełnych obciążeniach – powiedział Tomasz Walkowiak.
Siła zespołu AZS PWSZ Sowood Gorzów Wlkp. jest jednak na tyle duża, że sztab szkoleniowy nie musi się martwić przeciągającą absencją popularnej „Zuzy”. Jakie więc cele stawiają przed drużyną działacze klubu? - Jeśli chodzi o cele to super by było jakby drużyna znalazła się w pierwszej czwórce. Taki też cel postawił zarząd klubu przed zespołem i jeśli uda się go osiągnąć, wtedy na pewno cały sezon zaliczymy do bardzo udanych. Chcemy poprawić przynajmniej o jedną pozycję ubiegłoroczne osiągnięcie, czyli piątą pozycję, która dla naszego klubu była najwyższa w całej historii – mówi Tomasz Walkowiak, dyrektor AZS PWSZ Gorzów Wlkp.
Plany niezwykle ambitne jednak konkurencja nie śpi i z pewnością będzie chciała pokrzyżować szyki akademiczkom. Każdy w końcu mierzy jak najwyżej. Zdają sobie z tego sprawę także szefowie klubu. - Wisła Can-Pack Kraków i Lotos Gdynia jest jeszcze poza naszym zasięgiem, więc nie ma co ukrywać, że te dwa zespoły będą nadawały ton całej lidze. Niemniej liga zrobiła się bardzo ciekawa, wszystkie drużyny znacząco się wzmocniły, a praktycznie w każdym z nich znajdują się jakieś Amerykanki. Trudno dzisiaj powiedzieć jak ułożą się siły poszczególnych ekip. Z każdą drużyną będzie ciekawa rywalizacja, ale myślę, że podołamy wyzwaniu. Najgroźniejsze dla nas, w kontekście zajęcia miejsca w pierwszej czwórce, na pewną będą koszykarki CCC Polkowice, czy od lat tak uznana firma jak Polfa Pabianice. Nie przekreślałbym także beniaminków z Torunia i Leszna, które także poczyniły jakieś tam wzmocnienia. No zobaczymy co pokaże sezon – kończy dyrektor AZS-u PWSZ Sowood Gorzów Wlkp.
(Wojciech Strzebińczyk)
(źródło: www.plkk.pl )
"Oto jest miłość.
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
Buńczuczne wypowiedzi trenera nie mają pokrycia na boisku. Gorzów przegrał w Poznaniu dwoma punktami i to jest najniższy wymiar kary.
Trener był wyłącznie zainteresowany wodą mineralną ( pewnie był jeszcze wczorajszy ? !!!) Zawodniczki grały jak w lidze podwórkowej.
Mnóstwo strat i niecelnych rzutów , szczególnie zawodniczki podkoszowe.
A brylowała w tym Żurowska. Mimo rzuconych 18 punktów już dawno nie widziałem tak pudłującego gracza.
Przy takiej grze nie będzie łatwo się tej drużynie utrzymać w lidze a o medalu to proszę myśleć może w przyszłym sezonie.
Trener był wyłącznie zainteresowany wodą mineralną ( pewnie był jeszcze wczorajszy ? !!!) Zawodniczki grały jak w lidze podwórkowej.
Mnóstwo strat i niecelnych rzutów , szczególnie zawodniczki podkoszowe.
A brylowała w tym Żurowska. Mimo rzuconych 18 punktów już dawno nie widziałem tak pudłującego gracza.
Przy takiej grze nie będzie łatwo się tej drużynie utrzymać w lidze a o medalu to proszę myśleć może w przyszłym sezonie.
Kuba pisze:Alexx pisze:Buńczuczne wypowiedzi trenera nie mają pokrycia na boisku.
Maciejewski ogolnie baaardzo dużo mowi ...![]()
GRATULACJE DLA POZNANIA
Dzięki za gratulacje! To zasługa wszystkich po trochu koszykarek, trenerów i kibiców. Jednak nie popadamy w euforie bo w sobote wyjazdowy mecz w Łomiankach nas czeka
Chwiałka A Chwiałka Z Chwiałka AZS!
oprawca pisze:No bez przesady. Poprostu wypadek przy pracy. za 5, 6 kolejek juz sie wszystko wyklaruje i taki Poznań nie jest w stanie nam fiknąć:) hehe.
Wypadek przy pracy
I nie gadaj o fikaniu bo oto wczoraj zostaliście skarceni i nawet pogratulować nie umiesz zwycięzcą
Chwiałka A Chwiałka Z Chwiałka AZS!
- elen
- Kadet
- Posty: 1461
- Rejestracja: 23 stycznia 2006, 17:31
- Lokalizacja: Gorzów - Miasto cudów nad Wartą
- Kontaktowanie:
oprawca pisze:No bez przesady. Poprostu wypadek przy pracy. za 5, 6 kolejek juz sie wszystko wyklaruje i taki Poznań nie jest w stanie nam fiknąć:) hehe.
Byłeś wczoraj na meczu? Ja byłem...Poznan po prostu zagrał równiej niz my i to jest porażka, nie ma co sie napinać, tylko wierzyc ze bedzie lepiej, a to był tylko wypadek przy pracy

"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem
Nie orientuję się jakim składem grał Gorzw, ale Poznań bez Buby i Cieciery to nie ta sama druzyna. Tym większe gratulacje dla zawodniczek, że podjęły walkę i nie przestraszyły się wyżej notowanego rywala. Na pewno kibice w Poznaniu byli świadkami pewnego rodzaju sensacji no i bdb
już widać, że liga będzie ciekawa 
Kuba pisze:Nie orientuję się jakim składem grał Gorzw, ale Poznań bez Buby i Cieciery to nie ta sama druzyna. Tym większe gratulacje dla zawodniczek, że podjęły walkę i nie przestraszyły się wyżej notowanego rywala. Na pewno kibice w Poznaniu byli świadkami pewnego rodzaju sensacji no i bdbjuż widać, że liga będzie ciekawa
Najlepsze na boisku :
Sibora - już dawno nie widziałem Moniki w takiej dyspozycji ( 6 trójek)
Jarkowska - końcówka meczu należała właśnie do niej. BRAWO!!!
Ciecierska -dorzuciła kilka punktów w ważnych momentach.
Reda - Żurowska nie pograła a statystyki mówią same za siebie : na 16 rzutów oddanych przez Żurowską za dwa pkt. - 5 celnych czyli 22 pkt. pooooooszły. Przy takiej skuteczności swojego lidera żaden zespół nie może wygrać.
Jeżeli chodzi o Waligórską to bardzo dobrze na jedynce prezentowała się Idczak na zmiane z Siborą i myślę że jej brak nie był zuważalny.
W Gorzowie momentami mogła się podobać Ristić. Ale to kolejny ewenement. Ta zawodniczka przez te kilka minut pobytu na parkiecie zdobywa 18 pkt-ów ale popełnia także 5 przewinień - czyli dziesięć pkt-ów znowu poooooszło! To kolejny gwóźdź do trumny Gorzowa. Wchodząca za "Zdzichę" Zalesiak też bez rewelacji. Z taką grą to ona może pograć sobie w juniorkach. A trener ( wczorajszy ) ciągle je rotował nie pozwalając na "wstrzelenie się" Karpińskiej. ( Przypomnę że Zdzisia w meczu z Poznaniem na wiosnę rzuciła 34 pkt.)I taki trener to następna przyczyna porażki Gorzowa.
- elen
- Kadet
- Posty: 1461
- Rejestracja: 23 stycznia 2006, 17:31
- Lokalizacja: Gorzów - Miasto cudów nad Wartą
- Kontaktowanie:
Alexx pisze:W Gorzowie momentami mogła się podobać Ristić. Ale to kolejny ewenement. Ta zawodniczka przez te kilka minut pobytu na parkiecie zdobywa 18 pkt-ów ale popełnia także 5 przewinień - czyli dziesięć pkt-ów znowu poooooszło! To kolejny gwóźdź do trumny Gorzowa. Wchodząca za "Zdzichę" Zalesiak też bez rewelacji. Z taką grą to ona może pograć sobie w juniorkach. A trener ( wczorajszy ) ciągle je rotował nie pozwalając na "wstrzelenie się" Karpińskiej. ( Przypomnę że Zdzisia w meczu z Poznaniem na wiosnę rzuciła 34 pkt.)I taki trener to następna przyczyna porażki Gorzowa.
Widze ze znalazł sie kolejny znawca. Napewno widziałeś wszystkie koszykarki które strofujesz, przynajmniej kilka razy w tym sezonie i nie oceniasz ich po jednym meczu.

"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 116 gości


