25 października - Wczoraj w WNBA, jutro w Eurolidze.
Kara Braxton, blisko dwumetrowa dziewczyna z Detroit, w środę spróbuje wygrać dla Wisły Can-Pack pierwszy ważny mecz. O drużynie Phard Neapol nie wie nic, tak samo jak o Krakowie, do którego przyjechała przed trzema tygodniami.
Wszystko jest dla niej nowe, na świat patrzy oczami przepełnionego radości. dziecka. - Wiesz, co mnie najbardziej zaskoczyło w waszym mieście? Zamek. W życiu się nie spodziewałam, że zobaczę tutaj zamek! - śmieje się głośno, przybijając jednocześnie „piątki” z przechodzącymi obok koleżankami z drużyny.
W Detroit zamków nie ma.Jest fabryka samochodów „General Motors”, świetna drużyna koszykarzy „Pistons” i jej kobieca wersja – „Shock”. To w niej Kara spotkała lokalną (choć nie tylko) legendę basketu, byłego zawodnika Billa Laimbeera. Trener o wyglądzie barowego zabijaki wyświęcił ją na klasowego centra.
Z jej dzielnicy nikt nigdy nie wyjechał do Polski. - W ogóle mało kto odwiedził Europę. Ja sama wcześniej tylko raz opuściłam kraj. Byłam krótko w Brazylii - opowiada. - Oferta z Krakowa trochę mnie zaskoczyła. Chwilę się zastanawiałam, ale chyba od początku podświadomie wiedziałam, że i tak podejmę ryzyko. Nie żałuję.
Istnieją ludzie – wampiry energetyczne, którym wystarczy krótka rozmowa, by wyssać z człowieka ostatnie tchnienie optymizmu. Kara jest ich całkowitym przeciwieństwem: mogłaby zostać akwizytorem darmowej dobrej energii. Cały czas żartuje, śmieje się, podczas meczu pociesza i dopinguje partnerki, jest naturalnie żywiołowa. - Kocham uszczęśliwiać ludzi, uwielbiam kiedy się śmieją, bo sama mogę to robić godzinami - opowiada.
Błyskawicznie łapie z innymi kontakt, nawiązuje przyjaźnie. - I am big time people person - wyjaśnia, a nieprzetłumaczalny angielski idiom oznacza dużo więcej niż słownikowe „jestem bardzo towarzyska”.
- Kocham ludzi, mam bardzo wielu przyjaciół - mówi. Dzięki temu w Krakowie nie czuje się samotna. - Nastawienie jest bardzo istotne. Wiesz, kiedy spędza się na treningach tyle czasu, twoją rodziną stają się koleżanki z zespołu. Ja zawsze byłam otwarta na świat i ludzi, teraz mogę powiedzieć, że moja nowa rodzina jest naprawdę świetna - przekonuje.
Nutę smutkę widać jedynie, gdy mówi o małym synku Aelani, który jeszcze jest w Stanach. - Och, mój syn... - wzdycha i robi minę jakby nie chciała usłyszeć pytania o niego. - Nie, nie, to dlatego, że strasznie za nim tęsknię. To mój skarb, nie mogę się już doczekać, kiedy do mnie dojedzie - wzrusza się.
Na przyjazd ukochanego syna musi jeszcze poczekać, więc będzie cierpliwie rzucać do kosza, zdobywać punkty i rozbawiać koleżanki. - I zwyciężać. To przede wszystkim - zaznacza. - Jutro zaczyna się poważna gra, zaczyna się Euroliga. Przed spotkaniem z włoskim zespołem ćwiczyłyśmy wiele zagrywek obronnych, pracowałyśmy nad wieloma rzeczami i jesteśmy gotowe na twardą rywalizację. Ja po przylocie potrzebowałam trochę czasu na aklimatyzację, ale teraz wszystko jest OK.
Żartuje, że poza treningami nie ma na nic zbyt wiele czasu. - Zwiedzanie? W skromnym stopniu. Na pewno jednak będę często chodzić na zamek. Z synem.
Przemysław Franczak
źródło: Gazeta Krakowska
(rav)
http://wislacanpack.pl/
Akwizytor darmowej dobrej energii - Kara Braxton
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości