Energa z brązem.Gladden błagała piłkę by wpadła.Jest szansa, że zostanę w Toruniu -
mówi Alicia Gladden, gwiazda koszykarek Energi, po tym jak drużyna zdobyła historyczny brązowy medal mistrzostw Polski.
Rozmowa z Alicią Gladden
Filip Łazowy:
W Toruniu zjawiła się pani przypadkiem. Kontuzja Emilii Tłumak wymusiła jesienią na działaczach dodatkowy transfer.
Alicia Gladden: Dla mnie to też było zaskoczenie. Współczuję Emilii, ale jestem pewna że w przyszłym sezonie wróci do gry. Czasem tak w życiu bywa, że o ważnych rzeczach decyduje przypadek. Mogę tylko powiedzieć, że gra w Polsce, w Toruniu to był dobry wybór.
Ciężko było zaaklimatyzować się w nowym mieście?
- Właśnie nie. I to mnie bardzo zaskoczyła. Właściwie nie widziałam, czego mam się spodziewać. O Polsce dowiedziałam się trochę od moich koleżanek, które tu już wcześniej grały (m.in. od Amishy Carter - red). W Toruniu szybko poczułam się jak w rodzinie. Wszyscy dbali o mnie, a koleżanki z drużyny przyjęły naprawdę ciepło.
Wie pani, że dla Torunia to dopiero pierwszy medal w historii koszykówki?- Tak, koleżanki mówiły mi trochę na temat historii zespołu. Rywale w tym kraju są mocni, ekipy z Gorzowa, Gdyni, Krakowa czy Polkowic to solidne firmy. Pokonać każdego z tych przeciwników jest bardzo trudno. Bardzo się cieszę, że udało nam się dokonać tej sztuki i zdobyć medal.
Jak to możliwe, że najpierw zespół osiąga przewagę blisko 20 punktów, a potem momentalnie ją traci? Tak było w trzecim i czwartym meczu o brąz.
- Sama nie wiem. Dla mnie to niezrozumiałe. W szatni mówiłyśmy sobie, że zaczynamy od stanu 0:0. Jednak kilka minut i rywalki odrabiały straty. W drugim meczu nie wierzyłam w to, co się dzieję. Myślę sobie: to jakieś "deja vu"! Jak można znów w ten sam sposób stracić taką dużą przewagę? Byłam zła na siebie. Popełniałam proste błędy, pudłowałam nawet spod kosza. Czułam jakąś dziwną niemoc, nad którą nie mogłam zapanować.
Aż do ostatniej akcji meczu, w której pani rzut za trzy punkty zapewnił wygraną na wagę brązowego medalu.
- (śmiech) Dostałam piłkę i na początku nie wiedziałam, co mam z nią zrobić. Dopiero kiedy przedostałam się na pole zespołu z Polkowic zdecydowałam się na rzut z dystansu. Zrobiłam to tak, by w razie niecelnej próby było jeszcze trochę czasu na zebranie piłki i ponowienie akcji. Kiedy rzucałam nad rękami Darii Mieloszyńskiej wrzeszczałam: "Boże, proszę - niech ta piłka wleci, ten jeden raz w życiu!". Myślałam: "Błagam piłeczko, wpadnij choć ten jeden raz". I piłka wpadła. To dało nam prowadzenie jednym punktem, a w ostatniej akcji meczu udało nam się zablokować Shannon Bobbitt.
Po meczu koleżanki podrzucały panią na rękach.
- Taka sytuacja zdarzyła mi się pierwszy raz w życiu. To cudowne chwile, które na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Dla nas wszystkich to była wielka radość. Stanowimy naprawdę zgraną paczkę. O dziewczynach z drużyny nie mogę powiedzieć złego słowa - podobnie jak o trenerach i działaczach. To samo dotyczy kibiców, którzy wspierali nas przez cały sezon. Kto się dobrze przyglądał, zauważył że traktujemy siebie jak rodzinę. Śmiejemy się kiedy trzeba, pomagamy, ale przede wszystkim solidnie pracujemy.
Dla Torunia zrezygnowała pani z obozów przygotowawczych do amerykańskiej zawodowej ligi WNBA. Warto?
- Stwierdziłam, że skoro tak daleko zaszłyśmy, nie mogę opuścić zespołu w tak ważnym momencie. Ja się tu czuję jak w domu i nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdybym wyjechała. A czy zostanę w Toruniu na kolejny sezon? Na pewno jest na to szansa. Świetnie się czuję w tym mieście, ma być budowana nowa hala. Chciałabym dalej tu się rozwijać, bo pokochałam to miejsce.
Alicia Gladden - 25-letnia skrzydłowa Energi Toruń, w sezonie 2009/2010 zagrała w 34 spotkaniach uzyskując średnią 14,6 punktu na mecz, 5.5 zbiórki i 2.3 przechwytu.
www.gazeta.pl