Dajcie mi Polaka za męża!

Moderatorzy: thomas72, kyS, tadziu

Awatar użytkownika
kyS
Kadet
Posty: 1362
Rejestracja: 21 listopada 2004, 19:40
Lokalizacja: gw

Dajcie mi Polaka za męża!

Postautor: kyS » 24 listopada 2006, 19:27

W niedzielę w Krakowie byliśmy świadkami historycznego wydarzenia. Po raz pierwszy na parkiecie w Europie w zespole ligowym wystąpiły zawodniczki z Chin. Chiński mur jako pierwszy zburzył gorzowianin Dariusz Maciejewski, który sprowadził Guan Xin i Mao Wenjing do AZS PWSZ Sowood.

Kamil Siałkowski: Czy miałyście obawy przed przyjazdem do Polski?

Guan Xin: Wręcz przeciwnie. Byłyśmy bardzo ciekawe, jak to wszystko będzie wyglądać na miejscu. Wyobrażałyśmy sobie, że to jest taki nieduży kraj, w porównaniu do Chin po prostu mały. Na początku myliłyśmy Polskę z Holandią, bo nazwy tych państw w naszym języku bardzo podobnie się wymawia: polan, helan... Dla nas to prawie to samo! Byłam już w Europie, choćby przed rokiem na Uniwersjadzie w Turcji, gdzie widziałam trenera Maciejewskiego. Kto by pomyślał, że jeszcze kiedyś go zobaczę i do tego zagram w prowadzonej przez niego drużynie!

Mao Wenjing: Obaw nie było, bo nieraz już przyjeżdżałyśmy do Europy z młodzieżową reprezentacją Chin. Xin nadal jest w kadrze, ja też w przeszłości występowałam w tym zespole. Byłam na turniejach w Hiszpanii i Francji. To nie jest tak, że gramy tylko w Chinach. Oprócz krajów europejskich byłyśmy w Tunezji, USA i Australii. Bardzo często jeździłyśmy na wewnątrz-azjatyckie zawody do Japonii czy Korei Południowej. Tam byłyśmy z klubem z Guangzhou. Pierwszy raz jesteśmy tylko we dwie, zazwyczaj była to cała drużyna. Ale jesteśmy dobrej myśli.

Jaki wpływ na waszą decyzję miała wizyta w Chinach trenera Dariusza Maciejewskiego? Jak wspominacie prowadzone przez niego treningi?

Wenjing: Ten trening to było dla nas duże przeżycie. Bardzo nam się spodobał, bo był zupełnie inny, niż te, które mieliśmy tam na co dzień. Taki powiew świeżości.

Xin: Nikt z działaczy nie powiedział nam, że trener z Polski przyjechał szukać graczy. Może to i dobrze, że o tym nie wiedziałyśmy. Wtedy wybór na pewno nie padłby na nas, bo zjadłaby nas trema, a inne zawodniczki by się popisywały. A tak każda z nas po prostu poważnie trenowała, a nie myślała o zagranicznym wyjeździe.

Koleżanki z zespołu w październiku przyjechały do Gorzowa na turniej. Was wtedy nie było, dlaczego?

Wenjing: Bo dla nas załatwiano wizy stałego pobytu. To w Chinach bardzo czasochłonna sprawa. Inne dziewczyny dostały pozwolenia tymczasowe, takie wyrabiają o wiele szybciej. W naszym przypadku musiał paść wybór, albo jedziemy na chwilę, albo na dłużej, trzeba było wybrać jedną z wiz. Bardzo chciałyśmy przyjechać już wtedy i zostać.

Słuchałyście opinii koleżanek czy warto wybierać się w tak daleką podróż?

Xin: Tak. Długo rozmawiałyśmy. Byłyśmy w szoku, gdy opowiadały, że były w lesie na ognisku i smażyły kiełbaski. Ja nigdy nie byłam w lesie! Nie mogłam się też nadziwić, że karmiły łabędzie i bawiły się z psami. U nas to jest niespotykane. Nie ma takiego kontaktu ze zwierzętami, a ptaki to już zupełnie boją się ludzi. Koleżanki opowiadały nam o meczu Gorzowa z Lotosem. Mówiły, że warto tu przyjechać, bo można się nauczyć dużo nowych rzeczy, czegoś czego nie poznamy w Chinach. Ale mówiły też: jedźcie do Polski, a zobaczycie fajne psy, będziecie mogły się z nimi pobawić.

Wenjing: Jesteśmy pod wrażeniem tego, że tu bardzo dużo ludzi chodzi na spacery z psami, i to rasowymi. U nas za posiadanie takiego zwierzaka płaci się dużo pieniędzy, stać na to tylko najbogatszych [psi dowód osobisty kosztuje w przeliczeniu ok. 5-6 tys. zł - przyp. red.].

Miałyście okazję spróbować już jakieś polskie specjały?

Xin: Polskie masło i ser żółty - to był dla nas hit pierwszego tygodnia. Ale tak naprawdę, pierwszy raz mogłyśmy spróbować polskie jedzenie dopiero podczas wyjazdu na mecz do Krakowa. Jest bardzo smaczne. Rano i wieczorem robimy sobie kanapki, a obiady jemy w chińskiej restauracji.

Z jakimi nadziejami przyjechałyście do Gorzowa? Jakie macie plany sportowe?

Xin: Chciałybyśmy co pewien czas jeździć do Chin odwiedzić rodzinę, znajomych. Może co pół roku, może co rok. Kiedy to będzie możliwe. Wtedy mogłybyśmy związać się z Polską nawet na kilka lat. W tej chwili myślimy jednak tylko o koszykówce. Wiemy, że warto zostać w Europie, bo tu poziom gry naprawdę jest wysoki. Wasz kraj jest dla nas atrakcyjnym miejscem do trenowania.

Wenjing: A może znajdziemy sobie w Polsce mężów? I wtedy zostaniemy tu na stałe. Kto wie? Ja wierzę w przeznaczenie. Jeśli będzie mi to dane, wcale nie będę się sprzeciwiać (śmiech).

Treningi w Polsce mocno różnią się od tych, jakie miałyście w Chinach?

Xin: W Azji ćwiczyłyśmy siedem godzin dziennie. Ciągle te same ćwiczenia. Poruszałyśmy się po trójkącie: stołówka - akademik - sala. Pobudka o szóstej. Pierwszy trening z samego rana, później obiad, drzemka, a wieczorny trening kończył się najpóźniej o godz. 18. Tutaj o tej porze zaczynamy ćwiczyć i przez cały dzień trenujemy tylko przez dwie godziny. Do tego mamy zajęcia na siłowni. Przede wszystkim doceniamy różnorodność zajęć.

Wenjing: Style grania w Europie i w Chinach sporo się różnią. Widziałyśmy mecz z Lotosem, grałyśmy z Wisłą. Tu gra się szybciej, ale przede wszystkim na parkiecie jest więcej agresji. Trzeba być nastawionym bojowo, cały czas skoncentrowanym. Ale żeby było jasne: nie boimy się tego i podejmiemy wyzwanie.


Powiedzcie kilka słów o sobie. Jakie są wasze mocne strony, nad czym musicie jeszcze popracować?

Wenjing: Trudno powiedzieć, jakie mam mocne strony i gdzie popełniam błędy.

Xin: Mao dobrze rzuca z daleka, tylko nie lubi się chwalić. Nie mnie oceniać, w czym jestem dobra. Lubię rzucać z półdystansu i chyba wychodzi mi to całkiem nieźle. Złe przyzwyczajenia? Podczas gry powinnam częściej zwracać uwagę na przeciwnika i odciąć go od podania, a nie patrzeć na piłkę.

Czy to prawda, że podczas zdjęć do kalendarza pierwszy raz w życiu miałyście makijaż?

Xin: Tak! To był dla nas duży szok. W Chinach nie miałyśmy dla kogo się malować. Ja nigdy w życiu nie miałam chłopaka. Na razie nie chcemy jednak tego nadużywać i będziemy malować się tylko na ważne okazje, choć bardzo mi się to podobało.

Wenjing: Malują się gwiazdy, a my z naszymi charakterami nigdy nimi nie będziemy. Dużą wagę przywiązujemy się do naturalności. Dziwnie się czułam podczas tej sesji zdjęciowej.

Guan Xin: 19 lat, 195 cm wzrostu, center

Mao Wenjing: 25 lat, 175 cm, skrzydłowa, nowe zawodniczki AZS PWSZ Sowood Gorzów

Od autora: Dziękuję tłumacz języka chińskiego pani Agnieszce Putkiewicz za pomoc w realizacji materiału.

Rozmawiał Kamil Siałkowski
www.gazeta.pl
Obrazek

CokolwiekPomiedzyLudzmiKonczySie
ZnaczyNigdySieNieZaczelo
GdybyPrawdziwieSieZaczeloNieSkonczylobySie
SkonczyloSieBoSieNieZaczelo
CokolwiekPrawdziwieSieZaczynaNigdySieNieKonczy

Wróć do „AZS-PWSZ Gorzów Wlkp.”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości