Wszyscy mają Amerykanki, a AZS PWSZ Sowood nie
: 07 lutego 2007, 17:12
Gorzowski klub jako jedyny w tym sezonie nie wzmocnił składu ekstraligowej drużyny zawodniczką z Ameryki. Czy przez to zamknie sobie drogę do wymarzonej lokaty w czołowej czwórce?
Z końcem stycznia zamknęło się okno transferowe. Do ostatnich dni drużyny zbroiły się na potęgę. - Rozgrywki zmieniły się nie do poznania. To oczywiście bardzo dobrze dla kobiecej koszykówki. Ale poszczególne lokaty będą miały zupełnie inną wartość niż jeszcze rok temu - ocenił Dariusz Maciejewski, szkoleniowiec AZS PWSZ Sowood Gorzów.
Po ostatniej serii transferów gorzowski klub został wyjątkiem w ekstraklasie. Tylko u nas (nie wliczamy zespołu Szkoły Mistrzostwa Sportowego z Łomianek) nie ma żadnej koszykarki z USA. A to właśnie Amerykanki nadają ton rozgrywkom, decydują o sile drużyn, w których występują. Czy bez wsparcia zza oceanu nasza ekipa osiągnie cel sprzed sezonu, czyli lokatę w czołowej czwórce? Na razie ten plan realizuje, bo jeśli wygra dwa z czterech pozostałych do końca sezonu zasadniczego spotkań, powinien znaleźć się najniżej na czwartej pozycji i w dalszej rywalizacji zyska przewagę własnego boiska. - Plany snuliśmy, nie znając tak do końca realiów ligi - zaznacza Maciejewski. - Ale od początku było jasne, że nie możemy się równać do budżetów Wisły Kraków czy Lotosu Gdynia. A inni po prostu inaczej niż my wydają pieniądze. Dobrze opłacają trzech-cztery zawodniczki. Długo oszczędzają i wzmacniają się dopiero na decydujące spotkania sezonu. My zaś jako jedni z ostatnich w ekstraklasie poszliśmy inną drogą i zobaczymy, jaki będzie tego finał.
Szkoleniowiec broni długoletniej wizji budowania drużyny w Gorzowie. Przypomina o założeniach: AZS PWSZ ma być wciąż klubem akademickim przede wszystkim opartym na Polkach, najlepiej swoich wychowankach. - Oczywiście jest presja i parcie na sukces - mówił. - Nie odniesiemy go jednak kosztem zniszczenia tego, co już zbudowaliśmy. Nie zabawimy się w zwycięstwa przez jeden sezon. Obserwujemy to, co dzieje się w ekstraklasie, wyciągamy wnioski. Chcemy reagować i mieć drużynę coraz mocniejszą, lecz tworzoną w sposób wyważony.
Gorzów już i tak jak nigdy wcześniej otworzył się w tym sezonie na obcokrajowców. I wcale nie unikał tematu amerykańskiego. Testowane była przecież Secrett Stubblefield. Gościły u nas dwie Chinki. Na najważniejsze mecze w play-off zostaną jednak tylko dwie Słowenki: Katarina Ristić i Maja Drozg. Żadna z nich nie jest jednak gwiazdą ligi. - Bo prawda jest taka, że na gwiazdy w tym momencie nas nie stać - powiedział Maciejewski. - Wcześniej podpisaliśmy kontrakty z takimi, a nie innymi koszykarkami i z nimi chcę powalczyć o czwórkę. Bez sensu jest wycofywać się z obranego planu w połowie drogi. Czas na kolejne wnioski nadejdzie po ostatnim spotkaniu sezonu.
Gorzowski szkoleniowiec dostał jednak swoją gwiazdkę z nieba. A właściwie z ławki rezerwowych. W AZS PWSZ Sowood znów gra Agnieszka Szott, która wcale nie jest gorsza od amerykańskich wzmocnień w innych zespołach. Końcówka spotkania z Brzegiem, w której "załatwiły" nas zawodniczki zagraniczne, czy ostatnie starcie w Gdyni, gdzie gorzowski zespół po prostu nie miał atutów, pokazują jednak, że nawet powrót "Pysi" nie musi być gwarantem wykonania przedsezonowego planu. Rywale są naprawdę silni, a poziom ligi z tygodnia na tydzień coraz wyższy.
Co, jeśli gorzowiankom jednak się nie powiedzie? Przegrają swoją szansę jeszcze w sezonie zasadniczym lub już w play-off? Czy może to oznaczać radykalne zmiany kadrowe przed następnymi rozgrywkami? - Kto wie, jesteśmy młodym klubem, wszyscy się tutaj uczymy, dojrzewamy do podejmowania nowych decyzji - odpowiedział Maciejewski. - Jestem jednak szkoleniowcem, który uwielbia tworzyć na dłużej, nie chcę kierować drużyną zebraną na dziesięć miesięcy. Szkolące się w klubie młode zawodniczki muszą mieć świadomość, że droga do pierwszej drużyny stoi przed nimi otworem. Pewnie kwestią czasu jest trochę inne dzielenie pieniędzy, rozglądanie się za wielkimi indywidualnościami, które pomogłyby nam zrobić duży wynik. Nie postawimy jednak na sukces za wszelką cenę, który przez następne sezony będzie odbijał się nam czkawką.
STYCZNIOWE NOWOŚCI - NAJWIĘCEJ Z USA
Wisła Can Pack Kraków: Chamique Holdsclaw (USA); Lotos Gdynia: Betty Lennox (USA), Nykesha Sales (USA), Anna Breitreiner (Niemcy); CCC Polkowice: Nartausha Mills (USA); ŁKS Siemens AGD Łódź: Renata Oliveira (Brazylia), Monica Pope (USA); Cukierki Odra Brzeg: Kimberly Williams (USA), Amber Watts (USA); Inea AZS Poznań: Shenika Worthy (USA); Polfa Pabianice: Aya Traore (Senegal), Marinela Agalareva (Bułgaria), Marija Kovacic (Serbia); Nova Trading Toruń: Monika Roberts (USA); Duda PWSZ Leszno: Jessica Kern (USA).
iki
www.gazeta.pl
Z końcem stycznia zamknęło się okno transferowe. Do ostatnich dni drużyny zbroiły się na potęgę. - Rozgrywki zmieniły się nie do poznania. To oczywiście bardzo dobrze dla kobiecej koszykówki. Ale poszczególne lokaty będą miały zupełnie inną wartość niż jeszcze rok temu - ocenił Dariusz Maciejewski, szkoleniowiec AZS PWSZ Sowood Gorzów.
Po ostatniej serii transferów gorzowski klub został wyjątkiem w ekstraklasie. Tylko u nas (nie wliczamy zespołu Szkoły Mistrzostwa Sportowego z Łomianek) nie ma żadnej koszykarki z USA. A to właśnie Amerykanki nadają ton rozgrywkom, decydują o sile drużyn, w których występują. Czy bez wsparcia zza oceanu nasza ekipa osiągnie cel sprzed sezonu, czyli lokatę w czołowej czwórce? Na razie ten plan realizuje, bo jeśli wygra dwa z czterech pozostałych do końca sezonu zasadniczego spotkań, powinien znaleźć się najniżej na czwartej pozycji i w dalszej rywalizacji zyska przewagę własnego boiska. - Plany snuliśmy, nie znając tak do końca realiów ligi - zaznacza Maciejewski. - Ale od początku było jasne, że nie możemy się równać do budżetów Wisły Kraków czy Lotosu Gdynia. A inni po prostu inaczej niż my wydają pieniądze. Dobrze opłacają trzech-cztery zawodniczki. Długo oszczędzają i wzmacniają się dopiero na decydujące spotkania sezonu. My zaś jako jedni z ostatnich w ekstraklasie poszliśmy inną drogą i zobaczymy, jaki będzie tego finał.
Szkoleniowiec broni długoletniej wizji budowania drużyny w Gorzowie. Przypomina o założeniach: AZS PWSZ ma być wciąż klubem akademickim przede wszystkim opartym na Polkach, najlepiej swoich wychowankach. - Oczywiście jest presja i parcie na sukces - mówił. - Nie odniesiemy go jednak kosztem zniszczenia tego, co już zbudowaliśmy. Nie zabawimy się w zwycięstwa przez jeden sezon. Obserwujemy to, co dzieje się w ekstraklasie, wyciągamy wnioski. Chcemy reagować i mieć drużynę coraz mocniejszą, lecz tworzoną w sposób wyważony.
Gorzów już i tak jak nigdy wcześniej otworzył się w tym sezonie na obcokrajowców. I wcale nie unikał tematu amerykańskiego. Testowane była przecież Secrett Stubblefield. Gościły u nas dwie Chinki. Na najważniejsze mecze w play-off zostaną jednak tylko dwie Słowenki: Katarina Ristić i Maja Drozg. Żadna z nich nie jest jednak gwiazdą ligi. - Bo prawda jest taka, że na gwiazdy w tym momencie nas nie stać - powiedział Maciejewski. - Wcześniej podpisaliśmy kontrakty z takimi, a nie innymi koszykarkami i z nimi chcę powalczyć o czwórkę. Bez sensu jest wycofywać się z obranego planu w połowie drogi. Czas na kolejne wnioski nadejdzie po ostatnim spotkaniu sezonu.
Gorzowski szkoleniowiec dostał jednak swoją gwiazdkę z nieba. A właściwie z ławki rezerwowych. W AZS PWSZ Sowood znów gra Agnieszka Szott, która wcale nie jest gorsza od amerykańskich wzmocnień w innych zespołach. Końcówka spotkania z Brzegiem, w której "załatwiły" nas zawodniczki zagraniczne, czy ostatnie starcie w Gdyni, gdzie gorzowski zespół po prostu nie miał atutów, pokazują jednak, że nawet powrót "Pysi" nie musi być gwarantem wykonania przedsezonowego planu. Rywale są naprawdę silni, a poziom ligi z tygodnia na tydzień coraz wyższy.
Co, jeśli gorzowiankom jednak się nie powiedzie? Przegrają swoją szansę jeszcze w sezonie zasadniczym lub już w play-off? Czy może to oznaczać radykalne zmiany kadrowe przed następnymi rozgrywkami? - Kto wie, jesteśmy młodym klubem, wszyscy się tutaj uczymy, dojrzewamy do podejmowania nowych decyzji - odpowiedział Maciejewski. - Jestem jednak szkoleniowcem, który uwielbia tworzyć na dłużej, nie chcę kierować drużyną zebraną na dziesięć miesięcy. Szkolące się w klubie młode zawodniczki muszą mieć świadomość, że droga do pierwszej drużyny stoi przed nimi otworem. Pewnie kwestią czasu jest trochę inne dzielenie pieniędzy, rozglądanie się za wielkimi indywidualnościami, które pomogłyby nam zrobić duży wynik. Nie postawimy jednak na sukces za wszelką cenę, który przez następne sezony będzie odbijał się nam czkawką.
STYCZNIOWE NOWOŚCI - NAJWIĘCEJ Z USA
Wisła Can Pack Kraków: Chamique Holdsclaw (USA); Lotos Gdynia: Betty Lennox (USA), Nykesha Sales (USA), Anna Breitreiner (Niemcy); CCC Polkowice: Nartausha Mills (USA); ŁKS Siemens AGD Łódź: Renata Oliveira (Brazylia), Monica Pope (USA); Cukierki Odra Brzeg: Kimberly Williams (USA), Amber Watts (USA); Inea AZS Poznań: Shenika Worthy (USA); Polfa Pabianice: Aya Traore (Senegal), Marinela Agalareva (Bułgaria), Marija Kovacic (Serbia); Nova Trading Toruń: Monika Roberts (USA); Duda PWSZ Leszno: Jessica Kern (USA).
iki
www.gazeta.pl