.
Spencer: Dostaję podania i rzucam, to - dzięki Bogu - umiem najlepiejRozmawiał Kamil Siałkowski
2009-11-20, ostatnia aktualizacja 2009-11-20 10:57 - Maksymalnie skoncentrujmy się na meczach u siebie, przed naszą fenomenalną publicznością. Wtedy Euroliga wcale nie musi być krótką, piękną przygodą. W środę pokazałyśmy jak fantastycznym potrafimy być zespołem. Moje punkty? Mam pozycje to rzucam, od tego jestem.
Pierwszy raz w historii, na debiutancki sezon w Eurolidze, zatrudniliśmy w Gorzowie koszykarkę, która ma koncie aż 100 rozegranych meczów w amerykańskiej lidze WNBA. Amerykanka od początku pokazywała ogromną chęć wygrywania, zaangażowanie w losy zespołu. Tylko, albo aż brakowało jej punktów. Gdy jednak zaczęła wreszcie celnie strzelać, z miejsca KSSSE AZS PWSZ zyskał bardzo groźne ogniwo w ataku. W 5. min Sidney Spencer prowadziła w środowym meczu z Bourges Basket 8:2. W całym spotkaniu zdobyła 12 pkt. I zapowiada, że będzie jeszcze lepiej.
Kamil Siałkowski: Zaczynasz wreszcie odgrywać taką rolę w drużynie, na jaką wszyscy czekaliśmy. Sidney Spencer miała Gorzów prowadzić. I to robi!
Sidney Spencer: Z Bourges kapitalnie zagrała cała drużyna. Najważniejsza była tu zespołowa obrona. Wyszło fenomenalnie, świetna komunikacja w defensywie, ekstra zgranie. Faktycznie, w mojej grze w ostatnich meczach coś się zmieniło. Z czego to wynika? Wreszcie mogę więcej rzucać. Mam więcej pozycji, dostaję dobre piłki od rozgrywających. Pozostaje tylko rzucać, rzucać, rzucać. I trafiać! I będę trafiać, inaczej sobie kolejnych tygodni nie wyobrażam.
Euroligę zaczęliśmy od trzech porażek. Lekcje zabolały, ale pięknie zrekompensowaliśmy sobie je w meczu z Francuzkami, w historycznym pojedynku w Gorzowie.
- Początek Euroligi to była jedna wielka lekcja. Odczułyśmy na własnej skórze, jak grają zespoły z wysokiej półki. Do tego dochodzą nauki i wnioski po obejrzeniu meczów na wideo. Po tym wszystkim potrzebowałyśmy takiego impulsu, jak w środę. Wygrana z Bourges, jeszcze po takim meczu, pomoże nam się odbudować. Może natchnie nas do zwycięstwa w przyszłym tygodniu w Koszycach.
Grałaś w tym zespole w Eurolidze przed rokiem. To będzie dla ciebie podróż sentymentalna. Co możesz powiedzieć o drużynie ze Słowacji?
- Dla mnie będzie to ważny wyjazd. Spotkam koleżanki. Wrócą miłe wspomnienia. Jakim zespołem są Koszyce? Jest wielki trener, są wielcy gracze, na pewno będzie ostra, fizyczna gra. My mamy szansę z rozpędu zrobić niespodziankę. Ale rywalki muszą koniecznie wygrać, bo mają ten sam problem co my, w Eurolidze nie wygrywają za często.
Jak na dziś widzisz nasze szanse w koszykarskiej lidze mistrzów?
- Pożyjemy, zobaczymy. Kluczem będą mecze u siebie. Trzeba się skoncentrować na wygrywaniu przed swoją, fenomenalną publicznością. Wtedy na pewno będzie dobrze i nasza przygoda z Euroligą nie musi trwać tylko przez eliminacje.
Przed twoim przyjazdem do naszego miasta poznaliśmy ciebie dzięki oficjalnej stronie internetowej. Bardzo dużo znajdziemy tam o Bogu. Wiara prowadzi ciebie przez życie?
- Dzięki Bogu i wierze mogę podróżować po świecie i grać w koszykówkę. To On dał mi możliwości, to On dał talent, dzięki któremu trafiłam także do Gorzowa. Wiara to dla mnie wszystko. Nie mogę nic zrobić bez Jezusa. On się dla nas poświęcił. Dlatego chcę grać i ciężko pracować dla Niego.
Ostatni sezon w WNBA spędziłaś w ekipie New York Liberty. To był twój trzeci rok w najlepszej lidze świata, patrząc na statystyki najsłabszy. Grałaś w USA bardzo mało. Dlaczego?
- To nie był dobry rok dla całej drużyny, bo nie udało nam się dostać do fazy play-off. Do Nowego Jorku trafiłam kilka tygodni przed startem ligi. Wcześniej grałam w Los Angeles Sparks. Miałam na początku problemy z przystosowaniem się do nowego, nowojorskiego systemu gry. Ale teraz już wszystko jest w porządku. Jest tam świetny trener, dobre koszykarki. Wierzę, że za rok będę mogła wnieść większy wkład do gry zespołu. Chcę w NYL odgrywać inną, znacznie ważniejszą rolę w nowym sezonie.
Jesteś jedynym sportowcem w rodzinie?
- Oj nie, sport to drugie imię moich bliskich. Dwaj starsi bracia Brad i Scott uprawiają futbol amerykański. Są wielcy, mają grubo ponad dwa metry wzrostu! Mama też uprawiała sport.
Masz czas na coś innego niż koszykówka?
- Lubię czytać. Wertuję dużo książek o mojej wierze. Czytam biblię. Czasami spojrzę też na jakieś magazyny kulinarne, bo lubię gotować. Pasjonuję się wielogodzinnymi wypadami do sklepów. Gdy zaczęłam jeździć po świecie, odkryłam w sobie także żyłkę kolekcjonera. Kupuję różne gadżety w każdym mieście i rozsyłam do rodziny. Tylko takie, jakich nie znajdą w USA. Uzbierało się tego już naprawdę sporo.
W Eurolidze dopiero wygraliśmy pierwszy raz i wszyscy mamy nadzieję, że nie ostatni. Za to w Polsce KSSSE AZS PWSZ pozostaje niepokonany. Gorzów był już wicemistrzem kraju, teraz znów chce awansować do wielkiego finału i tam mocno powalczyć. Czy zespół w tym składzie stać na duży wynik w lidze?
- Pięknie to wszystko wygląda. Uważam, że z każdym kolejnym meczem gramy coraz lepiej. Często oglądamy nasze boiskowe poczynania na wideo. Trener Maciejewski ma analityczny umysł, podpowiada, sugeruje. Dużo też rozmawiamy ze sobą, wszystkie dziewczęta poznają się nawzajem. Mówimy nie tylko o atutach, ale także o naszych słabościach. Myślę, że co tydzień robimy postęp. Bolesne, czy przyjemne doświadczenia z Euroligi też są świetnym kapitałem. To wszystko musi zaprocentować na koniec sezonu. Pierwsze odpowiedzi dostaniemy również za kilkanaście dni. Zagramy w Krakowie, a potem u nas z Gdynią. To będzie poważna próba sił. Najważniejsze ligowe mecze zagramy jednak dopiero w przyszłym roku. Tam już nie będzie można się pomylić. Świetnie, że mamy za sobą tak znakomitych, głośnych kibiców, którzy wszędzie za nami jeżdżą. Przy nich przegrywać to po prostu wstyd.
*Sidney Lynn Spencer - 24-letnia koszykarka z USA, w WNBA zawodniczka New York Liberty, a w Polsce - KSSSE AZS PWSZ Gorzów
[
http://gorzow.gazeta.pl/gorzow/1,35211, ... _Bogu.html ]
132.