Seba pisze:Simon - ja wiem, że hałas to podstawa

Mówię o tym, że po prostu dążenie do tego, żeby przez calutki mecz było jak najgłośniej (w czym bębny są najlepsze) nie ma sensu. Malutki przykład - mecz dwóch AZSów... obie ekipy bębnią... praktycznie bez przerwy... obie przy tym krzyczą (czego praktycznie nie szło zrozumieć).. krzyczą tak na marginesie AZS

To ma sens, jesli kibice gości w mniejszej liczbie przyjechali wyrównać przewagę własnego parkietu i poprzez użycie bębnów po prostu zagłuszają gospodarzy (doping.. a raczej "doping" zlewa się w jedną, głosną kanonadę bębnienia.. bez pzrerwy... i bez sensu). Sam zresztą widziałem jak zawodniczki łapały się za głowę, zatykały uszy... i to zawodniczki obu zespołów. Moim zdaniem wtedy koszykarka nie czuje się u siebie - i w czasie ataku, i gdy jest w obronie słyszy tylko ten "bębniący" hałas. A bęben nie powie jej, że trzyma jej stronę, nie krzyknie do niej "ręce", nie będzie buczał przy ataku rywalek... O tym, że kompletnie nie da się wtedy stopniować głośności dopingu już nie wspomnę - to taki szczegół techniczny związany ze sposobem dopingowania (my np staramy się w pewnych momentach zwiększyć obroty, by jeszcze bardziej zmotywować zawodniczki).
Simon - nie zgodzę się kompletnie, że "Jak 15-20 osób tylko w jednym miejscu drze ryja - to jest wtedy lipa ..." ... odnosnie deprymowania

Fakt może, że w warunkach pełnych sal ekstraklasy (hmmm.. jeśli takie jeszcze są) taka liczba nie rzuca na kolana, ale zapewniam Cię, że na większości sal na których w ostatnich 9 latach bylismy, nawet doping w 5 osób działa

No fakt, że siła wytrenowanych głosów jest spora i robi wrażenie, ale jednak moim zdaniem grunt to przemyślane działanie

Wracając do bębnów - naprawdę wczoraj w Swarzędzu spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, bo sposób kibicowania nie dosyć, że skuteczny, to we wielu elementach przypominał trochę zapomniane wzorce z lat 90-tych, kiedy to na większości sal było naprawdę gorąco. Może jedynie zabrakło tego "przeszkadzania" rywalkom, o którym piszesz przy okazji, gdy własny zespół stara się wybronić. Tego buczenia i wydawania różnego rodzaju innych deprymujących odgłosów paszczą, może momentami trochę za mały kontakt z własnym zespołem trybun - dostosowywania dopingu do wydarzeń na boisku... ale to tylko malutkie "ale", bo naprawdę mimo braku bębnów, a może własnie dzieki temu, było bardzo dobrze!
Simon - tak szczerze zastanawiam się, czy miałbyś takie samo zdanie, gdyby na salę ŁKSu przybyło 5 osób z trzema bębnami, których by BEZ NAJMNIEJSZEJ PRZERWY używali

Jaki wtedy wybór mieliby Wasi kibice? Bębnienie... ?

Lekka paranoja...
Pozdrowionka!