Co dalej z drużyną koszykarek Włókniarza PJG
: 25 kwietnia 2005, 20:56
Czy koszykarki Włókniarza PJG mogą uznać sezon za udany? Patrząc na wynik przez pryzmat sytuacji, w jakiej znalazła się drużyna, samo dotrwanie do końca rozgrywek było sukcesem. Pozostaje pytanie - co dalej z zespołem?
Podopieczne Bogusława Bobki miały w tym sezonie walczyć o awans do ekstraklasy. Szybko stało się jasne, że to zadanie jest ponad możliwości drużyny - wcale nie sportowe, bo długo zespół spisywał się bez zarzutu. Kryzys organizacyjny zaczął się na dobre, kiedy prezes PJG Paweł Poznański nie potrafił nic więcej, jak tylko zaproponować w ramach oszczędności rozwiązanie kontraktów z kilkoma koszykarkami. Zespół z Bobką na czele odsunął go na boczny tor. Klub trapiły poważne kłopoty finansowe. Pod koniec sezonu arbitrów z własnej kieszeni opłacał Bobka, a na wyjazdy drużyna jeździła prywatnymi autami. Sytuację poprawiły nieco pieniądze, jakie miasto przyznało drużynom ligowym, ale to i tak była kropla w morzu potrzeb.
Muszą być zmiany
Po odpadnięciu z play off w pierwszej rundzie koszykarki otrzymały dwa tygodnie wolnego. Spotkają się jutro, jednak nie będą trenować. Mają dużo spraw do omówienia.
- Nie jestem w stanie powiedzieć, czy drużyna będzie dalej istnieć, mamy na razie burzę mózgów - mówi trener Bobka. - Muszą nastąpić zmiany, nie może być jak dotychczas. Trzeba dobrać nowych ludzi do władz, którzy z pasją podejdą do pozyskiwania pieniędzy.
Jeśli zespół nie przestanie istnieć, zmiany obejmą zapewne także zawodniczki.
- Trzeba zmienić oblicze drużyny - dodaje Bobka. - Mamy młody zespół, który chce grać. Ekipę można budować w oparciu o koszykarki białostockie. Ale sprawy sportowe to rzecz drugoplanowa. Potrzebny jest porządek organizacyjny. Nie mamy dużych wymagań. Wystarczą nam skromne środki dla koszykarek, hala, z której nikt nas nie wyrzuci, dobre warunki do treningu oraz studia dla zawodniczek. Nie możemy uprawiać takiej partyzantki, jak w poprzednim sezonie.
Granie za friko
O tym, jak trudny był to sezon, najlepiej wiedzą zawodniczki, zwłaszcza te spoza Białegostoku.
- Trudno nie myśleć o zmianie klubu, jeśli klub nie płaci, a nie mam zamiaru grać za darmo - wyjaśnia Magdalena Gawrońska, jedna z czołowych koszykarek Włókniarza PJG. - Wywiązuję się z obowiązków zapisanych w kontrakcie, a klub wcale. Nie opłaca czesnego na uczelni, nie wypłaca stypendium. Będę domagać się wypełnienia warunków umowy, jeśli będzie trzeba, również na drodze sądowej.
- Gdy firma ma długi, to bankrutuje - ciągnie Gawrońska. - A kluby zadłużają się i istnieją. Nie można tak traktować ludzi, niewypłacalne kluby powinny być likwidowane, a sprawą powinien zająć się Polski Związek Koszykówki.
Co z prezesem
Jedną z niezałatwionych spraw jest kwestia Pawła Poznańskiego, który oficjalnie wciąż pozostaje prezesem klubu. Nie udało nam się z nim skontaktować. Chcieliśmy zapytać, dlaczego tak bardzo chce być szefem klubu.
- Nie wyobrażam sobie współpracy z tym człowiekiem - tłumaczy trener Bobka. - Prosiliśmy, aby zrezygnował z zajmowanej funkcji, ale on nie chce.
Artur Wnuk Gazeta Wyborcza
Podopieczne Bogusława Bobki miały w tym sezonie walczyć o awans do ekstraklasy. Szybko stało się jasne, że to zadanie jest ponad możliwości drużyny - wcale nie sportowe, bo długo zespół spisywał się bez zarzutu. Kryzys organizacyjny zaczął się na dobre, kiedy prezes PJG Paweł Poznański nie potrafił nic więcej, jak tylko zaproponować w ramach oszczędności rozwiązanie kontraktów z kilkoma koszykarkami. Zespół z Bobką na czele odsunął go na boczny tor. Klub trapiły poważne kłopoty finansowe. Pod koniec sezonu arbitrów z własnej kieszeni opłacał Bobka, a na wyjazdy drużyna jeździła prywatnymi autami. Sytuację poprawiły nieco pieniądze, jakie miasto przyznało drużynom ligowym, ale to i tak była kropla w morzu potrzeb.
Muszą być zmiany
Po odpadnięciu z play off w pierwszej rundzie koszykarki otrzymały dwa tygodnie wolnego. Spotkają się jutro, jednak nie będą trenować. Mają dużo spraw do omówienia.
- Nie jestem w stanie powiedzieć, czy drużyna będzie dalej istnieć, mamy na razie burzę mózgów - mówi trener Bobka. - Muszą nastąpić zmiany, nie może być jak dotychczas. Trzeba dobrać nowych ludzi do władz, którzy z pasją podejdą do pozyskiwania pieniędzy.
Jeśli zespół nie przestanie istnieć, zmiany obejmą zapewne także zawodniczki.
- Trzeba zmienić oblicze drużyny - dodaje Bobka. - Mamy młody zespół, który chce grać. Ekipę można budować w oparciu o koszykarki białostockie. Ale sprawy sportowe to rzecz drugoplanowa. Potrzebny jest porządek organizacyjny. Nie mamy dużych wymagań. Wystarczą nam skromne środki dla koszykarek, hala, z której nikt nas nie wyrzuci, dobre warunki do treningu oraz studia dla zawodniczek. Nie możemy uprawiać takiej partyzantki, jak w poprzednim sezonie.
Granie za friko
O tym, jak trudny był to sezon, najlepiej wiedzą zawodniczki, zwłaszcza te spoza Białegostoku.
- Trudno nie myśleć o zmianie klubu, jeśli klub nie płaci, a nie mam zamiaru grać za darmo - wyjaśnia Magdalena Gawrońska, jedna z czołowych koszykarek Włókniarza PJG. - Wywiązuję się z obowiązków zapisanych w kontrakcie, a klub wcale. Nie opłaca czesnego na uczelni, nie wypłaca stypendium. Będę domagać się wypełnienia warunków umowy, jeśli będzie trzeba, również na drodze sądowej.
- Gdy firma ma długi, to bankrutuje - ciągnie Gawrońska. - A kluby zadłużają się i istnieją. Nie można tak traktować ludzi, niewypłacalne kluby powinny być likwidowane, a sprawą powinien zająć się Polski Związek Koszykówki.
Co z prezesem
Jedną z niezałatwionych spraw jest kwestia Pawła Poznańskiego, który oficjalnie wciąż pozostaje prezesem klubu. Nie udało nam się z nim skontaktować. Chcieliśmy zapytać, dlaczego tak bardzo chce być szefem klubu.
- Nie wyobrażam sobie współpracy z tym człowiekiem - tłumaczy trener Bobka. - Prosiliśmy, aby zrezygnował z zajmowanej funkcji, ale on nie chce.
Artur Wnuk Gazeta Wyborcza