Strona 1 z 1

Drużyna koszykarek Włókniarza bliska rozwiązania

: 17 maja 2005, 18:40
autor: Hersi
Koszykarska ekipa Włókniarza PJG sypie się, jak domek z kart. Zawodniczki, nie widząc perspektyw, szukają sobie nowych klubów. - Nie będziemy czekać, nikt nas tutaj nie zatrzyma - mówią zgodnie

Sytuacja finansowa białostockich koszykarek od dawna jest dramatyczna. Problemów nie rozwiązał jednorazowy zastrzyk gotówki z budżetu Białegostoku (z rezerwy dla zespołów ligowych).

- Nadal mamy około 50 tys. zł długu, na co składają się zaległe stypendia zawodniczek, wynagrodzenia trenerów oraz usługi świadczone na rzecz drużyny - tłumaczy wiceprezes PJG, Krzysztof Bil-Jaruzelski. - Jesteśmy w stanie spłacić całość do końca wakacji. Chociaż mamy naprawdę trudną sytuację. Prezes Paweł Poznański wyjechał za granicę, zabierając klubowe pieczątki.

Bezowocne spotkanie

Od ostatniego meczu w lidze zespół nie miał treningu na hali. Nie miałby zresztą gdzie go przeprowadzić, bo za długi nie jest wpuszczany do hali Włókniarza.

Bezowocne okazało się także spotkanie władz klubu z koszykarkami.

- Wszystko zmierza do rozwiązania drużyny - mówi osoba dobrze zorientowana w sytuacji klubu, która chciała pozostać anonimowa. - Wiceprezes Bil-Jaruzelski wciąż szuka sponsora. Ale jeśli go nie znalazł przez sezon, dlaczego miałby pozyskać go teraz? Na spotkaniu z koszykarkami ograniczył się do przedstawienia zestawiania, komu ile klub zalega, choć jednocześnie zobowiązał się pospłacać długi.

Bil-Jaruzelski na tym samym spotkaniu prosił koszykarki o cierpliwość.

- Trwają intensywne rozmowy z jedną z lokalnych uczelni, aby zespół mógł występować pod szyldem AZS-u - wyjaśnia wiceprezes PJG. - Chcemy utrzymać drużynę za wszelką cenę. Do końca maja daliśmy sobie czas na potwierdzenie, czy przystąpimy do pierwszej ligi.

Po pieniądze do sądu

Zawodniczki mają już dość czekania.

- Mamiono nas złotymi górami przez tyle lat, dość już tego - mówi Małgorzata Chomicka, rozgrywająca. - Dziewczęta szukają sobie nowych klubów, jeżdżą na testy. Większość ciągle jest jeszcze w Białymstoku, ale tylko, by dokończyć rok na studiach lub zaliczyć maturę. Mnie również nikt nie zatrzyma, mimo że jestem białostoczanką. Zawsze chciałam spróbować sił w innym klubie. Teraz mam okazję, znalazłam już sobie miejsce w pierwszoligowej drużynie. Obawiam się tylko, czy nie będę miała trudności z odejściem. Bil-Jaruzelski obiecał nie robić problemów.

- Białystok to dla mnie zamknięty etap - dodaje Magdalena Gawrońska. - Nie mam zamiaru być ponownie oszukiwana. Wystarczy, że w ostatnim sezonie nie miałam co włożyć do garnka. Wciąż będę domagać się zaległych pieniędzy. Jeśli trzeba będzie, poszukam sprawiedliwości w sądzie. Nikt nie powinien się dziwić, że zawodniczki szukają sobie klubów. Mam propozycję z zespołu, który chce powalczyć o ekstraklasę.

Bogusław Bobka

trener PJG



Umowa z klubem kończy mi się w maju, ale PJG ma wobec mnie duże zaległości. Nie zamierzam przedłużać współpracy na następny sezon, jeśli w klubie nic się nie zmieni. Z zawodniczkami nikt nie rozmawia, więc trudno się dziwić, że szukają nowych klubów. Postaram się im pomóc, bo dobrze mi się z nimi współpracowało.



Gimbasket w I lidze?

Jest nadzieja, że na Podlasiu pozostanie drużyna pierwszoligowa. Do rozgrywek przymierza się zespół Gimbasket Białystok.

- Mamy utalentowane juniorki, naszą zawodniczką jest także Ewelina Skardzińska, która występowała w PJG - mówi Dariusz Sawicki, który z Eugeniuszem Hałaburdą mógłby poprowadzić zespół. - Nastąpiła reorganizacja pierwszej ligi. Podzielono ją na cztery regionalne grupy, w których można zagrać bez eliminacji. Jeśli uda się znaleźć jakieś środki na rozgrywki, to do nich przystąpimy. Będziemy traktować to jako okazję do zdobywania doświadczeń dla naszych 17- i 18-letnich juniorek.

Artur Wnuk Gazeta Wyborcza