I liga grupa A sezon 2007/2008
: 22 września 2007, 14:16
Myślę że tamten nieco przeterminowany już temat można śmiało zamknąć, a dysputę kontynuować tutaj.
Wczoraj ruszyła I ligowa grupa A, meczem otwarcia (że tak to ujmę) była potyczka wewnątrz krakowska, pomiędzy Koroną a Wisłą II. Mecz zakończył się zwycięstwem Koronek 76-75.
W sumie chyba nikt przed meczem nie spodziewał się że pojedynek ten może być tak zacięty, oraz przysporzyć dość licznie zebranej tego dnia na hali w podgórzu publiczności tak wielu emocji. Oczywistym dla każdego było iż Korona przystępuje do meczu w roli zdecydowanego faworyta.
Spotkanie rozpoczęło się jednak dość niespodziewanie od prowadzenia Wiślaczek 6-0. Później jednak wszystko 'wróciło do normy', Korona zaczęła coś grać, co zaowocowało dość wyraźnie wygraną pierwszą kwartą. Druga kwarta również do zaciętych nie należała, i pomimo ambitnej postawy Wiślaczek, wynik do przerwy oscylował w granicach +25 dla Koronek. W tym momencie chyba wszyscy w Koronie myślami byli gdzieś indziej gdyż wydawało się już po meczu. Najbardziej zamyślili się chyba trenerzy Korony, panowie Włodarz i Pasieczny, którzy postanowili wpuścić w 3 kwarcie 3 młode zawodniczki naraz, które tak de facto nie grywają ze sobą prawie w ogóle (pomijając treningi). Ułańska fantazja trenerów Korony, oraz niesamowity wręcz spryt trenerki Wisły Aldony Patyckiej spowodowały że III kwartę dość wyraźnie wygrała Wisła, która zaczęła gonić wynik. Mając na myśli niesamowity spryt trenerki Patyckiej chodzi mi o ustawienie pod koszem najwyższej na boisku Agnieszki Fikiel, która w pierwszych dwóch kwartach śmigała gdzieś na obwodzie. Ja doprawdy nie wiem jak Aldona wpadła na to że center powinien grac pod koszem
Abstrahując, kilka trójek Oli Ćwiek, Ani Starowicz, i tej nowej z 9 (
), kilka udanych kontr, wykorzystanie Fikiel pod koszem, oraz chaos w grze Korony spowodowały że wynik po III kwarcie oscylował
wokół remisu. IV kwarta nie wiele różniła się od III, z tymże w Koronie skład grał już podstawowy. Wisła goniła goniła, aż w końcu dogoniła wynik. Ponieważ w Koronie zawodziła niemal każda poszczególna zawodniczka trenerzy zdecydowali się na roszady w składzie. Śmiało mogę powiedzieć że przełomowym momentem meczu było wpuszczenie na parkiet Klaudii Pac. Gdy wchodziła ona do gry Wisła prowadziła 1 punktem, a Korona strasznie się w swojej grze gubiła. Gdy już wydawało się że Wisła może sensacyjnie wygrać w hali silniejszego rywala, nadzieje kibiców i zawodniczek Białej Gwiazdy rozwiała wspomniana wyżej Klaudia Pac. Jeden szybki rzut, i +1 dla Korony, drugi szybki rzut z pół dystansu i +3 dla Korony, trzeci szybki rzut i właściwie było już po meczu. Ktoś tam jeszcze z Wisły trafił za dwa, ktoś tam z Korony trafił jednego osobistego, Ania Starowicz równa z końcową syreną trafiła za 3, ale było to jedynie zmniejszenie rozmiarów porażki. Dodać należy iż swoją cegiełkę do porażki dołożyła trenerka Patycka. Moim kandydatem na kretyński pomysł
roku było krycie przez Katarzynę Pasek zawodniczki Korony Baśki (nazwiska niestety nie pamietam, mea culpa). No nie wiem jak nierozgarniętym trzeba być żeby na to wpaść. Z całym szacunkiem dla Kasi Pasek ale swoją dynamiką ustępuje zawodniczce Korony o 3 klasy, a do tego w przekroju całego meczu Baśka była jedną z najlepszych Koronek która pojawiły się na parkiecie. Toteż pomysł z kryciem w końcówce jednej z najgroźniejszych zawodniczek przez jedną z najwolniejszych uważam za przezajebisty.
Mogę śmiało pogratulować Wiśle tego meczu, gdyby Aga Fikiel od początku grała pod koszem, gdyby Wiślaczki miały więcej szcześcia i lepszego trenera mogłyby to wygrać, jednak nie oszukujmy się, szczęscię sprzyja lepszym, a lepsza tego dnia była Korona. Słówko o sędziowanium uważam że było niezłe, kilka błędów w jedną i w drugą stronę, ale generalnie wyniku raczej nie wypaczyli.
W Wiśle na wyróżnienie moim zdaniem zasługują wspomniana już Fikiel (chociaż ten 5 faul w końcówce kretyński), Ania Starowicz, i ta nowa z 9 która przyszła z sącza.
Co do Korony to uważam że zespół zagrał naprawdę słabo, jak na swoje możliwości, nie wiem, może to przemęczenie poobozowe. W sumie wyróżnić tu mogę tylko wspomnianą już Basie, reszta daleko od swojego poziomu.
I na koniec, myślę że nikt nie będzie się ze mną kłócił ani zarzucał mi subiektywizmu gdy stwierdzę iż niekwestionowaną bohaterką meczu była Klaudia Pac, która wygrała ten mecz Koronie. (czego nie mogą jej wybaczyć niektórzy kibice Wisły
)
ps. minusem spotkania uznałbym dwóch debili mieniących się kibicami Wisły, oraz niektóre Koronki krzyczące 'anty gwiazda'
wszystko zostało odnotowane
Ave Wisła.
Wczoraj ruszyła I ligowa grupa A, meczem otwarcia (że tak to ujmę) była potyczka wewnątrz krakowska, pomiędzy Koroną a Wisłą II. Mecz zakończył się zwycięstwem Koronek 76-75.
W sumie chyba nikt przed meczem nie spodziewał się że pojedynek ten może być tak zacięty, oraz przysporzyć dość licznie zebranej tego dnia na hali w podgórzu publiczności tak wielu emocji. Oczywistym dla każdego było iż Korona przystępuje do meczu w roli zdecydowanego faworyta.
Spotkanie rozpoczęło się jednak dość niespodziewanie od prowadzenia Wiślaczek 6-0. Później jednak wszystko 'wróciło do normy', Korona zaczęła coś grać, co zaowocowało dość wyraźnie wygraną pierwszą kwartą. Druga kwarta również do zaciętych nie należała, i pomimo ambitnej postawy Wiślaczek, wynik do przerwy oscylował w granicach +25 dla Koronek. W tym momencie chyba wszyscy w Koronie myślami byli gdzieś indziej gdyż wydawało się już po meczu. Najbardziej zamyślili się chyba trenerzy Korony, panowie Włodarz i Pasieczny, którzy postanowili wpuścić w 3 kwarcie 3 młode zawodniczki naraz, które tak de facto nie grywają ze sobą prawie w ogóle (pomijając treningi). Ułańska fantazja trenerów Korony, oraz niesamowity wręcz spryt trenerki Wisły Aldony Patyckiej spowodowały że III kwartę dość wyraźnie wygrała Wisła, która zaczęła gonić wynik. Mając na myśli niesamowity spryt trenerki Patyckiej chodzi mi o ustawienie pod koszem najwyższej na boisku Agnieszki Fikiel, która w pierwszych dwóch kwartach śmigała gdzieś na obwodzie. Ja doprawdy nie wiem jak Aldona wpadła na to że center powinien grac pod koszem
wokół remisu. IV kwarta nie wiele różniła się od III, z tymże w Koronie skład grał już podstawowy. Wisła goniła goniła, aż w końcu dogoniła wynik. Ponieważ w Koronie zawodziła niemal każda poszczególna zawodniczka trenerzy zdecydowali się na roszady w składzie. Śmiało mogę powiedzieć że przełomowym momentem meczu było wpuszczenie na parkiet Klaudii Pac. Gdy wchodziła ona do gry Wisła prowadziła 1 punktem, a Korona strasznie się w swojej grze gubiła. Gdy już wydawało się że Wisła może sensacyjnie wygrać w hali silniejszego rywala, nadzieje kibiców i zawodniczek Białej Gwiazdy rozwiała wspomniana wyżej Klaudia Pac. Jeden szybki rzut, i +1 dla Korony, drugi szybki rzut z pół dystansu i +3 dla Korony, trzeci szybki rzut i właściwie było już po meczu. Ktoś tam jeszcze z Wisły trafił za dwa, ktoś tam z Korony trafił jednego osobistego, Ania Starowicz równa z końcową syreną trafiła za 3, ale było to jedynie zmniejszenie rozmiarów porażki. Dodać należy iż swoją cegiełkę do porażki dołożyła trenerka Patycka. Moim kandydatem na kretyński pomysł
roku było krycie przez Katarzynę Pasek zawodniczki Korony Baśki (nazwiska niestety nie pamietam, mea culpa). No nie wiem jak nierozgarniętym trzeba być żeby na to wpaść. Z całym szacunkiem dla Kasi Pasek ale swoją dynamiką ustępuje zawodniczce Korony o 3 klasy, a do tego w przekroju całego meczu Baśka była jedną z najlepszych Koronek która pojawiły się na parkiecie. Toteż pomysł z kryciem w końcówce jednej z najgroźniejszych zawodniczek przez jedną z najwolniejszych uważam za przezajebisty.
Mogę śmiało pogratulować Wiśle tego meczu, gdyby Aga Fikiel od początku grała pod koszem, gdyby Wiślaczki miały więcej szcześcia i lepszego trenera mogłyby to wygrać, jednak nie oszukujmy się, szczęscię sprzyja lepszym, a lepsza tego dnia była Korona. Słówko o sędziowanium uważam że było niezłe, kilka błędów w jedną i w drugą stronę, ale generalnie wyniku raczej nie wypaczyli.
W Wiśle na wyróżnienie moim zdaniem zasługują wspomniana już Fikiel (chociaż ten 5 faul w końcówce kretyński), Ania Starowicz, i ta nowa z 9 która przyszła z sącza.
Co do Korony to uważam że zespół zagrał naprawdę słabo, jak na swoje możliwości, nie wiem, może to przemęczenie poobozowe. W sumie wyróżnić tu mogę tylko wspomnianą już Basie, reszta daleko od swojego poziomu.
I na koniec, myślę że nikt nie będzie się ze mną kłócił ani zarzucał mi subiektywizmu gdy stwierdzę iż niekwestionowaną bohaterką meczu była Klaudia Pac, która wygrała ten mecz Koronie. (czego nie mogą jej wybaczyć niektórzy kibice Wisły
ps. minusem spotkania uznałbym dwóch debili mieniących się kibicami Wisły, oraz niektóre Koronki krzyczące 'anty gwiazda'
Ave Wisła.