
Ehhhh... to już 10 lat... faktycznie... ale ten czas leci

Ja pamiętam jak dziś wszystkie tamte finałowe mecze. To, jak trzeba było być na Chwiałce przeszło trzy godziny przed każdym meczem, by wogóle zobaczyć parkiet, to jak szalałem z radości po jedynym wygranym meczu w Łodzi i jak następnego dnia byłem WQRZONY na Herkcianego za jego porąbany MINIMALIZM

Zamiast dobić rywala będącego na kolanach, ten "super" taktyk trzymał przez 2/3 meczu Violkę Lewandowską na ławce.. ehh.. a mimo to mecz był wyrównany i do wygrania. No ale wyraznie powiedział - jedzie po JEDNO zwycięstwo do Łodzi.. i się przejechał

Pamiętam też te wszystkie szampany, które tyle osób przyniosło już na Chwiałkę, gdy Olimpia prowadziła 3:2 i wydawało się, że właśnie DZIŚ przypieczętuje three-peat (taką miałem flagę wtedy... hehe). Pamiętam wreszcie ten niewysłowiony smutek, który zapanował po meczu na sali... 1500 widzów na Chwiałce o pojemności 800 miejsc, ludzie stojący za szybą na korytarzu, na schodach z których widzieli tylko tablicę wyników, człowiek, który dawał za bilet jego 20-krotność a mimo to nikt mu nie sprzedał... to były WSPANIAŁE FINAŁY!!! Pewnie jestem mało obiektywny, ale moim zdaniem jedne z najbardziej dramatycznych i nabardziej emocjonujących w ostatnich latach!
Simon... a za rok i za dwa... my znowu wpadaliśmy na Was

W 1996 roku w półfinale mimo prowadzenia 2:0 (grało się do trzech wygranych), znowu na Chwiałce przegraliśmy decydujący mecz... to właśnie po nim smutek był największy.
Mam ten zeskanowany przez Ciebie program tak swoją drogą... i wiele innych z Łodzi również

Często mi było po drodze... Dawne czasy...
Pozdrawiam.