Podsumowanie sezonu 2005/06
: 04 maja 2006, 16:49
To był wspaniały sezon dla naszych koszykarek. Po 18-latach przerwy, stolica żeńskiego basketu znów znajduje się pod Wawelem.
Przed sezonem w kadrze zespołu nie zaszły jakieś radykalne zmiany. Pozostał serbsko-białoruski kwartet, pozostały wszystkie Polki. Zmieniły się natomiast obie Amerykanki: egoistycznie grającą Shannon Jonhson zastąpiła Ann DeForge, a na pozycji centra pojawiła się Kara Brown-Braxton. Skład uzupełniono młoda Edyta Błaszczak. Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak wymiana na pozycji głównego trenera. Co prawda odejścia Downar-Zapolskiego było raczej przesądzone, ale można się było spodziewać jakiegoś trenera „z nazwiskiem”. Tymczasem wybór szefostwa klubu padł na mało znanego Bośniaka, Elmedina Omanica, któremu do pomocy dano Martę Starowicz. Cel postawiony przed zespołem był jasny od początku: podwójna korona w Polsce na 100-lecie klubu oraz wyjście z grupy w rozgrywkach euroligowych.
Duet trenerski na początku sezonu nie miał komfortowych warunków pracy: wszystkie nasze europejskie staranieri długo przebywały na zgrupowaniu swoich reprezentacji, a amerykanki dojechały jeszcze później, tuz przed rozpoczęciem sezonu ligowo-pucharowych. Nie było czasu na zgrywanie i wpajanie im nowych zagrywek, rozgrywki trzeba było zacząć z marszu. I początki były dość trudne. Najpierw wymęczone zwycięstwo nad Gorzowem, potem bolesna porażka na własnym parkiecie z zespołem z Neapolu. Na szczęście potem było już coraz lepiej.
W pierwszej części sezonu zawodniczki musiały łączyć rozgrywki ligowe z pucharowymi. Wychodziło to ogólnie mówiąc średnio. W lidze Wisła wygrywała praktycznie wszystko i to z reguły wysoko lub bardzo wysoko. W sezonie zasadniczym zanotowała tylko jedna porażkę, w Pabianicach, która na dodatek nie miała większego znaczenia. Zapewniło nam to bilans 17-1 i oczywiście pierwsze miejsce przed PO.
Dużo gorzej – zwłaszcza jeśli chodzi o wyniki – było w eurolidze. Udało się tam wygrać jedynie 2-krotnie z najsłabszym z rywali, Cero Koszce. Pozostałe 10 meczy zakończyło się porażkami naszego zespołu. Warto jednak zauważyć, ze praktycznie tylko 2 z tych meczy oddaliśmy bez większej walki: wyjazd do Valenicennes i mecz na własnym parkiecie z Bourges, już w 1/8 PO. W pozostałych spotkaniach nasze zawodniczki długo dotrzymywały kroku rywalkom, często jeszcze w 3 czy 4 kwartach wynik był na styku. Czego brakowało? Głownie wartościowych zmienniczek dla Skery i Ann a także doświadczenia w meczach na tym poziomie – tu mam na myśli głownie Omanica. Tak czy inaczej – z euroligi odpadliśmy dość szybko i można było całe siły skupić na rozgrywkach na własnym podwórku.
Warto zaznaczyć ze w końcówce sezonu doszło do kilku zmian personalnych w naszym zespole. Z zespołem pożegnały się Katarzyna Kenig, Liliana Latinovic a także Kara, Brown-braxton, która po przerwie świątecznej postanowiła nie wracać do Kraka. W ich miejsce udało zakontraktować się Tiffany Jonhson oraz Eweline Gunevą.
Rozgrywki w fazie PO zostały poprzedzone tygodniowym obozem przygotowawczym oraz turniejem finałowym o PP. Turniej ten zakończył się – jak dla mnie dość niespodziewanym – sukcesem naszej drużyny. Niespodziewanym, bo do końcowego sukcesu potrzebne nam było ogranie dzien. po dniu dwóch głównych krajowych rywali, Polfy i Lotos,. Znając nasze problemy ze zmienniczkami nie sadziłem ze damy rade wygrać zwłaszcza ten drugi mecz, zważywszy ze dzien. wcześniej Lotos miał grę treningowa z Toruniem a my musieliśmy wyląc sporo potu by ograć Polfe. Co więcej – w meczu finałowym z Lotosem dość szybko kontuzji nabawiła się Iva Perovanovic, co mocno ograniczało nasze pole manewry, zarówno w tym meczu, jak i w pierwszych rundach PO. A jednak udało się. Nasze zawodniczki zdobyły pierwszy w tym sezonie sukces, wywożąc PP z jaskini lwa, co było dobra zapowiedzią przed meczami w fazie PO.
W pierwszej rundzie zmierzyliśmy się w meczach bez historii z drużyna z Chełma. Gładkie 3-0, mimo oszczędzania najlepszych zawodniczek mówi samo za siebie. Potem nie było już tak przyjemnie. W meczach półfinałowych naszym rywalem był zespół z Polkowic, trenowany przez dobrze nam znanego Andrzeja Nowakowskiego. I już w pierwszych dwóch meczach ten „stary lis” pokazał swoja klasę. Jego zawodniczki wygrały łatwo w sobotę, a w niedziele przegrały dość pechowo. Duży wkład w nasze zwycięstwo w tym meczu miał powrót do drużyny Kary Brown-Braxton, która przeprosiła się z działaczami. Bilans 1-1 przed 2 wyjazdami na Dolny Śląsk mógł jednak trochę niepokoić, zwłaszcza ze rywal był naprawdę dobrze dysponowany a w pieszym z wyjazdowych meczy mięliśmy sobie radzić bez naszego trenera, którego PZK-osz ukarał za jego zachowanie w meczu z Polkowicami w Krakowie. Tym razem strach miał jednak wielkie oczy. Oba mecze zakończyły się naszymi zwycięstwami i awans do finału stał się faktem.
A w finale przyszło nam się zmierzyć z Lotosem, mocno podrażnionym tym nieudanym dla niego sezonem. I trzeba przyznać gdyniankom, ze za wyjątkiem pierwszego meczu bardzo wysoko postawiły poprzeczkę. Lotos walczył o każda piłkę, by jego dominacja w Polskiej lidze nie została przerwana. Zgodnie z przewidywaniami rywalki starały się zamęczyć Jelene Skerovic. Kryjące je na przemian Jonhson i Pawlak cały czas grały bardzo agresywnie. I ta taktyk a przynosiła pożądany skutek. Oba zwycięstwa Lotosu w Gdyni to efekt wymęczenia naszej rozgrywającej. Niewiele brakowało, aby podobnie było i w decydującym spotkaniu.. Na szczęście własna hala i doping kibiców pomogły Jelenie wydobyć resztki sił i doprowadzić nas do upragnionego tytułu.
Co dalej? W przyszłym sezonie cele w lidze i PP pewnie pozostaną te same. Spodziewać się można natomiast ze w gore powędruje poprzeczka w rozgrywkach pucharowych. Celem zapewne będzie awans do najlepszej ósemki a może nawet i do F4.
Subiektywna ocena zawodniczek oraz moje zadnie na temat ich przydatności do drużyny w przyszłym sezonie:
Ann DeForge – MVP rozgrywek. Przyszła niejako w miejsce Shannon Jonhson, ale to zupełnie inny typ zawodniczki. Nie jest prowadząca grę a typową snajperką, świetnie pracująca na nogach, potrafiącą rzucać seryjnie z każdej pozycji. I co nie mniej ważne – w przeciwieństwie do Pee Wee nie grała egoistycznie, nie wybierała sobie tez meczy, w których jej się chciało grac. Mimo ze to dopiero jej pierwszy sezon w naszym klubie, to już dołączyła do panteonu naszych gwiazd. Bardzo dobrze się stało ze działaczom udało się zatrzymać ja w Krakowie na kolejny sezon.
Jelena Skerovic – druga z naszych gwiazd. Zamiana Jonhson na DeForge wyszła jej na dobre. Teraz mogła pokazać, co potrafi, będąc zarazem mózgiem jak i motorem napędowym drużyny. W końcówce sezonu zaczęła łapać zadyszkę, ale trudno się dziwić gdyż nie miała wartościowej zmienniczki wiec w ważnych meczach praktycznie nie schodziła z parkietu, co rywalki starały się wykorzystać bardzo mocno ja pilnując. Przedłużenie jej pobytu w Krakowie na kolejny sezon cieszy nie mniej – a może bardziej – niż w przypadku Ann DeForge. A to z tego powodu ze o ile dość łatwo znaleźć klasowe zawodniczki spoza europy, to sprowadzenie czołowych koszykarek naszego kontynentu do Krakowa wydaje się być bardzo trudne.
Natalia Trafimova – cichy bohater finałów Za wyjątkiem spotkania numer 2 praktycznie wyłączyła z gry, Bibe, która zdobywała mało punktów, grając na dodatek na bardzo niskiej skuteczności. Do tego Natalia zdobywała tez swoje punkty w ataku, grając dużo pewniej niż w ostatnim sezonie. Zasłużyła sobie na pozostanie w drużynie.
Maryna Kress – najlepiej rzucająca za 3 zawodniczka ligi, wyróżnienie wyjątkowe jak na centra. Na dystansie radziła sobie dużo lepiej niż w akcjach podkoszowych, zwłaszcza granych tyłem do kosza. W porównaniu z poprzednim sezonem zaczęła tez grac dużo inteligentniej, miała mniej strat i nieprzemyślanych podań, dlatego tez wart oby ja zatrzymać na kolejny sezon w Kraku.
Kara Brown-Braxton- ehh.. i co można o niej napisać? Ogromny potencjał, predysponujący ja do bycia gwiazda światowej koszykówki. I odpowiedzialność – zarówno na boisku jak i poza nim – na poziomie przedszkola. Po prostu taki ogromny, leniwy, ale cholernie zdolny dzieciak. Trudno mi powiedzieć czy jest sens przedłużać z nią kontrakt, wolałbym raczej jakaś bardziej ustabilizowaną zawodniczkę, z najwyższej światowej polki. Tylko czy nas na to stać?
Iva Perovanovic – na początku sezonu grzała lawę, jednak wraz z wyjazdem Kary zaczęła grać coraz więcej i coraz lepiej. Niestety kontuzja której doznała w meczu z Lotosem w PP praktycznie wykluczyła ja z gry aż do meczów finałowych, w których tez była daleka od swojej optymalnej dyspozycji (choć na pewno swoje zrobiła). Mam nadzieje ze zostanie.
Tiffany Jonhson – powtórzyła casus Isaac Tillis – najlepszy mecz na Reymonta zagrała w barwach rywalek w eurolidze. U nas przeplatała mecze słabe z bardzo słabymi. Tej pani już dziękujemy.
Ewelina Guneva – ogromny zawód :/ Po jej pierwszym występie byłem zachwycony – potem było już coraz gorzej. Główna wada tej zawodniczki jest fatalnie ułożony, „urywany” rzut. Nie ma sensu jej dłużej trzymać w klubie.
Liliana Latinovic – była krótko, nie spełniła się w roli zmienniczki Skery, miała spore problemy z prowadzeniem piłki. Szybko o niej zapomnimy..
No a teraz Polki
Monika Krawiec – sezon zasadniczy był dla niej udany. Wreszcie się przełamała (zwłaszcza w lidze) i do dobrej obrony dołączyła także zdobycze punktowe. Najlepszy mecz rozegrała chyba w meczu z Polkowicami u siebie, kiedy to była chyba najlepsza zawodniczka na parkiecie. A potem znów przytrafiła jej się kontuzja :/ Wróciła dopiero na 3 ostatnie mecze z Lotosem, będąc dość dobra zmienniczka dla Trafimovej przy pilnowaniu Biby. Ja cały czas jestem zwolennikiem jej talentu, który mam nadzieje ze rozkwitnie już w następnym sezonie. Potrzeba „tylko” 2 rzeczy- zdrowia i przełamania się w meczu euroligowym. Powinna zostać.
Magdalena Radwan – chyba czas na pożegnanie z ta panią. W tym sezonie była próbowana głownie jako zmienniczka Skery i w tej roli była tragiczna. Lepiej – choć nie rewelacyjnie wypadała grając na pozycjach 2-3. Sadze ze osiągnęła swój szczyt możliwości – przynajmniej w naszym klubie.
Dorota Gburczyk – Zawodniczka bardzo dobra w meczach ze słabszymi, całkowicie nieprzydatna w grach o wysoką stawkę. W obronie ogrywana bez problemu, niewykanczajaca rzuty w ataku. Nie ma sensu jej trzymać w Wiśle – nas nie zbawi, a w słabszych klubach może być gwiazda – tak jak:
Katarzyna Kenig w ŁKS. Identyczny typ gracza co Doris. U nas nieprzydatna, w ŁKS-ie robi za gwiazdę. Szkoda.
Patrycja Czepiec – to już był chyba ostatni sezon na parkiecie naszej pani kapitan. Bardzo się cieszę ze swoja karierę zakończyła zdobyciem MP z klubem w którym się wychowała. Zasłużyła na to. Mam nadzieje ze zostanie w klubie – choć już nie jako zawodniczka.
Magdalena Skorek i Edyta Błaszczak obie młode, obie utalentowane, choć jeszcze bez umiejętności pozwalających na grę w eurolidze. Żeby nie stanąć w rozwoju musza więcej grac – dlatego widzę dwa rozwiązania. Albo trener zdecyduje ze będzie na nie stawiał, także w meczach o najwyższa stawkę, w wymiarze przynajmniej ok. 10 minut, albo należy je wypożyczyć (CCC?) Oczywiście podpisując wcześniej gdzie 3-letnie kontrakty. Bo już za 2-3 latka powinniśmy mieć z nich ogromny pożytek.
Agnieszka Wilk, Angelika Miszkiel, Karolina Zając, Katarzyna Gawor – za mało ich występów widziałem <zawstydzony> by moc rzetelnie ocenić. Tym niemniej w tych fragmentach, w których Edo wpuszczał ja na parkiet, robiły bardzo dobre wrażenie. Powinny zostać i grac spokojnie w rezerwach, dostjac szanse na kilkuminutowe wystepy w meczach ze słabszymi rywalami.
Tak wiec w składzie na przyszły rok widzę: Perovanovic, Kress, Trafimovą, DeForge, Skerovic i Krawiec, „warunkowo” Skorek i Błaszczyk oraz młode wilczki. Powinniśmy pozyskać klasowego centra (gwiazda made in USA), silna skrzydłowa (Wielebna?), skrzydłową (optimum – Biba, nie pogardzę tez Elą Międzik) i rezerwową rozgrywającą (Marczanka?)
A na ich czele powinien stać Elmedin Omanic. Trener który jak dla mnie bardzo sensownie prowadził zespół. Najpierw zgrywał pierwsza piątkę , potem coraz bardziej rotował w składzie no i co najważniejsze – wygrał to co miał wygrać. Ba, w trakcie sezonu pokazał ze potrafi uczyć się na błędach, co najlepiej obrazuje fakt ze w meczu nr 5 to on uspokajał Marte Starowicz a nie na odwrót. Mam nadzieje ze zdobyte w tym roku doświadczenie przyda mu się w przyszłorocznych meczach w eurolidze. Wtedy ładne porażki nie będą już mnie zadowalać.
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim zawodniczkom, sztabowi szkoleniowemu, wszystkim działaczom z prezesem Miettą-Mikołajewiczem na czele oraz wszystkim sponsorom za ten wspaniały sezon uwieńczony podwójną koroną. Dziękuje!
Przed sezonem w kadrze zespołu nie zaszły jakieś radykalne zmiany. Pozostał serbsko-białoruski kwartet, pozostały wszystkie Polki. Zmieniły się natomiast obie Amerykanki: egoistycznie grającą Shannon Jonhson zastąpiła Ann DeForge, a na pozycji centra pojawiła się Kara Brown-Braxton. Skład uzupełniono młoda Edyta Błaszczak. Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak wymiana na pozycji głównego trenera. Co prawda odejścia Downar-Zapolskiego było raczej przesądzone, ale można się było spodziewać jakiegoś trenera „z nazwiskiem”. Tymczasem wybór szefostwa klubu padł na mało znanego Bośniaka, Elmedina Omanica, któremu do pomocy dano Martę Starowicz. Cel postawiony przed zespołem był jasny od początku: podwójna korona w Polsce na 100-lecie klubu oraz wyjście z grupy w rozgrywkach euroligowych.
Duet trenerski na początku sezonu nie miał komfortowych warunków pracy: wszystkie nasze europejskie staranieri długo przebywały na zgrupowaniu swoich reprezentacji, a amerykanki dojechały jeszcze później, tuz przed rozpoczęciem sezonu ligowo-pucharowych. Nie było czasu na zgrywanie i wpajanie im nowych zagrywek, rozgrywki trzeba było zacząć z marszu. I początki były dość trudne. Najpierw wymęczone zwycięstwo nad Gorzowem, potem bolesna porażka na własnym parkiecie z zespołem z Neapolu. Na szczęście potem było już coraz lepiej.
W pierwszej części sezonu zawodniczki musiały łączyć rozgrywki ligowe z pucharowymi. Wychodziło to ogólnie mówiąc średnio. W lidze Wisła wygrywała praktycznie wszystko i to z reguły wysoko lub bardzo wysoko. W sezonie zasadniczym zanotowała tylko jedna porażkę, w Pabianicach, która na dodatek nie miała większego znaczenia. Zapewniło nam to bilans 17-1 i oczywiście pierwsze miejsce przed PO.
Dużo gorzej – zwłaszcza jeśli chodzi o wyniki – było w eurolidze. Udało się tam wygrać jedynie 2-krotnie z najsłabszym z rywali, Cero Koszce. Pozostałe 10 meczy zakończyło się porażkami naszego zespołu. Warto jednak zauważyć, ze praktycznie tylko 2 z tych meczy oddaliśmy bez większej walki: wyjazd do Valenicennes i mecz na własnym parkiecie z Bourges, już w 1/8 PO. W pozostałych spotkaniach nasze zawodniczki długo dotrzymywały kroku rywalkom, często jeszcze w 3 czy 4 kwartach wynik był na styku. Czego brakowało? Głownie wartościowych zmienniczek dla Skery i Ann a także doświadczenia w meczach na tym poziomie – tu mam na myśli głownie Omanica. Tak czy inaczej – z euroligi odpadliśmy dość szybko i można było całe siły skupić na rozgrywkach na własnym podwórku.
Warto zaznaczyć ze w końcówce sezonu doszło do kilku zmian personalnych w naszym zespole. Z zespołem pożegnały się Katarzyna Kenig, Liliana Latinovic a także Kara, Brown-braxton, która po przerwie świątecznej postanowiła nie wracać do Kraka. W ich miejsce udało zakontraktować się Tiffany Jonhson oraz Eweline Gunevą.
Rozgrywki w fazie PO zostały poprzedzone tygodniowym obozem przygotowawczym oraz turniejem finałowym o PP. Turniej ten zakończył się – jak dla mnie dość niespodziewanym – sukcesem naszej drużyny. Niespodziewanym, bo do końcowego sukcesu potrzebne nam było ogranie dzien. po dniu dwóch głównych krajowych rywali, Polfy i Lotos,. Znając nasze problemy ze zmienniczkami nie sadziłem ze damy rade wygrać zwłaszcza ten drugi mecz, zważywszy ze dzien. wcześniej Lotos miał grę treningowa z Toruniem a my musieliśmy wyląc sporo potu by ograć Polfe. Co więcej – w meczu finałowym z Lotosem dość szybko kontuzji nabawiła się Iva Perovanovic, co mocno ograniczało nasze pole manewry, zarówno w tym meczu, jak i w pierwszych rundach PO. A jednak udało się. Nasze zawodniczki zdobyły pierwszy w tym sezonie sukces, wywożąc PP z jaskini lwa, co było dobra zapowiedzią przed meczami w fazie PO.
W pierwszej rundzie zmierzyliśmy się w meczach bez historii z drużyna z Chełma. Gładkie 3-0, mimo oszczędzania najlepszych zawodniczek mówi samo za siebie. Potem nie było już tak przyjemnie. W meczach półfinałowych naszym rywalem był zespół z Polkowic, trenowany przez dobrze nam znanego Andrzeja Nowakowskiego. I już w pierwszych dwóch meczach ten „stary lis” pokazał swoja klasę. Jego zawodniczki wygrały łatwo w sobotę, a w niedziele przegrały dość pechowo. Duży wkład w nasze zwycięstwo w tym meczu miał powrót do drużyny Kary Brown-Braxton, która przeprosiła się z działaczami. Bilans 1-1 przed 2 wyjazdami na Dolny Śląsk mógł jednak trochę niepokoić, zwłaszcza ze rywal był naprawdę dobrze dysponowany a w pieszym z wyjazdowych meczy mięliśmy sobie radzić bez naszego trenera, którego PZK-osz ukarał za jego zachowanie w meczu z Polkowicami w Krakowie. Tym razem strach miał jednak wielkie oczy. Oba mecze zakończyły się naszymi zwycięstwami i awans do finału stał się faktem.
A w finale przyszło nam się zmierzyć z Lotosem, mocno podrażnionym tym nieudanym dla niego sezonem. I trzeba przyznać gdyniankom, ze za wyjątkiem pierwszego meczu bardzo wysoko postawiły poprzeczkę. Lotos walczył o każda piłkę, by jego dominacja w Polskiej lidze nie została przerwana. Zgodnie z przewidywaniami rywalki starały się zamęczyć Jelene Skerovic. Kryjące je na przemian Jonhson i Pawlak cały czas grały bardzo agresywnie. I ta taktyk a przynosiła pożądany skutek. Oba zwycięstwa Lotosu w Gdyni to efekt wymęczenia naszej rozgrywającej. Niewiele brakowało, aby podobnie było i w decydującym spotkaniu.. Na szczęście własna hala i doping kibiców pomogły Jelenie wydobyć resztki sił i doprowadzić nas do upragnionego tytułu.
Co dalej? W przyszłym sezonie cele w lidze i PP pewnie pozostaną te same. Spodziewać się można natomiast ze w gore powędruje poprzeczka w rozgrywkach pucharowych. Celem zapewne będzie awans do najlepszej ósemki a może nawet i do F4.
Subiektywna ocena zawodniczek oraz moje zadnie na temat ich przydatności do drużyny w przyszłym sezonie:
Ann DeForge – MVP rozgrywek. Przyszła niejako w miejsce Shannon Jonhson, ale to zupełnie inny typ zawodniczki. Nie jest prowadząca grę a typową snajperką, świetnie pracująca na nogach, potrafiącą rzucać seryjnie z każdej pozycji. I co nie mniej ważne – w przeciwieństwie do Pee Wee nie grała egoistycznie, nie wybierała sobie tez meczy, w których jej się chciało grac. Mimo ze to dopiero jej pierwszy sezon w naszym klubie, to już dołączyła do panteonu naszych gwiazd. Bardzo dobrze się stało ze działaczom udało się zatrzymać ja w Krakowie na kolejny sezon.
Jelena Skerovic – druga z naszych gwiazd. Zamiana Jonhson na DeForge wyszła jej na dobre. Teraz mogła pokazać, co potrafi, będąc zarazem mózgiem jak i motorem napędowym drużyny. W końcówce sezonu zaczęła łapać zadyszkę, ale trudno się dziwić gdyż nie miała wartościowej zmienniczki wiec w ważnych meczach praktycznie nie schodziła z parkietu, co rywalki starały się wykorzystać bardzo mocno ja pilnując. Przedłużenie jej pobytu w Krakowie na kolejny sezon cieszy nie mniej – a może bardziej – niż w przypadku Ann DeForge. A to z tego powodu ze o ile dość łatwo znaleźć klasowe zawodniczki spoza europy, to sprowadzenie czołowych koszykarek naszego kontynentu do Krakowa wydaje się być bardzo trudne.
Natalia Trafimova – cichy bohater finałów Za wyjątkiem spotkania numer 2 praktycznie wyłączyła z gry, Bibe, która zdobywała mało punktów, grając na dodatek na bardzo niskiej skuteczności. Do tego Natalia zdobywała tez swoje punkty w ataku, grając dużo pewniej niż w ostatnim sezonie. Zasłużyła sobie na pozostanie w drużynie.
Maryna Kress – najlepiej rzucająca za 3 zawodniczka ligi, wyróżnienie wyjątkowe jak na centra. Na dystansie radziła sobie dużo lepiej niż w akcjach podkoszowych, zwłaszcza granych tyłem do kosza. W porównaniu z poprzednim sezonem zaczęła tez grac dużo inteligentniej, miała mniej strat i nieprzemyślanych podań, dlatego tez wart oby ja zatrzymać na kolejny sezon w Kraku.
Kara Brown-Braxton- ehh.. i co można o niej napisać? Ogromny potencjał, predysponujący ja do bycia gwiazda światowej koszykówki. I odpowiedzialność – zarówno na boisku jak i poza nim – na poziomie przedszkola. Po prostu taki ogromny, leniwy, ale cholernie zdolny dzieciak. Trudno mi powiedzieć czy jest sens przedłużać z nią kontrakt, wolałbym raczej jakaś bardziej ustabilizowaną zawodniczkę, z najwyższej światowej polki. Tylko czy nas na to stać?
Iva Perovanovic – na początku sezonu grzała lawę, jednak wraz z wyjazdem Kary zaczęła grać coraz więcej i coraz lepiej. Niestety kontuzja której doznała w meczu z Lotosem w PP praktycznie wykluczyła ja z gry aż do meczów finałowych, w których tez była daleka od swojej optymalnej dyspozycji (choć na pewno swoje zrobiła). Mam nadzieje ze zostanie.
Tiffany Jonhson – powtórzyła casus Isaac Tillis – najlepszy mecz na Reymonta zagrała w barwach rywalek w eurolidze. U nas przeplatała mecze słabe z bardzo słabymi. Tej pani już dziękujemy.
Ewelina Guneva – ogromny zawód :/ Po jej pierwszym występie byłem zachwycony – potem było już coraz gorzej. Główna wada tej zawodniczki jest fatalnie ułożony, „urywany” rzut. Nie ma sensu jej dłużej trzymać w klubie.
Liliana Latinovic – była krótko, nie spełniła się w roli zmienniczki Skery, miała spore problemy z prowadzeniem piłki. Szybko o niej zapomnimy..
No a teraz Polki
Monika Krawiec – sezon zasadniczy był dla niej udany. Wreszcie się przełamała (zwłaszcza w lidze) i do dobrej obrony dołączyła także zdobycze punktowe. Najlepszy mecz rozegrała chyba w meczu z Polkowicami u siebie, kiedy to była chyba najlepsza zawodniczka na parkiecie. A potem znów przytrafiła jej się kontuzja :/ Wróciła dopiero na 3 ostatnie mecze z Lotosem, będąc dość dobra zmienniczka dla Trafimovej przy pilnowaniu Biby. Ja cały czas jestem zwolennikiem jej talentu, który mam nadzieje ze rozkwitnie już w następnym sezonie. Potrzeba „tylko” 2 rzeczy- zdrowia i przełamania się w meczu euroligowym. Powinna zostać.
Magdalena Radwan – chyba czas na pożegnanie z ta panią. W tym sezonie była próbowana głownie jako zmienniczka Skery i w tej roli była tragiczna. Lepiej – choć nie rewelacyjnie wypadała grając na pozycjach 2-3. Sadze ze osiągnęła swój szczyt możliwości – przynajmniej w naszym klubie.
Dorota Gburczyk – Zawodniczka bardzo dobra w meczach ze słabszymi, całkowicie nieprzydatna w grach o wysoką stawkę. W obronie ogrywana bez problemu, niewykanczajaca rzuty w ataku. Nie ma sensu jej trzymać w Wiśle – nas nie zbawi, a w słabszych klubach może być gwiazda – tak jak:
Katarzyna Kenig w ŁKS. Identyczny typ gracza co Doris. U nas nieprzydatna, w ŁKS-ie robi za gwiazdę. Szkoda.
Patrycja Czepiec – to już był chyba ostatni sezon na parkiecie naszej pani kapitan. Bardzo się cieszę ze swoja karierę zakończyła zdobyciem MP z klubem w którym się wychowała. Zasłużyła na to. Mam nadzieje ze zostanie w klubie – choć już nie jako zawodniczka.
Magdalena Skorek i Edyta Błaszczak obie młode, obie utalentowane, choć jeszcze bez umiejętności pozwalających na grę w eurolidze. Żeby nie stanąć w rozwoju musza więcej grac – dlatego widzę dwa rozwiązania. Albo trener zdecyduje ze będzie na nie stawiał, także w meczach o najwyższa stawkę, w wymiarze przynajmniej ok. 10 minut, albo należy je wypożyczyć (CCC?) Oczywiście podpisując wcześniej gdzie 3-letnie kontrakty. Bo już za 2-3 latka powinniśmy mieć z nich ogromny pożytek.
Agnieszka Wilk, Angelika Miszkiel, Karolina Zając, Katarzyna Gawor – za mało ich występów widziałem <zawstydzony> by moc rzetelnie ocenić. Tym niemniej w tych fragmentach, w których Edo wpuszczał ja na parkiet, robiły bardzo dobre wrażenie. Powinny zostać i grac spokojnie w rezerwach, dostjac szanse na kilkuminutowe wystepy w meczach ze słabszymi rywalami.
Tak wiec w składzie na przyszły rok widzę: Perovanovic, Kress, Trafimovą, DeForge, Skerovic i Krawiec, „warunkowo” Skorek i Błaszczyk oraz młode wilczki. Powinniśmy pozyskać klasowego centra (gwiazda made in USA), silna skrzydłowa (Wielebna?), skrzydłową (optimum – Biba, nie pogardzę tez Elą Międzik) i rezerwową rozgrywającą (Marczanka?)
A na ich czele powinien stać Elmedin Omanic. Trener który jak dla mnie bardzo sensownie prowadził zespół. Najpierw zgrywał pierwsza piątkę , potem coraz bardziej rotował w składzie no i co najważniejsze – wygrał to co miał wygrać. Ba, w trakcie sezonu pokazał ze potrafi uczyć się na błędach, co najlepiej obrazuje fakt ze w meczu nr 5 to on uspokajał Marte Starowicz a nie na odwrót. Mam nadzieje ze zdobyte w tym roku doświadczenie przyda mu się w przyszłorocznych meczach w eurolidze. Wtedy ładne porażki nie będą już mnie zadowalać.
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim zawodniczkom, sztabowi szkoleniowemu, wszystkim działaczom z prezesem Miettą-Mikołajewiczem na czele oraz wszystkim sponsorom za ten wspaniały sezon uwieńczony podwójną koroną. Dziękuje!