Ewelina Kobryn
: 06 sierpnia 2007, 10:29
Kobryn wraca do Krakowa
Skrzydłowa reprezentacji Polski, po czterech latach spędzonych w Gdyni, powraca do stolicy Małopolski. - To magiczne miejsce - przekonuje Ewelina Kobryn – pisze Sport.
Zakończone rozgrywki były dla skrzydłowej Lotosu Gdynia bardzo udane. 25-letnia Ewelina Kobryn została wybrana najlepszą polską koszykarką sezonu 2006/07. Wywalczyła przy tym wicemistrzostwo Polski, pokazała się w Eurolidze. Dla koszykarki, która ledwie od ośmiu lat trenuje basket, to wyniki znakomite, a jest przecież także reprezentantką Polski. Co więc robi po zakończonych rozgrywkach? To proste - zmienia klub. Wraca do Krakowa, w którym się kiedyś zakochała, a ta miłość ciągle trwa.
Trójmiasto pobite
Można powiedzieć, że dziewczyna, która wychowała się w Tarnobrzegu, zachłysnęła się wielkim miastem, jakim był Gród Kraka. - To prawda - przyznaje Ewelina. - Tam są miejsca, które mnie od razu urzekły.
Jakie to miejsca? - Hmmm... Rynek, skwer Kościuszki, właściwie wszystkie! Nie mogę wymienić jednego. Sam klimat tego miasta jest niesamowity - wyjaśnia. Ale zawodniczka już raz zostawiła „swój” Kraków. Wydawałoby się, że kiedy odchodziła do Gdyni cztery lata temu, nowe miejsce ma szansę konkurować ze stolicą Małopolski. Tymczasem Trójmiasto przegrało z kretesem, choć samo w sobie jest nie mniej urzekające jak Kraków. - Gdynia to Gdynia, bardziej portowe miasto - wspomina bez emocji Ewelina. - Podoba mi się gdańska Starówka, ale ile razy miałam tam okazję bywać? Sopot - na pewno fajny, ale tylko latem. Jak widać, nic nie jest w stanie rywalizować z Krakowem.
Wędrówki koszykarki zaczęły się w 2003 roku. Wtedy, po trzech latach spędzonych w Krakowie, jako zawodniczka Wisły wyjechała na Pomorze. Wiązało się to nie tylko z ambicjami sportowymi. - Lotos kusił - powiedziała Ewelina. - To była czołówka Europy. Mieli tytuł wicemistrza Euroligi. Ja byłam młoda, a klub znałam tylko z telewizji. A teraz miałam tam grać. Wyjeżdżałam, mając marzenia, które się zrealizowały.
Powrót przyjaciółki
Więc pojechała. Zdobyła z Lotosem dwa razy mistrzostwo Polski, ale w dwóch ostatnich latach lepsza była Wisła. Zmieniła się jednak sprawa najważniejsza. Najlepsza przyjaciółka koszykarki wróciła do Polski. A tą przyjaciółką jest... mama. - Mama spędziła kilka lat za granicą - wyjaśnia Ewelina. - To mniej więcej był czas spędzony w Gdyni, ale nie tylko dlatego wyjeżdżałam z Krakowa. Moja decyzja była konsultowana z mamą. Teraz jest ponownie w Polsce, więc miałam po co wracać na południe.
O mamie opowiada w samych superlatywach, podobnie jak o całej rodzinie. - Zawsze byłam zżyta z mamą. A rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Mogę nie mieć przyjaciół, a wiem, że mam moich bliskich - wyjaśnia. Kiedyś nawet powiedziała, że nie byłaby tym kim jest, gdyby nie mama.
Więc znowu zmiana - wędrówka z Gdyni do Krakowa. - A tam zaraz wędrówka... Ile ich było? Ledwie dwie. Lotos i Wisła to dwa najlepsze kluby. Wybierałam pomiędzy nimi - mówiła Ewelina. Po ostatnich rozgrywkach zadeklarowała, że z Lotosu raczej odejdzie. Uzgodniła warunki przenosin do Wisły, gdzie pracować będzie z byłym selekcjonerem, Tomaszem Herktem. - Lotos od dwóch lat nie by już tym samym Lotosem. Dobre zawodniczki przychodziły dopiero od stycznia, w połowie sezonu. Nie o to chodzi - powiedziała reprezentacyjna koszykarka.
Lepiej nie krytykować
Porażka w finale przelała czarę goryczy. - Ciągnęło mnie w rodzinne strony - wyznaje Ewelina. No i był „jej” Kraków. - Chciałabym kiedyś tam zamieszkać. Wywodzę się z małego miasta, w Tarnobrzegu są moje korzenie, ale tam raczej nie wrócę. W Krakowie jest rodzina, znajomi, tu zaczęło się fajne życie. Magiczne miejsce - deklaruje. Na tyle uwielbia dawną stolicę Polski, że jest w stanie niemal kłócić się z tymi, którzy krytykują „jej” Kraków.
- Może nie kłócić, ale ostro dyskutować i przekonywać do swoich racji - mówiła ze śmiechem.
wp.pl/Sport
Skrzydłowa reprezentacji Polski, po czterech latach spędzonych w Gdyni, powraca do stolicy Małopolski. - To magiczne miejsce - przekonuje Ewelina Kobryn – pisze Sport.
Zakończone rozgrywki były dla skrzydłowej Lotosu Gdynia bardzo udane. 25-letnia Ewelina Kobryn została wybrana najlepszą polską koszykarką sezonu 2006/07. Wywalczyła przy tym wicemistrzostwo Polski, pokazała się w Eurolidze. Dla koszykarki, która ledwie od ośmiu lat trenuje basket, to wyniki znakomite, a jest przecież także reprezentantką Polski. Co więc robi po zakończonych rozgrywkach? To proste - zmienia klub. Wraca do Krakowa, w którym się kiedyś zakochała, a ta miłość ciągle trwa.
Trójmiasto pobite
Można powiedzieć, że dziewczyna, która wychowała się w Tarnobrzegu, zachłysnęła się wielkim miastem, jakim był Gród Kraka. - To prawda - przyznaje Ewelina. - Tam są miejsca, które mnie od razu urzekły.
Jakie to miejsca? - Hmmm... Rynek, skwer Kościuszki, właściwie wszystkie! Nie mogę wymienić jednego. Sam klimat tego miasta jest niesamowity - wyjaśnia. Ale zawodniczka już raz zostawiła „swój” Kraków. Wydawałoby się, że kiedy odchodziła do Gdyni cztery lata temu, nowe miejsce ma szansę konkurować ze stolicą Małopolski. Tymczasem Trójmiasto przegrało z kretesem, choć samo w sobie jest nie mniej urzekające jak Kraków. - Gdynia to Gdynia, bardziej portowe miasto - wspomina bez emocji Ewelina. - Podoba mi się gdańska Starówka, ale ile razy miałam tam okazję bywać? Sopot - na pewno fajny, ale tylko latem. Jak widać, nic nie jest w stanie rywalizować z Krakowem.
Wędrówki koszykarki zaczęły się w 2003 roku. Wtedy, po trzech latach spędzonych w Krakowie, jako zawodniczka Wisły wyjechała na Pomorze. Wiązało się to nie tylko z ambicjami sportowymi. - Lotos kusił - powiedziała Ewelina. - To była czołówka Europy. Mieli tytuł wicemistrza Euroligi. Ja byłam młoda, a klub znałam tylko z telewizji. A teraz miałam tam grać. Wyjeżdżałam, mając marzenia, które się zrealizowały.
Powrót przyjaciółki
Więc pojechała. Zdobyła z Lotosem dwa razy mistrzostwo Polski, ale w dwóch ostatnich latach lepsza była Wisła. Zmieniła się jednak sprawa najważniejsza. Najlepsza przyjaciółka koszykarki wróciła do Polski. A tą przyjaciółką jest... mama. - Mama spędziła kilka lat za granicą - wyjaśnia Ewelina. - To mniej więcej był czas spędzony w Gdyni, ale nie tylko dlatego wyjeżdżałam z Krakowa. Moja decyzja była konsultowana z mamą. Teraz jest ponownie w Polsce, więc miałam po co wracać na południe.
O mamie opowiada w samych superlatywach, podobnie jak o całej rodzinie. - Zawsze byłam zżyta z mamą. A rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Mogę nie mieć przyjaciół, a wiem, że mam moich bliskich - wyjaśnia. Kiedyś nawet powiedziała, że nie byłaby tym kim jest, gdyby nie mama.
Więc znowu zmiana - wędrówka z Gdyni do Krakowa. - A tam zaraz wędrówka... Ile ich było? Ledwie dwie. Lotos i Wisła to dwa najlepsze kluby. Wybierałam pomiędzy nimi - mówiła Ewelina. Po ostatnich rozgrywkach zadeklarowała, że z Lotosu raczej odejdzie. Uzgodniła warunki przenosin do Wisły, gdzie pracować będzie z byłym selekcjonerem, Tomaszem Herktem. - Lotos od dwóch lat nie by już tym samym Lotosem. Dobre zawodniczki przychodziły dopiero od stycznia, w połowie sezonu. Nie o to chodzi - powiedziała reprezentacyjna koszykarka.
Lepiej nie krytykować
Porażka w finale przelała czarę goryczy. - Ciągnęło mnie w rodzinne strony - wyznaje Ewelina. No i był „jej” Kraków. - Chciałabym kiedyś tam zamieszkać. Wywodzę się z małego miasta, w Tarnobrzegu są moje korzenie, ale tam raczej nie wrócę. W Krakowie jest rodzina, znajomi, tu zaczęło się fajne życie. Magiczne miejsce - deklaruje. Na tyle uwielbia dawną stolicę Polski, że jest w stanie niemal kłócić się z tymi, którzy krytykują „jej” Kraków.
- Może nie kłócić, ale ostro dyskutować i przekonywać do swoich racji - mówiła ze śmiechem.
wp.pl/Sport