kaz126 pisze:MARAS pisze: A zdażyło się wam być na meczu gdy ARENA była pełna!!!!! To musi być dopiero doping????

Oj zdażyło się zdażyło coś pięknego, niezapomnianego PLECAM. Chętnie bym to kiedyś powtórzył, tylko kiedy... no właśnie kiedy.
Ale z drugiej strony Chwiałka też miała swój klimat i zawsze było tam zajebiście. Pamiętam jak tynk z sufitu leciał (konkretnie Olimpia - Warta w walce o finał) od dopingu, wszyscy kibice zdzierali gardła, coś pięknego. Jeszcze czasami włączę sobie ten meczyk z kasety to, aż włos się jeży... . Niezapomniane wrażenia, teraz Lotos to nic...
Dokładnie - na Chwiałce atmosfera wiele razy wyprzedzała tę z Areny. Zwłaszcza na finałach z ŁKSem w 1995 roku, kiedy to, by wejść na salę trzeba było być 2 godziny przed meczami, a aby usiąść około trzech godzin

Wtedy na Chwiałkę, której maksymalna pojemność to podobno 800 miejsc, zmieściło się 1200-1300 osób! Fakt, część z nich widziała tylko tablicę wyników, stojąc za szybą korytarza prowadzącego na balkon. Po Poznaniu krążyła wtedy anegdota, że pewien kibic oferował krótko przed meczem bardzo dużą sume pieniędzy za bilet... nikt mu nie sprzedał.Spadający sufit też pamiętam doskonale, nieskromnie powiem, że mój donosny głos też się temu przysłużył

Niezapomniane czasy ... atmosfera na balkonie, zwłaszcza w "naszym" sektorze na przeciw koszykarek Olimpii, była niewiarygodna. Co do Areny - zapełniała się wtedy wiele razy, również na meczach ligowych, ale o jednym meczu trzeba wspomnieć przede wszystkim. Zdarzyło się, że na tę olbrzymią, jak na polskie warunki, halę weszło więcej osób niż oficjalna liczba miejsc. Żeby kupić ostatnie bilety, po długim staniu w kilkusetosobowych kolejkach, trzeba było być na kilka godzin przed spotkaniem. Wiele osób musiało z żalem zostać przed Areną. Ci szczęściarze, którzy weszli ostatni, naogół oglądali mecz stojąc w korytarzach prowadzących do sali, w strasznym ścisku. Zajęte było wszystko - również schody na trybuny. Wiele osób, by umożliwić jeszcze większej ilości kibiców obejrzenie meczu, siadało np w trzech na dwóch miejscach

Nie wiem ile wtedy było dokładnie osób w Arenie, z całą pewnością był to koszykarski rekord w tej sali. Emocje, doping, dramaturgia, poziom sportowy - wszystko to wynagrodziło wysiłki, by dostać się na ten spektakl. O jakim meczu mówię ... myślę, że Poznaniacy już wiedzą doskonale. Półfinał Pucharu im. L. Ronchetti, rywalem US Valenciennes Orchies. Był to niestety mecz, który długo zapamięta również Ilona Mądra. Na kilka sekund przed końcem, w wydawało by się niegroznej sytuacji doznała niezwykle poważnej kontuzji, która wyłączyła ją z gry na półtora roku. Mimo porażki wtedy w Arenie, Olimpijki wzniosły się na wyżyny w rewanżu i wyeliminowały faworyzowane Francuzki awansując do finału. Nigdy nie zapomnę tego, co działo się w środku nocy na poznańskim dworcu. Ewa Portianko, gdy pociąg wiozący Olimpijki zbliżał się do stacji, myślała, że w Poznaniu wybuchły jakieś zamieszki, tak było głośno - a to tylko setki kibiców Olimpii witało swoje dziewczyny.