Wsparcie mile widziane.
P.S. Foto M. Waltera robi wrażenie...
Moderatorzy: rzymi, Lisu, Marco



Bodzio pisze:
podsumowując jeżeli się na czymś nie znamy to nie piszmy bo wychodzą bzdury










patrese pisze:Ogłupianie ludzi przez te media i wprowadzanie w błąd opinii publicznej jest prowadzone na gigantyczną skalę. To mają być te niby "niezależne" media... W Wyborczej "po Papieżu nie płakali", jak sobie koszulki z takim napisem założył Michnik ze swoimi towarzyszami. Ale za to po Wejchercie wyją wszyscy... :roll:
Gazeta Wyborcza pisze:Skandal w Bełchatowie na meczu GKS - Legia
Michał Szadkowski, Robert Błoński, Bełchatów
2009-11-29, ostatnia aktualizacja 2009-11-29 18:13
Kibol z prawa sobie kpi, klub jest głuchy, policja nic nie wie. Kibole Legii wywiesili w Bełchatowie transparenty: "Nie płakałem po Wejchercie" i "j... ITI". Wywiesili, choć w ogóle nie powinni zostać wpuszczeni na stadion. Kibole PGE GKS śpiewali: "Kto nie skacze, ten z Żydzewa".
Kibole Legii weszli na stadion, bo PGE GKS złamał prawo oraz regulaminy bezpieczeństwa Ekstraklasy i PZPN. - Dostaliśmy od Bełchatowa 400 biletów i nie sprzedaliśmy żadnego - mówi Jarosław Ostrowski z zarządu Legii. Tylko w ten sposób, przedstawiając dowód tożsamości, zorganizowana grupa kibiców Legii mogła dostać się na ten mecz. - Policja kazała nam ich wpuścić. Ekscesów żadnych nie było, a zapobiegliśmy problemom na mieście - mówi Henryk Tomaszewski, wiceprezes GKS.
- Policja nie mogła wydać takiego polecenia. Do Bełchatowa przyjechały 203 samochody z Warszawy. Kibice kupili bilety nie jako zorganizowana grupa, ale osoby prywatne. GKS powinien ich wylegitymować, by sprawdzić, czy nie ma wśród nich osób z zakazem stadionowym. Czy to zrobił? Nie wiem - mówi Radosław Gwis z łódzkiej policji.
Na to pytanie nie potrafił też odpowiedzieć Tomaszewski. GKS wpuścił 850 kiboli Legii na trybunę dla gości. Przez cały mecz kibole obrażali właścicieli klubu, wywiesili wulgarne transparenty. - Nie zwracałem na nie uwagi. Być może się pojawiły, ale ja niczego takiego nie widziałem - mówi Tomaszewski.
Choć wiceprezes był na meczu, nie słyszał także, jak kibole jego klubu śpiewali: "Kto nie skacze, ten z Żydzewa". - Uważam, że dla takich transparentów i okrzyków nie ma miejsca na stadionach - mówi Tomaszewski.
- W poniedziałek wystąpię do GKS o zapis monitoringu i imienną listę osób, która została wpuszczona na stadion, choć nie liczę, że ją otrzymam. Zgłoszę też sprawę do Komisji Ligi - mówi Ostrowski.
Gazeta Wyborcza pisze:"Nie płakałem/am po papieżu"
red.2005-05-19, ostatnia aktualizacja 2005-05-19 00:00
„Przez pierwsze tygodnie kwietnia nikomu z głównych mediów i żadnemu politykowi nie przyszło do głowy, że są ludzie wzruszający ramionami na tego czy innego papieża (i że nie są to nihiliści, sataniści i upodlone wyrzutki, tylko porządni, szanujący bliźniego mieszczanie). A ja mam i dla Kościoła, i dla papieża rodzaj życzliwej obojętności przechodzącej niekiedy w szacunek. Było mi smutno, gdy patrzyłem, jak umierał. Jego śmierć to oczywiście strata. Nie miałem jednak ochoty na robienie żadnych gestów o 21.37. Czasami bałem się głośno powiedzieć, że zatrzymywanie na tydzień życia w całym kraju to gruba przesada i że mam prawo pójść w tym czasie do kina, zwłaszcza że jest mnóstwo niewesołych filmów. Zmarły papież to jedna z najważniejszych osób w historii rozwoju polskiej samoświadomości zbiorowej XX w., ale nie król - o królu mówił poeta Miłosz i jako poecie wolno mu. Nad Wisłą jest jednak garstka spokojnych, żyjących na swój sposób godnie i przyzwoicie ludzi, którym papież był i jest obojętny, zarówno jako wzór moralny człowieka, jak i wzór Polaka”.

Kibol z prawa sobie kpi, klub jest głuchy, policja nic nie wie. Kibole Legii wywiesili w Bełchatowie transparenty: "Nie płakałem po Wejchercie" i "j...ć ITI". Wywiesili, choć w ogóle nie powinni zostać wpuszczeni na stadion. Kibole PGE GKS śpiewali: "Kto nie skacze, ten z Żydzewa".
Kibole Legii weszli na stadion, bo PGE GKS złamał prawo oraz regulaminy bezpieczeństwa Ekstraklasy i PZPN. - Dostaliśmy od Bełchatowa 400 biletów i nie sprzedaliśmy żadnego - mówi Jarosław Ostrowski z zarządu Legii. Tylko w ten sposób, przedstawiając dowód tożsamości, zorganizowana grupa kibiców Legii mogła dostać się na ten mecz. - Policja kazała nam ich wpuścić. Ekscesów żadnych nie było, a zapobiegliśmy problemom na mieście - mówi Henryk Tomaszewski, wiceprezes GKS.
- Policja nie mogła wydać takiego polecenia. Do Bełchatowa przyjechały 203 samochody z Warszawy. Kibice kupili bilety nie jako zorganizowana grupa, ale osoby prywatne. GKS powinien ich wylegitymować, by sprawdzić, czy nie ma wśród nich osób z zakazem stadionowym. Czy to zrobił? Nie wiem - mówi Radosław Gwis z łódzkiej policji.
Na to pytanie nie potrafił też odpowiedzieć Tomaszewski. GKS wpuścił 850 kiboli Legii na trybunę dla gości. Przez cały mecz kibole obrażali właścicieli klubu, wywiesili wulgarne transparenty. - Nie zwracałem na nie uwagi. Być może się pojawiły, ale ja niczego takiego nie widziałem - mówi Tomaszewski.
Choć wiceprezes był na meczu, nie słyszał także, jak kibole jego klubu śpiewali: "Kto nie skacze, ten z Żydzewa". - Uważam, że dla takich transparentów i okrzyków nie ma miejsca na stadionach - mówi Tomaszewski.
- W poniedziałek wystąpię do GKS o zapis monitoringu i imienną listę osób, która została wpuszczona na stadion, choć nie liczę, że ją otrzymam. Zgłoszę też sprawę do Komisji Ligi - mówi Ostrowski.


kwassek pisze:...Chyba że naprawde jesteście tak krótkowzroczni jeżdżac na te wyjazdy gdzie biją Wam brawo (jak dla mnie to troche wiocha cieszyć się że biją mi brawo bo gdzieś przyjechałem... no ale chuj nie moja sprawa jakie kto w życiu ma kibicowskie priorytety)
Marco pisze:w tym gównianej gazecie to chyba mają płacone za używanie słowa kibol![]()
tylko jak to się ma do poprawnej polszczyzny, w której unika się powtórzeń tego samego wyrazu
pseudodziennikarze!
Gazeta Wyborcza pisze:Ekstraklasa kibolska - policja, klub i PZPN lekceważą polskie prawo
Radosław Leniarski, Michał Szadkowski
2009-11-30, ostatnia aktualizacja 2009-11-30 20:13
Uchwała PZPN z lipca mówi jasno: "Organizator zawodów może przyjąć kibiców drużyny gości tylko i wyłącznie w grupach zorganizowanych zaakceptowanych przez klub wysyłający, wedle ściśle określonych zasad".
Więc jakim cudem kilkuset kiboli weszło na stadion?
Według prawa klub musi mieć dane osobowe i zdjęcie każdego, komu sprzedaje bilet. Wśród kiboli z Warszawy są ukarani zakazem wejścia na stadion. Wiedzą, że prawo jest lekceważone. Dlatego przyjeżdżają do Bełchatowa jako "niby" niezorganizowana grupa, mając ze sobą listę nazwisk tylko z PESEL-ami, licząc na wymuszenie wejścia.
Nie przeliczyli się.
Ustępuje przestraszona policja - woli mieć kiboli w jednym miejscu. Stadion pasuje idealnie. Ale chyba niemożliwe, aby nie znała przepisów...
Ustępuje klub, własność PGE - spółki skarbu państwa. Dlaczego? Chyba nie dla dodatkowych 16 tys. zł za bilety?
Na końcu ustępuje delegat do spraw bezpieczeństwa, etatowy pracownik Polskiego Związku Piłki Nożnej, choć przecież jemu powinno zależeć, aby stadion był bezpieczny.
- Wpuściłem ich na wyraźne żądanie policji. Niech pan napisze, że wszystkiemu winna jest policja - stwierdził w poniedziałek delegat PZPN Janusz Kowalski. - Powiedzieli, że w innym wypadku mogło dojść do rozruchów w mieście.
- Ale przecież tą decyzją złamał pan ustawę, regulamin pańskiego związku i ekstraklasy?
- Nie będzie mnie pan uczył. Ile ma pan lat? - pyta Kowalski.
Dzwonimy do Powiatowej Komendy w Bełchatowie. Zabezpieczający mecz szef prewencji na urlopie, jego zastępcy nie ma, pani rzecznik na zwolnieniu, jej zastępczyni mówi, że jest nieprzygotowana do odpowiedzi. Dzwonimy do Łodzi. Rzecznik Komendy Wojewódzkiej: - Mówi pan, że kibic nie może kupić biletu bez podania danych osobowych i zdjęcia? A gdzie konstytucja? Ja jako kibic nie mogę? Nooo, już były w przeszłości takie historie. Tramwaje z napisem "Nur für Deutsche"!
Ręce nam opadły, ale dzwonimy do Komendy Głównej w Warszawie. Każą wysłać maila z pytaniami. Wysłaliśmy już w sprawie legijnego kibola "Starucha", który mimo zakazu stadionowego, z plakietką PZPN na szyi, kierował dopingiem na meczu reprezentacji. Na prośbie dopisaliśmy "Pilne". Czekamy już dwa tygodnie.
W sprawie Bełchatowa Komenda Główna jednak interweniuje w Łodzi. - Czy to prawda, że policja nakazała sprzedaż biletów? - pytamy Joannę Kącką z biura prasowego. - To organizator odpowiada za dystrybucję biletów. Wpuszczając kibiców na stadion, działaliśmy zgodnie z zasadą mniejszego zła - odpowiada.
Dzwonimy do klubu z Bełchatowa. - Nie możemy przecież odmawiać kibicom wejścia na tak ciekawy mecz - twierdzi Michał Antczak, rzecznik PGE GKS. Złamanie prawa? Rzecznika na chwilę zamurowało... - Mam nadzieję, że taka sytuacja więcej się nie zdarzy - mówi po chwili.
Kierownik do spraw bezpieczeństwa Włodzimierz Wójcik twierdzi, że prośbę policji musiał spełnić, bo kto nie wykonuje polecenia wydanego przez policję, podlega karze grzywny przynajmniej 2 tys. zł.
Kącka z komendy w Łodzi również powołuje się na ten przepis. Ale dotyczy on nie organizatorów, tylko kibiców - argumentujemy. Kącka sugeruje, byśmy przysłali zażalenie.
Właściciel GKS Bełchatów, państwowa spółka PGE, na pytanie o złamanie prawa przez klub odpisuje, że zażąda od piłkarskich szefów wyjaśnień.

Po skandalu w Bełchatowie: Policja pod rękę z kibolami
Radosław Leniarski, Michał Szadkowski
2009-12-01, ostatnia aktualizacja 2009-12-01 23:43
- Panie, co ja biedny miałem zrobić? Przychodzi do mnie działacz GKS i mówi, że trzeba wpuścić kibiców Legii. Policja żąda, aby otworzyć bramy. Żeby ich było 100, tobym powiedział: "Nie!". Ale on powiedział, że stoi przed kasami 1023! Jak oni potem się rozebrali do pasa... To było straszne. Co ja mogłem zrobić? Ugiąłem się - opowiada delegat na mecz GKS - Legia Janusz Kowalski
Na trybunach w Bełchatowie pojawiło się 850 (wersja kiboli) lub 1023 (wersja GKS i delegata) warszawskich kiboli. Przez cały mecz skandowali "ITI, spierdalaj!", wywiesili wulgarne transparenty. Nie powinno ich tam być, ale policja, klub i delegat PZPN złamali prawo oraz regulamin ekstraklasy. Sprawę opisaliśmy wczoraj. GKS zarzucił "Gazecie", że pisze nieprawdę, i straszy sądem.
Podtrzymujemy zarzuty. Gdyby doszło do nieszczęścia na stadionie, klub nie potrafiłby zidentyfikować sprawców - nie miałby ich wizerunków w bazie danych, choć ustawa nakazuje, aby je przechowywać dwa lata od meczu.
Policja bezprawnie wymusiła na klubie i delegacie wpuszczenie na stadion kiboli. W naszym wczorajszym artykule tłumaczyła się "zasadą mniejszego zła".
- Po ludzku rozumiem delegata i klub, że uległy naciskom władzy. Policja powołała się na przepis mówiący, że na imprezie masowej trzeba się zastosować do jej poleceń. Ale w tej sytuacji nie mógł być zastosowany. To jeszcze nie był teren imprezy masowej, kibice stali przed kasami. Dlatego doszło do nieformalnego sojuszu policji z kibolami - mówi "Gazecie" mecenas Piotr Paduszyński.
- Kluby wpuszczające niezorganizowane grupy kibiców powołują się na polecenia policji, ale nie zawsze uwzględniamy takie wytłumaczenia. Dla nas jest oczywiste, że ten przepis nie dotyczy organizatorów, tylko kibiców w trakcie imprezy masowej - mówi Adam Tomczyński, szef Komisji Ligi, która w czwartek zajmie się skandalem w Bełchatowie.
Janusz Kowalski, delegat PZPN na meczu: - Dzwonią do mnie delegaci i mówią: decyzja komisji ustanowi precedens. Dowiemy się, co mamy robić, gdy policja zmusza nas do nieprawnych działań.
On i klub ugięli się pod presją.
- Panie, co ja biedny miałem zrobić? Przychodzi do mnie działacz GKS i mówi, że trzeba wpuścić kibiców Legii. Policja żąda, aby otworzyć bramy. Żeby ich było 100, tobym powiedział: "Nie!". Ale on powiedział, że stoi przed kasami 1023! Jak oni potem się rozebrali do pasa... To było straszne. Co ja mogłem zrobić? Ugiąłem się - opowiada delegat Janusz Kowalski.
Dotarliśmy do jego raportu. O piśmie policji pisze, że było prośbą i poleceniem. Opisuje wulgarne przyśpiewki kiboli z Warszawy (choć na wstępie nazywa ich "wielbicielami Legii"). Nie zauważa "Kto nie skacze, ten z Żydzewa" i "ITI spierdalaj" wznoszonych w sektorach gospodarzy.
- "ITI" rzeczywiście przeoczyłem w raporcie, a na meczu nawet się zdziwiłem, że tak przywitali legionistów. "Żydzewa" nie byłem pewny z mojego miejsca na stadionie. Nawet pytałem działaczy GKS, czy to aby nie okrzyki na ich zarząd, ale powiedzieli, że nie słyszeli dokładnie - mówi Kowalski.
W Bełchatowie nie widzą problemu. Wczoraj oświadczyli, że "żadne z działań związanych z organizacją spotkania pomiędzy PGE GKS Bełchatów a Legią Warszawa nie stanowiło złamania przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych a sam artykuł zawiera treści niezgodne z prawdą".
Rzecznik państwowego koncernu PGE, do którego należy GKS Bełchatów, stwierdził, że wyjaśnienia klubu mu wystarczają.

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 15 gości