Polska - Estonia ... 22 lipca 2006 KROSNO
Jako że się pierwszy obudziłem i mi sie strasznie nudzi, napisze co nieco o naszym całodniowym wypadzie na podkarpacie. Wyjazd ten planowaliśmy od dłuższego czasu, jednak ekipa która miała jechać zmieniała sie z dnia na dzień. Wkońcu stanelo na tym że wybraliśmy w 4ro osobowej grupie: ja Liquidor + 2 innych Wiślaków (w tym nasz fotoreporter - być może ujrzycie jego fotki na necie

). Spotkanko zaplanowaliśmy na 9.45, krótki zakupy w jednym z supermarketów i o 10.00 wyruszamy w droge. Jako, że kolega Liquidor zapomniał wziąść mape - która okazała sie być bezcenna, było jeszcze śmieszniej. Początkowo wypad swój planowaliśmy przez Rzeszów, jednakże korki na trasie zmusiły nas do zmiany kierunku jazdy. Niestety nikt z obecnych w aucie nie znał trasy, a panowie ze stacji benzynowej wytlumaczyli nam to tak, że pożal się Boże. Dlatego też kolega Liq wykonał 2 szybkie telefony do Krakowa aby naprawić swój bład i już wiedzieliśmy że dobrze jedziemy. Obraliśmy dość egzotyczna jeśli chodzi o aspekty kibicowskie trase... ale o tym w dalszej części opisu. Na początku naszej wyprawy dostajemy info telefoniczne od zaprzyjaźnionej koszykarki, że niestety MADZI SKOREK nie ma w kadrze - co wywałało rozpacz u niektórych z nas. W sumie to miałem zawracać, ale wkońcu doszedłem do wniosku, że jakoś to przeżyję. Około godziny 11 przejeżdzamy koło Jeziora Rożnowskiego - oczywiście chłopakom zachciało sie kąpieli w jakże upalny dzień, dlatego też trzeba było szukać kąpieliska. Niestety Rożnów bardzo zanieczyszczony, dlatego też skończyło sie na jakimś dzikim stawie 20 km dalej

Dwóch odważnych śmiałków podjęło sie pływania w tej zamulonej wodzie... na całe szczeście żaden gronkowiec ich nie zaatakował

. Po wyjściu z wody wszyscy poczuli niesamowity głód dlatego też zapadła decyzja, że zatrzymujemy sie na obiad o godz 12

w Nowym Sączu. Oczywiści szlachta z Krakowa wybrała sie do Domu Pierogów mieszczącego się w nowosądeckim Ratuszu -> troche niepasowaliśmy swoim strojem do wyglądu tej restauracji ale to nic

. Później krótki spacerek po rynku w poszukiwaniu chłodnego picia i dalsza podróż (co się okazało w Nowym Sączu na rynku nie ma sklepu z porządna lodówką i ogólnie bida z nędzą). Po niespełna godzinie drogi meldujemy się w Gorlicach. Tutaj również wszystko jak za czasów PRLu, chociaż smaczne lody mają.

Krótki postój na rynku i znów zbieramy się w dalszą drogę. Troszkę zniechęceni wizytami we wcześniejszych miejscowościach postanawiamy się już nie zatrzymywać w Jaśle tylko obrać kierunek prosto na Krosno. Po drodze mijamy malownicze miejscowości o bardzo zabawnych nazwach "ZIMNA WODA itp"

i o godz 15.45 meldujemy się pod halą MOSiRu w Krośnie. Oczywiście czas przed meczem umilamy sobie piwkiem a niektórzy kolejnym obiadem. Oczywiście jako pierwsi kupujemy bilety - numery 1,2,3,4. Tuż przed godzina 17 postanawiamy sie wbić na halę, gdyż nasze dziewczyny zaczęły rozgrzewkę, jednakże tak szybko jak na nią weszliśmy zostajemy wyproszeni gdyż obawiano się abyśmy nie rozpraszali naszych dziewczyn. Dlatego też siedzimy tuż przy wejściu do hali, kilka zdjęć wchodzących na halę Estonek i po kilku minutach znów próbujemy się wbić na rozgrzewkę. Tym razem nam się udało i jesteśmy pierwszymi osobami na hali - ku naszemu zdziwieniu gdyż było już 35 minut do meczu. Sam mecz stał jak wszyscy wiedzą na niskim poziomie - gdyż rywal bardzo mało wymagający. Na hali około 100 kibiców w większości stare dziadki i ludzie z zaproszeniami... jedynie 2 kolesi wiekszych gabarytowo - jednak myśle że wracali oni z pobliskiej siłowni

i po prostu wpadli z ciekawości na halę. Wynik jak wszyscy wiedzą 92-27... i chyba więcej o meczu nie ma co pisać bo był on naprawdę bez historii. Po meczu wizyta w knajpce przy hali na kolejne piwko, która była niezwykle udana, gdyż po kolacji swoją obecności zaszczyciły nas EDYTA BŁASZCZAK, ANIA WIELEBNOWSKA i MAGDA RADWAN. Rozmowa przebiegała bardzo sympatycznie, Koziorowicz coś chciał zażartować ale mu nie wyszło ... Około 21 dziewczyny nas opuszczają i wyruszamy w drogę powrotną. Jeszcze krótki postój w Krośnieńskim MC Donaldzie - oczywiści któś musiał narobić bydła i wylać całego Shake - ale to nic, wkońcu za sprzątanie też im płacą

. Tym razem obieramy trasę na Tarnów. Jednak zmęczenie juz tak wielkie, że postój u naszych przyjaciół jest niemożliwy. Droga powrotna bez żadnych przystanków i tuż po 24 jesteśmy w Krakowie. Ogólnie podsumowując wyjazd bardzo uadny, fotki z tego co widziałem zajebiste...i warto było poświećic ten calutki dzionek, choćby dla tej rozmowy z naszymi WIŚLACKIMI GWIAZDKAMI

[/b]