"Chryzantemy złociste w półlitrówce po czystej" czyli ŁKS zdobywa dziki zachód
Na wezwanie bialo-czerwono-bialego sztandaru stawia sie w sobotnie przedpołudnie na hali ŁKS 22 kumatch ( w tym Lans Ekipa) młodych, szukających wrażeń mężczyzn. Przed godz 12 wesoly bus odjeźdża w kierunku Leszna. Droga mija głównie na spożywaniu napojów procentowych (piwa, wina "Columbus", drinków pomidorowch i wódy)

Z racji parcia na pęcherz dośc często robimy przystanki. Im bliżej Leszna tym klimat w busie jest coraz bardziej gorący, na szyjach pojawiaja sie barwy, z wymęczonych już nieco gardel coraz częsciej slychać tradycyjne Elkaesiackie pieśni. Latwo odnajdujemy halę, wysypujemy się z busa i rozpoczynamy darcie ryja celem wychwalania Lódzkiego Klubu Sportowego. Na hale wchodzimy na pelnej korbie żeby nie powiedzieć k...wie zarzucając "Jesteśmy zawsze tam...". Społeczenstwo miejscowe nieco zaskoczone w trymiga oddala się z sektora który upatrzylismy sobie do aneksji. Wlasciwie jesteśmy u siebie. Ludność w Lesznie przychodzi na mecze dośc licznie (z 700 glów bylo na pewno), ale oprócz liczby nic nie zasluguje na pochwałe. Doping to raczej pojęcie nieznane w Lesznie, zero młyna, zero szalików (tzn my nie widzieliśmy), na szczęście brak równiez deseczek i trąbek. Jednym slowem kibicowska pustynia. Nie brakuje za to pikników w wieku przerożnym. Kilku malych brzdąców (8 lat na oko) śpiewa w naszym kierunku "Czesc czesc czesc miasto wita wieś"

Faktycznie leszczyńska metropolia ścieła nas z nóg

Cały sektor LKS zarzuca natychmiast (Prosimy was nie bijcie nas!

). Oprócz gowniarzy cos tam w naszym kierunku pokazuje rowniez dwóch lysych napinaczy. Po meczu kolega C z kolega L. udają sięw ich kierunku z propozycją wymiany zdań pod hala jednak leszczynscy junacy szybko rezygnują z "pogawędki" z LKSem. W Wcecie zrywamy jeszcze wlepki AZSu Poznan (maja chlopaki pecha że zawsze jeździmy po nich

).Na meczu hmmmm zarzucamy tradycyjne kawałki. Doping non stop z naszej strony, choć jak na nasze możliwości marna trójczyna. Na tle polskich hal dobra czwórka, ale przy takim rywalu jak widzowie z Leszna czy Polkowic to żadna satysfakcja (W Lesznie ludnośc zrywa sie do dosc drętwego "Du-da! Le-szno! tylko wtedy gdy gospodynie wychodzodzą na prowadzenie. Gdy tylko je tracą ludnosć milknie momentalnie. Po meczu dziekujemy dziewczynom, one nam. Potem oddalamy się do busa i ruszamy w drogę. Pól godziny za Lesznem robimy przerwe na wyżerkę w symaptycznym zajeździe. ZAmawiamy co sie da i spijamy browary. Nieoficjalnie oblukujemy parking gdzie obcina nas dwóch kolesi w furze, skąd byli i czy interesowala ich nasza ekipa nie wiadomo... W tym czasie kolega C. znakuje zabudowania

aby kazdy wiedział kto zatrzymal się w restauracji

Dalsza pdróż to już szereg hitów biesiadno-ełkaesiackich w tym wyjazdowy top "Chryzantemy zlociste". Bez większych przygód (pani w kaliszu na stacji paliw nie chciala pomimo usilnych nagabywań pojechac z nami do Łodzi, podobnie przechodzace obok lasencje). docieramy do Lodzi gdzie meldujemy sie przed 24.