13.01.2007
Wisła Kraków - Włókniarz Pabianice
Pierwszy wyjazd w nowym roku. Przystąpiliśmy do niego niemal z marszu. Były co prawda wcześniej jakieś nieśmiałe rozważania by pojechać do Krakowa w większym, bardziej zorganizowanym gronie jednak opcja ta szybko upadła. Skorzystaliśmy zatem z zaproszenia kolegi Pawła i pojechaliśmy jego bolidem w czterech. Podróż spokojna, spijamy sobie browarki i co jakiś czas tylko zerkamy na "zegar" naszego bolidu. Hmm.... było nieźle

a nasz drajwer ma talent do prowadzenia

. Podróz minęła bardzo szybko. W samym Krakowie troszkę pobłądziliśmy. Omineliśmy odbicie na ul. Reymonta, ale całe szczęście że szybko się zorientowaliśmy i wróciliśmy na właściwą trasę. Po dotarciu na miejsce od razu wchodzimy na halę i udajemy sie do knajpy "U Wiślaków". Zamawiamy browarki, dosiadamy się do Zbyszka Grzanki i dyskutujemy sobie spokojnie. Muszę przyznać, że obecny wystrój tego lokalu bardzo przypadł mi do gustu, o wiele lepiej to wszystko wygląda niż 3-4 lata temu gdy byłem tam ostatnio. Gdy zbliża się godzina rozpoczęcia meczu kończymy napoje i udajemy sie na halę. Siadamy za naszą ławką. Od początku nie kryjemy się skąd przyjechaliśmy. Bijemy brawa naszym zawodniczkom, podczas osobistych wyklaskujemy "rakietę". Humory nam dopisują a dodatkowo umacnia je nadspodziewanie dobra postawa naszych koszykarek. W przerwie meczu wychodzimy na dymka a gdy wracamy na halę "zaczepia"

mnie jeden z Wiślaków. Już myślałem że będzie jakieś "halo"

ale okazuje sie ze jest to Osesek. Zaczynamy rozmowę, po chwili dołącza do nas Marco jednak zbliża się rozpoczęcie drugiej odsłony meczu więc umawiamy się na pogawędkę po meczu. W drugiej połowie w dalszym ciągu klaszemy i cieszymy się po punktach naszych koszykarek, niestety, końcówka meczu decyduje o naszej porażce.
Słowo o kibicach Wisły. Jeżdżę już ładnych parę lat po Polsce i stwierdzam że w latach dwutysięcznych na koszykówce kobiet nie widziałem - nie słyszałem lepszego dopingu!!! Młyn Wisły chyba coś około 150 osób, doping nonstop, chóralne śpiewy, super zabawa jednym slowem!!! Wrażenie na mnie zrobiły przedewszystkim pieśni: "Tylko Ty", "Eintracht" (to po naszemu a Wiślacy chyba ten kawałek tytułują "HSV"?? ) oraz .... no właśnie, nie wiem jak nazywacie tą pieśń

widziałem to jakoś niedawno na jakimmś filmiku w wykonaniu bodajże PAO

(zapewne wiecie o co mi chodzi

) Warto dodać że pod koniec meczu do dopingu podłącza sie cala hala i wówczas już jest bardzo konkretny kocioł. Po meczu zgodnie z ustaleniami kontynujemy rozmowę rozpoczętą w przerwie. Dołączają do nas także Ann i Bartolino, którzy jednak po kilkunastu minutach muszą nas opusćić. Żegnamy sie i udajemy się do knajpy "U Wiślaków" gdzie również kolacje spożywają nasze koszykarki. Przy złocistym konwersujemy sobie spokojnie, jednak gdy koszykarki szykują sie do wyjścia my także musimy się zbierać, gdyż w drogę powrotną udajemy się razem z drużyną autobusem (nasz kierowca nie wracał do Pabianic tylko gdzie indziej

). Podróz z koszykarkami spokojna, sączymy sobie kolejne browarki i prowadzimy różnorakie dyskusje. Razem z Boczkiem miałem niezły ubaw z Gienka, który na kolejnym wyjeździe sie opił i zapadł w sen
W Pabianicach meldujemy się jakoś przed pierwszą w nocy i udajemy się z Kowalikiem, który na nas czekał do knajpy na "analizę"

meczu. do domu dotarłem bardzo późno
W sumie wyjazd fajny, sporo wrażeń.
P.S. Taka refleksja mnie naszła. Młodzi kibice Włókniarza powinni udać siędo Krakowa i popatrzeć jak sie należy bawić na meczach. Wtedy już będziecie wiedzieć dlaczego ciągle jestem niewpełni zadowolony z Waszych poczynań.