"NIESPODZIANKA 2007"
Generalnie były plany zeby jechac lecz im blizej do wyjazdu tym mniej było osob. Oficjalnie mieli nas reprezentowac Simon z Lans Rodzina i Kolwies. Reszta z racji "edukacyjnych" (Lisu, Mikey, Kozioł i Kanidzia) oraz zdrowotnych (EL) odpuszczała ten wyjazd. Jednak w piatkowe połołudnie okazuje sie ze Kanidzia zmienił plany wiec krotka rozmowa przez telefon i .....jedziemy! Spotykamy sie o 22 na Fabrycznym i zaczynamy długa i zmudna wycieczke. O tym ze jedziemy wiemy tylko my

. Z Fabrycznego docieramy do Koluszek gdize mamy 1,5 godzinna przerwe na przesiadke. Poniewaz jedzie z nami Jan III Sobieski, długo nie pozwalamy pozaostac mu w stanie nienaruszonym

W miedzyczasie obserwojemy interwencje Sokistow (o tych frajerach jeszcze pozniej) na kilku zanietrzezwionych obywatelach - hitem jest tekst "-Jedziemy z kolega do Skierniewic albo Tomaszowa Mazowieckiego......gdzies w tamtym kierunku"
O godzinie 00-37 zjawia sie nasz dylizans, wbijamy sie do niego pomagajac pewnej niewiascie nosic torbe w poszukiwaniu przedziału, ostatecznie londujemy w wagonie......... dla rowerow
Podroz umilamy sobie oproznianiem 0,7 Janka III S. W Radomsku napawamy sie widokiem lokalnego dworca kiedy to podbija sokista i wypisuje mi mantat w wysokosci 50zł za palenie przy oknie, w tym miejscu chciałbym zyczyc owemu gamoniowi metrowego kija w....

.
Po akcji z SBeckim sokista kontynuujemy podroz a w miedzyczasie regenerujemy sie snem. Na wysokosci Wałbrzycha konczy nam sie Janek III, wiec zamiast wody ognistej spijamy wode mineralna i jednoczesnie docieramy do Jeleniej Gory. Wg wikipedii JG jest najdłuzszym miastem w Polsce, troche nas to zasmuciło poniewaz pani w kiosku skierowała nas na druga strone miasta po pytaniu Kanidzii dotyczace pewnej ulicy. Wczesniej jednak probujemy dostac sie do centrum i zwiedzic rynek. Gdy jestesmy juz na rynku, naszym kolejnym celem staje sie jakas kawiarnia w celach wypicia kawki. Poszukiwania sa zmudne i ostatecznie londujemy w jakiejs restauracji ( nazwe pamietał CUKIERKOWY FANATYK

) Zamawiamy po kawie i w oczekiwaniu postanawiamy skorzystac z WC ( w owym przybytku znajduje sie odswiezacz powietrza o bardzo miłym zapachu

). Gdy wychodze z toalety, okazuje sie ze oprocz kawy Kanidzia domowił jeszcze 2x 50 ml. Cecha charakterystyczna lokalu było tło muzyczne, przez godzine na przemian słychac było "Jolka Jolka" - Budki Suflera oraz "Kocham Cie kochanie..." Maanam'u . Lokal tak bardzo przypadł nam do gustu, ze postanowilismy spedzic w nim troche wiecej czasu... jakies 3-4 godziny. Po jakims czasie postanawiamy sie czesciowo ujawnic - Lisu dostane MMS'a z wizerunkiem naszego stołu a Kozła informujemy rozmowa telefoniczna gdize sie znajdujemy. Po 7 kolejce okazało sie ze brakuje w lokalu kieliszkow

- wszystkie stały sobie w rzedzie na naszym stole

. Pijemy 8 kolejke, regulujemy rachunek, wreczamy włascicielce nasze vlepy i startujemy w miasto. Najpierw pytamy ok 20 niewiast, gdzie znajduje sie bankomat

, po wypłaceniui przez Kanidzie kasy szukamy ulicy gdzie powinien odbywac sie mecz. Przechodzace dziewczeta sa proszone o pomoc, jedna dostaje od Kanidzii tulipana ktorego zakupił w kwiaciarnii.... gdzie pytał sie o wsominana ulice

:lol: . Jestesmy juz blisko "naszej" ulicy,spontanicznie zakupuje w slepie osiedlowym Szampana

. Znajdujemy Tesco, Kanidzia zakupuje flaszke i CUKIERKI i startujemy na hale jednoczesnie montujac wodke. Dzwonimy do Mikey'a , łaczymy sie rowniez z pociagiem do Szczecina gdize nasi jada na wyjazd piłkarski, ogolna fieta mimo padajacego deszczu i nagle..... okazuje sie ze adres ktory ma Kanidzia jest "trefny" dzwonimy do Simona, daje dobre namiary i taryfa podjezdzamy pod hale. Tam jeszcze szybko po jednym i mecz.
Na hali jest nas 7 osob, chyba 3 osoby w barwach, ( Podziekowania dla Simona za udosterpnienie mi szala) od czasu do czasu cos krzykniemy lub zaspiewamy, obowiazkowe "Kto nie skacze..." rowniez pojawia sie 3 kwarcie. Gospodarze - wg moich obliczen 20 osob czynnie dopingujacych plus jakies panny (w liczbie 6) w barwach ale chyba nei spiewały, wieszaja baner i bardzo fajnie dopinguja przez cały mecz. Po meczu standardowo dziekujemy koszykarka i zawijamy sie z hali. Zaczyna sie słynna akcja CUKIERKOWA

:lol::lol: . Dowiadujemy sie rowniez ze bedziemy mogli wrocic razem z druzyna - ZA CO SERDECZNIE, JESZCZE RAZ DZIEKUJEMY !!! Konczymy flaszke, i wracamy do Miasta Włokniarzy, docieramy o godzinie 3 nad ranem.... po prawie 30 godzinach wrazen

8)
Jedynym minusem na hali były Małyszowki, ale uzywane w sporadycznej ilosci i przez jakas dzieciarnie - wyjatkiem był jakis jegomosc zaraz nad nami z jakas pseudotrabka, naszczesnie nei naduzywał .....
Wyjazd nie do przebicia
CAŁE ZYCIE Z WARIATAMI !!!!