No to i ja pozwolę sobie wpisać swoje wrażenia z tego wyjazdu.
Wyruszamy we trójkę,tj. Gwynbleidd, Belfer i ja z Pabianice ok. 14.
Przejazd do Poznania bez uwag i "o suchym pysku"
Na Arene docieramy ok. 17. Posiłek w kawiarni i tu zonk-nie ma piwa-zakaz
Musimy pyski obetrzeć i 'na sucho" funkcjonować dalej
Po chwili pojawiaja sie pierwsi przyjaciele z Olimpii, a tuz przed meczem grupa juz jest silna
Poniżej jej skład:
Zaczynamy mecz. Jadziemy z dopingiem praktycznie cała kwartę pierwszą, ale to jakoś tak nie "wtenczas".
Do grupy dołoncza Żołnierz

(kibic w krawacie jest mniej awanturujący się

)
Z powodu braku "smarowania" grupa nie może złapać odpowiedniej "linii melodycznej"
Gra koszykarek nie "wstrząsa",a więc druga kwarta spędzona w innych "okolicznościach" przyrody
A mianowicie:
Druga kwarta nie została przez nas "zmarnowana"
Na trzecią wchodzimy już "odmienieni"
No i zaczynamy show
Jak już wcześniej pisał Belfer, jedziemy na dwa sektory
No i hit zarzucony przez Czarnego:
"Cała sala śpiewa z nami

WŁÓKNIARZ

"
No i chala lekko zgłupiała
Z dopingiem jedziemy równiutko cały meczyk.
W międzyczasie posilamy się płynami ustrojowymi w tym rewelacyjnym nektarem o nazwie "LECH PILS"
Kibiców AZS-u widać i też troche słychać, ale nie za głośno(może to wina wielkości Areny i odległości pomiedzy nami)
Po zakonczonym meczu żegnamy się z koszykarkami i obieramy kierunek na ...
...inna część Poznania
Prowadzą miejscowi.
Docieramy do niewielkiego, ale jakże przyjemnego, z miła obsługą, lokalu.
W tym miejscu chcę wyrazić wielki szacunek dla Seby, Czarnego, Wilsona, Mariana za gościnę.
Iście królewska
Zaczynamy rozmowy
Wątki są ciekawe i coraz ciekawsze
Wszystko to wygląda tak:
Niestety Gwynbleidd nie jest w stanie wszystkiego spamietać i zaczyna go troche "pobolewać" głowa, co w końcu przeradza sie w "niestrawność", a w finałowej części kończy sie wbiciem "różków w stół"
Trzeba chłopa poratować herbatką, która wypija, potem, jeszcze raz wypija tą samą, potem jeszcze raz
KMWTW
Te jazdy Michała nie przerywają nam ciekawych dysputów, aż w końcu, Michał odzyskuje przytomność i dokonuje szokujących wyznań , co nie tylko nas ,ale i inne osoby obecne w lokalu doprowadza do łez
Impreza sie rozwija, a czas nietety ucieka
Trzeba sie powoli żegnać
Z powodu wielkiej pomiędzy nami przyjaźni, oraz wielkiej ilości spożytego złotego nektaru(i nie tylko), pożegnania sa wylewne i długotrwałe
Po ich zakończeniu, wracamy do domu w wielkim smutku z powodu rozstania, ale plany mamy wspólne i ambitne
KMWTW
Po drodze Michał "niszczy" dwie reklamówki, ale wyznaje, że będzie żył
Na jednej ze stacji benzynowych za Poznaniem zatrzymujemy sie przy autokarze naszych koszykarek.Krótka pogawędka z dziewczynami, z Mają, ze Zbyszkiem "ojcem dyrektorem" i to wszystko co usłyszeliśmy nie nastraja pozytywnie na przyszłość pabianickiego basketu
Do Pabianic docieramy ok.1 w nocy i tu wycieczka sie kończy.
Tu zbudzony podstępnie ze snu Michał oświadcza, że z wyjazdu pamięta...
NIC
Albo bardzo niewiele
Podsumowując, po raz kolejny wielkie dzięki dla chłopaków i dziewczyny (Ani, o której zapomniałem wcześniej napisać-sory Aniu) za przyjęcie i gościnę
Bardzo mi było Was poznać
Na koniec pozwolę sobie wysnuc jeden ważny dla mnie wniosek ,który wyciągam po tym wyjeździe,otóż:
już nigdy nie przyjadę do Poznania,
nigdy,
ale to przenigdy...
jako kierowca
