Nie chciały walczyć
PKM Duda Super-Pol Leszno zakwalifikował się do play off i zrealizował przedsezonowy plan, ale poziom gry pozostawił wiele do życzenia.
Już na początku sezonu postawa leszczynianek budziła zastrzeżenia. Drużyna zlekceważyła zespoły z Brzegu i Jeleniej Góry. Zapanował marazm, dziewczyny jakby przestały wierzyć w swoje możliwości. Doszły problemy z Amerykankami. Trzy zupełnie się nie sprawdziły. Dopiero przyjazd Ashley Shields wlał w serca kibiców trochę nadziei. Atmosferę w klubie zepsuł konflikt. Monika Siwczak i Agnieszka Makowska oskarżyły trenera o mobbing. O sprawie mówiono w całej Polsce. Z koszykarkami rozwiązano kontrakty.
– Nasz ostatni mecz z ROW Rybnik był taki, jak cały sezon. W pierwszej połowie, zawodniczki nie podjęły walki. Przebudziły się dopiero, gdy miały nóż na gardle. W tym sezonie nie pomagały prośby, groźby, ostre rozmowy. Niektóre zawodniczki kompletnie zawiodły – ocenia trener Jarosław Krysiewicz.
Transferowe niewypały
Szkoleniowiec nie wymienia nazwisk koszykarek, które najbardziej zawaliły, żeby publicznie nie robić im przykrości. Po ostatnim meczu powiedział w szatni, że ten sezon, w szczególności postawa dziewczyn, dały mu dobrą lekcję poglądową i zdobył doświadczenie, którego nie zdobyłby na żadnym cenionym uniwersytecie. Leszczynianki miały grać żywiołową i spontaniczną koszykówkę, ale nic z tego nie wyszło. Działacze przyznali po ostatnim meczu, że drużyna rozczarowała. Niektóre koszykarki zadowoliły się wysokimi kontraktami i nie zawsze pracowały z pełnym zaangażowaniem. Wyjątki, to takie mecze, jak chociażby z Wisłą Can Pack Kraków i Energą Toruń.
Krysiewicz nie ucieka od odpowiedzialności. Trener budował drużynę. Sprowadził do Leszna zawodniczki, które zaproponował władzom klubu. One miały osiągnąć sukces. Teraz uczciwie przyznaje się do błędów. Mimo słabego wyniku uważa, że drużyna pod względem sportowym, oceniając indywidualne możliwości poszczególnych koszykarek, była mocniejsza od zespołu, który w poprzednim sezonie zajął 4. miejsce.
– Co z tego, skoro nie chciały walczyć. Na boisku brakowało zaangażowania i determinacji. Zespół nie posiadał liderki, która pociągnęłaby koleżanki do walki. Taką zawodniczką była u nas Daria Mieloszyńska, ale odeszła do Polkowic – wylicza mankamenty drużyny Krysiewicz.
Spoczęły na laurach
– Może gdyby zostały z nami do końca Amerykanki, to moglibyśmy wygrać z Ineą AZS Poznań i ROW Rybnik. Piąte miejsce znajdowało się w naszym zasięgu. Zwłaszcza końcówka sezonu i postawa drużyny w dwumeczach o miejsca 5-8 bardzo mnie rozczarowała. Niektóre koszykarki swoim poziomem gry nie zasłużyły na kontrakty, jakie mają w naszym klubie – twardo stawia sprawę prezes Stefan Pielech, który jeszcze na finiszu ligi wierzył w zdobycie 5. lokaty.
Amerykanki wyjechały wcześniej z Polski z uwagi na pogarszającą się sytuację ekonomiczną. Włodarze klubu szukając oszczędności w pierwszej kolejności rozstali się z Shields i DeTriną White. Obie miały płacone w dolarach i gdy kursy walut poszły w górę zaczęły się kłopoty. Sytuację finansową udało się uratować, chociaż niewielkie zobowiązania czekają na uregulowanie. Koszykarki ostatnie wypłaty otrzymają w maju. Większość dziewczyn do końca kwietnia posiada ważne umowy z klubem.
Biją się w piersi
Zawodniczki podzielają zdanie działaczy. Przyznają im rację, bo same liczyły na lepsze wyniki. Wpływ na wyniki miała atmosfera w klubie. Nie była ona najlepsza. Drużyna targana konfliktami nie mogła skupić się na graniu. Większość koszykarek jeszcze nie zdecydowała o swoich planach. Przed nimi rozmowy z działaczami. Ale już dziś wiadomo, że może dojść do małej rewolucji kadrowej.
– Chcemy mieć w zespole dziewczyny, które pragną się rozwijać i takie, które zostawią serce na boisku. Niewykluczone, że zmienimy kadrę dosyć mocno. Dużo zależeć będzie od wyniku rozmów z naszymi koszykarkami, znalezieniem nowych i od sytuacji finansowej klubu – wyjaśnia trener Krysiewicz.
W sprawach personalnych na razie nie zapadły żadne decyzje. Trener znalazł kandydatki do gry w Lesznie. Podobno z jedną osiągnęli wstępne porozumienie. Dwie następne koszykarki też akceptują propozycję gry w Lesznie. Jeśli negocjacje zakończą się pomyślnie, to – jak powiedział szkoleniowiec – może być niespodzianka dla kibiców. Na konkrety za wcześnie. Dwuletnie kontrakty posiadają Żaneta Durak i Dominika Nawrotek, więc obie raczej zostaną. Postępy poczyniła środkowa Joanna Czarnecka. Po urodzeniu dziecka wróciła do formy Aleksandra Drzewińska. Z pozostałymi nie wiadomo, co będzie. Edyta Krysiewicz zastanawia się nad zakończeniem kariery. Katarzyna Krężel leczy kontuzję. Skrzydłowa jeszcze nie zdecydowała o swojej przyszłości.
Będą zmiany
Prezes Pielech wyliczył, że wydatki w tym sezonie wzrosły o 30-40 procent w porównaniu z poprzednim. Przede wszystkim w powodu rosnącego kursu dolara. W weekend możemy spodziewać się pierwszych decyzji personalnych, gdyż zbierze się zarząd klubu. Działaczy w przerwie między sezonami czeka intensywna praca. W planach mają rozmowy ze sponsorami. Chcieliby dalej współpracować z PKM Duda, Super-Pol i Urzędem Miasta oraz wszystkimi pozostałymi sponsorami. Może znajdą się nowi, którzy pomogą w utrzymaniu zespołu.
– Zmiany w drużynie na pewno będą. Rozstaniemy się z zawodniczkami, które zawiodły, a mają u nas naprawdę dobre uposażenie. Dzisiaj nie mogę powiedzieć, jak będzie wyglądał skład w następnym sezonie. Nie odpowiem, czy będzie jedna czy dwie Amerykanki. Będziemy rozmawiać ze sponsorami. Dużo zależy właśnie od możliwości finansowych klubu – tłumaczy prezes klubu.
Zawodniczki znajdują się w okresie roztrenowania. Trener z działaczami chcą do 10 maja skompletować drużynę. Przygotowania do następnego sezonu prawdopodobnie zostaną wydłużone o jeden miesiąc.
www.panoramaleszczynska.pl