zawodniczka pisze:(...)niezle zagrala szpila Kae i Tyszkiewicz a takto zero(...)
Mam zupełnie inne zdanie na temat gry Krupy. Natomiast wyróżniłabym jeszcze Pałeczkę. Reszta - dno? Hmm... Za mocno powiedziane chyba. Raczej bardzo przeciętnie.
Uważam, że na rozgrywaniu sobie nie radziła. Dobrze, że chociaż pod koniec penetrowała i sama coś trafiała. Ale to co robiła, z ustawieniem gry miało niewiele wspólnego.
Nie wiem np dlaczego zeszła Sylwia. Dała się Nowackiej - to fakt (i wtedy był remis po 66), ale żeby od razu schodzić? Dlaczego Syla nie ma takiego kredytu zaufania jak Beata? Kiedy Ona (Krupa) miała 3 straty (dwa podania w nogi i jeszcze coś tam - w I połowie), to nie zeszła. Trener przymknął oczy i grała.
Był tesh moment, kiedy obie były na parkiecie. Ale Syla znów na dwójce, a tam raczej nie pokieruje zespołem.
Przepraszam, być może faworyzuję Sylwię, bo jest tutaj dłużej, ma się większe przywiązanie. Ale - kurdę - Krupa od pewnego czasu nie radzi sobie na jedynce, no. Może właśnie Ją próbować ustawiać na dwójce?
Heh, no ja już sama nie wiem...
--------------------------------
A co do meczu tak w ogóle. Nawet nie wiem, co napisać. Prowadziliśmy, byliśmy lepsi prawie w każdym elemencie. Skuteczność wreszcie przyzwoita, walka na tablicach dobra, bloki uruchamiane. I w plecy !! Tak strasznie frajersko !! Tak na własną prośbę !! !! !!
Na konferencji trener stwierdził, że przyczyną porażki były straty. Na moje pytanie (a w zasadzie zarzut), że to pewnie jakaś dekoncentracja, zabawa, nieszanowanie piły, odparł, że wcale nie. Że zespół się nie zdemobilizował ani zdekoncentrował. Że to te głupie błędy i straty właśnie. Że być może ranga zawodów, świadomość o co jest gra, nasze tak przytłoczyła, ręce zaczęły się trząść. Hmm... Ale czy przy prowadzeniu nawet ponad 10 pkt (37:23 w II kw; 57:44 w III kw oraz 64:55 w IV kw) można mówić o jakimś większym stresie spowodowanym prestiżem meczu? Kurczę, wtedy to trzeba rywala docisnąć, dobić !! !! !!
Ja chyba będę obstawać przy swoim - że po prostu nie szanowaliśmy piłki, bawiliśmy się z CCC, zamiast je dobić, a potem przyszedł stres jak Nowacka wyrównała na 66 i wtedy ręce się trzęsły.
Heh, no nic. Trzeba szybciorem zapomnieć o dzisiejszym meczu. Jutro grać swoje tak, jak dzisiaj, ale DO KOŃCA !! !! !! A rywala dobijać, by nie miał ochoty się podnieść i walczyć.