Według Twojego toku myślenia połowa meczów w młodzieżowej koszykówce jest ustawiona.
To może nie do końca tak właśnie jest, ale są przypadki, wynikające z przebiegu turnieju, które dają możliwość "ustawienia" dalszej rywalizacji. Daleko pamięcią sięgać nie trzeba, półfinał MPJ rok temu w Ostrowie. Faktem jest i to niezaprzeczalnym, że Ostrovia mogła o swoje sprawy sama zadbać, jednakże trudno tak w stu procentach przyznać, że mecz miedzy Pabianicami i Pruszkowem był clear. Wrażenie mam niemal identyczne jak Winrich - Pruszków, który ograł bez większych problemów dwa zespoły, nagle od trzeciego dostał pierwszą kwartę 13-ma punktami, do przerwy przegrywając 19-ma, a w międzyczasie (nie pamiętam teraz czy w 2. czy w 3. kwarcie) przewaga Pabianic wynosiła grubo ponad 20 pkt. Ostrovia miała po meczach z Pabianicami i Pruszkowem bilans -3 małych punktów a Pabianice przed tym meczem -9. Do awansu więc było potrzebne albo zwycięstwo Pruszkowa, albo wygrana Pabianic z tym, że nie więcej niż sześcioma punktami bądź nie mniej niż 16-ma (wtedy Pruszków miałby -4). Traf chciał, że zakończyło się na dwunastu punktach... i przebieg meczu był niemal identyczny jak w opisywanym wyżej przykładzie. Po prostu wierzyć mi się nie chciało, że zespół ten nagle stanął w miejscu i przez dwadzieścia minut statystował na boisku (zdobywając w ciagu dziesięciu minut pięć punktów!). Odniosłem wrażenie, że Pruszków nie chciał tego meczu wygrać, a z drugiej strony był pewny siebie, że nie przegra więcej niż 16-ma oczkami... Inna sprawa, że obie drużyny miały w takim a nie innym wyniku swój interes (znacznie większy oczywiście Pab-y).
Po raz kolejny jednak zwracam uwagę na to, iż Ostrovia mogła sama rozstrzygnąć sprawę. Co by jednak nie mówić, jakiś tam niesmak pozostał, choć oczywiście nikogo o nic nie posądzam. Mówię tylko jak wyglądał przebieg decydującego meczu i w jakich okolicznościach się to odbywało.