- Zagrać w finale w Gdyni, w hali, którą większość zawodniczek znała tylko z telewizji to była wielka sprawa. Jest ogromna radość z wielkiego sukcesu, ale i troszkę żalu, bo złoto było w zasięgu ręki- powiedział trener juniorek starszych AZS PWSZ Robert Pieczyrak.
W drugim finale mistrzostw Polski U-20 gorzowianki znów sięgnęły po srebrny medal. Finałowe spotkanie AZS PWSZ przegrał z MUKS Poznań 68:79. Opiekun naszej drużyny przekonuje, że w tym roku o sukces i miejsce na podium było zdecydowanie trudniej niż w poprzednim sezonie.
Ireneusz Klimczak: Zespół juniorek starszych jechał do Gdyni po medal. Rok po roku zagrał w finale i obronił wicemistrzostwo Polski. Po ostatnim meczu z Poznaniem była tylko radość, czy jednak także mały niedosyt?
Robert Pieczyrak:I jedno i drugie. Ogromna radość, bo wielu marzy o grze w ścisłym finale. Tuż po meczu było także trochę żalu, gdyż mistrzostwo było naprawdę bardzo blisko. Nie byliśmy gorsi od rywalek. Zadecydowały brak ogrania i mniejsze doświadczenie boiskowe naszych najmłodszych zawodniczek.
Który ze srebrnych medali juniorek starszych było trudniej zdobyć?
- To były zupełnie inne finały. W ubiegłym roku wygrywaliśmy u siebie. Odnieść sukces na wyjeździe jest dużo trudniej. No i poziom imprezy był o wiele wyższy. Podkreślali to wszyscy obserwatorzy turnieju, także trenerzy drużyn ekstraligowych. Pokazało się wiele zawodniczek z roczników docelowych, czyli dziewiętnasto i dwudziestolatek. Grając na poziomie z poprzednich mistrzostw nie mielibyśmy szans na awans do czwórki.
Emocjami z waszego półfinału z Orłem Polkowice można by obdzielić wiele spotkań ekstraklasy.
- Gdy wygrywa się po dogrywce to więcej szczęścia musi być po twojej stronie. Zagraliśmy jednak także konsekwentnie i mieliśmy szerszy skład. To zaprocentowało w decydujących fragmentach tego niesamowitego spotkania. Kto wie, czy nie byliśmy współautorami najatrakcyjniejszego widowiska ostatnich lat w kategoriach młodzieżowych. Pewne jest, że to były nasze najlepsze zawody, które zagraliśmy w ciągu minionych trzech lat. Jak na dłoni było widać jaki zrobiliśmy postęp.
Na dwa ostatnie spotkania gdyńskiego turnieju do drużyny dołączył trener seniorek Dariusz Maciejewski. Chyba przywiózł trochę szczęścia.
- Przede wszystkim wsparł zespół mentalnie. Pokazał zawodniczkom, że nie grają dla siebie. Mają za sobą klub i kibiców [fani AZS PWSZ pojawili się w Gdyni na finale - przyp. red.]. Ludzi, którzy bardzo interesują się ich losami. Nie ma lepszej promocji przed pierwszym trenerem jak dobra gra na boisku w tak ważnych meczach. Dla najlepszych, ciężko pracujących, drzwi do seniorskiej drużyny na pewno będą otwarte.
Czy ten sukces pociągnie za sobą powołania naszych zawodniczek do reprezentacji Polski U-20?
- Zdecydowanie swoją przydatność do kadry młodzieżowej potwierdziła Asia Zalesiak. Innym wykazać było się trochę trudniej, bo w naszej grze stawiamy przede wszystkim na zespołowość, a wtedy nie wszystko co jest naszą siłą da się wyczytać w statystykach. Bardzo ważną rolę w młodszej kategorii, wśród 18-latek będzie także pełnić Agnieszka Kaczmarczyk.
W ubiegłym roku srebro, teraz srebro. Czy w następnym sezonie gorzowska drużyna juniorek starszych będzie na tyle silna, aby spróbowała zrealizować powiedzenie: do trzech razy sztuka?
- Dwie zawodniczki kończą właśnie wiek juniora starszego, kilka innych zastanawia się, czy nie postawić tylko na naukę. Liczę jednak, że rewolucyjnych zmian w składzie nie będzie, a sukces da nam wszystkim dużą motywację do pracy. Przecież właśnie dzięki sumiennym treningom zrobiliśmy tak duży postęp. Z pięcioma srebrnymi medalistkami ambitny cel mamy do zrealizowania jeszcze w tym sezonie. W maju chcemy z powodzeniem zagrać w finałach mistrzostw Polski dla osiemnastolatek.
ONE ZDOBYŁY SREBRO
Joanna Zalesiak (rocznik 1988, średnio 24,8 pkt, 52 proc. z gry, 4,4 as., 6,6 zb., 2,8 prz.): kapitan zespołu w najważniejszych spotkaniach grała fantastycznie, została najlepszą strzelczynią imprezy, udowodniła przede wszystkim sobie, że dokonując mądrych wyborów ma pełne prawo wywalczyć sobie pewne miejsce w podstawowym składzie ekstraklasowej drużyny.
Katarzyna Strzelecka (1989, 2,4 pkt, 5 as., 2,8 zb., 2,2 prz.): pierwszy sezon i pierwsza duża impreza w roli podstawowej rozgrywającej były dla niej dużym przeżyciem, zdobyte doświadczenie na pewno już wkrótce mocno zaprocentuje.
Aleksandra Pietraszek (1987, 6 pkt, 2 as., 1,4 prz.): przychodząc do Gorzowa ze Zgorzelca przeżyła z drużyną juniorek starszych wspaniałą przygodę i wywalczyła życiowy sukces, tylko od niej zależy, czy nadal będzie ciężko pracować i przebije się na poziom ekstraklasy, bo smykałkę do koszykówki ma.
Agnieszka Kaczmarczyk (1989, 18,6 pkt, 51 proc. z gry, 13,8 zb., 1,8 prz.): dużo młodsza od rywalek, a już gwiazda MP, wielkie serce do gry i ogromne możliwości w grze podkoszowej (20 zbiórek w finale), dobre panowanie nad piłką, seniorski zespół AZS PWSZ będzie miał z pozyskanej kilka miesięcy temu ze Szczecina koszykarki dużą pociechę.
Emilia Rutkowska (1988, 4,6 pkt, 3,2 zb.): mama Helena była gwiazdą Stilonu, Emilia jest nominalną silną skrzydłową lub środkową, ale najchętniej rzuca z dystansu, bez jej pomocy nie byłoby srebrnego medalu.
Agata Chaliburda (1988, 5,4 pkt, 7,2 zb.): po przenosinach w 2004 r. z Białej Podlaskiej do Gorzowa środkowa z roku na rok robi duże postępy, jej 188 cm wzrostu bardzo przydaje się w walce pod koszami, jeśli nabierze większej pewności siebie to na pewno zaistnieje także w dorosłej koszykówce.
Alicja Molska (1988, 2,6 pkt, 2.4 as.): kolejna zawodniczka dzięki której AZS PWSZ miał szeroki i równy skład, bardzo dobrze wywiązywała się z roli zmienniczki na pozycji numer jeden, bez niej wicemistrzostwo Polski nie przywędrowałoby do Gorzowa.
Justyna Maruszczak (1990, 7,8 pkt, 48 proc. z gry, 1,8 prz.): pierwszy rok juniorka ma ogromne możliwości i duży talent do koszykówki, w Gdyni było jeszcze widać brak ogrania na poważnej imprezie, liczymy na eksplozję jej możliwości podczas zbliżających się decydujących spotkań w kategorii U-18.
Claudia Trębicka (1990, 6 pkt, 3,4 zb.): bez jej bardzo dobrej gry w półfinale i trzech „trójek” nie pokonalibyśmy Polkowic, najmłodsze trochę przerosła stawka finałowej rozgrywki, co się jednak odwlecze...
Marika Horyń (1987, 3,4 pkt, 2 zb.): kończy wiek młodzieżowca drugim medalem mistrzostw Polski, w Gdyni dawała wartościowe zmiany środkowym, potrafiła zdobyć w jednym meczu 11 pkt.
Patrycja Mazurczak (1988): gwiazda ubiegłorocznego finału, niestety zmagająca się z wielkim pechem, długo leczyła kontuzję i nie zdążyła dojść do „srebrnej” formy, za rok nadal jednak będzie juniorką starszą i znów ma szansę grać w AZS PWSZ pierwszoplanową rolę.
Magdalena Iwanowicz (1989): juniorka grała w Gdyni niewiele, dla skrzydłowej, dla której nie ma na boisku straconej piłki, najważniejszą imprezą w tym roku będzie rywalizacja w kategorii U-18.
Ewa Brałko (1988): przez kontuzje nie załapała się do turniejowej „dwunastki” i w Gdyni pomagała drużynie z ławki rezerwowych, za rok koniecznie chce powalczyć o ostatni młodzieżowy medal na boisku, po dwóch srebrach trzecie ma być złoto.
dane statystyczne zawodniczek na podstawie obserwacji robionych z zapisów wideo
Ireneusz Klimczak Gazeta Wyborcza[/url][/list][/list][/quote][/code]
Dwa zupełnie inne srebra juniorek starszych AZS PWSZ Gorzów
Moderator: Moderatorzy
Wróć do „Koszykówka młodzieżowa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości