: 07 kwietnia 2009, 11:57
Czy w Poznaniu dojdzie do połaczenia dwóch koszykarskich klubów? W poniedziałek działacze INEI AZS oraz MUKS spotkali się u zastępcy prezydenta miasta Macieja Frankiewicza. Później pomysł fuzji został przedstawiony radnym z Komisji Sportu. Co może przeszkodzić realizacji tej idei? Sposób finansowania klubów przez miasto i... brak czasu.
To, że Poznań ma dwie drużyny w ekstraklasie koszykarek, jest na skalę ogólnopolską czymś niezwykłym. W żadnej z liczących się dyscyplin halowych nie ma takiej sytuacji. Tyle że stolicy Wielkopolski nie stać na finansowanie dwóch ekip w najwyższej klasie rozgrywkowej - obie zaliczają się do średniaków, na walkę o medale nie ma mają szans. Na dodatek połowę ich budżetów stanowią pieniądze miejskie. Konflikty rodzi także podział środków, bo Inea-AZS dostaje ich dwa razy więcej od MUKS, choć w tabeli jest niewiele wyżej. W poprzednim sezonie akademiczki zajęły szóstą pozycję, MUKS był dziesiąty. Teraz MUKS skończył rozgrywki na dziewiątym miejscu, AZS będzie piąty lub szósty.
Dziś przed południem w Urzędzie Miasta spotkali się przedstawiciele obu klubów. W obecności zastępcy prezydenta Poznania Macieja Frankiewicza i przedstawiciela Wydziału Kultury Fizycznej i Turystyki Macieja Piekarczyka dyskutowali o połączeniu klubów. - Mamy wolę, aby tego dokonać, ale wolę to sobie można mieć. Czym innym są pieniądze - nie ukrywa prezes sekcji koszykówki w Inei-AZS Paweł Leszek Klepka. - Takie połączenie będzie miało sens tylko wówczas, gdy klub dostanie dotację w wysokości tej, jaką dostałyby oba kluby oddzielnie. Wtedy jest szansa, że po skonstruowaniu budżetu na poziomie co najmniej półtora miliona złotych, uda mu się powalczyć o czołową czwórkę - powiedział nam reprezentujący MUKS Krzysztof Dutkiewicz.
Przepisy o finansowaniu klubów zmieniły się niespełna rok temu - właśnie na skutek konfliktów między drużynami koszykarskimi. Teraz lepsza drużyna dostaje dofinansowanie w wysokości 400 tys. zł plus premia za zajęte miejsce. AZS miał do dyspozycji 504 tys. zł. MUKS dostał nieco ponad połowę mniej. Teraz jednak ta druga ekipa zakończyła sezon o jedną pozycję wyżej, niż rok temu, powinna więc dostać o kilkanaście tys. zł więcej. A AZS co najmniej tyle samo.
Tyle że przepisy nie przewidują takiej sytuacji, by łączyć środki dwóch finansowanych przez miasto klubów. - I to jest problem. Ale skoro radni potrafili robić już wyjątki dla klubu żużlowego, czy ostatnio dla piłkarzy Warty, to dlaczego mieliby teraz nie pomóc? - zastanawiał się prezes Klepka.
Jeszcze w poniedziałek sprawa została przedstawiona radnym z Komisji Sportu. - Nic dzisiaj nie udało się ustalić. sprawa wyszłą nagle, nic nie zostało w tym celu przygotowane. Nie wiadomo więc na razie, co z tym problemem zrobić - mówi radna Lidia Dudziak, miłośniczka koszykówki, która często ogląda spotkania ekstraklasy. - Do sprawy wrócimy, ale dopiero po świętach. Warto się jednak nad tym pomysłem zastanowić, bo jest ciekawy - dodaje.
Prezes Klepka nie ukrywa, że problemem może też być brak czasu. Sezon już się dla niektórych drużyn skończył, dla innych wkrótce się skończy - to czas prowadzenia rozmów z zawodniczkami o ich przyszłości. - A my tymczasem nic nie wiemy, czy to połączenie ma sens już teraz. Nie wykluczam więc, że przez najbliższy rok będziemy jeszcze grać oddzielnie i przygotowywać grunt pod połączenie. I dążyć do powstania spółki sportowej - twierdzi Klepka.
Jak udało nam się dowiedzieć, w przypadku połączenia obu klubów, w ekstraklasie zostałaby jedna drużyna. Druga, oparta na młodzieży, występowałaby w pierwszej lidze. - Chcielibyśmy, by w nazwie, oprócz AZS i sponsora, był także człon MUKS. Przynajmniej przez pierwszy rok, bo później spółka pewnie się będzie nazywać inaczej - mówi Dutkiewicz. - MUKS zależy, by nikt im nie zarzucił, że stracili tożsamość - przyznaje Klepka. Problemów nie powinno być także w wyborze szkoleniowca drużyny. - Nie mamy ciśnienia pod względem obsady trenerskiej. Szkoleniowiec może zostać wybrany po konkursie ofert - uważa Dutkiewicz. Zarząd klubu miałby składać się z pięciu osób - dwie wyznaczyłby AZS, dwie MUKS, a jedną miasto.
Klepka przyznaje, że stworzenie jednego silnego klubu ma na celu zatrzymanie w Poznaniu najbardziej uzdolnionej młodzieży. - MUKS, a teraz my w młodszych rocznikach wykonujemy kawał dobrej roboty. Nie chcemy, by z Poznania musiały wyjeżdżać najlepsze koszykarki, by gdzieś indziej grać o medale. Leciejewska czy Mieloszyńska uczyły się grać w Poznaniu, a teraz reprezentują inne kluby, te z czołówki - przyznaje prezes sekcji koszykówki w AZS. - Najlepsze zawodniczki będą grały w ekstraklasie, młode i zdolne będą się ogrywały w pierwszej lidze. W Swarzędzu także chcą odtworzyć koszykówkę na pierwszoligowym poziomie, i to również może być zaplecze dla klubów. Tylko czy starczy nam na to wszystko czasu i czy radni zrozumieją, że trzeba zmienić przepisy? - zastanawia się prezes Klepka.
Źródło: www.wielkopolskisport.pl
To, że Poznań ma dwie drużyny w ekstraklasie koszykarek, jest na skalę ogólnopolską czymś niezwykłym. W żadnej z liczących się dyscyplin halowych nie ma takiej sytuacji. Tyle że stolicy Wielkopolski nie stać na finansowanie dwóch ekip w najwyższej klasie rozgrywkowej - obie zaliczają się do średniaków, na walkę o medale nie ma mają szans. Na dodatek połowę ich budżetów stanowią pieniądze miejskie. Konflikty rodzi także podział środków, bo Inea-AZS dostaje ich dwa razy więcej od MUKS, choć w tabeli jest niewiele wyżej. W poprzednim sezonie akademiczki zajęły szóstą pozycję, MUKS był dziesiąty. Teraz MUKS skończył rozgrywki na dziewiątym miejscu, AZS będzie piąty lub szósty.
Dziś przed południem w Urzędzie Miasta spotkali się przedstawiciele obu klubów. W obecności zastępcy prezydenta Poznania Macieja Frankiewicza i przedstawiciela Wydziału Kultury Fizycznej i Turystyki Macieja Piekarczyka dyskutowali o połączeniu klubów. - Mamy wolę, aby tego dokonać, ale wolę to sobie można mieć. Czym innym są pieniądze - nie ukrywa prezes sekcji koszykówki w Inei-AZS Paweł Leszek Klepka. - Takie połączenie będzie miało sens tylko wówczas, gdy klub dostanie dotację w wysokości tej, jaką dostałyby oba kluby oddzielnie. Wtedy jest szansa, że po skonstruowaniu budżetu na poziomie co najmniej półtora miliona złotych, uda mu się powalczyć o czołową czwórkę - powiedział nam reprezentujący MUKS Krzysztof Dutkiewicz.
Przepisy o finansowaniu klubów zmieniły się niespełna rok temu - właśnie na skutek konfliktów między drużynami koszykarskimi. Teraz lepsza drużyna dostaje dofinansowanie w wysokości 400 tys. zł plus premia za zajęte miejsce. AZS miał do dyspozycji 504 tys. zł. MUKS dostał nieco ponad połowę mniej. Teraz jednak ta druga ekipa zakończyła sezon o jedną pozycję wyżej, niż rok temu, powinna więc dostać o kilkanaście tys. zł więcej. A AZS co najmniej tyle samo.
Tyle że przepisy nie przewidują takiej sytuacji, by łączyć środki dwóch finansowanych przez miasto klubów. - I to jest problem. Ale skoro radni potrafili robić już wyjątki dla klubu żużlowego, czy ostatnio dla piłkarzy Warty, to dlaczego mieliby teraz nie pomóc? - zastanawiał się prezes Klepka.
Jeszcze w poniedziałek sprawa została przedstawiona radnym z Komisji Sportu. - Nic dzisiaj nie udało się ustalić. sprawa wyszłą nagle, nic nie zostało w tym celu przygotowane. Nie wiadomo więc na razie, co z tym problemem zrobić - mówi radna Lidia Dudziak, miłośniczka koszykówki, która często ogląda spotkania ekstraklasy. - Do sprawy wrócimy, ale dopiero po świętach. Warto się jednak nad tym pomysłem zastanowić, bo jest ciekawy - dodaje.
Prezes Klepka nie ukrywa, że problemem może też być brak czasu. Sezon już się dla niektórych drużyn skończył, dla innych wkrótce się skończy - to czas prowadzenia rozmów z zawodniczkami o ich przyszłości. - A my tymczasem nic nie wiemy, czy to połączenie ma sens już teraz. Nie wykluczam więc, że przez najbliższy rok będziemy jeszcze grać oddzielnie i przygotowywać grunt pod połączenie. I dążyć do powstania spółki sportowej - twierdzi Klepka.
Jak udało nam się dowiedzieć, w przypadku połączenia obu klubów, w ekstraklasie zostałaby jedna drużyna. Druga, oparta na młodzieży, występowałaby w pierwszej lidze. - Chcielibyśmy, by w nazwie, oprócz AZS i sponsora, był także człon MUKS. Przynajmniej przez pierwszy rok, bo później spółka pewnie się będzie nazywać inaczej - mówi Dutkiewicz. - MUKS zależy, by nikt im nie zarzucił, że stracili tożsamość - przyznaje Klepka. Problemów nie powinno być także w wyborze szkoleniowca drużyny. - Nie mamy ciśnienia pod względem obsady trenerskiej. Szkoleniowiec może zostać wybrany po konkursie ofert - uważa Dutkiewicz. Zarząd klubu miałby składać się z pięciu osób - dwie wyznaczyłby AZS, dwie MUKS, a jedną miasto.
Klepka przyznaje, że stworzenie jednego silnego klubu ma na celu zatrzymanie w Poznaniu najbardziej uzdolnionej młodzieży. - MUKS, a teraz my w młodszych rocznikach wykonujemy kawał dobrej roboty. Nie chcemy, by z Poznania musiały wyjeżdżać najlepsze koszykarki, by gdzieś indziej grać o medale. Leciejewska czy Mieloszyńska uczyły się grać w Poznaniu, a teraz reprezentują inne kluby, te z czołówki - przyznaje prezes sekcji koszykówki w AZS. - Najlepsze zawodniczki będą grały w ekstraklasie, młode i zdolne będą się ogrywały w pierwszej lidze. W Swarzędzu także chcą odtworzyć koszykówkę na pierwszoligowym poziomie, i to również może być zaplecze dla klubów. Tylko czy starczy nam na to wszystko czasu i czy radni zrozumieją, że trzeba zmienić przepisy? - zastanawia się prezes Klepka.
Źródło: www.wielkopolskisport.pl