Postautor: ann » 23 stycznia 2007, 08:33
takie tam sobie przemyślenia pana Suski o Lotosie...
Lotos poza Euroligą?
Jeszcze niespełna trzy lata temu koszykarki Lotosu grały w wielkim finale Euroligi. Po ośmiu latach nieprzerwanych występów w przyszłym sezonie dla gdyńskiej drużyny może zabraknąć miejsca w Eurolidze. Ten czarny scenariusz sprawdzi się, jeśli Lotos nie odzyska tytułu mistrza Polski.
Koszykarska drużyna z Gdyni od trzech lat stacza się po równi pochyłej. Dna wprawdzie jeszcze nie sięgnęła i ma do niego daleko, lecz w chwili obecnej zwiastunów na przełamanie kryzysu nie widać. Wprowadzenie do zespołu podczas rozgrywek nowych zawodniczek zawsze obciążone jest dużym ryzykiem i rzadko przynosi oczekiwane rezultaty. Zmiana trenera, roszady Amerykanek, zastępowanie Serbki Białorusinką, noszą znamiona ruchów pozornych, obliczonych na sprawienie wrażenia, że klub coś robi, próbuje ratować sytuację. W razie niepowodzenia, zawsze będzie można później powiedzieć, staraliśmy się, robiliśmy co mogliśmy, ale taki jest sport. Tym razem się nie udało, ale w przyszłym sezonie na pewno będzie lepiej.
Każdy ma prawo do błędu i ja mu go nie odmawiam. Zmiany trenerów, korekty w składzie podczas sezonu, to rzeczywistość wielu klubów. Jednak powielanie wcześniejszych błędów jest jak wchodzenie do tej samej rzeki. Nie zmienia się koni w połowie brodu - mówi przysłowie. Przed laty zatrudnienie trenera Ziemińskiego (zastąpił Herkta) i rozgrywającej Bielikovej, nie pomogło drużynie, ale też zbytnio jej nie zaszkodziło, bo ta była wówczas wyjątkowo mocna. Podobne eksperymenty dzisiaj, kiedy zespół jest słabszy i najbardziej potrzebuje solidnego treningu, to igranie z cierpliwością kibiców i sponsorów, którzy wykładają pieniądze w nadziei na sukces.
Aby przełamać kryzys i zawrócić na drogę rozwoju, klub gdyńskich koszykarek powinien odpowiedzieć sobie na pytania: Dlaczego blisko połowa transferów w ostatnich sezonach była chybiona, a tych dobrych nie udało się kontynuować?
W ciągu niespełna trzech lat z Lotosu odeszły aż 22 zawodniczki, z których dwie powróciły (Veselovski, Troina), a tylko jedna (Pawlak) gra nieprzerwanie. Piątka: Powell, Nolan, Bibrzycka, Kobryn, Dydek, a także inne złożone z byłych i obecnych zawodniczek Lotosu, gwarantowałyby przecież kontynuację dotychczasowych sukcesów oraz dawały nadzieję na osiągnięcie jeszcze większych. Przypuszczam, że tak duża rotacja w kadrze drużyny nie jest pochodną braku pieniędzy na zakontraktowanie wysokiej klasy koszykarek. Przed każdym sezonem prezes Mieczysław Krawczyk zapewniał dziennikarzy, że budżet klubu jest przynajmniej taki sam jak w poprzednim.
Za nieudane transfery ostatnich lat odpowiedzialność poniósł już trener Koziorowicz, który zanadto zaufał utalentowanej młodzieży. Z Gatialovej, Riuchiny, Chomać i wielu im podobnych, nie udało się wyszkolić następczyń Karpowej, Wodopianonowej i Bibrzyckiej. Jaką strategię przyjmie jego następca? Czy każe odejść z drużyny koszykarkom, które nie robią postępów i zacznie po swojemu budować nowy zespół? Czy raczej, co bardziej prawdopodobne, poczeka ze zmianami do końca sezonu, a teraz będzie starał się dokończyć rozgrywki w oparciu o dotychczasowy skład?
Zawrócenie na drogę europejskiego sukcesu wciąż jest możliwe. Ale trzeba odzyskać mistrzowski tytuł. W przeciwnym razie droga będzie dłuższa i trudniejsza. Euroliga w przyszłym sezonie prawdopodobnie liczyć będzie 16 zespołów i znajdzie się w niej miejsce tylko dla jednej ekipy z Polski.
Pokonanie Wisły w obecnej sytuacji Lotosu nie będzie jednak proste. Ale dopóki piłka w grze, szansa istnieje. To zadanie dla nowego trenera i całego kierownictwa gdyńskiej drużyny. Nie jestem zwolennikiem dużych roszad kadrowych w trakcie trwania sezonu. Chcę wierzyć, że zamiana Whitmore na Riley, której jeszcze w Gdyni nie ma, okaże się znaczącym wzmocnieniem. Obawiam się jednak, że bez rozgrywającej klasy Penicheiro, Grubin, czy Powell, wykorzystanie możliwości pozostałych zawodniczek w konfrontacji z Wisłą, nie będzie możliwe. Gdynianki niemal w każdym meczu mają więcej strat niż asyst. Odwrócenie tej proporcji jest kluczem do odzyskania ligowego złota.
Adam Suska - NaszeMiasto.pl