Postautor: Hersi » 08 lutego 2005, 09:46
Myślimy naprzód
Gorzowscy kibice zdążyli już przyzwyczaić się do sportowych horrorów, jakie fundują im zawodniczki AZS PWSZ TelecomMedia. Nie inaczej było w niedzielę, choć znów brakło przysłowiowej kropki nad ,,i’’...
Po raz drugi w tym sezonie koszykarki Cukierków Odry Brzeg były górą, wygrywając mecz 52:51. Ale wcale nie musiało tak być, choć dwie kontuzjowane zawodniczki z podstawowej piątki gorzowianek – Agnieszka Szott i Joanna Semerda, nadal mogą tylko oglądać grę swych koleżanek z boku.
Tchórzliwe dziewczęta
- Jeśli chodzi o atak, rozegraliśmy słaby mecz – ocenił trener Cukierków Krzysztof Kubiak. – Znaliśmy możliwości gorzowianek, bo mając kasety z ich ostatnich spotkań, staraliśmy się je rozpracować i realizować swoje założenia w grze obronnej. Był to mecz walki, a bardzo niski wynik zawdzięczamy właśnie zdyscyplinowanej grze defensywnej. Moje dziewczęta bały się rzucać, nie podejmowały szybkich decyzji, więc myślę, że przez to tchórzostwo przynajmniej dziesięć punktów nam uciekło. Był to jednak atrakcyjny mecz dla kibiców, pełen spięć, w którym wynik niemal cały czas utrzymywał się na ,,styk’’. Gorszy dla naszego zdrowia, a zwłaszcza nerwów, które zostały poddane ciężkiej próbie.
Zerkają za ocean
Z oceną swego trenera nie polemizowała doświadczona Joanna Chełczyńska, która zdobyła w tym meczu zaledwie 1 punkt...
- Rzeczywiście, bałyśmy się rzucać, bo wiedziałyśmy, że kosze w tej hali są twarde i będzie to ciężki mecz – przyznała zawodniczka. – Zdawałyśmy też sobie sprawę, że jeśli odpuścimy w obronie, trudno będzie o sukces. Ale udało się i wygrałyśmy.
Gorzowscy szkoleniowcy i działacze nie robili tragedii z tej porażki, przypominając kilkakrotnie, że przecież ich zespół osiągnął już założony przed sezonem cel, jakim było utrzymanie w ekstraklasie. A kanclerz PWSZ a zarazem członek kierownictwa klubu Roman Gawroniak, rzekł bez ogródek:
– Myślami jesteśmy już przy następnym sezonie, przed którym musimy wzmocnić zespół wartościową zawodniczką ze Stanów Zjednoczonych. Jako klub jesteśmy na to przygotowani.
Wyrozumiałość trenera
- Gratuluję zwycięzcom, a mecz rzeczywiście mógł się podobać – rzekł pierwszy trener AZS PWSZ TelecomMedia Dariusz Maciejewski.
– Przyniósł nam wszystkim dużo emocji, choć z naszego punktu widzenia zabrakło happy endu. Oba zespoły postawiły sobie nawzajem bardzo trudne warunki, stąd tak niski wynik. Krzysiu Kubiak mówił, że jego zespół zagrał słabo w ataku. Ale skuteczność rzutów za dwa punkty na poziomie 61 procent, to nam zdarzyło się osiągnąć ostatni raz jeszcze w pierwszej lidze. Daj Boże, abyśmy mieli kiedyś taki w ekstraklasie, bo dziś nasza skuteczność wynosiła 26 procent... Zabrakło nam też trochę konsekwencji w grze, bo uczulałem dziewczęta, że od Proszczenko nie można odchodzić. Niestety, jej dwie akcje w trzeciej kwarcie przywróciły nadzieję rywalkom na zwycięstwo. Rozgrzeszam też Kasię Czubak za błąd w końcówce meczu, bo to młoda zawodniczka, więc niech nie bierze na siebie ciężaru odpowiedzialności.
Zmącona radość
Pierwszoplanową zawodniczką w gorzowskim zespole była tym razem Marta Żyłczyńska, która walczyła z determinacją, podrywała do walki koleżanki i zdobyła 14 punktów. Jej grę obserwował tata, obchodzący w niedzielę swoje 50. urodziny.
- Bardzo się cieszę, że w taty święto udało mi się rozegrać dobre spotkanie, bo moje ostatnie mecze nie były najlepsze – powiedziała Marta. – Nie ma jednak mowy o pełni satysfakcji, gdy cały zespół zszedł z placu gry pokonany. Gdybym więc wracała do domu, to w smutku. Gratuluję dawnym koleżankom, choć mecz ze swym byłym zespołem dodaje smaczku i chciałoby się go wygrać. Nie wykorzystałyśmy jednak do końca zbiórek z tablicy, których mieliśmy 29, podczas gdy rywalki tylko 20.
JANUSZ DOBRZYŃSKI Gazeta Lubuska