3 mecze, w tym dwa wyjazdowe i 3 zwycięstwa. Start wymarzony, ale trzeba tez przyznać, że wygrane w dwóch ostatnich meczach były niejako naszym obowiązkiem, więc w nich po prostu zrobiliśmy „swoje”. To, co zyskaliśmy ekstra to wygrana w 1 kolejce w Salamance, która daje nam realne szanse na bilans min 8-2. Teraz trzeba „tylko” tego nie stracić w tych pozornie łatwiejszych meczach. Na razie nam się to udaje, ale dwie moim zdaniem najcięższe próby dopiero przed nami: za tydzień Schio a za 3 tygodnie rewanż z Salamanką. Jeśliby się udało wygrać te mecze, oraz ten teoretycznie łatwiejszy, rozgrywany pomiędzy nimi z Gospicem, to moglibyśmy jechać do Pechu w komfortowej sytuacji.
Jeśli chodzi o wczorajszy mecz to trudno na jakieś głębsze analizy opierając się jedynie na statystykach. Ale mnie cieszy fakt, że tym razem najważniejszymi postaciami u nas były panie podkoszowe. W Salamance wygraliśmy obwodowi, z Pecsem kluczową rolę odegrała Marques, wczoraj prym wiodły Ewka i Janell. To pokazuje, że wreszcie mamy zbilansowany w ofensywie zespół i nawet słabsza postawa, którejś z pań z S5 nie musi przekreślać naszych szans. Miło też widzieć ze w kolejnym spotkaniu sporo dobrego wnoszą dwie rezerwowe: Aga i Katka. Liczę ze w dalszej części sezonu dołączą do nich Magda Skorek i Niunia (ta ostatnia choćby w PO, końcu wtedy jest czas weteranów

) Plusik też dla trenera, za posadzenie na ławce w drugiej części spotkania Iziane, której wyraźnie nie szło, pewnie po części, dlatego, że rywalki znają ją doskonale, a po części dlatego, że ten typ tak ma; raz rzuci 30 pkt, a raz morduje się by zdobyć jakąkolwiek zdobycz.
Nieco natomiast martwi ciągle nienajlepsza gra w obronie. 71 pkt rzuconych przez Lille to o te kilka oczek więcej niż być powinno, a niestety to nie był wyjątek. By móc walczyć z zespołami o potencjale ofensywnym większym od Lille czy Pecsu gra defensywna (zarówno indywidualna – szczególnie w przypadku Liron i Katki, jak i zespołowa) musi ulec znacznej poprawie. Niewątpliwie zapas mamy, wystarczy choćby spojrzeć na bardzo małą ilość fauli, sugerującą, że jednak są spore rezerwy choćby i w samej agresji gry obronnej.
Jeśli chodzi o Gorzów to wczorajszą porażkę należy uznać za „planową”. Naprawdę dużego optymizmu wymagało liczenie, że pierwsze euroligowe zwycięstwo AZS odniesie akurat w tym meczu. Praga mimo wpadki tydzień temu i ogólnie średniej formy na początku tego sezonu to jednak bardzo silna drużyna, która powinna wygrać grupę. Natomiast gorzowskich kibiców powinien martwić fakt, że jak na razie wynik na styku z rywalkami udawało im się utrzymać jedynie w 1 kwarcie meczu w Sopronie. A tak to rywalki odjeżdżały szybko, łatwo i przyjemnie, a Gorzów stać było jedynie na zrywy i walkę o jako tako przyzwoity wynik. Niedobrą wiadomością dla AZS-u jest tez rosnąca forma Bourges, które wyraźni się obudziło i wraca do swojej gry. Obrona znów zaczyna funkcjonować jak to zwykle u nich bywa, a pozyskanie Carson wyraźnie wzmocniło ich ofensywę, więc nawet i debiut we własnej hali może akademiczkom za tydzień nie pomóc. A co do personaliów to mnie z tercetu Richards – Dureika – Vidacic zaskakuje negatywnie jedynie ta ostatnia. Wiem, że liga Serbska to nie WNBA i że na osiągnięcia indywidualne trzeba patrzyć z duża rezerwa, ale jednak cyferki wykręcane przez nią robiły wrażenie, i spodziewałem się ze przynajmniej w naszej lidze będzie ciężka do powstrzymania w ataku. Po Dureice dużo więcej się nie spodziewałem, widząc jej grę na ME. Tam była panią od czarnej roboty, a rzuty oddawała tylko wtedy gdy miała wręcz idealne pozycje, trudno było więc oczekiwać że w Gorzowie stanie się snajperską rzucająca po kilkanaście pkt na mecz.
No i Lotos. Gra dziś, ale nie widzą innej możliwości niż wysoka wygrana. Szeged to obok Rygi chyba najsłabsza drużyna w tegorocznych rozgrywkach. Ani Węgierki, ani zawodniczki zagraniczne nie porażają nazwiskami, Lotos na każdej pozycji ma zawodniczki o min klasę lepsze więc powinien zrobić to samo co wczoraj Praga z Gorzowem. Schody dla Gdyni zaczną się od przyszłego tygodnia.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...