EUROLIGA 2014/2015
Moderatorzy: ann, Ałgaja, bart_81
Re: EUROLIGA 2013/2014
to może się okazać, że 0,003 Bródki to jeszcze sporo 
Re: EUROLIGA 2013/2014
katastrofalne wyniki dla polskich zespołów. CCC spadło na ostatnie miejsce i zagra w play-off z Fenerbahce. Wiśle zabrakło kosza, by wyprzedzić Schio.
1. Fenerbahce 10-0
2. Praga 8-2
3. Spartak 7-3
4. Galata 6-4 (1,184)
5. Bourges 6-4 (do przerwy 1,150)
6. Nadieżda 6-4 (1,117)
7. Kayseri 6-4 (1,050)
8. Schio 5-5 (1,0448)
9. Wisła 5-5 (1,0425)
10. Koszyce 5-5 (do przerwy 0,949)
11. Salamanka 4-6 (0,973)
12. Sopron 4-6 (0,906)
13. Madryt 3-7 (0,916)
14. Polkowice 3-7 (0,902)
i pary:
Fenerbahce-Polkowice
Praga-Madryt
Spartak-Sopron
Galata-Salamanka
Bourges-Koszyce
Nadieżda-Wisła
Kayseri-Schio
1. Fenerbahce 10-0
2. Praga 8-2
3. Spartak 7-3
4. Galata 6-4 (1,184)
5. Bourges 6-4 (do przerwy 1,150)
6. Nadieżda 6-4 (1,117)
7. Kayseri 6-4 (1,050)
8. Schio 5-5 (1,0448)
9. Wisła 5-5 (1,0425)
10. Koszyce 5-5 (do przerwy 0,949)
11. Salamanka 4-6 (0,973)
12. Sopron 4-6 (0,906)
13. Madryt 3-7 (0,916)
14. Polkowice 3-7 (0,902)
i pary:
Fenerbahce-Polkowice
Praga-Madryt
Spartak-Sopron
Galata-Salamanka
Bourges-Koszyce
Nadieżda-Wisła
Kayseri-Schio
Re: EUROLIGA 2013/2014
Heh.. co napisac po takim meczu? Że pyrrusowe zwyciestwo?
Z jednej strony tragiczny poziom, mnóstwo chaosu, rwanych akcji i pudeł nawet z najprostszych pozycji, z drugiej niesamowita ambicja naszych zawodniczek, ich walka nawet nie tyle z rywalem co z własnymi słabościami no i ogromne emocje..
Od pierwszych akcji - a dokładniej od katastrofalnego pudła McCray gra nam nie szła. Nasze zawodniczki starały sie, walczyły, nakręcały tempo, ale efekty były odwrotne do zamierzonych. Do 25 minuty wynik był na styku, potem wreszcie, zaczęliśmy krok po kroku budować nasza przewagę. Ostatnia kwarta to walka o każda piłkę, o każda akcje, tak aby wyszarpać to 26-pktowe zwycięstwo i kiedy wreszcie osiągnęliśmy to co chwili - na 3 sek do końca - zachowaliśmy sie w obronie niczym swego czasu Lotos w Krakowie dając rywalkom jednym podaniem przedostać się pod nasz kosz i zdobyć punkty.( po co był aż taki pressing? Tylko sprowokowaliśmy rywala do takiej akcji.)
Ten mecz można było spokojnie wygrać i to bynajmniej nie ta nerwową końcówka. jestem przekonany ze gdybyśmy zagrali choćby tylko tak jak z Sopronem to i +30 by bylo. Bo rywal był wyjątkowo słabiutki, a na dodatek - zgodnie z tym czego sie można było spodziewać - ich trener nie dążył do zwycięstwa za wszelką cenę, mocno rotując przez całe spotkanie a w końcówce nawet posyłając na parkiet głębokie rezerwy. Tym samym niewątpliwie ułatwił nam pogoń, ale zaznaczyć wypada ze rywal bynajmniej nam sie nie podłożył. Te zawodniczki które sie pojawiały na placu, dawały z siebie wszystko, o czym swiadczy choćby i ostatnia akcja.
Trudno, mleko sie rozlało, nie wyprzedziliśmy Familli i znów przyjdzie się nam mierzyć z Orenburgiem. Mozna oczywiście psioczyć na zły los, narzekać ze Jeki mając pewny udział w F8 rozdawał prezenty (to wersja dla dzieci) bądź tez jak kto woli dawał dupy (wersja dla dorosłych) komu popadnie, ale jednak w pierwszej kolejności warto spojrzeć na siebie. Na te zepsute osobiste, na te pudla z czystych pozycji, na te zbiorki ofensywne Sopronu, czy na to odpuszczenie Hawkins w ostatniej minucie Krakowskiego meczu.. te niuanse koniec końców okazały się nader istotne.. Inna sprawa ze tak obiektywnie patrząc trzeba przyznać ze miejsce ktore zajęliśmy przed PO jest dośc adekwatne do tego co sobą prezentowaliśmy. Byliśmy w fazie grupowej silniejsi od słabszych, ale tez nie ugryźliśmy ani raz zespołu choc trochę mocniejszego. .
Tyle tylko, ze to przecież nie koniec świata. W przeciwieństwie do Gdynianek w pamiętnym meczu nr 7 my cały czas jesteśmy w grze. Dziś walczyliśmy nie o swój byt o o to by wpaść na tylko nieco słabszego rywala. Orenburg jest silny, zlał nas dwa razy, ale tez nie należny go przeceniać, tak jak tez nie wypada lekceważyć Kayseri - w końcu Turczynki ograły nie tylko Jeki, ale także Bourges, Koszyce czy Schio. Rosjanki będą faworytkami tej rywalizacji, ale jak chcemy zasłużyć na awans do F8 to temu faworytami musimy zrobić niemiła niespodziankę. I tyle. A jeśli się ni uda to trudno, postanie nam skopić sie na odzyskaniu tytułu MP.
I jeszcze jedno - po ostatnich porażkach ponoć mocno siadła atmosfera w naszej drużynie. Mam nadzieje ze dzisiejszy mecz, mimo ze nie zakończył sie happy endem, okaże się nie gwoździem do trumny a takim swoistym katharsis. Przed nami szereg istotnych spotkań o coraz to większą stawkę, można jeszcze w tym sezonie wiele wygrać, a poprawę nastroju wypada zacząć od zrewanżowania sie Enerdze za porażkę w Toruniu. A za dzisiejszym mecz - przynajmniej ode mnie - wielkie dzięki za walkę i za emocje do końca.
Z jednej strony tragiczny poziom, mnóstwo chaosu, rwanych akcji i pudeł nawet z najprostszych pozycji, z drugiej niesamowita ambicja naszych zawodniczek, ich walka nawet nie tyle z rywalem co z własnymi słabościami no i ogromne emocje..
Od pierwszych akcji - a dokładniej od katastrofalnego pudła McCray gra nam nie szła. Nasze zawodniczki starały sie, walczyły, nakręcały tempo, ale efekty były odwrotne do zamierzonych. Do 25 minuty wynik był na styku, potem wreszcie, zaczęliśmy krok po kroku budować nasza przewagę. Ostatnia kwarta to walka o każda piłkę, o każda akcje, tak aby wyszarpać to 26-pktowe zwycięstwo i kiedy wreszcie osiągnęliśmy to co chwili - na 3 sek do końca - zachowaliśmy sie w obronie niczym swego czasu Lotos w Krakowie dając rywalkom jednym podaniem przedostać się pod nasz kosz i zdobyć punkty.( po co był aż taki pressing? Tylko sprowokowaliśmy rywala do takiej akcji.)
Ten mecz można było spokojnie wygrać i to bynajmniej nie ta nerwową końcówka. jestem przekonany ze gdybyśmy zagrali choćby tylko tak jak z Sopronem to i +30 by bylo. Bo rywal był wyjątkowo słabiutki, a na dodatek - zgodnie z tym czego sie można było spodziewać - ich trener nie dążył do zwycięstwa za wszelką cenę, mocno rotując przez całe spotkanie a w końcówce nawet posyłając na parkiet głębokie rezerwy. Tym samym niewątpliwie ułatwił nam pogoń, ale zaznaczyć wypada ze rywal bynajmniej nam sie nie podłożył. Te zawodniczki które sie pojawiały na placu, dawały z siebie wszystko, o czym swiadczy choćby i ostatnia akcja.
Trudno, mleko sie rozlało, nie wyprzedziliśmy Familli i znów przyjdzie się nam mierzyć z Orenburgiem. Mozna oczywiście psioczyć na zły los, narzekać ze Jeki mając pewny udział w F8 rozdawał prezenty (to wersja dla dzieci) bądź tez jak kto woli dawał dupy (wersja dla dorosłych) komu popadnie, ale jednak w pierwszej kolejności warto spojrzeć na siebie. Na te zepsute osobiste, na te pudla z czystych pozycji, na te zbiorki ofensywne Sopronu, czy na to odpuszczenie Hawkins w ostatniej minucie Krakowskiego meczu.. te niuanse koniec końców okazały się nader istotne.. Inna sprawa ze tak obiektywnie patrząc trzeba przyznać ze miejsce ktore zajęliśmy przed PO jest dośc adekwatne do tego co sobą prezentowaliśmy. Byliśmy w fazie grupowej silniejsi od słabszych, ale tez nie ugryźliśmy ani raz zespołu choc trochę mocniejszego. .
Tyle tylko, ze to przecież nie koniec świata. W przeciwieństwie do Gdynianek w pamiętnym meczu nr 7 my cały czas jesteśmy w grze. Dziś walczyliśmy nie o swój byt o o to by wpaść na tylko nieco słabszego rywala. Orenburg jest silny, zlał nas dwa razy, ale tez nie należny go przeceniać, tak jak tez nie wypada lekceważyć Kayseri - w końcu Turczynki ograły nie tylko Jeki, ale także Bourges, Koszyce czy Schio. Rosjanki będą faworytkami tej rywalizacji, ale jak chcemy zasłużyć na awans do F8 to temu faworytami musimy zrobić niemiła niespodziankę. I tyle. A jeśli się ni uda to trudno, postanie nam skopić sie na odzyskaniu tytułu MP.
I jeszcze jedno - po ostatnich porażkach ponoć mocno siadła atmosfera w naszej drużynie. Mam nadzieje ze dzisiejszy mecz, mimo ze nie zakończył sie happy endem, okaże się nie gwoździem do trumny a takim swoistym katharsis. Przed nami szereg istotnych spotkań o coraz to większą stawkę, można jeszcze w tym sezonie wiele wygrać, a poprawę nastroju wypada zacząć od zrewanżowania sie Enerdze za porażkę w Toruniu. A za dzisiejszym mecz - przynajmniej ode mnie - wielkie dzięki za walkę i za emocje do końca.
Ostatnio zmieniony 27 lutego 2014, 07:14 przez Greebo, łącznie zmieniany 1 raz.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: EUROLIGA 2013/2014
A mnie martwi jedno.
Siedzi na ławce jeden z drugim i nie widzi oczywistych oczywistości, nawet bardziej ten drugi w takich sytuacjach powinien reagować. Bo skoro nie nadaje się do prowadzenia drużyny, czy do jej trenowania, to do czegoś powinien się nadawać. Tymczasem wychodzi na to, że w ogóle nie powinien siedzieć na ławce rezerwowych, gdyby nie chora sytuacja w Wiśle rozdawania angaży po znajomości.
Skoro drugi trener nie potrafi dopilnować dwóch Polek na parkiecie (musi to za niego robić jeden z forumowiczów, bądź Pan Cegielski, znany raczej z torów żużlowych), nie potrafi też krzyknąć zawodniczkom, żeby utrzymały przez 3 sekundy 26pkt przewagę cofając się na swoją połowę (okazuje się, że one myślały, że muszą mieć 27pkt przewagi!) to ja się pytam ile jeszcze takich darmozjadów w Wiśle?
I po cholerę?
Nie dość, że w składzie koszykarek są osoby, które w ogóle nie grają i nic swoją osobą nie wnoszą, prócz próśb o wypłaty, to jeszcze ławka w żaden sposób nie potrafi kontrolować tego, co potrafi połowa hali.
To może Pana Krzysztofa z kimś z forum posadzimy na ławce? Zapewne będzie taniej i lepiej.
Kpina, żenada, wstyd.
Dla naszych dziewczyn brawo za ambicję, natomiast ciekaw jestem gdzie uleciała forma. Bo chyba, nie ten zdechły pudel umieszczony na głowie jednej z pań na trybunie VIP je tak rozpraszał
Siedzi na ławce jeden z drugim i nie widzi oczywistych oczywistości, nawet bardziej ten drugi w takich sytuacjach powinien reagować. Bo skoro nie nadaje się do prowadzenia drużyny, czy do jej trenowania, to do czegoś powinien się nadawać. Tymczasem wychodzi na to, że w ogóle nie powinien siedzieć na ławce rezerwowych, gdyby nie chora sytuacja w Wiśle rozdawania angaży po znajomości.
Skoro drugi trener nie potrafi dopilnować dwóch Polek na parkiecie (musi to za niego robić jeden z forumowiczów, bądź Pan Cegielski, znany raczej z torów żużlowych), nie potrafi też krzyknąć zawodniczkom, żeby utrzymały przez 3 sekundy 26pkt przewagę cofając się na swoją połowę (okazuje się, że one myślały, że muszą mieć 27pkt przewagi!) to ja się pytam ile jeszcze takich darmozjadów w Wiśle?
I po cholerę?
Nie dość, że w składzie koszykarek są osoby, które w ogóle nie grają i nic swoją osobą nie wnoszą, prócz próśb o wypłaty, to jeszcze ławka w żaden sposób nie potrafi kontrolować tego, co potrafi połowa hali.
To może Pana Krzysztofa z kimś z forum posadzimy na ławce? Zapewne będzie taniej i lepiej.
Kpina, żenada, wstyd.
Dla naszych dziewczyn brawo za ambicję, natomiast ciekaw jestem gdzie uleciała forma. Bo chyba, nie ten zdechły pudel umieszczony na głowie jednej z pań na trybunie VIP je tak rozpraszał
Re: EUROLIGA 2013/2014
Analizywczorajszego meczu pisac nie zamierzam, bo tak nie do konca był to mecz koszykarski ale chciłabym sie odniesc do dwoch fragmentów z wypowiedzi Svitka na pomeczowej konferencji:
Cieszę sie że trener widział to podobnie jak ja, natomiast nie rozumiem dlaczego w takim razie nie pomógł drużynie opanować nerwów, a wręcz przeciwnie - swoim zachowaniem zwiększał tylko presje? Juz na początku sezonu pisałem , ze w przeciwieństwie do Hernandeza który był takim dobrym ojcem dla zawodniczek, Svitek traktuje je w sposób znacznie mniej obcesowy, wychodząc ewidentnie z założenia ze nie sa to dziewczynki a profesjonalistki ktore powinny w 100% realizować swoje obowiązki. Takie podejście samo w sobie mi nie przeszkadza, tak samo nie przeszkadza mi to ze od czasu do czasu opieprzy je nawet i personalnie. Co więcej, taki sposób motywacji nieraz uważam za bardzo pożądany – zwłaszcza wówczas gdy zawodniczki w sposób zbyt luźny i lekceważący podchodzą do rywala. Ale wczoraj tak nie było. Wszytki panie od początku starały się grać na 100%. O to nie można mieć pretensji nawet do Lavender (w ataku grała najsłabszy mecz w naszej hali ale za to była wyjątkowa aktywna w obronie i na desce) czy do zawodzącej po raz kolejny McCray i wypowiedź Svitka świadczy ze on to też dostrzegał. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się ze w takiej sytuacji jego zachowanie powinno być dokładnie odwrotne do tego co zaprezentował. Skoro były zablokowane i nie mogły się przełamać to zamiast stresować je dodatkowo okrzykami i pretensjami powinien próbować je uspokoić, powiedzieć ze jak nie wpadło to trudno – mamy jeszcze sporo czasu by się poprawić, nakazać grę najlepiej wyćwiczonych i najprostszych akcji.. Spodziewam się ze wówczas dużo szybciej nasza gra wróciłaby do normy.
To tez niemal w 100% pokrywa się z tym co i ja pisałem, trudno nie przyznać mi wiec racji tej wypowiedzi, natomiast po jej przeczytaniu naszła mnie wątpliwość czy jesteśmy to w stanie zrealizować mając właśnie na ławce Svitka. Faza PO jak dotąd była takim papierkiem lakmusowym w ocenie naszych trenerów, co najlepiej obrazuje bilans naszych dokonań w tej fazie. Z Jozkiem na ławce ograliśmy w niej 4 rywali (Pecs, Brno, Orenburg, Praga) w 6 podejściach, wygrywając 9 spotkań i 5 przegrywając. Dorobek wszystkich pozostałych naszych trenerów to natomiast 0 awansów i tylko 1 wygrany mecz przy 11 porażkach.. w która stronę podążymy teraz? Jako kibic chciałbym wierzyć ze Słowak Pojdzie w ślady Hiszpana ale boją się ze to tylko moje chciejstwo. Za Jozka w tym okresie osiągaliśmy praktycznie zawsze szczyt formy, a do spotkań tej fazy byliśmy przygotowani zawsze w sposób optymalny. Rywale byli perfekcyjnie rozpracowani, mieliśmy opracowane kilka opcji gry włącznie z „akcjami specjalnymi” a zawodniczki podchodziły do spotkań świetnie przygotowane fizycznie i mentalnie. Teraz się na to nie zanosi. Cały czas mam wrażenie ze Svitek zbyt mocno wierzy w szybki atak i zabijanie rywala wysokim – ale jednostajnym – tempem gry. Taka taktyka – znów się powtórzę – jest dla mnie dobra ale tylko do pewnego momentu, albo raczej pułapu. W ten sposób można ogrywać rywali w lidze (choc z Polkowicami w finałach tez może być problem) czy tez zespoły pokroju Brna bądź Sopronu, ale już niekoniecznie europejska czołówkę, co zresztą 2 krotnie nam juz pokazał Orenburg. W obu tych spotkaniach na początku meczu narzucaliśmy wysokie tempo gry, i nawet osiągaliśmy sporo przewagę , tylko ze dość szybko rywal „dochodził” do siebie, a gdy już udało mu się wybić nam z rak ten atut to stawaliśmy się bezradni. I nie sadze by tan zespół był jakim wyjątkiem – prawdopodobnie podobnie byłoby z dokładnie każdym zespołem który wyprzedził nas w tabelce zbiorczej, może poza Spartakiem, który ma zbyt krotka rotacje. (z drugiej strony wydaje mi się tez ze z koeli wszystkie zespoły które zajęły niższe lokaty, byłby dla ans do ogrania. Co pokazuje za skończyliśmy na wyjątkowo sprawiedliwym miejscu w szeregu) Tak wiec zgodzę się ze Svitkiem ze stac nas na ogranie rywalek ale tylko pod warunkiem ze zarówno zawodniczki jak i on sam, pokażą jednak cos więcej niż w nawet najlepszych naszych dotychczasowych meczach. Walka musi być jak wczoraj, ale wspomóc ja musi tez spryt, opanowanie i taktyka.
Można powiedzieć, że na początku spotkania zawodniczki bardzo chciały, ale były zablokowane mentalnie. Jeżeli chcą grać na jak najwyższym poziomie, to nie potrzebują tylko umiejętności, ale również mocnej głowy. Gdy chce się wygrać mecz w pierwszych minutach spotkania, to z reguły zawsze się tak kończy
Cieszę sie że trener widział to podobnie jak ja, natomiast nie rozumiem dlaczego w takim razie nie pomógł drużynie opanować nerwów, a wręcz przeciwnie - swoim zachowaniem zwiększał tylko presje? Juz na początku sezonu pisałem , ze w przeciwieństwie do Hernandeza który był takim dobrym ojcem dla zawodniczek, Svitek traktuje je w sposób znacznie mniej obcesowy, wychodząc ewidentnie z założenia ze nie sa to dziewczynki a profesjonalistki ktore powinny w 100% realizować swoje obowiązki. Takie podejście samo w sobie mi nie przeszkadza, tak samo nie przeszkadza mi to ze od czasu do czasu opieprzy je nawet i personalnie. Co więcej, taki sposób motywacji nieraz uważam za bardzo pożądany – zwłaszcza wówczas gdy zawodniczki w sposób zbyt luźny i lekceważący podchodzą do rywala. Ale wczoraj tak nie było. Wszytki panie od początku starały się grać na 100%. O to nie można mieć pretensji nawet do Lavender (w ataku grała najsłabszy mecz w naszej hali ale za to była wyjątkowa aktywna w obronie i na desce) czy do zawodzącej po raz kolejny McCray i wypowiedź Svitka świadczy ze on to też dostrzegał. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się ze w takiej sytuacji jego zachowanie powinno być dokładnie odwrotne do tego co zaprezentował. Skoro były zablokowane i nie mogły się przełamać to zamiast stresować je dodatkowo okrzykami i pretensjami powinien próbować je uspokoić, powiedzieć ze jak nie wpadło to trudno – mamy jeszcze sporo czasu by się poprawić, nakazać grę najlepiej wyćwiczonych i najprostszych akcji.. Spodziewam się ze wówczas dużo szybciej nasza gra wróciłaby do normy.
... ale jeśli chcemy zagrać w "Final Eight", to nie możemy bać się Nadieżdy. To jest dobra drużyna, ale my również jesteśmy dobrym zespołem. Jeżeli chce się coś znaczyć w Europie, to trzeba takie mecze wygrywać. Tym razem, nie pokonaliśmy dobrych drużyn. Przegraliśmy z Fenerbahçe i Nadieżdą, ale teraz nie musimy przegrać.
To tez niemal w 100% pokrywa się z tym co i ja pisałem, trudno nie przyznać mi wiec racji tej wypowiedzi, natomiast po jej przeczytaniu naszła mnie wątpliwość czy jesteśmy to w stanie zrealizować mając właśnie na ławce Svitka. Faza PO jak dotąd była takim papierkiem lakmusowym w ocenie naszych trenerów, co najlepiej obrazuje bilans naszych dokonań w tej fazie. Z Jozkiem na ławce ograliśmy w niej 4 rywali (Pecs, Brno, Orenburg, Praga) w 6 podejściach, wygrywając 9 spotkań i 5 przegrywając. Dorobek wszystkich pozostałych naszych trenerów to natomiast 0 awansów i tylko 1 wygrany mecz przy 11 porażkach.. w która stronę podążymy teraz? Jako kibic chciałbym wierzyć ze Słowak Pojdzie w ślady Hiszpana ale boją się ze to tylko moje chciejstwo. Za Jozka w tym okresie osiągaliśmy praktycznie zawsze szczyt formy, a do spotkań tej fazy byliśmy przygotowani zawsze w sposób optymalny. Rywale byli perfekcyjnie rozpracowani, mieliśmy opracowane kilka opcji gry włącznie z „akcjami specjalnymi” a zawodniczki podchodziły do spotkań świetnie przygotowane fizycznie i mentalnie. Teraz się na to nie zanosi. Cały czas mam wrażenie ze Svitek zbyt mocno wierzy w szybki atak i zabijanie rywala wysokim – ale jednostajnym – tempem gry. Taka taktyka – znów się powtórzę – jest dla mnie dobra ale tylko do pewnego momentu, albo raczej pułapu. W ten sposób można ogrywać rywali w lidze (choc z Polkowicami w finałach tez może być problem) czy tez zespoły pokroju Brna bądź Sopronu, ale już niekoniecznie europejska czołówkę, co zresztą 2 krotnie nam juz pokazał Orenburg. W obu tych spotkaniach na początku meczu narzucaliśmy wysokie tempo gry, i nawet osiągaliśmy sporo przewagę , tylko ze dość szybko rywal „dochodził” do siebie, a gdy już udało mu się wybić nam z rak ten atut to stawaliśmy się bezradni. I nie sadze by tan zespół był jakim wyjątkiem – prawdopodobnie podobnie byłoby z dokładnie każdym zespołem który wyprzedził nas w tabelce zbiorczej, może poza Spartakiem, który ma zbyt krotka rotacje. (z drugiej strony wydaje mi się tez ze z koeli wszystkie zespoły które zajęły niższe lokaty, byłby dla ans do ogrania. Co pokazuje za skończyliśmy na wyjątkowo sprawiedliwym miejscu w szeregu) Tak wiec zgodzę się ze Svitkiem ze stac nas na ogranie rywalek ale tylko pod warunkiem ze zarówno zawodniczki jak i on sam, pokażą jednak cos więcej niż w nawet najlepszych naszych dotychczasowych meczach. Walka musi być jak wczoraj, ale wspomóc ja musi tez spryt, opanowanie i taktyka.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: EUROLIGA 2013/2014
Svitek ma fajne podejście do koszykówki, dobrze się go słucha, ale chyba on sam nie do końca wie, jak to co mówi-robi na duży wpływ na zespół oraz chyba wychodzi trochę z założenia, że jeśli zespół zrealizuje wymyśloną przez niego taktykę to wynik sam przyjdzie, bez oglądania się na rywala, bez wymyślania taktycznych "sztuczek"...
Ja nijak nie mogę zrozumieć tego, czemu on opiernicza zawodniczki za złą akcję w obronie, gdy one już grają kolejną akcję w ataku.. czemu to ma służyć? Jeśli trenerowi, bo daje tym samym upust własnym emocjom, to powinien może zacząć medytować i pić melisę/nervosol. Jeśli zawodniczkom, to nie bardzo wiem jak, bo już kilka razy zdarzyło się, że pani x czy y nie wiedziała czy ma się koncentrować na akcji w ataku, czy może słuchać trenera, który do niej, personalnie do niej, właśnie krzyczy...
Orenburg jest zespołem do ogrania, ale ciężko być optymistą przed tą rywalizacją, biorąc pod uwagę: nasz regres formy, tygodniową podróż Gorzów-Konin-Orenburg i to, że ławce trenerskiej wyciąganie wniosków z porażek wychodzi (jak do tej pory) średnio.
Ja nijak nie mogę zrozumieć tego, czemu on opiernicza zawodniczki za złą akcję w obronie, gdy one już grają kolejną akcję w ataku.. czemu to ma służyć? Jeśli trenerowi, bo daje tym samym upust własnym emocjom, to powinien może zacząć medytować i pić melisę/nervosol. Jeśli zawodniczkom, to nie bardzo wiem jak, bo już kilka razy zdarzyło się, że pani x czy y nie wiedziała czy ma się koncentrować na akcji w ataku, czy może słuchać trenera, który do niej, personalnie do niej, właśnie krzyczy...
Orenburg jest zespołem do ogrania, ale ciężko być optymistą przed tą rywalizacją, biorąc pod uwagę: nasz regres formy, tygodniową podróż Gorzów-Konin-Orenburg i to, że ławce trenerskiej wyciąganie wniosków z porażek wychodzi (jak do tej pory) średnio.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: EUROLIGA 2013/2014
No, a juz myślałem ze się w tym sezonie tego - oczywistego - transferu nie doczekam, a jednak Babkina koniec końców wylądowała u Greka w Orenburgu 
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: EUROLIGA 2013/2014
No to i nadszedł czas na spotkanie z tą Babkiną.
Orenburg znamy, nie tęsknimy. Wszyscy to pewnie pamiętają ale tak dla przypomnienia - w fazie grupowej 2 łatwe wygrane Rosjanek, po meczach o bardzo zbliżonym przebiegu. Na początku duze tempo narzucone przez nas przekłada sie na całkiem przyzwoita przewagę, a potem do głosu dochodzi Nadezda która szybko nadrabia straty i wychodzi na prowadzenie.
Czy tym razem może byc inaczej? I to nie tak ze tym razem Rosjanki juz od początku narzuca swoje warunki gry? Chciałbym wierzyć ze tak, ale rozum mówi ze wielkich nadziei robić sobie nie należy. Sposób gry rywalek ewidentnie nam nie leży, jak dotąd nie mięliśmy żadnego pomysłu by zrównoważyć ich przewagę fizyczna. Oba mecze mniej więcej od 15 minuty wyglądały tak jakby spotkali się bokserzy w dwóch rożnych kategoria wagowych. Ten mniejszy niby walczy, niby skacze, niby stara się wyprowadzić ciosy, ale wrażenie na przeciwniku to nie robi. Takie zderzenia ze ścianą. Jeśli tym razem ma się cos zmienić to zasadniczą kwestia jest poprawienie gry na tablicach, a zwłaszcza na tej bronionej. W tym elemencie ostatnio dostaliśmy łomot wręcz nie przyzwoity. I w tym miejscu wzrok kieruje w stronę naszego trenera, bo taka przewaga rywalek wynikła w dużej mierze nie tyle z indywidualnych możliwości zawodniczek ile z organizacji gry.
A jeśli już o trenerze mowa, to dla mnie ta rywalizacja z Orenburgiem będzie takim testem, sprawdzającym czy pod jego wodzą możemy liczyć – także ewentualnie w przyszłości - na coś więcej niż tylko wygrywanie tego co wygrać powinniśmy. Chciałbym zobaczyć ze potrafi wyciągać wnioski z wcześniejszych porażek, że potrafi przechytrzyć jakoś rywala i w końcu ze potrafi w trakcie meczu pomoc drużynie także wówczas gdy przeciwnik jest wymagający a ostatnio zwłaszcza jeśli chodzi o ten ostatnią kwestię mam sporo zastrzeżeń. Mam bowiem coraz większe wrażenie ze jego emocjonalne podchodzenie do meczu nie tylko drużynie nie pomaga ale wręcz szkodzi. Brakuje mi chłodnego spojrzenia na grę (a potrafi ją bardzo dobrze czytać, co udawania choćby na konferencjach prasowych gdy juz jest spokojniejszy) czy uspokojenia zespołu gdy ten się „zagotuje” Ciągłe „nakręcanie” zawodniczek do jeszcze szybszego tempa i jeszcze agresywniejszej obrony jest dobre wówczas gdy zespołowi brakuje ambicji czy motywacji. To się u nas zdarza w spotkaniach ze słabszymi rywalami w lidze, ale nie w meczach euroligowych. Tam zawodniczki, biegają, walczą i się starają a tego czego im brakuje to nieraz właśnie „chłodna” głowa. I jest to o tyle dziwne, ze większość naszych koszykarek – właściwie wszystkie poza McCray i momentami Zurowską - potrafi na parkiecie myśleć. Svitek nie musi wiec z reguły tego robić za nie, jak to czasem bywa w zespołach, ale ważne jest by im w tym nie przeszkadzał.
W kontekście nerwów ważnym dla nas może się w tej rywalizacji okazać to co się zdarzyło w ciągu ostatniego tygodnia, a wiec wygrany mecz w Gorzowie, który niemal gwarantuje nam 1 miejsce przed faza PO i zdobycie PP. Nie są to oczywiście osiągnięcia jakieś niebotyczne, i pewnie nikt w Krakowie nie popadł po nich w euforie, ale jednak można liczyć ze nieco poprawia atmosferę i wprowadzą do drużyny więcej spokoju. Co by nie powiedzieć zrealizowaliśmy pierwszy – choć oczywiście ten najmniej istotny - z założonych przed sezonem celów. Odzyskanie pucharu miało dla nas niewątpliwie znaczenie prestiżowe, można się domyślać ze gdyby w sobotę podwinęła się nam noga to do Rosji lecielibyśmy w minorowych humorach, a ewentualne odpadniecie z euroligii mogłoby doprowadzić do powtórki sprzed roku. A tak pewnie nawet jeśli z Orenburgiem nic nie zdziałamy to wielkiej tragedii nie będzie – bo jednak w tym sezonie zdecydowany priorytet ma dla nas liga.
A w innych parach? Za dużo emocji raczej być nie powinno. Właściwie tylko w przypadku rywalizacji Kayseri z Familia można mówić o porównywalnych możliwościach obu drużyn. W pozostałych konfrontacjach faworyci sa dość zdecydowani – drużyny rozstawione, bo nawet imo najsłabszy wśród nich Spartak nie powinien mieć większych problemów z awansem – „los” był w tym wypadku dla niego łaskawy i dał mu tez najsłabszego z możliwych rywala. Oczywiście w pojedynczych meczach – zwłaszcza tych rozgrywanych na własnym parkiecie, czy to drużyny hiszpańskie, czy Koszyce mogą napsuć trochę krwi swoim rywalom, i nawet doprowadzić do meczu nr 3, ale jednak trudno przypuszczać by wyeliminowały swoich rywali. Jeszcze mniejsze nadzieję można wiązać z występem Polkowic, bo choć podopieczne Winnickiego prezentują się w ostatnio lepiej niż na początku sezonu to jednak daleko im do tego co było rok temu, a i rywal jest z najwyższej półki. Fenerbahce może i momentami nie zachwycało, ale gdy trzeba było pokazać swoja siłę to sprowadziło na ziemie Orenbrug i jako jedyne zakończyło RS bez porażki. Z Polkowicami tez pewnie zagrają już dosc mocno skoncentrowane, a jeśli tak się stanie to rywalizacja powinna przypominać to co miało miejsce 2 lata temu, gdy „Pomaranczowe” wpadły w tej fazie na Walencje. Zresztą chyba na Dolnym Śląsku też chyba niezbyt wierzą w przejście rywala, skoro zdecydowali się nie przekładać z weekendu meczu ligowego ze Szczecinem.
Orenburg znamy, nie tęsknimy. Wszyscy to pewnie pamiętają ale tak dla przypomnienia - w fazie grupowej 2 łatwe wygrane Rosjanek, po meczach o bardzo zbliżonym przebiegu. Na początku duze tempo narzucone przez nas przekłada sie na całkiem przyzwoita przewagę, a potem do głosu dochodzi Nadezda która szybko nadrabia straty i wychodzi na prowadzenie.
Czy tym razem może byc inaczej? I to nie tak ze tym razem Rosjanki juz od początku narzuca swoje warunki gry? Chciałbym wierzyć ze tak, ale rozum mówi ze wielkich nadziei robić sobie nie należy. Sposób gry rywalek ewidentnie nam nie leży, jak dotąd nie mięliśmy żadnego pomysłu by zrównoważyć ich przewagę fizyczna. Oba mecze mniej więcej od 15 minuty wyglądały tak jakby spotkali się bokserzy w dwóch rożnych kategoria wagowych. Ten mniejszy niby walczy, niby skacze, niby stara się wyprowadzić ciosy, ale wrażenie na przeciwniku to nie robi. Takie zderzenia ze ścianą. Jeśli tym razem ma się cos zmienić to zasadniczą kwestia jest poprawienie gry na tablicach, a zwłaszcza na tej bronionej. W tym elemencie ostatnio dostaliśmy łomot wręcz nie przyzwoity. I w tym miejscu wzrok kieruje w stronę naszego trenera, bo taka przewaga rywalek wynikła w dużej mierze nie tyle z indywidualnych możliwości zawodniczek ile z organizacji gry.
A jeśli już o trenerze mowa, to dla mnie ta rywalizacja z Orenburgiem będzie takim testem, sprawdzającym czy pod jego wodzą możemy liczyć – także ewentualnie w przyszłości - na coś więcej niż tylko wygrywanie tego co wygrać powinniśmy. Chciałbym zobaczyć ze potrafi wyciągać wnioski z wcześniejszych porażek, że potrafi przechytrzyć jakoś rywala i w końcu ze potrafi w trakcie meczu pomoc drużynie także wówczas gdy przeciwnik jest wymagający a ostatnio zwłaszcza jeśli chodzi o ten ostatnią kwestię mam sporo zastrzeżeń. Mam bowiem coraz większe wrażenie ze jego emocjonalne podchodzenie do meczu nie tylko drużynie nie pomaga ale wręcz szkodzi. Brakuje mi chłodnego spojrzenia na grę (a potrafi ją bardzo dobrze czytać, co udawania choćby na konferencjach prasowych gdy juz jest spokojniejszy) czy uspokojenia zespołu gdy ten się „zagotuje” Ciągłe „nakręcanie” zawodniczek do jeszcze szybszego tempa i jeszcze agresywniejszej obrony jest dobre wówczas gdy zespołowi brakuje ambicji czy motywacji. To się u nas zdarza w spotkaniach ze słabszymi rywalami w lidze, ale nie w meczach euroligowych. Tam zawodniczki, biegają, walczą i się starają a tego czego im brakuje to nieraz właśnie „chłodna” głowa. I jest to o tyle dziwne, ze większość naszych koszykarek – właściwie wszystkie poza McCray i momentami Zurowską - potrafi na parkiecie myśleć. Svitek nie musi wiec z reguły tego robić za nie, jak to czasem bywa w zespołach, ale ważne jest by im w tym nie przeszkadzał.
W kontekście nerwów ważnym dla nas może się w tej rywalizacji okazać to co się zdarzyło w ciągu ostatniego tygodnia, a wiec wygrany mecz w Gorzowie, który niemal gwarantuje nam 1 miejsce przed faza PO i zdobycie PP. Nie są to oczywiście osiągnięcia jakieś niebotyczne, i pewnie nikt w Krakowie nie popadł po nich w euforie, ale jednak można liczyć ze nieco poprawia atmosferę i wprowadzą do drużyny więcej spokoju. Co by nie powiedzieć zrealizowaliśmy pierwszy – choć oczywiście ten najmniej istotny - z założonych przed sezonem celów. Odzyskanie pucharu miało dla nas niewątpliwie znaczenie prestiżowe, można się domyślać ze gdyby w sobotę podwinęła się nam noga to do Rosji lecielibyśmy w minorowych humorach, a ewentualne odpadniecie z euroligii mogłoby doprowadzić do powtórki sprzed roku. A tak pewnie nawet jeśli z Orenburgiem nic nie zdziałamy to wielkiej tragedii nie będzie – bo jednak w tym sezonie zdecydowany priorytet ma dla nas liga.
A w innych parach? Za dużo emocji raczej być nie powinno. Właściwie tylko w przypadku rywalizacji Kayseri z Familia można mówić o porównywalnych możliwościach obu drużyn. W pozostałych konfrontacjach faworyci sa dość zdecydowani – drużyny rozstawione, bo nawet imo najsłabszy wśród nich Spartak nie powinien mieć większych problemów z awansem – „los” był w tym wypadku dla niego łaskawy i dał mu tez najsłabszego z możliwych rywala. Oczywiście w pojedynczych meczach – zwłaszcza tych rozgrywanych na własnym parkiecie, czy to drużyny hiszpańskie, czy Koszyce mogą napsuć trochę krwi swoim rywalom, i nawet doprowadzić do meczu nr 3, ale jednak trudno przypuszczać by wyeliminowały swoich rywali. Jeszcze mniejsze nadzieję można wiązać z występem Polkowic, bo choć podopieczne Winnickiego prezentują się w ostatnio lepiej niż na początku sezonu to jednak daleko im do tego co było rok temu, a i rywal jest z najwyższej półki. Fenerbahce może i momentami nie zachwycało, ale gdy trzeba było pokazać swoja siłę to sprowadziło na ziemie Orenbrug i jako jedyne zakończyło RS bez porażki. Z Polkowicami tez pewnie zagrają już dosc mocno skoncentrowane, a jeśli tak się stanie to rywalizacja powinna przypominać to co miało miejsce 2 lata temu, gdy „Pomaranczowe” wpadły w tej fazie na Walencje. Zresztą chyba na Dolnym Śląsku też chyba niezbyt wierzą w przejście rywala, skoro zdecydowali się nie przekładać z weekendu meczu ligowego ze Szczecinem.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: EUROLIGA 2013/2014
Wisła gra póki co katastrofalnie w Orenburgu. Do przerwy ledwo 18 punktów uciułane. Skuteczność za 2 porażająca - 19%. Przez 20 minut żadnej asysty. Do tego przegrywa deskę 17:24, zatem to gospodynie są bliższe wygranej w pierwszym meczu. Do przerwy 30:18 dla Orenburga.
Re: EUROLIGA 2013/2014
kristofer pisze:Przez 20 minut żadnej asysty.
To akurat jest jakiś orenburski sen zimowy robiących statystyki... no chyba, że ja oglądam inny mecz. Co nie zmienia faktu, że gramy ambitnie i przyzwoicie w obronie i tragicznie w ataku - dobre krycie Lavender i Allie i nas nie ma.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: EUROLIGA 2013/2014
Coz, znow sie nie udało, ale brawa za walke. Moze te 4 kwarta da nam nadzieje ze z Orenburgiem mozna powalczyć.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: EUROLIGA 2013/2014
szkoda tak niewykorzystanej okazji.....Orenburg nawet w przekroju całego meczu a nie tylko w 4 kwarcie grał słabo ...przestrzelone rzuty spod samego kosza , głupie straty niestety nie pozwoliły na wygraną ...niestety dla Wisły takie mecze szczególnie jak sie gra z niższej pozycji trzeba wygrywać....oby sie nie okazało że po piątkowym meczu w Krakowie trzeba będzie żegnać się z Euroligą , powiemy sobie niby było blisko ale jak to zwykle polski zespół odpadnie
Re: EUROLIGA 2013/2014
ten mecz można było wygrać. Druga połowa wyglądała lepiej aniżeli pierwsza. W trzeciej kwarcie Wisła zaczęła od 9:2, by ostatecznie w niej przegrać 13:17. Myślę, że gdyby udało się wtedy zmniejszyć stratę, to ten mecz mógłby zostać wygrany. Rywalizacja przenosi się teraz do Krakowa i trzeba wygrać, jeśli Wisła chce zagrać w turnieju finałowym.
Re: EUROLIGA 2013/2014
tommiiii pisze: powiemy sobie niby było blisko ale jak to zwykle polski zespół odpadnie
a konkretnie co masz na myśli pisząc to "jak zwykle"? W odniesieniu oczywiście do euroligi a nie np do repry piłkarzy? Bo ja sobie ostatnimi laty za wiele takich przypadków nie przypominam może poza nasza rywalizacja z Bourges ale i nie do końca.
A i to "blisko" jest takie mocno zafałszowane zważywszy na przebieg meczu, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę jak wyglądały mecze w fazie grupowej. Tam zaczynaliśmy spotkania dobrze a jak byl tego końcowy efekt wiemy doskonale. Dzis tez mogłoby sie okazać ze Orenburg bardziej przez nas przyciśnięty we wcześniejszych fazach meczu w końcówce spotkanie zagrałby za to dużo lepiej.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: EUROLIGA 2013/2014
Na dwoje a nawet troje babka wróżyła i może wróżyć - z jednej strony wiele spotkań w euro zakończyło się rezultatem, w którym "underdog" nie wygrał pierwszego meczu wyjazdowego i przegrał na styku po walce a następnie kompletnie się rozwalał u siebie i oddawał zwycięstwo 15-20 punktami.
Jak dla mnie jest to dość prawdopodobny scenariusz, tym niemniej mam jednak nadzieję, że będzie inaczej. Niestety zwycięstwo u siebie i tak mało daje w perspektywie meczu w Rosji. Dwa zwycięstwa wydają mi się dość karkołomnym zadaniem, tym niemniej zobaczymy. Może Pawlak się przebudzi jak kiedyś właśnie w meczu z Nadieżdzą
.
Jak dla mnie jest to dość prawdopodobny scenariusz, tym niemniej mam jednak nadzieję, że będzie inaczej. Niestety zwycięstwo u siebie i tak mało daje w perspektywie meczu w Rosji. Dwa zwycięstwa wydają mi się dość karkołomnym zadaniem, tym niemniej zobaczymy. Może Pawlak się przebudzi jak kiedyś właśnie w meczu z Nadieżdzą
Wróć do „Rozgrywki w Europie/ME”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości
