ŁKS Siemens AGD Łódź - AZS PWSZ Gorzów
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
-
Don Igłata
- Młodzik
- Posty: 731
- Rejestracja: 26 lipca 2004, 12:03
kyS pisze:
Moja uwaga, moze i glupiajak juz tak mocno cisniemy w 1 polowie, to odjedzimy tak rywalkom, zeby im sie odechcialo grac i bedzie z glowy
W Brzegu też kiedyś słyszałem podobny tekst - cyt. " słowo ten nasz trener to jest do dupy, ja to bym słowo tak grał, że bym najpierw uzyskał przewagę, a potem słowo ... tą przewagę utrzymał".
Ot ... i już!
Jerzy Walczyk 15-01-2006 , ostatnia aktualizacja 15-01-2006 20:33
Do czterech razy sztuka
Koszykarkom ŁKS udało się wreszcie przerwać serię spotkań bez wygranej, choć nie były faworytem meczu z AZS Gorzów.
Od pierwszych minut trwała walka kosz za kosz. Jeszcze w szóstej minucie było 14:13 dla ŁKS, ale wtedy łodzianki zaczęły grać jak na treningu - zupełnie nie angażowały się w obronę. Akademiczki bezlitośnie to wykorzystały. Po kwadransie gry, po rzucie Joanny Czarneckiej, AZS prowadził już 31:16. Trener Trześniewski zareagował natychmiast, a co najważniejsze skutecznie. Wziął czas, odpowiednio nastawił zawodniczki do gry i na początku trzeciej kwarty Katarzyna Kenig doprowadziła do remisu (38:38 ). Później sytuacja na boisku zmieniała się jak w kalejdoskopie. W 25 min AZS prowadził jeszcze 48:47, ale na początku czwartej kwarty ŁKS - 63:53.
Wydawało się, że gospodynie utrzymają przewagę, ale łodzianki już kilka razy udowodniły, że potrafią roztrwonić nawet większe zyski. Tak było także w sobotę. 60 sekund przed końcową syreną ŁKS Siemens prowadził zaledwie 72:68. Po chwili Aleksandra Karpińska trafiła z dystansu, a następnie gorzowianki sfaulowały Kenig. Łodzianka wykorzystała tylko jeden rzut wolny i Karpińska na sekundę przed końcem meczu doprowadziła do dogrywki.W dodatkowych pięciu minutach łodzianki zdeklasowały rywalki - wygrały 16:5. Dla podopiecznych trenera Trześniewskiego była to czwarta dogrywka w tym sezonie, ale dopiero pierwsza zwycięska. Wśród gospodyń kolejny dobry występ zaliczyła Kenig, która znów była najskuteczniejszą zawodniczką. O swoim największym atucie - rzucie z dystansu - przypomniała kibicom Dominauskaite, zaliczając pięć udanych prób. Coraz pewniej pod koszem rywalek czuje się Elena Czernij, która odzyskuje skuteczność po niedawnej chorobie.
ŁKS SIEMENS ŁÓDŹ - AZS GORZÓW 89:78 (14:25, 18:13, 31:15, 10:20, 16:5)
ŁKS Siemens: Kenig 23, Dominauskaite 19, Czernij 16, Włodarska 15, Hrickova 13, Owczarek 3 oraz Białogór, Głaszcz.
AZS: Czarnecka 21, Czubak 3, Karpińska, Żurkowska po 19, Żyłczyńska 15, Banaszkiewicz 1 oraz Semerda, Toporowska, Kaszewska.
Gazeta Wyborcza
Do czterech razy sztuka
Koszykarkom ŁKS udało się wreszcie przerwać serię spotkań bez wygranej, choć nie były faworytem meczu z AZS Gorzów.
Od pierwszych minut trwała walka kosz za kosz. Jeszcze w szóstej minucie było 14:13 dla ŁKS, ale wtedy łodzianki zaczęły grać jak na treningu - zupełnie nie angażowały się w obronę. Akademiczki bezlitośnie to wykorzystały. Po kwadransie gry, po rzucie Joanny Czarneckiej, AZS prowadził już 31:16. Trener Trześniewski zareagował natychmiast, a co najważniejsze skutecznie. Wziął czas, odpowiednio nastawił zawodniczki do gry i na początku trzeciej kwarty Katarzyna Kenig doprowadziła do remisu (38:38 ). Później sytuacja na boisku zmieniała się jak w kalejdoskopie. W 25 min AZS prowadził jeszcze 48:47, ale na początku czwartej kwarty ŁKS - 63:53.
Wydawało się, że gospodynie utrzymają przewagę, ale łodzianki już kilka razy udowodniły, że potrafią roztrwonić nawet większe zyski. Tak było także w sobotę. 60 sekund przed końcową syreną ŁKS Siemens prowadził zaledwie 72:68. Po chwili Aleksandra Karpińska trafiła z dystansu, a następnie gorzowianki sfaulowały Kenig. Łodzianka wykorzystała tylko jeden rzut wolny i Karpińska na sekundę przed końcem meczu doprowadziła do dogrywki.W dodatkowych pięciu minutach łodzianki zdeklasowały rywalki - wygrały 16:5. Dla podopiecznych trenera Trześniewskiego była to czwarta dogrywka w tym sezonie, ale dopiero pierwsza zwycięska. Wśród gospodyń kolejny dobry występ zaliczyła Kenig, która znów była najskuteczniejszą zawodniczką. O swoim największym atucie - rzucie z dystansu - przypomniała kibicom Dominauskaite, zaliczając pięć udanych prób. Coraz pewniej pod koszem rywalek czuje się Elena Czernij, która odzyskuje skuteczność po niedawnej chorobie.
ŁKS SIEMENS ŁÓDŹ - AZS GORZÓW 89:78 (14:25, 18:13, 31:15, 10:20, 16:5)
ŁKS Siemens: Kenig 23, Dominauskaite 19, Czernij 16, Włodarska 15, Hrickova 13, Owczarek 3 oraz Białogór, Głaszcz.
AZS: Czarnecka 21, Czubak 3, Karpińska, Żurkowska po 19, Żyłczyńska 15, Banaszkiewicz 1 oraz Semerda, Toporowska, Kaszewska.
Gazeta Wyborcza
Ot i juz... ale to jest trzeci mecz z rzedu, ktory przegrywa w identyczny sposob. Nie mowie, ze mielismy wyrgac z Wisla, ale scenariusz byl dokladnie taki asm jak w meczach z Polkowicami i Lodzia.
CokolwiekPomiedzyLudzmiKonczySie
ZnaczyNigdySieNieZaczelo
GdybyPrawdziwieSieZaczeloNieSkonczylobySie
SkonczyloSieBoSieNieZaczelo
CokolwiekPrawdziwieSieZaczynaNigdySieNieKonczy
majoneez pisze:
W trakcie meczu zawodniczki odtańczyły tradycyjnego krakowiaczka, trzymając sie za rączki i śpiewając:
Ta Dorotka ta malusia, ta malusia
tańcowała do kolusia, do kolusia.
Tańcowała ranną rosą, ranną rosą
i tupała nóżką bosą, nóżką bosą
Ladne zdjecia .
Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo.
ŁKS Siemens AGD Łódź - AZS Gorzów 89:78 – Druga wygrana
Poniedziałek, 16 stycznia 2006r.
Koszykarki ŁKS Siemens AGD wygrały po raz drugi. Podopieczne Mirosława Trześniewskiego pokonały w Łodzi AZS PWSZ Gorzów 89:78 (po dogrywce).
Katarzyna Kenig (z lewej) w starciu z Aleksandrą Karpińską
W tym sezonie każdy transmitowany przez telewizję mecz gorzowianek kończył się dogrywką.
W 6 min po rzucie Włodarskiej ŁKS prowadził 14:13. Później AZS zaczął agresywniej bronić, i po kwadransie było już 16:31 i mało kto wierzył, że ełkaesianki będą jeszcze w stanie nawiazać walkę z faworytkami. Sygnał do odrabiania strat dała Dominauskaite, trafiając za trzy pkt. Uczyniła to w meczu pięciokrotnie, ogółem kibice obejrzeli aż 17 "trójek''.
W 22 min do remisu doprowadziła Kenig, a poźniej gospodynie powiększały przewagę. Tuż przed końcem trzeciej kwarty po wolnym Kenig było 63:53. Wydawało się więc, że emocje już się skończyły. Jednak AZS nie rezygnował. Bezwzględnie wykorzystał błędy łodzianek i zdobył dziesięć punktów z rzędu (63:63 w 34). ŁKS grał już wówczas bez Hrickovej (opuściła parkiet po pięciu przewinieniach). Ostatnie minuty były niezwykle dramatyczne. Przy stanie 72:68 (39 min) przed wielką szansą stanęła Włodarska, ale nie wykorzystała żadnego z wolnych. Po chwili do kosza nie trafiła Dominauskaite, a kapitalnym rzutem z 9 metrów popisała się Karpińska (72:71 na 17,2 s przed końcem). Na 12,3 s przed upływem regulaminowego czasu gry Kenig trafiła z wolnego (73:71, jednak niemal równo z końcową syreną do remisu doprowadziła Karpińska (73:73).
W dogrywce wątpliwości już nie było. Z boiska zeszła Karpińska, a punktowały tylko łodzianki. O końcowym rezultacie przesądziła Dominauskaite rzutem za trzy punkty (81:73 w 44 min).
ŁKS zaprezentował się bardzo dobrze jako zespół, odprawiając z kwitkiem ulubioną drużynę premiera Marcinkiewicza. Najlepsza była Kenig, która wyraźnie odżyła po powrocie z Krakowa. Czernij chciała udowodnić, że ŁKS ma jednak środkową z prawdziwego zdarzenia (zebrała aż 11 piłek), na wysokim poziomie znów grały Hrickova i Dominauskaite. Ważne punkty zdobywała Włodarska. Nie popadając w hurraoptymizm (AZS grał bez kontuzjowanej Szott), nie chce się wierzyć, że łodzianki nie rozpoczną marszu w górę tabeli. Mecz oglądała z trybun Serbka Pavicevic, która podczas piątkowego treningu doznała urazu kolana.
ŁKS Siemens AGD Łódź - AZS Gorzów 89:78 (14:25, 18:13, 31:15, 10:20, 16:5)
ŁKS: Kenig 26, Czernij i Dominauskaite po 16, Hrickova 13, Włodarska 12 oraz Owczarek 6, Głaszcz, Białogór.
AZS: Karpińska i Żurowska po 19, Żyłczyńska 15, Czubak 3, Kaszewska oraz Czarnecka 21, Banaszkiewicz 1, Toporowska, Semerda.
(bart) - Express Ilustrowany
Poniedziałek, 16 stycznia 2006r.
Koszykarki ŁKS Siemens AGD wygrały po raz drugi. Podopieczne Mirosława Trześniewskiego pokonały w Łodzi AZS PWSZ Gorzów 89:78 (po dogrywce).
Katarzyna Kenig (z lewej) w starciu z Aleksandrą Karpińską
W tym sezonie każdy transmitowany przez telewizję mecz gorzowianek kończył się dogrywką.
W 6 min po rzucie Włodarskiej ŁKS prowadził 14:13. Później AZS zaczął agresywniej bronić, i po kwadransie było już 16:31 i mało kto wierzył, że ełkaesianki będą jeszcze w stanie nawiazać walkę z faworytkami. Sygnał do odrabiania strat dała Dominauskaite, trafiając za trzy pkt. Uczyniła to w meczu pięciokrotnie, ogółem kibice obejrzeli aż 17 "trójek''.
W 22 min do remisu doprowadziła Kenig, a poźniej gospodynie powiększały przewagę. Tuż przed końcem trzeciej kwarty po wolnym Kenig było 63:53. Wydawało się więc, że emocje już się skończyły. Jednak AZS nie rezygnował. Bezwzględnie wykorzystał błędy łodzianek i zdobył dziesięć punktów z rzędu (63:63 w 34). ŁKS grał już wówczas bez Hrickovej (opuściła parkiet po pięciu przewinieniach). Ostatnie minuty były niezwykle dramatyczne. Przy stanie 72:68 (39 min) przed wielką szansą stanęła Włodarska, ale nie wykorzystała żadnego z wolnych. Po chwili do kosza nie trafiła Dominauskaite, a kapitalnym rzutem z 9 metrów popisała się Karpińska (72:71 na 17,2 s przed końcem). Na 12,3 s przed upływem regulaminowego czasu gry Kenig trafiła z wolnego (73:71, jednak niemal równo z końcową syreną do remisu doprowadziła Karpińska (73:73).
W dogrywce wątpliwości już nie było. Z boiska zeszła Karpińska, a punktowały tylko łodzianki. O końcowym rezultacie przesądziła Dominauskaite rzutem za trzy punkty (81:73 w 44 min).
ŁKS zaprezentował się bardzo dobrze jako zespół, odprawiając z kwitkiem ulubioną drużynę premiera Marcinkiewicza. Najlepsza była Kenig, która wyraźnie odżyła po powrocie z Krakowa. Czernij chciała udowodnić, że ŁKS ma jednak środkową z prawdziwego zdarzenia (zebrała aż 11 piłek), na wysokim poziomie znów grały Hrickova i Dominauskaite. Ważne punkty zdobywała Włodarska. Nie popadając w hurraoptymizm (AZS grał bez kontuzjowanej Szott), nie chce się wierzyć, że łodzianki nie rozpoczną marszu w górę tabeli. Mecz oglądała z trybun Serbka Pavicevic, która podczas piątkowego treningu doznała urazu kolana.
ŁKS Siemens AGD Łódź - AZS Gorzów 89:78 (14:25, 18:13, 31:15, 10:20, 16:5)
ŁKS: Kenig 26, Czernij i Dominauskaite po 16, Hrickova 13, Włodarska 12 oraz Owczarek 6, Głaszcz, Białogór.
AZS: Karpińska i Żurowska po 19, Żyłczyńska 15, Czubak 3, Kaszewska oraz Czarnecka 21, Banaszkiewicz 1, Toporowska, Semerda.
(bart) - Express Ilustrowany
Świat bez Agnieszki Szott nie wygląda tragicznie. Trzeci raz pokazywali gorzowianki w telewizji i po raz trzeci mieliśmy dogrywkę, którą znów oddaliśmy rywalkom. Żal tylko porażki, bo dziewczyny na pewno wstydu nam nie przyniosły.
Kontuzja liderki AZS PWSZ Sowood i drugiego strzelca ekstraklasy była utrzymywana w absolutnej tajemnicy. Brak Szott wprowadził w łódzkiej ekipie spore zamieszanie. - Przyznaję, że było to dla nas duże zaskoczenie, bo Agnieszka to ostoja i najważniejsza opcja gorzowskiego ataku, naszą taktykę ustawialiśmy pod jej zagrania - mówił trener ŁKS Mirosław Trześniewski. - Było to widać w pierwszej połowie, gdzie przegrywaliśmy już różnicą 15 pkt. Na szczęście po przerwie pozbieraliśmy się i ostatecznie wyrwaliśmy ten mecz rywalkom, choć emocji i zwrotów akcji na boisku było mnóstwo.
Łódzki szkoleniowiec odetchnął i wreszcie uśmiechnął się dopiero na 46 s przed końcem dogrywki, gdy Katarzyna Kenig powiększyła przewagę gospodyń do 10 pkt. Ta 27-letnia koszykarka, po powrocie dwa tygodnie temu z Krakowa, odmieniła ŁKS. Z nią w składzie łodzianki zagrały w sobotę najlepsze zawody w tym sezonie i co najważniejsze, wygrzebały się z ostatniego miejsca w tabeli. Kenig przebywała na parkiecie aż 43 z 45 min pojedynku. Zdobyła 23 pkt, miała 12 asyst - fantastyczny jak na kobiecą ekstraklasę wynik - do tego 6 zbiórek i 5 przechwytów. - Kasia pokazała, że bardzo wiele potrafi i dobrze, że wybrała granie, a nie siedzenie na ławce w Wiśle - powiedział trener AZS PWSZ Sowood Dariusz Maciejewski.
Gorzowski szkoleniowiec też ma w zespole odzyskaną dla koszykówki wiślaczkę. Joanna Czarnecka, szczególnie w pierwszej połowie, grała w Łodzi świetnie. Zdobyła 21 pkt i była jedną z tych dziewczyn, które godnie zastąpiły Szott. - Właściwie zmartwił mnie tylko wynik, bo postawa drużyny bardzo mnie zbudowała - opowiadał Maciejewski. - Wykonaliśmy fantastyczną pracę w obronie. Tutaj zaczynała się nasza dobra postawa w tym spotkaniu.
Gospodynie przez długie momenty nie potrafiły poradzić sobie z gorzowską agresywną strefą. Gdy czas na rozegranie akcji kończył się, sięgały po swoją ostatnią deskę ratunku - rzut za 3 pkt. To właśnie punkty zdobyte z dystansu uratowały skórę łodziankom. - To fakt, że rywalki trafiały za trzy w kluczowych momentach, ale nie tym wygrały z nami - mówił Maciejewski. - Przecież w czwartej kwarcie rzut z dystansu przestał im "siedzieć" i znów przejęliśmy inicjatywę.
AZS PWSZ Sowood w ciągu początkowych 4. min ostatniej kwarty odrobił 10 pkt straty i doprowadził do remisu. Potem znów wygrywał ŁKS, ale w ostatniej minucie Aleksandra Karpińska trafia za trzy i prawie równo z końcową syreną za 2 pkt i sędziowie zarządzili dogrywkę. Niestety tuż po wznowieniu gry, będąca w dużym gazie Karpińska złapała piąty faul. W tym momencie gorzowskiej drużynie skończyła się koszykarska amunicja. - Później zwyczajnie nie starczyło nam zdrowia - podsumował Maciejewski. - Agresywna obrona kosztowała nas wiele sił. Przy kontuzji Agnieszki więcej szans dostały rezerwowe. Po ponad rocznej przerwie, po wyleczeniu groźnego urazu, wróciła na boisko ekstraklasy Joasia Semerda. Dłużej zagrała też Judyta Banaszkiewicz. Każda z nich coś dołożyła do naszej dobrej gry w tym meczu. Takiej konsekwencji w wykonywaniu założeń taktycznych życzyłbym sobie w każdym spotkaniu.
Czy na dłużej musimy przywyknąć do gorzowskiej drużyny walczącej bez Agnieszki Szott? - Aga dostała do zarządu wolną rękę - powiedział trener Maciejewski. - Ma się całkowicie wyleczyć, bo zupełnie zdrowa jest bardzo potrzebna nie tylko nam, ale całej polskiej koszykówce. Czy wróci do nas na play-off, czy będzie jej potrzebna dłuższa przerwa, w tej chwili nie wiadomo.
Ireneusz Klimczak Gazeta Wyborcza
Kontuzja liderki AZS PWSZ Sowood i drugiego strzelca ekstraklasy była utrzymywana w absolutnej tajemnicy. Brak Szott wprowadził w łódzkiej ekipie spore zamieszanie. - Przyznaję, że było to dla nas duże zaskoczenie, bo Agnieszka to ostoja i najważniejsza opcja gorzowskiego ataku, naszą taktykę ustawialiśmy pod jej zagrania - mówił trener ŁKS Mirosław Trześniewski. - Było to widać w pierwszej połowie, gdzie przegrywaliśmy już różnicą 15 pkt. Na szczęście po przerwie pozbieraliśmy się i ostatecznie wyrwaliśmy ten mecz rywalkom, choć emocji i zwrotów akcji na boisku było mnóstwo.
Łódzki szkoleniowiec odetchnął i wreszcie uśmiechnął się dopiero na 46 s przed końcem dogrywki, gdy Katarzyna Kenig powiększyła przewagę gospodyń do 10 pkt. Ta 27-letnia koszykarka, po powrocie dwa tygodnie temu z Krakowa, odmieniła ŁKS. Z nią w składzie łodzianki zagrały w sobotę najlepsze zawody w tym sezonie i co najważniejsze, wygrzebały się z ostatniego miejsca w tabeli. Kenig przebywała na parkiecie aż 43 z 45 min pojedynku. Zdobyła 23 pkt, miała 12 asyst - fantastyczny jak na kobiecą ekstraklasę wynik - do tego 6 zbiórek i 5 przechwytów. - Kasia pokazała, że bardzo wiele potrafi i dobrze, że wybrała granie, a nie siedzenie na ławce w Wiśle - powiedział trener AZS PWSZ Sowood Dariusz Maciejewski.
Gorzowski szkoleniowiec też ma w zespole odzyskaną dla koszykówki wiślaczkę. Joanna Czarnecka, szczególnie w pierwszej połowie, grała w Łodzi świetnie. Zdobyła 21 pkt i była jedną z tych dziewczyn, które godnie zastąpiły Szott. - Właściwie zmartwił mnie tylko wynik, bo postawa drużyny bardzo mnie zbudowała - opowiadał Maciejewski. - Wykonaliśmy fantastyczną pracę w obronie. Tutaj zaczynała się nasza dobra postawa w tym spotkaniu.
Gospodynie przez długie momenty nie potrafiły poradzić sobie z gorzowską agresywną strefą. Gdy czas na rozegranie akcji kończył się, sięgały po swoją ostatnią deskę ratunku - rzut za 3 pkt. To właśnie punkty zdobyte z dystansu uratowały skórę łodziankom. - To fakt, że rywalki trafiały za trzy w kluczowych momentach, ale nie tym wygrały z nami - mówił Maciejewski. - Przecież w czwartej kwarcie rzut z dystansu przestał im "siedzieć" i znów przejęliśmy inicjatywę.
AZS PWSZ Sowood w ciągu początkowych 4. min ostatniej kwarty odrobił 10 pkt straty i doprowadził do remisu. Potem znów wygrywał ŁKS, ale w ostatniej minucie Aleksandra Karpińska trafia za trzy i prawie równo z końcową syreną za 2 pkt i sędziowie zarządzili dogrywkę. Niestety tuż po wznowieniu gry, będąca w dużym gazie Karpińska złapała piąty faul. W tym momencie gorzowskiej drużynie skończyła się koszykarska amunicja. - Później zwyczajnie nie starczyło nam zdrowia - podsumował Maciejewski. - Agresywna obrona kosztowała nas wiele sił. Przy kontuzji Agnieszki więcej szans dostały rezerwowe. Po ponad rocznej przerwie, po wyleczeniu groźnego urazu, wróciła na boisko ekstraklasy Joasia Semerda. Dłużej zagrała też Judyta Banaszkiewicz. Każda z nich coś dołożyła do naszej dobrej gry w tym meczu. Takiej konsekwencji w wykonywaniu założeń taktycznych życzyłbym sobie w każdym spotkaniu.
Czy na dłużej musimy przywyknąć do gorzowskiej drużyny walczącej bez Agnieszki Szott? - Aga dostała do zarządu wolną rękę - powiedział trener Maciejewski. - Ma się całkowicie wyleczyć, bo zupełnie zdrowa jest bardzo potrzebna nie tylko nam, ale całej polskiej koszykówce. Czy wróci do nas na play-off, czy będzie jej potrzebna dłuższa przerwa, w tej chwili nie wiadomo.
Ireneusz Klimczak Gazeta Wyborcza
-
Marcin1010
- Amator
- Posty: 152
- Rejestracja: 07 grudnia 2005, 21:00
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 151 gości







