http://wislacanpack.pl/news/wisla-can-pack-w-komplecie
Co słychać w Wiśle?
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
-
wislakosz.pl
- Młodzik
- Posty: 595
- Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
- Lokalizacja: Kraków
Re: Co słychać w Wiśle?
No i całe szczęście. Do rozpoczęcia euroligi jeszcze niemal miesiąc, wiec Svitek ma sporo czasu by zgrać w przyzwoity sposób zespół. Do tego takie mecz jak np wyjazdy do Torunia czy Szczecina powinny byc świetnym przetarciem przed meczami z Rivas i Brnem. Taki komfort w przygotowaniach ostatnio zdarzał sie niezwykle rzadko, warto to wykorzystać i wejść w puchary z przytupem, tak jak to miało miejsce w 1 seoznie pracy Hernandeza.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
- Marco
- Junior
- Posty: 2575
- Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
- Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
Poniżej kolejny odcinek bloga Justyny Żurowskiej. Od siebie dodamy tylko, że koszykarka Wisły Can-Pack Kraków podzieliła się swoimi refleksjami jeszcze przed spotkaniem 5. kolejki Basket Ligi Kobiet, które w niedzielne popołudnie odbyło się w hali przy ul. Reymonta. Zapraszamy do lektury!
Pierwsze mecze rozegrałyśmy nie będąc jeszcze zasilone graczami z WNBA i dzięki konsekwentnej grze w obronie wygrałyśmy, m. in. na bardzo trudnym terenie w Gorzowie Wlkp.
Przyjazd każdej kolejnej zawodniczki wymagał od nas wielokrotnego powtarzania elementów, nad którymi pracowałyśmy cały okres przygotowawczy. Dzięki ciężkiej i etapowej pracy z Trenerem Svitkiem stworzyłyśmy kolektyw doskonale rozumiejący się na boisku, a więc wdrożenie się nowych graczy przychodzi nam bardzo płynnie i myślę, że z treningu na trening, z meczu na mecz stajemy się prawdziwym zespołem, w którym każdy jest bardzo ważnym elementem i nigdy nie będzie wiadomo, kto w danym meczu będzie wiódł nas do zwycięstwa. Osobiście bardzo dobrze odnajduję się w filozofii gry Trenera, jednakże mam świadomość, że każdy mecz to wielkie wyzwanie i tak naprawdę walka o każdą minutę na boisku. Rywalizacja wewnątrz zespołu jest najlepszym motywatorem do pracy i bardzo się cieszę, że mogę jej doświadczać.
Cały artykuł: Blog Justyny Żurowskiej - Płynąc ku nowym celom
Pierwsze mecze rozegrałyśmy nie będąc jeszcze zasilone graczami z WNBA i dzięki konsekwentnej grze w obronie wygrałyśmy, m. in. na bardzo trudnym terenie w Gorzowie Wlkp.
Przyjazd każdej kolejnej zawodniczki wymagał od nas wielokrotnego powtarzania elementów, nad którymi pracowałyśmy cały okres przygotowawczy. Dzięki ciężkiej i etapowej pracy z Trenerem Svitkiem stworzyłyśmy kolektyw doskonale rozumiejący się na boisku, a więc wdrożenie się nowych graczy przychodzi nam bardzo płynnie i myślę, że z treningu na trening, z meczu na mecz stajemy się prawdziwym zespołem, w którym każdy jest bardzo ważnym elementem i nigdy nie będzie wiadomo, kto w danym meczu będzie wiódł nas do zwycięstwa. Osobiście bardzo dobrze odnajduję się w filozofii gry Trenera, jednakże mam świadomość, że każdy mecz to wielkie wyzwanie i tak naprawdę walka o każdą minutę na boisku. Rywalizacja wewnątrz zespołu jest najlepszym motywatorem do pracy i bardzo się cieszę, że mogę jej doświadczać.
Cały artykuł: Blog Justyny Żurowskiej - Płynąc ku nowym celom


WislaLive.pl
Re: Co słychać w Wiśle?
Dawno już nie napisałem nic dłuższego na forum, więc czas nadrobić te zaległości, zwłaszcza że moment jest do tego odpowiedni – sobotnim meczem w Szczecinie koszykarki zakończyły pierwszy, taki trochę wstępny etap tego sezonu.
Zacznę od trenera bo zmiana na tym stanowisku po niemal 4 latach pracy Hernandeza wydaje się mieć kluczowe znaczenie. Svitek swe rządy rozpoczął w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach: relatywnie szybki koniec sezonu w WNBA umożliwiający dość wczesny przylot naszych największych gwiazd, późne rozpoczęcie rozgrywek w eurolidze połączone z możliwością solidnego – ale nie jakiegoś przesadnie wyczerpującego – przetarcia w lidze a do tego brak poważniejszych kontuzji w zespole to komfort jaki rzadko się trafia trenerom zespołów euro ligowych. Słowak miał sporo czasu by spokojnie popracować z drużyną i wygląda na to że go nie zmarnował.
Oczywiście 8 spotkań ligowych – i to bez tego kluczowego – to zbyt mało by móc wyciągać jakieś daleko idące wnioski, a tym bardziej silić się na porównywanie go z Hernandezem, tym niemniej już teraz mogę ze spokojem napisać że nazywanie go „trenerem” nie jest nadużyciem, jak to czasami u nas bywało. Przede wszystkim widać że ma wizję tego zespołu i wie jak ją wprowadzić w życie. Już na podstawie tych kilku spotkań ligowych można stwierdzić że narzucił zawodniczkom swój pomysł na grę. Jak się patrzy na parkiet to widać że nie biega po nim zlepek 5 przypadkowych pań a drużyna wiedząca co ma grac tak w ataku jak i obronie. Podobać się może zwłaszcza nasza ruchliwość w obronie. Praktycznie cały czas wszystkie zawodniczki na placu sa „pod grą” dzięki czemu rywalkom ciężko wypracować sobie czyste pozycje rzutowe nawet jak wygrają jakiś pojedynek jeden na jeden. W eurolidze z taka wzajemną asekuracja, która trochę tuszuje braki w obronie 1 na 1 niektórych zawodniczek, może być ciężej, bo pewnie bardziej doświadczeni rywale będą starali się bardziej rozciągać pole gry i doprowadzać do izolacji w grze przeciwko niektórym naszym paniom, ale za to Svitek będzie mógł wówczas spróbować gry na obwodzie nasza potencjalnie najsprawniejszą i najlepiej broniąca trojka: Erin, Kryska, Quigley co w lidze jest mocno utrudnione ze względu na przepisy. Skoro mowa o obronie to cieszy tez fakt, że próbujemy różnych wariantów gry w tej strefie. Podstawą jest oczywiście gra każdy swego, ale sa tez fragmenty gdy próbujemy pressingu czy tez obrony strefowej. Równie szybko staramy się grać w ataku. W stosunku do tego co oglądaliśmy w ostatnich latach staramy się duża szybciej kończyć akcje. U Hernandeza zespół grał wolniej, starał się spokojnie doprowadzać do pozycji rzutowych tak by zminimalizować szanse rywali na kontrę. Obecnie nasze zawodniczki podejmują większe ryzyko co jest na pewno efektowniejsze, choć też grozi utratą łatwych punktów. Reasumując: widać że zawodniczki na treningach nie podpierają ścian.
Drugą rzeczą która przypadła mi do gustu jest jego postawa w trakcie prowadzenia spotkań. Widać że czuje grę, nie można się przyczepić ani do pojedynczych zmian, ani do całościowej rotacji, również czasy są brane w odpowiednich momentach. Co prawda na nich póki co większy nacisk w stosunku do Hernandeza kładzie na motywację niż na jakieś korekty taktyczne, ale zakładam ze wynika to z faktu, ze w dotychczasowych meczach w których jednak największym naszym problemem byli nie rywale a własne chwilowe rozprężenie. Nie trudno też zauważyć że zmieniły się tez relacje z zawodniczkami. Józek był takim dobrym tata/wujkiem/dziadkiem, częściej pocieszającym po nieudanym zagraniu niż karzącym. U Svitka dystans na linii zawodniczki-trener jest większy, traktuje zawodniczki jak profesjonalistki które musza go słuchać. I to też może mieć swoje dobre jak i złe strony. Wydaje się ze w poprzednim sezonie miałby on większe szanse nad zapanowaniem nad naszym „gwiazdorskim” zestawieniem ale z kolei taka Ewka mogłaby mieć większy problem by się rozwinąć i nabrać pewności gry. A żeby nie było że obaj trenerzy sa tacy zupełnie odmienni to napisze tez o jednym podobieństwie: Svitek w bardzo podobny sposób do Jozka reaguje na pojedyncze nie udane zagrania zawodniczek: też niejednokrotnie pokazuje jak dana zawodniczka powinna się prawidłowo zachować i podobnie jak Hiszpan ma zwyczaj odwracania się do ławki i wyrzucania przemowy w próżnie – do wszystkich i do nikogo.
Jeśli chodzi o zawodniczki to póki co żadna nie wzbiła się na jakiś super poziom, ale też i żadna jakoś specjalnie nie zawodzi (oczywiście uwzględniając ich potencjał) Praktycznie każda z nich miała już zarówno momenty lepsze jak i momenty słabsze, które jednak dzięki sporej rotacji nie odbijały się na postawie całej drużyny. Tym niemniej i w ich przypadku pokuszę się o pare uwag:
J. Lavender – Tiną Charles nie jest, ale w meczach ligowych ma to raczej pozytywny wydźwięk. Mówiąc wprost – jej się chce grac z każdym rywalem, co może być pochodną tego ze w WNBA jednak pełni role drugoplanową. A ze umiejętności ma spore – dobrze prezentuje się tak pod względem fizycznym jak i umiejętności czysto koszykarskim – to i tak można spokojnie stwierdzić że grając w choć trochę słabszym zespole (tzn z mniejsza rotacja) byłaby najbardziej dominująca zawodniczką podkoszową w PLKK.
Z.Tamane – w grze strasznie mało efektowna, ale bardzo efektywna. Widać ze nie jest to ta półka co Matovic czy Leuchanką ale jak na europejska pod koszową to naprawdę solidna zawodniczka. Tym co ją najbardziej odróżnią od Dory Horti jest głowa. Tamane jest zdecydowanie bardziej opanowana, podejmuje zdecydowanie lepsze decyzje a także dużo więcej widzi na parkiecie (nie przypadkowo ma tyle asyst). Węgierka potencjał miała spory, ale jak jej cos nie wychodziło to była w stanie sama siebie wyłączyć z gry – u Łotyszki tego problemu raczej nie będzie ze względu na większa koszykarska inteligencje. Jak jej nie będzie wpadać to i tak będzie przydatna, choćby w grze w obronie która czuje bardzo dobrze. Jedynym dużym mankamentem jest skoczność a właściwie jej brak. Zasięg rak ma olbrzymi ale jak piłka nie wpadnie jej prosto w ręce to często pada łupem niższych rywalek.
E.Quigley – takiej zawodniczki brakowało mi w Wiśle od czasu I.Marquez. Jest typowym strzelcem mogącym pudłować przez 3/4 meczu a potem rzucić 10 pkt w 2 minuty . Czasem jej gra pewnie będzie irytować, ale w tym już głowa trenera by wówczas dać jej odpocząć na ławce gdy się zbyt zagalopuje w próbach przełamania swojej chwilowej niemocy.
E.Phillips – najpóźniej dołączyła do drużyny i jeszcze nie jest ta Erin z jej najlepszych sezonów w Wiśle. Nie ma jeszcze tego ciągu na kosz rywalek a i skuteczność jest daleka od optymalnej. Tym niemniej liczę ze to ona będzie nasza opcja nr 1 na obwodzie. W porównaniu z Quigley jest jednak bardziej wszechstronna, silniejsza na nogach, ma większy arsenał zagrań.
C.Ouvina – bardzo dobry był w jej wykonaniu początek sezonu, gdy nie było jeszcze pań z WNBA. Wtedy to ona trzymała cała nasza gre co najlepiej było widać w decyzjach Svitka: grała w bardzo dużym wymiarze czasowym, wracając na plac od razu gdy tylko zespól miał chwile zadyszki. Po przyjściu Phillips i Quigley gra mniej, ale to w dużej mierze wynik przepisu o 2 Polkach na parkiecie ale i tak widać że koszykarsko dojrzewa wyrastając na czołową rozgrywająca na naszym kontynencie. Na parkiecie czuje się dużo pewniej niż w poprzednim sezonie w czym pewnie zasługa i gry w kadrze Hiszpanii na ME. Powinna jednak uważać by ta jej pewność siebie nie przerodziła się w nonszalancje bo już kilka razy próbowała grac trudniejsze opcje niż była konieczność.
A.Szott/J.Żurowska – wspólnie bo to podobnej klasy zawodniczki. Agnieszka lepsza technicznie i rzutowo, Justyna silniejsza i waleczniejsza. Ewką żadna z nich nie jest ale dobrze się uzupełniają i można liczyć ze raz jedna raz druga będzie w stanie i w eurolidze w sposób nie tylko symboliczny punktować i oglnie pomagać drużynie. Największy mankament obu to gra obronna. Obie ustępują w tym elemencie wszystkim naszym zagranicznym choć i tak są lepsze od Jujki czy Krężel.. Pochodna ich błędów są faule, które łapią w sposób zatrważająco łatwy. A to często skutkuje ławką, nawet jak w ataku dobrze wejdą „w mecz”
K.Krężel – początek sezonu jak to zwykle u niej bywało bardzo dobry. W obronie co prawda dalej nie nadąża za rywalkami, ale w ataku wpada jej dużo. Tyle tylko że ten scenariusz przerabialiśmy już nie raz. Problemy zaczynały się wówczas gdy dochodziła euro liga. I jakoś ciężko mi uwierzyć by tym razem było inaczej.. choć może?
P.Pawlak – na początku grała mało i fatalnie potem pomógł jej przylot Erin i Allie oraz częste faule Justyny. Svitek póki co na 1 wystawia tylko ją i Kryśke więc gdy jest zmuszony/chce wystawić inan trójke zagranicznych to Paula wskakuje do rotacji. I tak zapewne będzie cały sezon w lidze -0 ich minuty będą rozkładać się w iare równo, natomiast w eurolidze spodziewam się że będzie jak na początku w lidze – Klryska ok. 25-28, Paula 15-12.
M.Jujka – na ligę się czasami przydaje – zwłaszcza w meczach ze słabszymi rywalami, bo zwłaszcza w ataku coś tam umie ale w obronie zluzowała Kaskę na pozycji lidera w walce o fotel najgorzej broniącej zawodniczki w zespole. Tak czy inaczej w lidze będzie się pojawiać na parkiecie bo rzadko gramy na duetem Lavender – Tamane wiec Jujka jest opcja dla Żurowskiej.
Podsumowujac: początek sezonu jak najbardziej na plus. 8 spotkań, w tym 5 dość ciężkich wyjazdowych przeszliśmy bez porażki, w większości wygrywając dość łatwo a do tego prezentując przynajmniej momentami przyjemny dla oka basket. Wydaje się że jesteśmy dobrze przygotowani do zbliżających się dużymi krokami dużo cięższych spotkań (euroliga + Polkowice) i możemy liczyć na dobry start w tych rozgrywkach. Oczywiście nie ma co oczekiwać ze będzie nam szło tak łatwo jak do tej pory, na pewno pojawią się momenty trudne- ta optymalna forma i tak powinna przecież pojawić się dopiero w fazie PO - ale wydaje się ze stać nas na wygranie najbliższych 3 spotkań (Rivas i Polkowice w Krakowie, wyjazd do Brna) co pozwoliłoby nam spokojnie oczekiwać wizyty Fenerbahce.
Zacznę od trenera bo zmiana na tym stanowisku po niemal 4 latach pracy Hernandeza wydaje się mieć kluczowe znaczenie. Svitek swe rządy rozpoczął w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach: relatywnie szybki koniec sezonu w WNBA umożliwiający dość wczesny przylot naszych największych gwiazd, późne rozpoczęcie rozgrywek w eurolidze połączone z możliwością solidnego – ale nie jakiegoś przesadnie wyczerpującego – przetarcia w lidze a do tego brak poważniejszych kontuzji w zespole to komfort jaki rzadko się trafia trenerom zespołów euro ligowych. Słowak miał sporo czasu by spokojnie popracować z drużyną i wygląda na to że go nie zmarnował.
Oczywiście 8 spotkań ligowych – i to bez tego kluczowego – to zbyt mało by móc wyciągać jakieś daleko idące wnioski, a tym bardziej silić się na porównywanie go z Hernandezem, tym niemniej już teraz mogę ze spokojem napisać że nazywanie go „trenerem” nie jest nadużyciem, jak to czasami u nas bywało. Przede wszystkim widać że ma wizję tego zespołu i wie jak ją wprowadzić w życie. Już na podstawie tych kilku spotkań ligowych można stwierdzić że narzucił zawodniczkom swój pomysł na grę. Jak się patrzy na parkiet to widać że nie biega po nim zlepek 5 przypadkowych pań a drużyna wiedząca co ma grac tak w ataku jak i obronie. Podobać się może zwłaszcza nasza ruchliwość w obronie. Praktycznie cały czas wszystkie zawodniczki na placu sa „pod grą” dzięki czemu rywalkom ciężko wypracować sobie czyste pozycje rzutowe nawet jak wygrają jakiś pojedynek jeden na jeden. W eurolidze z taka wzajemną asekuracja, która trochę tuszuje braki w obronie 1 na 1 niektórych zawodniczek, może być ciężej, bo pewnie bardziej doświadczeni rywale będą starali się bardziej rozciągać pole gry i doprowadzać do izolacji w grze przeciwko niektórym naszym paniom, ale za to Svitek będzie mógł wówczas spróbować gry na obwodzie nasza potencjalnie najsprawniejszą i najlepiej broniąca trojka: Erin, Kryska, Quigley co w lidze jest mocno utrudnione ze względu na przepisy. Skoro mowa o obronie to cieszy tez fakt, że próbujemy różnych wariantów gry w tej strefie. Podstawą jest oczywiście gra każdy swego, ale sa tez fragmenty gdy próbujemy pressingu czy tez obrony strefowej. Równie szybko staramy się grać w ataku. W stosunku do tego co oglądaliśmy w ostatnich latach staramy się duża szybciej kończyć akcje. U Hernandeza zespół grał wolniej, starał się spokojnie doprowadzać do pozycji rzutowych tak by zminimalizować szanse rywali na kontrę. Obecnie nasze zawodniczki podejmują większe ryzyko co jest na pewno efektowniejsze, choć też grozi utratą łatwych punktów. Reasumując: widać że zawodniczki na treningach nie podpierają ścian.
Drugą rzeczą która przypadła mi do gustu jest jego postawa w trakcie prowadzenia spotkań. Widać że czuje grę, nie można się przyczepić ani do pojedynczych zmian, ani do całościowej rotacji, również czasy są brane w odpowiednich momentach. Co prawda na nich póki co większy nacisk w stosunku do Hernandeza kładzie na motywację niż na jakieś korekty taktyczne, ale zakładam ze wynika to z faktu, ze w dotychczasowych meczach w których jednak największym naszym problemem byli nie rywale a własne chwilowe rozprężenie. Nie trudno też zauważyć że zmieniły się tez relacje z zawodniczkami. Józek był takim dobrym tata/wujkiem/dziadkiem, częściej pocieszającym po nieudanym zagraniu niż karzącym. U Svitka dystans na linii zawodniczki-trener jest większy, traktuje zawodniczki jak profesjonalistki które musza go słuchać. I to też może mieć swoje dobre jak i złe strony. Wydaje się ze w poprzednim sezonie miałby on większe szanse nad zapanowaniem nad naszym „gwiazdorskim” zestawieniem ale z kolei taka Ewka mogłaby mieć większy problem by się rozwinąć i nabrać pewności gry. A żeby nie było że obaj trenerzy sa tacy zupełnie odmienni to napisze tez o jednym podobieństwie: Svitek w bardzo podobny sposób do Jozka reaguje na pojedyncze nie udane zagrania zawodniczek: też niejednokrotnie pokazuje jak dana zawodniczka powinna się prawidłowo zachować i podobnie jak Hiszpan ma zwyczaj odwracania się do ławki i wyrzucania przemowy w próżnie – do wszystkich i do nikogo.
Jeśli chodzi o zawodniczki to póki co żadna nie wzbiła się na jakiś super poziom, ale też i żadna jakoś specjalnie nie zawodzi (oczywiście uwzględniając ich potencjał) Praktycznie każda z nich miała już zarówno momenty lepsze jak i momenty słabsze, które jednak dzięki sporej rotacji nie odbijały się na postawie całej drużyny. Tym niemniej i w ich przypadku pokuszę się o pare uwag:
J. Lavender – Tiną Charles nie jest, ale w meczach ligowych ma to raczej pozytywny wydźwięk. Mówiąc wprost – jej się chce grac z każdym rywalem, co może być pochodną tego ze w WNBA jednak pełni role drugoplanową. A ze umiejętności ma spore – dobrze prezentuje się tak pod względem fizycznym jak i umiejętności czysto koszykarskim – to i tak można spokojnie stwierdzić że grając w choć trochę słabszym zespole (tzn z mniejsza rotacja) byłaby najbardziej dominująca zawodniczką podkoszową w PLKK.
Z.Tamane – w grze strasznie mało efektowna, ale bardzo efektywna. Widać ze nie jest to ta półka co Matovic czy Leuchanką ale jak na europejska pod koszową to naprawdę solidna zawodniczka. Tym co ją najbardziej odróżnią od Dory Horti jest głowa. Tamane jest zdecydowanie bardziej opanowana, podejmuje zdecydowanie lepsze decyzje a także dużo więcej widzi na parkiecie (nie przypadkowo ma tyle asyst). Węgierka potencjał miała spory, ale jak jej cos nie wychodziło to była w stanie sama siebie wyłączyć z gry – u Łotyszki tego problemu raczej nie będzie ze względu na większa koszykarska inteligencje. Jak jej nie będzie wpadać to i tak będzie przydatna, choćby w grze w obronie która czuje bardzo dobrze. Jedynym dużym mankamentem jest skoczność a właściwie jej brak. Zasięg rak ma olbrzymi ale jak piłka nie wpadnie jej prosto w ręce to często pada łupem niższych rywalek.
E.Quigley – takiej zawodniczki brakowało mi w Wiśle od czasu I.Marquez. Jest typowym strzelcem mogącym pudłować przez 3/4 meczu a potem rzucić 10 pkt w 2 minuty . Czasem jej gra pewnie będzie irytować, ale w tym już głowa trenera by wówczas dać jej odpocząć na ławce gdy się zbyt zagalopuje w próbach przełamania swojej chwilowej niemocy.
E.Phillips – najpóźniej dołączyła do drużyny i jeszcze nie jest ta Erin z jej najlepszych sezonów w Wiśle. Nie ma jeszcze tego ciągu na kosz rywalek a i skuteczność jest daleka od optymalnej. Tym niemniej liczę ze to ona będzie nasza opcja nr 1 na obwodzie. W porównaniu z Quigley jest jednak bardziej wszechstronna, silniejsza na nogach, ma większy arsenał zagrań.
C.Ouvina – bardzo dobry był w jej wykonaniu początek sezonu, gdy nie było jeszcze pań z WNBA. Wtedy to ona trzymała cała nasza gre co najlepiej było widać w decyzjach Svitka: grała w bardzo dużym wymiarze czasowym, wracając na plac od razu gdy tylko zespól miał chwile zadyszki. Po przyjściu Phillips i Quigley gra mniej, ale to w dużej mierze wynik przepisu o 2 Polkach na parkiecie ale i tak widać że koszykarsko dojrzewa wyrastając na czołową rozgrywająca na naszym kontynencie. Na parkiecie czuje się dużo pewniej niż w poprzednim sezonie w czym pewnie zasługa i gry w kadrze Hiszpanii na ME. Powinna jednak uważać by ta jej pewność siebie nie przerodziła się w nonszalancje bo już kilka razy próbowała grac trudniejsze opcje niż była konieczność.
A.Szott/J.Żurowska – wspólnie bo to podobnej klasy zawodniczki. Agnieszka lepsza technicznie i rzutowo, Justyna silniejsza i waleczniejsza. Ewką żadna z nich nie jest ale dobrze się uzupełniają i można liczyć ze raz jedna raz druga będzie w stanie i w eurolidze w sposób nie tylko symboliczny punktować i oglnie pomagać drużynie. Największy mankament obu to gra obronna. Obie ustępują w tym elemencie wszystkim naszym zagranicznym choć i tak są lepsze od Jujki czy Krężel.. Pochodna ich błędów są faule, które łapią w sposób zatrważająco łatwy. A to często skutkuje ławką, nawet jak w ataku dobrze wejdą „w mecz”
K.Krężel – początek sezonu jak to zwykle u niej bywało bardzo dobry. W obronie co prawda dalej nie nadąża za rywalkami, ale w ataku wpada jej dużo. Tyle tylko że ten scenariusz przerabialiśmy już nie raz. Problemy zaczynały się wówczas gdy dochodziła euro liga. I jakoś ciężko mi uwierzyć by tym razem było inaczej.. choć może?
P.Pawlak – na początku grała mało i fatalnie potem pomógł jej przylot Erin i Allie oraz częste faule Justyny. Svitek póki co na 1 wystawia tylko ją i Kryśke więc gdy jest zmuszony/chce wystawić inan trójke zagranicznych to Paula wskakuje do rotacji. I tak zapewne będzie cały sezon w lidze -0 ich minuty będą rozkładać się w iare równo, natomiast w eurolidze spodziewam się że będzie jak na początku w lidze – Klryska ok. 25-28, Paula 15-12.
M.Jujka – na ligę się czasami przydaje – zwłaszcza w meczach ze słabszymi rywalami, bo zwłaszcza w ataku coś tam umie ale w obronie zluzowała Kaskę na pozycji lidera w walce o fotel najgorzej broniącej zawodniczki w zespole. Tak czy inaczej w lidze będzie się pojawiać na parkiecie bo rzadko gramy na duetem Lavender – Tamane wiec Jujka jest opcja dla Żurowskiej.
Podsumowujac: początek sezonu jak najbardziej na plus. 8 spotkań, w tym 5 dość ciężkich wyjazdowych przeszliśmy bez porażki, w większości wygrywając dość łatwo a do tego prezentując przynajmniej momentami przyjemny dla oka basket. Wydaje się że jesteśmy dobrze przygotowani do zbliżających się dużymi krokami dużo cięższych spotkań (euroliga + Polkowice) i możemy liczyć na dobry start w tych rozgrywkach. Oczywiście nie ma co oczekiwać ze będzie nam szło tak łatwo jak do tej pory, na pewno pojawią się momenty trudne- ta optymalna forma i tak powinna przecież pojawić się dopiero w fazie PO - ale wydaje się ze stać nas na wygranie najbliższych 3 spotkań (Rivas i Polkowice w Krakowie, wyjazd do Brna) co pozwoliłoby nam spokojnie oczekiwać wizyty Fenerbahce.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
Jestem zdziwiony faktem, że z Wisłą trenuje od dziś zawodniczka WNBA ze Sparksa.
Ciekawe, czy ma to jakikolwiek związek z wizytą w naszym klubie manager Erin?
Różne teorie można układać.
Ciekawe, czy ma to jakikolwiek związek z wizytą w naszym klubie manager Erin?
Różne teorie można układać.
Re: Co słychać w Wiśle?
Może trochę mniej tajemniczo.
Re: Co słychać w Wiśle?
No trenowała z Wisłą dzisiaj druga murzynka, wiem tyle, co napisałem.
Była też na meczu z Rivas i o ile pamiętam, razem z siostrą Jantel siedziała. Nie zwróciłem wtedy uwagi kto to. Zanotowałem w pamięci tylko fakt, że dwie afroamerykanki siedzą sobie, w tym jedna to obecna już wcześniej w Krakowie siora Jantel. Ta druga dziś trenowała z Wisłą. Nazwiska nie znam, a po twarzy nie poznam.
Może ktoś w najbliższym czasie przyuważy i rozpozna.
A manager Erin Sandie Hugh była w klubie w dzień meczu z Rivas, zresztą na meczu też była.
Manager, nie skaut
Była też na meczu z Rivas i o ile pamiętam, razem z siostrą Jantel siedziała. Nie zwróciłem wtedy uwagi kto to. Zanotowałem w pamięci tylko fakt, że dwie afroamerykanki siedzą sobie, w tym jedna to obecna już wcześniej w Krakowie siora Jantel. Ta druga dziś trenowała z Wisłą. Nazwiska nie znam, a po twarzy nie poznam.
Może ktoś w najbliższym czasie przyuważy i rozpozna.
A manager Erin Sandie Hugh była w klubie w dzień meczu z Rivas, zresztą na meczu też była.
Manager, nie skaut
Re: Co słychać w Wiśle?
Tylko skąd wiesz, że grała w LA Sparks?
Re: Co słychać w Wiśle?
Nie grała w Sparks, od kwietnia nigdzie nie grała..
Niespodziewany gość pomógł przed szlagierem kolejki
KOSZYKÓWKA. Dziś mecz na szczycie ekstraklasy kobiet, Wisła Can-Pack Kraków podejmie CCC Polkowice (godz. 17.45). "Biała Gwiazda", jako lider i gospodarz, jest dla wielu faworytem.
Dobra wiadomość dla fanów Wisły jest taka, że treningi z drużyną wznowiła Erin Phillips. Australijka nie zagrała w meczu Euroligi z Rivasem Madryt. - Jest chora - poinformował wówczas trener Stefan Svitek. W kuluarach szybko pojawiły się plotki o problemach z kolanem zawodniczki. Najwyraźniej jednak kłopoty zdrowotne Phillips nie są aż tak poważne, skoro była w stanie odbyć w piątek dwugodzinny trening.
W przygotowaniach do ligowego hitu nie wzięła natomiast udziału Allie Quigley. - Nie trenowała z powodu poważnych spraw rodzinnych - poinformował nas generalny menedżer Piotr Dunin-Suligostowski. W tej sytuacji to Amerykanki może zabraknąć w składzie na mecz z mistrzyniami Polski.
Na piątkowym treningu rolę Quigley przejęła niespodziewanie inna koszykarka zza oceanu. I nie była to bynajmniej Jantel Lavender, druga z amerykańskich zawodniczek Wisły. W zajęciach wzięła udział 26-letnia Danielle McCray. To zawodniczka grająca na pozycji rzucającego obrońcy, która ma za sobą występy w Good Angels Koszyce.
- Miałam tam okazję współpracować z trenerem Svitkiem. Dobrze znam też Lavender z czasów wspólnej gry w Schio. Miałam ostatnio długą przerwę w grze z powodu kontuzji ścięgna Achillesa i teraz odbudowuję formę - powiedziała zawodniczka.
Generalny menedżer Wisły nie chciał jednak zdradzić, czy Amerykanka może liczyć w Wiśle na coś więcej niż tylko możliwość trenowania z drużyną.
Zarówno mistrzynie, jak i wicemistrzynie Polski przystępują do sobotniego starcia w nie najlepszych nastrojach. Obie drużyny niespodziewanie przegrały w środę swoje mecze na inaugurację Euroligi, choć były w nich faworytami. - Jeszcze w czwartek każdy miał w głowie porażkę. Przegrałyśmy tamto spotkanie właściwie na własne życzenie. Nie możemy powtórzyć takich błędów - przyznaje kapitan Wisły Paulina Pawlak. - Ale teraz nikt już nie będzie rozpamiętywał środowego meczu. Znamy siłę naszej drużyny. W zespole jest pełna mobilizacja.
W drużynie Jacka Winnickiego od początku sezonu zdążyły zajść spore zmiany. Przede wszystkim w związku z problemami zdrowotnymi Ausry Bimbaite klub zakontraktował byłą wiślaczkę Jelenę Skerović. - Nie był to dla nas szok, bo wiadomo było, że CCC brakowało rozgrywającej. Można było się spodziewać, że "Skera" wyląduje w Polkowicach - przyznaje Pawlak. - Wiemy, że to doświadczona zawodniczka. Dobrze ją znam jeszcze z czasów, gdy występowała w Wiśle, a ja w Lotosie. Myślę, że wszystkie wiemy, jak przeciwko niej grać. To typ koszykarki, która nie lubi szybkiej i agresywnej gry - zauważa. A taki właśnie styl preferuje Wisła.
Justyna Krupa
źródło: dziennikpolski24.pl
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: Co słychać w Wiśle?
zibiz pisze:Tylko skąd wiesz, że grała w LA Sparks?
Bo ktoś mi powiedział, że ją kojarzy, widać się pomylił.
Ale jak widać sprawa się wyjaśniła.
Martwi brak Allie, to poważne osłabienie przed meczem z CCC :/
-
Liquidor
- Młodzik
- Posty: 958
- Rejestracja: 04 maja 2005, 01:59
- Lokalizacja: Wisła Kraków
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
Troche prywaty:
Do sprzedania, najlepiej wszystkie w całości, jak nie da rady to osobno.
Wszystkie oryginalne meczówki.



SKEROVIC







Do sprzedania, najlepiej wszystkie w całości, jak nie da rady to osobno.
Wszystkie oryginalne meczówki.



SKEROVIC







TO MY KINOLE PAPIESKIEGO MIASTA
Re: Co słychać w Wiśle?
Kontynuując wątek McCray - obyśmy tylko nie wpadli z deszczu pod rynnę (vide zeszłoroczne zastąpienie Douglas na Beard).
Jej problemy z achillesem, a wcześniej (bodaj jeszcze na uczelni) z więzadłami krzyżowymi pokazują, że też jest podatna na urazy. Do naszego medyka i służb medycznych, którymi się posiłkujemy jakoś specjalnie zaufania nie mam.
Z tego co piszą na wislaportal kontrakt ma na tą chwilę obowiązywać do końca roku, wydaje się to sensowym rozwiązaniem. Jeśli obie strony będą zadowolone ze współpracy można za kilka tygodni prolongować umowę do końca rozgrywek.
Jej problemy z achillesem, a wcześniej (bodaj jeszcze na uczelni) z więzadłami krzyżowymi pokazują, że też jest podatna na urazy. Do naszego medyka i służb medycznych, którymi się posiłkujemy jakoś specjalnie zaufania nie mam.
Z tego co piszą na wislaportal kontrakt ma na tą chwilę obowiązywać do końca roku, wydaje się to sensowym rozwiązaniem. Jeśli obie strony będą zadowolone ze współpracy można za kilka tygodni prolongować umowę do końca rozgrywek.
Re: Co słychać w Wiśle?
Kolejny miesiąc gier za nami, tym razem już znacznie bardziej reprezentatywny bo rywale byli znacznie mocniejsi niż w 1 fazie sezonu, przed nami euroligowa pauza można pokusić o kolejne wnioski na temat tego jacy jesteśmy i dokąd zmierzamy.
Na wstępie krotka ocena dotychczasowych wyników na obu frontach rozgrywkowych. W lidze praktycznie nie ma się czego przyczepić. Na początku sezonu były jeszcze małe problemy, ale odkąd gramy już pełnym – lub niemal pełnym – składem jest lekko łatwo i przyjemnie. 11 spotkań, 11 wygranych, z reguły dość wysokich, w tym wysokie zwycięstwo nad Polkowicami – to jest to czego niewątpliwie wszyscy w klubie oczekiwali. Warto tez zaznaczyć że wygrywając w ostatniej kolejce z Gorzowem już na 100% zapewniliśmy sobie awans do drugiej fazy rozgrywek. Oczywiście trudno to uznać za realizacje choćby i jakiegoś cząstkowego celu – takim może być dopiero zapewnienie sobie 1 miejsca przed PO, tym niemniej tempo jego uzyskania robi wrażenie. Co więcej – gdyby rozgrywki toczyły się tak jak do tej pory, to już na 90% moglibyśmy się cieszyć z wygrania fazy zasadniczej, trudno bowiem się spodziewać by w pozostałych 7 meczach przytrafiły nam sie nam jeszcze min 3 porażki, lub też żeby Polkowice były nas w stanie ograć więcej niż 17 punktami. Niestety dla nas – a stety dla całej ligi wprowadzenie drugiej fazy każe nam się jeszcze torcie pomęczyć i uważać w każdym meczu by utrzymać wywalczona przewagę.
Gorzej wygląda sytuacja w eurolidze. Bilans 2-2 nie jest może specjalnie zły, ale też i nie jest specjalnie dobry zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę z mamy już za sobą wyjazdy do dwóch teoretycznie najsłabszych rywali. Bolą zwłaszcza te dwie minimalne porażki we własnej hali. Tak złej passy na własnym obiekcie nie mięliśmy od sezonu 2007/08, kiedy to najpierw w staniej kolejce RS ulegliśmy Sibenikowi, a następnie – już w fazie PO –Fenerbahce. (żeby znaleźć 2 kolejne porażki u siebie w fazie zasadniczej trzeba się cofnąć jeszcze o kolejne 2 sezony). Oczywiście trzeba brać poprawkę na to, ze też rzadko ostatnio przyjeżdżał do nas europejski potentat, jak to miało miejsce w poprzednim tygodniu. Jest to jakieś usprawiedliwienie, ale tylko częściowe, bo nie ma się co oszukiwać – Fenerbahce w obecnej formie było do „ugryzienia” a już na pewno w naszym zasięgu była drużyna z Madrytu. I zwłaszcza ta druga z wymienionych porażka może nam się jeszcze przez długi czas odbijać czkawką. W eurolidze – jak to co roku bywa – gra się w fazie zasadniczej o dwa cele. Pierwszym, podstawowym (albo jak kto woli minimalnym) jest sam awans do PO, i tutaj wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo akurat jeśli o ta kwestie to zwycięstwo z 2 najsłabszymi drużynami na wyjazdach maja kluczowe znaczenie. Trudno przypuszczać by zarówno Soporn, jak i – mimo dobrego początku – Brno, były w stanie wygrać w grupie więcej niż 4 spotkania, a to oznacza w praktyce ze już wygrane rewanże z tymi drużynami powinny zapewnić promocje do kolejnej fazy. Drugim, już ambitniejszym zadaniem jest wywalczenie rozstawienia w fazie PO, a więc znalezienie się w najlepszej 8-ce (wliczając w to Jeki) w stawce wszystkich euro ligowych drużyn. I tu się pojawia problem bo zgodnie z tym co jest podane na stronie fibaeurope, przy ustalaniu kolejności po rundzie zasadniczej nie będą brane pod uwagę spotkania z zespołami które zajęły 7 miejsce w grupach (pewnie dlatego ze w grupie a 7 zespołu nie ma). Na ten moment najgorszym zespołem w naszej grupie jest Orenburg, ale raczej taki stan nie potrwa do końca rozgrywek i koniec końców na tym mało zaszczytnym miejscu wyląduje pewnie ktoś z duetu Sopron – Brno. A jeśli tak się stanie to wyjazdowa wygrana z tym zespołem nic nam przy rozstawieniu nie da. Aby je uzyskać potrzebować będziemy – biorąc pod uwagę to ze euroliga w tam sezonie jest póki co bardzo wyrównane – zapewne bilansu 6-4 (już po odrzuceniu spotkań z zespołem nr 7). A wiec możemy sobie pozwolić już tylko na 2 porażki w kolejnych spotkaniach, trzeba zatem w Krakowie wygrywać już wszystko jak leci, a z 4 pozostających przed nami wyjazdów przywieść dwie wygrane. Zadanie realne ale w praktyce ciężkie do zrealizowania.
Czas na personalia. Najpierw trener, przy którym niestety ciężko mi uniknąć porównań do Hernandeza. Po pierwszym miesiącu prace Svitka oceniałem dość pozytywnie, ale z zastrzeżeniem że rywale w początkowej fazie sezonu nie byli na tyle wymagający by ocena ta była do końca wiarygodna. Teraz materiał do przemyśleń jest już znacznie większy i pełniejszy ale – na szczęście – nie powoduje on jakiejś gwałtownej rewolucji w nastawieniu do Svitka. W dalszym ciąg widzę więcej plusów niż minusów, choć faktem jest ze parę rys się pojawiło. Zacznę od pozytywów – po pierwsze liga. O suchym bilansie już pisałem tu dodam jeszcze że i nasz styl może się podobać i zachęcać ludzi do przychodzenia na hale także na te mniej prestiżowe mecze w większym stopniu niż do miało miejsce w „erze” Józka. Gramy szybko, gramy efektownie, potrafimy utrzymać koncentracje i pełne zaangażowanie praktycznie przez 40 minut nawet z tymi słabszymi rywalami. Takie sprawy jak rozmiary zwycięstwa i liczba straconych punktów z Koninem czy tez nasz dorobek w rywalizacji z Gorzowem w ostatecznym rozrachunku może i nie będą mieć większego znaczenia, ale jednak robią dobra otoczkę wokół zespołu. Drugim plusem w stosunku do „tego co było” jest to , ze zespół ma dużo większą łatwość w takim seryjnym punktowaniu w krótkim okresie czasowym jak to miało miejsce choćby i wczoraj, na początku 3 kwarty. Takich zrywów brakowało mi trochę za kadencji Jozka, może poza pierwszym sezonem gdy mięliśmy w składzie lekko narwana Izi Marquez. Dla mnie tez na korzyść Svitka przemawia jego znacznie bardziej surowy stosunek do zawodniczek. Parę razy – zwłaszcza w tych łatwiejszych meczach zdarzyło się że zawodniczki „swoje” usłyszały i to w dość radykalny sposób. No i na koniec dodatkowy plusik za ogranie Brna w Brnie
A minusy? Tez ich się parę pojawiło, tez w odniesieniu do Jozka. Po pierwsza mam cały czas wrażenie ze jednak Hiszpan potrafił lepiej „rozpracować” rywali. Nasza ofensywa może nie wyglądała wówczas tak dobrze jak teraz, ale jednak w obronie mięliśmy więcej pomysłów na utrudnianie rywalkom życia. Nie znaczy to oczywiście ze Svitek nie odrabia w ogóle przedmeczowych zadań domowych – takie stwierdzenie byłoby krzywdzące choćby biorąc pod uwagę mocne ograniczenie Angel McCoughtry czy też mającej świetne wejście w euroligowy sezon Fegyverneky – po prostu IMO Hiszpan w tym elemencie był w ścisłym europejskim topie. Druga kwestia to prowadzenie zespołu w sytuacji gdy to rywal jest na fali. Tutaj parę razy odnosiłem wrażenie (choćby przełom 1 i 2 kwarty meczu z Polkowicami, czy okres „odjazdu” Fenerbahce) ze trochę zbyt ponoszą go emocje przez co podejmuje zbyt szybkie i zbyt nerwowe decyzje, także personalne, gdy akurat w takich sytuacjach bardzo pożądana IMO cecha jest umiejętność uspokojenia zawodniczek. I zapewne przynajmniej po części z tego powodu wyniki tez to, że tak jak potrafimy zrywami odskakiwać, tak też mamy większą „zdolność” do szybkiego tracenia przewagi. Tak było w końcówce meczu w Brnie, a także i wczoraj (fatalna ostatnia kwarta). Oczywiście Józkowi tez zdarzył się mecze gdy w końcówce rywal nas doganiał (jak np. Orenburg) czy nawet przeganiał (pamiętny mecz z Gorzowem) ale jednak były to raczej wyjątki i obraz gry wtedy wyglądał inaczej (stawaliśmy raczej w ataku, obecnie wdziera się większy chaos także w obronie). No i na koniec- analogicznie – dodatkowy minusik za przegranie bezpośredniego starcia
Podsumowując: póki co praca Svitka przypada mi do gustu, choć cały czas tkwi we mnie ten nie pokój ze będziemy mocni na słabszych, ale jednak za słabi na mocnych.
Czas na zawodniczki, czyli parami wystąp.
Para pierwsza, amerykańska, choć z domieszka krwi słowacko-węgierskiej, czyli Lavender i Quigley.
Obie stanowią póki co o sile i jakości naszej drużyny. Nie ukrywam że przed sezonem miałem duże obawy dotyczące tej dwójki wywodzące się z tego samego źródła – nie do końca wierzyłem by były w stanie powtórzyć taka grę jaka prezentowały w poprzednich klubach. Póki co wypada mi stwierdzić że moja obawy się nie sprawdzają obie wnoszą do gry zespołu więcej niż się spodziewałem. Lavender jest prawdziwą ostoja pod koszem, gra bardzo regularnie, nie schodząc poniżej przyzwoitego poziomu tak w lidze jak i w pucharze. W ataku niemal każdorazowo robi swoje, grając z reguły na wysokiej skuteczności (bardzo dobry półdystans) a i w obronie nie ma się do czego specjalnie przyczepić – potrafi mocno postawić się rywalko a na dodatek łapie bardzo mało fauli. Coraz bardziej przekonuje się też do Quigley, i to bynajmniej nie po takich spotkaniach jak ten z Gorzowem gdy trafiła 7/9 za 3 a po meczach jak ten wczoraj, gdy rzut jej nie siedział. Spodziewałem się ze bowiem ze wówczas jej przydatność na parkiecie może być znikoma, tym czasem jest inaczej – punktów zabrakło ale były zbiórki, były asysty był najwyższy w zespole wskaźnik +/-. Jedno czego brakuje to jednak lepszej gry w obronie, ale i tak jest ok.
Para druga, europejska, czyli Tamane i Ouvina.
Jedna doświadczona, wysoko, niezbyt ruchliwa, za to opanowana. Druga ciągle młoda, niska, energiczna, momentami szalona. Na pierwszy rzut oka różnią się niczym kraje z których się wywodzą. A jednak z punktu widzenia zespołu to bardzo podobne zawodniczki. Ani jedna, bowiem, ani druga sama meczu nie wygra. No way. Ale tak jedna jaki druga może do końcowych sukcesów dokładać bardzo solidne cegiełki. O Tamane ostatnio na forum było sporo., wiec za bardzo powtarzać się nie będę. Tak, jest czasami trochę nie ruchawa, czasem nie sięga tam gdzie wzrok sięga choćby się wydawało ze powinna, czasem można odnieść wrażenie ze jest się w stanie poskładać nawet bardziej niż scyzoryk – bo w kilku płaszczyznach równocześnie. Ale jednak robi swoje, nawet jak jest na parkiecie niezbyt widoczna. I statsy tez już w sumie ma ok., a byłyby pewnie lepsze gdybyśmy mieli więcej zagrywek. Bo póki co jednak akcje pod kosz ida głównie na Lavender a drugiej kolejności na Justyne zaś do niej często piłki trafiają gdy zegar 24 sek kończy nam czas na akcje odmierzać. Podobnie rzecz się ma z Kryśka. Gdy do nas przychodziła to- jak najbardziej celnie – twierdziła ze ona głownie umie biegać. I nie kłamała, ale ważne ze z tego biegania wynika więcej dobrego niż złego. Sa asysty, sa przechwyty, sa zbiorki, jest dobre tempo akcji a strat niezbyt dużo. I co najważniejsze przekłada się to na wyniki drużyny. Oglądając mecz czasem może i ciężko to wychwycić, ale wskaźnik +/- jest dla niej miły jak dla mało kogo. W każdym (!) meczu euroligowym w tym sezonie z nią na parkiecie byliśmy na plusie a bez niej na minusie. Rok temu z reguły było podobnie. Dodatkowy plusik dla niej za poprawę jeśli chodzi o rzuty 3-punktowe. Rok temu w lidze w całym sezonie trafiła zza łuku 4 razy na 28 prob. W tym ma już 11 celnych w 29 podejściach. I raczej nie ejst to przypadek, bo już w pierwszym meczu owego sezonu zwróciłem uwagę ze zdecydowanie lepiej składa się do rzutu. Rok temu miałem wrażenie ze nie tyle rzuca co wypycha piłkę która na dodatek ciągnie ja jeszcze kawałek za sobą,, teraz już to tak nie razi. Diana Taurasi czy ADF oczywiście nie jest, i nigdy tez nie będzie, ale dobrze ze rywal nie może sobie już jej tak całkiem beztrosko odpuścić. Ale żeby nie było tak miło to dorzucę też łyżkę dziegciu – brakuje mi troche jej wjazdów pod kosz. Mam wrażenie ze dzieje się tak dlatego ze bardzo stara się grac „pod zespół” ale żadna skrajność nie jest dobra. Im większa różnorodność zagrań, tym większe problemy rywala z obroną.
Para trzecie, polska, podkoszowa, czyli Żurowska i Szott lub Szott i Żurowska.
Miesiąc temu pisałem o nich: „Ewką żadna z nich nie jest ale dobrze się uzupełniają i można liczyć ze raz jedna raz druga będzie w stanie i w eurolidze w sposób nie tylko symboliczny punktować i ogólnie pomagać drużynie” Teraz mógłbym w tym zdaniu zmienić jedynie tryb na dokonany. Z Fenerbahce Justyna 17 pkt – Agnieszka 4, z Sopronem Justyna 2 - Agnieszka 12. Czyli robia to czego można od nich realnie oczekiwać. I całe szczęście bo dziki nim mamy duet Polek którego nie trzeba chować po kontach na europejskich salonach. Co nie znaczy ze nie mają nad czym pracować. Agnieszka powinna zacząć od gry obronnej – bo tu ma największe rezerwy, Justyna od tego co gada w wywiadach. Najwyraźniej lubi ich udzielać, bo robi to często, ale jednak imo mogłaby trochę momentami przyhamować. Pomijam już całkowicie dla mnie niestrawny pompatyczny styl jaki każdorazowo z nich przebija (to jakaś choroba zakaźna nabyta od Maciejewskiego) bo tego raczej zmienić się nie uda, to jednak powinna się zastanowić nad tym czy wszystko co mówi powinno trafić do prasy. Bo czasem po jej wypowiedziach (nie będe fragmentów przytaczał, jak ktoś chce to zapewne jest w stanie znaleźć) zastanawiam się czy ma problemy z myśleniem czy tylko z kulturą.
Para czwarta, polska, obwodowa, zadaniowa, czy Krężel i Pawlak.
Tu tez wszystko toczy się planowo. Liga liga, łatwiejsze mecze, przepisy o dwóch Polkach wiec i minut i pozytywów w statystykach jest sporo. Przychodzi mecz pucharowy i wszystko wraca do normy. Kaśka wchodzi na minuty (jest ich i tak więcej przez problemy ze zdrowiem Erin) i póki co ma więcej fauli niż punktów, zbiorek, asyst i przechwytów razem wziętych, co pewnie niektórzy zinterpretują tak, że to kolejny trener nie potrafi się na niej poznać i wykorzystać jej atutów. Ja mam zdanie odwrotne, wydaje mi się ze Svitek poznał się na niej nawet szybciej od Hernandeza a już wysłanie jej do akcji specjalnej – czyli faulowania zawodniczek Fenerbahce w ostatnich sek meczu – było idealny trafieniem w jej zdolności
A już tak całkiem serio – Kaska na lige się przydaje, euro liga to dla niej za wysokie progi i nie ma co liczyć ze to się zmieni, tak samo jak nie ma co oczekiwać nagłej zmiany u Pauli. Tak jak współczynnik +/- pokazywał role w zespole Kryski, tak i niestety pokazuje w wypadku Pauli. Zakładałem ze w euro lidze będzie grała po kok 12-15. Gra jeszcze mniej (niecałe 10) ale i to jej wystarcza by w każdym meczu zespół stawał i tracił dystans do rywala. Za jej pobytu na parkiecie z Rivas było -10 (przegraliśmy dwoma) z Brnem -4, z Fenerbahce -8 (proszka 4-ma) z Sopronem -9. Tu już ciężko mówić o przypadku, zwłaszcza ze i na meczach jest to mocno odczuwalne. I nawet nie chodzi o to ze jakoś głupio traci piłki po prostu każde jej wejście powoduje makabryczne zwolnienie tempa akcji i co chwila pojawiają się problemy z wykonaniem akcji w ciagu 24 sek. Chyba jednak trzeba coraz mocniej uśmiechać się do Idczak – jzu oczywiście z myślą o przyszłym sezon, mimo ze i ta gra póki co tragiczny sezon.
Para piata, polska, rezerwowo – ławkowa, czyli Jujka i Czarnecka.
Obie w euro lidze jeszcze nie zadebiutowały, w lidze trochę Graja, zwłaszcza ta pierwsza i momentami – zwłaszcza w ataku pokazuje ze cos tam potrafi. Jednak jeśli chodzi o gre w obronie to przy niej nawet Kaska jest wielka.
Para piąta, zamorska, czyli Phillips i McCray
Tej pierwszej już nie ma , ta druga jeszcze nie do końca jest. Wspólnym mianownikiem dla obu sa kontuzje. Erin starała się z nimi walczyć, ale chyba dobrze ze wreszcie działacze uznali ze cos takiego nie ma sensu i doszli z nią do porozumienia w kwestii rozwiązania kontraktu. Dla naszego klubu zrobiła bardzo dużo, ten sezon byłby jej czwartym a tyle nie grała u nas żadna zawodniczka spoza Europy (ADF miała 3)ale jednak prawa tej gry sa nieubłagane. Zdrowa Erin to swietna zawodniczka, ale od chorej lepsza jest i MCray..
.. pod warunkiem ze sama będzie zdrowa. Z wywiadów których udzieliła wyłania się czytelna sytuacja – w tym momencie jeszcze nie jest w stanie grac na 100%. Wczorajszy jej udział w grze był symboliczny, zobaczymy czy będzie w większym wymiarze pomoc nam w dwóch ostatnich w tym roku meczach w euolidze. Do pierwszego z nich mamy dwa tygodni.. oby to się nie okazało za mało, bo niewątpliwie potrzebujemy 3 amerykanki by realnie myśleć o realizacji założonych przed sezonem celów. McCray wydaje się odpowiednia zastępczynią dla Erin, chyba najlepsza spośród tych które zostały na rynku (pomijam opcje nie ralne), tak jeśli chodzi o udział w ataku jak i w obronie oby tylko szybko doszła do pełnej sprawności.
Tak wiec reasumując: jest nieźle choc nie idealnie. Poki co koncepcja budowy składu przed sezonem się sprawdza, aczkolwiek – zresztą zgodnie z przewidywaniami – jest to skład lepszy na ligę niż na puchary. I z jednej strony jest to uzasadnione – odzyskanie tytułu to dla nas niewątpliwie priorytet po ubiegło sezonowej klęsce, ale jednak jeśli nie dałoby się równocześnie powalczyć w euro lidze to niedosyt by się pojawił. Bo z każdym tygodniem upewniam się w przekonaniu ze tak słabej euroligii nie było co najmniej od momentu w którym do niej przystąpiliśmy . W porównaniu z poprzednimi latami zespoły sa niemal wyprute z gwiazd, większość z nich nie ma nawet solidnej rezerwy nadarza się wiec okazja na naprawdę fajny wynik (może nawet cos kolo 3-4 miejsca) i szkoda byłoby to zmarnować.
Na wstępie krotka ocena dotychczasowych wyników na obu frontach rozgrywkowych. W lidze praktycznie nie ma się czego przyczepić. Na początku sezonu były jeszcze małe problemy, ale odkąd gramy już pełnym – lub niemal pełnym – składem jest lekko łatwo i przyjemnie. 11 spotkań, 11 wygranych, z reguły dość wysokich, w tym wysokie zwycięstwo nad Polkowicami – to jest to czego niewątpliwie wszyscy w klubie oczekiwali. Warto tez zaznaczyć że wygrywając w ostatniej kolejce z Gorzowem już na 100% zapewniliśmy sobie awans do drugiej fazy rozgrywek. Oczywiście trudno to uznać za realizacje choćby i jakiegoś cząstkowego celu – takim może być dopiero zapewnienie sobie 1 miejsca przed PO, tym niemniej tempo jego uzyskania robi wrażenie. Co więcej – gdyby rozgrywki toczyły się tak jak do tej pory, to już na 90% moglibyśmy się cieszyć z wygrania fazy zasadniczej, trudno bowiem się spodziewać by w pozostałych 7 meczach przytrafiły nam sie nam jeszcze min 3 porażki, lub też żeby Polkowice były nas w stanie ograć więcej niż 17 punktami. Niestety dla nas – a stety dla całej ligi wprowadzenie drugiej fazy każe nam się jeszcze torcie pomęczyć i uważać w każdym meczu by utrzymać wywalczona przewagę.
Gorzej wygląda sytuacja w eurolidze. Bilans 2-2 nie jest może specjalnie zły, ale też i nie jest specjalnie dobry zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę z mamy już za sobą wyjazdy do dwóch teoretycznie najsłabszych rywali. Bolą zwłaszcza te dwie minimalne porażki we własnej hali. Tak złej passy na własnym obiekcie nie mięliśmy od sezonu 2007/08, kiedy to najpierw w staniej kolejce RS ulegliśmy Sibenikowi, a następnie – już w fazie PO –Fenerbahce. (żeby znaleźć 2 kolejne porażki u siebie w fazie zasadniczej trzeba się cofnąć jeszcze o kolejne 2 sezony). Oczywiście trzeba brać poprawkę na to, ze też rzadko ostatnio przyjeżdżał do nas europejski potentat, jak to miało miejsce w poprzednim tygodniu. Jest to jakieś usprawiedliwienie, ale tylko częściowe, bo nie ma się co oszukiwać – Fenerbahce w obecnej formie było do „ugryzienia” a już na pewno w naszym zasięgu była drużyna z Madrytu. I zwłaszcza ta druga z wymienionych porażka może nam się jeszcze przez długi czas odbijać czkawką. W eurolidze – jak to co roku bywa – gra się w fazie zasadniczej o dwa cele. Pierwszym, podstawowym (albo jak kto woli minimalnym) jest sam awans do PO, i tutaj wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo akurat jeśli o ta kwestie to zwycięstwo z 2 najsłabszymi drużynami na wyjazdach maja kluczowe znaczenie. Trudno przypuszczać by zarówno Soporn, jak i – mimo dobrego początku – Brno, były w stanie wygrać w grupie więcej niż 4 spotkania, a to oznacza w praktyce ze już wygrane rewanże z tymi drużynami powinny zapewnić promocje do kolejnej fazy. Drugim, już ambitniejszym zadaniem jest wywalczenie rozstawienia w fazie PO, a więc znalezienie się w najlepszej 8-ce (wliczając w to Jeki) w stawce wszystkich euro ligowych drużyn. I tu się pojawia problem bo zgodnie z tym co jest podane na stronie fibaeurope, przy ustalaniu kolejności po rundzie zasadniczej nie będą brane pod uwagę spotkania z zespołami które zajęły 7 miejsce w grupach (pewnie dlatego ze w grupie a 7 zespołu nie ma). Na ten moment najgorszym zespołem w naszej grupie jest Orenburg, ale raczej taki stan nie potrwa do końca rozgrywek i koniec końców na tym mało zaszczytnym miejscu wyląduje pewnie ktoś z duetu Sopron – Brno. A jeśli tak się stanie to wyjazdowa wygrana z tym zespołem nic nam przy rozstawieniu nie da. Aby je uzyskać potrzebować będziemy – biorąc pod uwagę to ze euroliga w tam sezonie jest póki co bardzo wyrównane – zapewne bilansu 6-4 (już po odrzuceniu spotkań z zespołem nr 7). A wiec możemy sobie pozwolić już tylko na 2 porażki w kolejnych spotkaniach, trzeba zatem w Krakowie wygrywać już wszystko jak leci, a z 4 pozostających przed nami wyjazdów przywieść dwie wygrane. Zadanie realne ale w praktyce ciężkie do zrealizowania.
Czas na personalia. Najpierw trener, przy którym niestety ciężko mi uniknąć porównań do Hernandeza. Po pierwszym miesiącu prace Svitka oceniałem dość pozytywnie, ale z zastrzeżeniem że rywale w początkowej fazie sezonu nie byli na tyle wymagający by ocena ta była do końca wiarygodna. Teraz materiał do przemyśleń jest już znacznie większy i pełniejszy ale – na szczęście – nie powoduje on jakiejś gwałtownej rewolucji w nastawieniu do Svitka. W dalszym ciąg widzę więcej plusów niż minusów, choć faktem jest ze parę rys się pojawiło. Zacznę od pozytywów – po pierwsze liga. O suchym bilansie już pisałem tu dodam jeszcze że i nasz styl może się podobać i zachęcać ludzi do przychodzenia na hale także na te mniej prestiżowe mecze w większym stopniu niż do miało miejsce w „erze” Józka. Gramy szybko, gramy efektownie, potrafimy utrzymać koncentracje i pełne zaangażowanie praktycznie przez 40 minut nawet z tymi słabszymi rywalami. Takie sprawy jak rozmiary zwycięstwa i liczba straconych punktów z Koninem czy tez nasz dorobek w rywalizacji z Gorzowem w ostatecznym rozrachunku może i nie będą mieć większego znaczenia, ale jednak robią dobra otoczkę wokół zespołu. Drugim plusem w stosunku do „tego co było” jest to , ze zespół ma dużo większą łatwość w takim seryjnym punktowaniu w krótkim okresie czasowym jak to miało miejsce choćby i wczoraj, na początku 3 kwarty. Takich zrywów brakowało mi trochę za kadencji Jozka, może poza pierwszym sezonem gdy mięliśmy w składzie lekko narwana Izi Marquez. Dla mnie tez na korzyść Svitka przemawia jego znacznie bardziej surowy stosunek do zawodniczek. Parę razy – zwłaszcza w tych łatwiejszych meczach zdarzyło się że zawodniczki „swoje” usłyszały i to w dość radykalny sposób. No i na koniec dodatkowy plusik za ogranie Brna w Brnie
A minusy? Tez ich się parę pojawiło, tez w odniesieniu do Jozka. Po pierwsza mam cały czas wrażenie ze jednak Hiszpan potrafił lepiej „rozpracować” rywali. Nasza ofensywa może nie wyglądała wówczas tak dobrze jak teraz, ale jednak w obronie mięliśmy więcej pomysłów na utrudnianie rywalkom życia. Nie znaczy to oczywiście ze Svitek nie odrabia w ogóle przedmeczowych zadań domowych – takie stwierdzenie byłoby krzywdzące choćby biorąc pod uwagę mocne ograniczenie Angel McCoughtry czy też mającej świetne wejście w euroligowy sezon Fegyverneky – po prostu IMO Hiszpan w tym elemencie był w ścisłym europejskim topie. Druga kwestia to prowadzenie zespołu w sytuacji gdy to rywal jest na fali. Tutaj parę razy odnosiłem wrażenie (choćby przełom 1 i 2 kwarty meczu z Polkowicami, czy okres „odjazdu” Fenerbahce) ze trochę zbyt ponoszą go emocje przez co podejmuje zbyt szybkie i zbyt nerwowe decyzje, także personalne, gdy akurat w takich sytuacjach bardzo pożądana IMO cecha jest umiejętność uspokojenia zawodniczek. I zapewne przynajmniej po części z tego powodu wyniki tez to, że tak jak potrafimy zrywami odskakiwać, tak też mamy większą „zdolność” do szybkiego tracenia przewagi. Tak było w końcówce meczu w Brnie, a także i wczoraj (fatalna ostatnia kwarta). Oczywiście Józkowi tez zdarzył się mecze gdy w końcówce rywal nas doganiał (jak np. Orenburg) czy nawet przeganiał (pamiętny mecz z Gorzowem) ale jednak były to raczej wyjątki i obraz gry wtedy wyglądał inaczej (stawaliśmy raczej w ataku, obecnie wdziera się większy chaos także w obronie). No i na koniec- analogicznie – dodatkowy minusik za przegranie bezpośredniego starcia
Podsumowując: póki co praca Svitka przypada mi do gustu, choć cały czas tkwi we mnie ten nie pokój ze będziemy mocni na słabszych, ale jednak za słabi na mocnych.
Czas na zawodniczki, czyli parami wystąp.
Para pierwsza, amerykańska, choć z domieszka krwi słowacko-węgierskiej, czyli Lavender i Quigley.
Obie stanowią póki co o sile i jakości naszej drużyny. Nie ukrywam że przed sezonem miałem duże obawy dotyczące tej dwójki wywodzące się z tego samego źródła – nie do końca wierzyłem by były w stanie powtórzyć taka grę jaka prezentowały w poprzednich klubach. Póki co wypada mi stwierdzić że moja obawy się nie sprawdzają obie wnoszą do gry zespołu więcej niż się spodziewałem. Lavender jest prawdziwą ostoja pod koszem, gra bardzo regularnie, nie schodząc poniżej przyzwoitego poziomu tak w lidze jak i w pucharze. W ataku niemal każdorazowo robi swoje, grając z reguły na wysokiej skuteczności (bardzo dobry półdystans) a i w obronie nie ma się do czego specjalnie przyczepić – potrafi mocno postawić się rywalko a na dodatek łapie bardzo mało fauli. Coraz bardziej przekonuje się też do Quigley, i to bynajmniej nie po takich spotkaniach jak ten z Gorzowem gdy trafiła 7/9 za 3 a po meczach jak ten wczoraj, gdy rzut jej nie siedział. Spodziewałem się ze bowiem ze wówczas jej przydatność na parkiecie może być znikoma, tym czasem jest inaczej – punktów zabrakło ale były zbiórki, były asysty był najwyższy w zespole wskaźnik +/-. Jedno czego brakuje to jednak lepszej gry w obronie, ale i tak jest ok.
Para druga, europejska, czyli Tamane i Ouvina.
Jedna doświadczona, wysoko, niezbyt ruchliwa, za to opanowana. Druga ciągle młoda, niska, energiczna, momentami szalona. Na pierwszy rzut oka różnią się niczym kraje z których się wywodzą. A jednak z punktu widzenia zespołu to bardzo podobne zawodniczki. Ani jedna, bowiem, ani druga sama meczu nie wygra. No way. Ale tak jedna jaki druga może do końcowych sukcesów dokładać bardzo solidne cegiełki. O Tamane ostatnio na forum było sporo., wiec za bardzo powtarzać się nie będę. Tak, jest czasami trochę nie ruchawa, czasem nie sięga tam gdzie wzrok sięga choćby się wydawało ze powinna, czasem można odnieść wrażenie ze jest się w stanie poskładać nawet bardziej niż scyzoryk – bo w kilku płaszczyznach równocześnie. Ale jednak robi swoje, nawet jak jest na parkiecie niezbyt widoczna. I statsy tez już w sumie ma ok., a byłyby pewnie lepsze gdybyśmy mieli więcej zagrywek. Bo póki co jednak akcje pod kosz ida głównie na Lavender a drugiej kolejności na Justyne zaś do niej często piłki trafiają gdy zegar 24 sek kończy nam czas na akcje odmierzać. Podobnie rzecz się ma z Kryśka. Gdy do nas przychodziła to- jak najbardziej celnie – twierdziła ze ona głownie umie biegać. I nie kłamała, ale ważne ze z tego biegania wynika więcej dobrego niż złego. Sa asysty, sa przechwyty, sa zbiorki, jest dobre tempo akcji a strat niezbyt dużo. I co najważniejsze przekłada się to na wyniki drużyny. Oglądając mecz czasem może i ciężko to wychwycić, ale wskaźnik +/- jest dla niej miły jak dla mało kogo. W każdym (!) meczu euroligowym w tym sezonie z nią na parkiecie byliśmy na plusie a bez niej na minusie. Rok temu z reguły było podobnie. Dodatkowy plusik dla niej za poprawę jeśli chodzi o rzuty 3-punktowe. Rok temu w lidze w całym sezonie trafiła zza łuku 4 razy na 28 prob. W tym ma już 11 celnych w 29 podejściach. I raczej nie ejst to przypadek, bo już w pierwszym meczu owego sezonu zwróciłem uwagę ze zdecydowanie lepiej składa się do rzutu. Rok temu miałem wrażenie ze nie tyle rzuca co wypycha piłkę która na dodatek ciągnie ja jeszcze kawałek za sobą,, teraz już to tak nie razi. Diana Taurasi czy ADF oczywiście nie jest, i nigdy tez nie będzie, ale dobrze ze rywal nie może sobie już jej tak całkiem beztrosko odpuścić. Ale żeby nie było tak miło to dorzucę też łyżkę dziegciu – brakuje mi troche jej wjazdów pod kosz. Mam wrażenie ze dzieje się tak dlatego ze bardzo stara się grac „pod zespół” ale żadna skrajność nie jest dobra. Im większa różnorodność zagrań, tym większe problemy rywala z obroną.
Para trzecie, polska, podkoszowa, czyli Żurowska i Szott lub Szott i Żurowska.
Miesiąc temu pisałem o nich: „Ewką żadna z nich nie jest ale dobrze się uzupełniają i można liczyć ze raz jedna raz druga będzie w stanie i w eurolidze w sposób nie tylko symboliczny punktować i ogólnie pomagać drużynie” Teraz mógłbym w tym zdaniu zmienić jedynie tryb na dokonany. Z Fenerbahce Justyna 17 pkt – Agnieszka 4, z Sopronem Justyna 2 - Agnieszka 12. Czyli robia to czego można od nich realnie oczekiwać. I całe szczęście bo dziki nim mamy duet Polek którego nie trzeba chować po kontach na europejskich salonach. Co nie znaczy ze nie mają nad czym pracować. Agnieszka powinna zacząć od gry obronnej – bo tu ma największe rezerwy, Justyna od tego co gada w wywiadach. Najwyraźniej lubi ich udzielać, bo robi to często, ale jednak imo mogłaby trochę momentami przyhamować. Pomijam już całkowicie dla mnie niestrawny pompatyczny styl jaki każdorazowo z nich przebija (to jakaś choroba zakaźna nabyta od Maciejewskiego) bo tego raczej zmienić się nie uda, to jednak powinna się zastanowić nad tym czy wszystko co mówi powinno trafić do prasy. Bo czasem po jej wypowiedziach (nie będe fragmentów przytaczał, jak ktoś chce to zapewne jest w stanie znaleźć) zastanawiam się czy ma problemy z myśleniem czy tylko z kulturą.
Para czwarta, polska, obwodowa, zadaniowa, czy Krężel i Pawlak.
Tu tez wszystko toczy się planowo. Liga liga, łatwiejsze mecze, przepisy o dwóch Polkach wiec i minut i pozytywów w statystykach jest sporo. Przychodzi mecz pucharowy i wszystko wraca do normy. Kaśka wchodzi na minuty (jest ich i tak więcej przez problemy ze zdrowiem Erin) i póki co ma więcej fauli niż punktów, zbiorek, asyst i przechwytów razem wziętych, co pewnie niektórzy zinterpretują tak, że to kolejny trener nie potrafi się na niej poznać i wykorzystać jej atutów. Ja mam zdanie odwrotne, wydaje mi się ze Svitek poznał się na niej nawet szybciej od Hernandeza a już wysłanie jej do akcji specjalnej – czyli faulowania zawodniczek Fenerbahce w ostatnich sek meczu – było idealny trafieniem w jej zdolności
Para piata, polska, rezerwowo – ławkowa, czyli Jujka i Czarnecka.
Obie w euro lidze jeszcze nie zadebiutowały, w lidze trochę Graja, zwłaszcza ta pierwsza i momentami – zwłaszcza w ataku pokazuje ze cos tam potrafi. Jednak jeśli chodzi o gre w obronie to przy niej nawet Kaska jest wielka.
Para piąta, zamorska, czyli Phillips i McCray
Tej pierwszej już nie ma , ta druga jeszcze nie do końca jest. Wspólnym mianownikiem dla obu sa kontuzje. Erin starała się z nimi walczyć, ale chyba dobrze ze wreszcie działacze uznali ze cos takiego nie ma sensu i doszli z nią do porozumienia w kwestii rozwiązania kontraktu. Dla naszego klubu zrobiła bardzo dużo, ten sezon byłby jej czwartym a tyle nie grała u nas żadna zawodniczka spoza Europy (ADF miała 3)ale jednak prawa tej gry sa nieubłagane. Zdrowa Erin to swietna zawodniczka, ale od chorej lepsza jest i MCray..
.. pod warunkiem ze sama będzie zdrowa. Z wywiadów których udzieliła wyłania się czytelna sytuacja – w tym momencie jeszcze nie jest w stanie grac na 100%. Wczorajszy jej udział w grze był symboliczny, zobaczymy czy będzie w większym wymiarze pomoc nam w dwóch ostatnich w tym roku meczach w euolidze. Do pierwszego z nich mamy dwa tygodni.. oby to się nie okazało za mało, bo niewątpliwie potrzebujemy 3 amerykanki by realnie myśleć o realizacji założonych przed sezonem celów. McCray wydaje się odpowiednia zastępczynią dla Erin, chyba najlepsza spośród tych które zostały na rynku (pomijam opcje nie ralne), tak jeśli chodzi o udział w ataku jak i w obronie oby tylko szybko doszła do pełnej sprawności.
Tak wiec reasumując: jest nieźle choc nie idealnie. Poki co koncepcja budowy składu przed sezonem się sprawdza, aczkolwiek – zresztą zgodnie z przewidywaniami – jest to skład lepszy na ligę niż na puchary. I z jednej strony jest to uzasadnione – odzyskanie tytułu to dla nas niewątpliwie priorytet po ubiegło sezonowej klęsce, ale jednak jeśli nie dałoby się równocześnie powalczyć w euro lidze to niedosyt by się pojawił. Bo z każdym tygodniem upewniam się w przekonaniu ze tak słabej euroligii nie było co najmniej od momentu w którym do niej przystąpiliśmy . W porównaniu z poprzednimi latami zespoły sa niemal wyprute z gwiazd, większość z nich nie ma nawet solidnej rezerwy nadarza się wiec okazja na naprawdę fajny wynik (może nawet cos kolo 3-4 miejsca) i szkoda byłoby to zmarnować.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
Joanny Czarneckiej w Wiśle już nie ma.
Dziękuję za grę i życzę powodzenia we Wrocku.
Ciekawe, że żadnej informacji na www Włsły jeszcze nie ma.
Dziękuję za grę i życzę powodzenia we Wrocku.
Ciekawe, że żadnej informacji na www Włsły jeszcze nie ma.
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 113 gości
