Katarzynki nie do zatrzymania - relacja z meczu Energa Toruń - Wisła Can Pack Kraków
autor: Krzysztof Kaczmarczyk,
Energa Toruń kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa na parkietach Ford Germaz Ekstraklasy. Podopieczne Elmedina Omanicia wygrały siódme kolejne spotkanie, a tym razem w pokonanym polu pozostawiły Wislę Can Pack Kraków. Ten sukces musi budzić szacunek. "Katarzynki" do sukcesu poprowadziła m.in. była zawodniczka krakowskiego zespołu Monika Krawiec, która środowego wieczoru była na parkiecie wszędzie i na długo zostanie w pamięci zawodniczek Białej Gwiazdy.
Wisła Can Pack Kraków w Grodzie Kopernika pojawiła się bez dwóch swoich podstawowych zawodniczek. Z powodu lekkich urazów w Krakowie pozostały Iziane Castro Marques oraz Agnieszka Majewska, a to dość znacznie ograniczyło pole manewru trenera Jose Ignacio Hernandeza.
Pomimo tych osłabień ekipa spod znaku Białej Gwiazdy rozpoczęły prowadzenia 6:0. Dodatkowo liderka zespołu, Charity Egenti już po 30 sekundach miała na swoim koncie 2 przewinienia. To jednak nie wpłynęło demobilizująco na gospodynie, które po chwili prowadziły już 14:13 po punktach Tyeshy Fluker. Do końca kwarty trwała wyrównana walka, a po punktach w ostatniej akcji Liron Cohen to Wisła Can Pack prowadziła po pierwszej kwarcie.
W drugiej ćwiartce krakowianki stanęły. Co prawda pierwsze punkty zdobyła Marta Fernandez, ale potem to gospodynie zanotowały run 11:0 i po trójce Patrycji Gulak-Lipki objęły prowadzenie 29:22. Serię torunianek przerwała Fernandez, która w tej kwarcie była nie do zatrzymania. Do dzięki Hiszpance Wisła Can Pack wróciła do gry i na przerwę do szatni schodziła przy remisie 38:38.
Po przerwie w toruńskim "Spożywczaku" doszło do prawdziwej strzelaniny. W pierwszych 3 minutach drugiej połowy oba zespoły zdobyły łącznie 22 punkty, a na tablicy wyników nadal był remis. Prowadzenie w tej kwarcie zmieniało się jak w kalejdoskopie, a jednopunktowe prowadzenie przed decydującą częścią meczu dała Energi Egenti.
Podopieczne Hernandeza rozpoczęły czwartą kwartę od punktów Eweliny Kobryn i wyszły na prowadzenie 58:57. Jak się później okazało, było to ostatnie prowadzenie w tym meczu dla drużyny spod Wawela. Po trójce Magdaleny Radwan Energa prowadziła już 63:58. Krakowianki w tym momencie fatalnie grały w ofensywie. 3 kolejne straty Liron Cohen sprawiły, że "Katarzynki" odskoczyły na 70:63. Gdy po chwili zza linii 6,25 trafiła Monika Krawiec na trybunach zapanowała euforia, bowiem gospodynie prowadziły już różnicą 10 punktów, a do końca meczu pozostawało niecałe 120 sekund.
Torunianki do siódmej kolejnej wygranej w Ford Germaz Ekstraklasie poprowadziła Monika Krawiec, była zawodniczka drużyny z Krakowa. Rzucająca Energii wywalczyła 20 punktów (8/9 z gry), 6 przechwytów i 3 zbiórki. 16 oczek i 9 zbiórek dodała Charity Egenti, która od początku miała olbrzymie problemy z przewinieniami, ale zdołała przetrwać na parkiecie do końcowej syreny.
Wśród pokonanych tradycyjnie niezawodne w tym sezonie były Ewelina Kobryn i Marta Fernandez. Pierwsza wywalczyła 20 punktów, a druga 15. 14 oczek zapisała na swoim koncie Janell Burse, ale amerykańska środkowa trafiła jedynie 4 z 13 oddanych rzutów.
Krakowianki w Grodzie Kopernika popełniły również aż 24 straty, co miało niewątpliwie bardzo duży wpływ na końcowy wynik rywalizacji.
PS.Ciekawe czy don Hernandez wie,że Monia Krawiec dwa sezony temu reprezentowała krakowski klub...
http://www.sportowefakty.pl