Wśród trenujących jest długoletnia kapitan zespołu Patrycja Czepiec.
- Przebywamy na obiektach klubu do końca czerwca - mówi koszykarka. - To praktycznie okres roztrenowania. Większość zawodniczek zagranicznych wyjechała, do końca czerwca pozostanie tylko Natalia Trafimawa, bo tak opiewa jej kontrakt.
- W jakim składzie spotkacie się jesienią?
- Trwają rozmowy, uzgadnianie nowych kontraktów, zobaczymy. Mogę tylko o sobie powiedzieć, że zostaję w Wiśle. Chcę nadal grać, pomagać drużynie. Mam dwuletni kontrakt, ważny jeszcze do przyszłego roku.
- Nie odstawia więc jeszcze Pani piłki koszykowej...
- Nie, bo nadal cieszy mnie ta przygoda. Być może ze sportem zwiążę się też po zakończeniu kiedyś kariery. Mam wykształcenie ekonomiczne, a to w połączeniu ze sportem może sprawić, że klubowi będę potrzeba np. w takiej roli, jakby menedżera? Na razie mam poza sportem inne zajęcie, kończę z mężem budowanie domu pod Krakowem, niebawem się przeniesiemy.
- Czy Wisła Can-Pack mogła osiągnąć coś więcej niż 2. miejsca w lidze i Pucharze Polski?
- Myślę, że tak. Niewiele brakło do detronizacji Lotosu. Z czterech meczów finałów tylko jeden nam się nie udał. Gdybyśmy wygrały czwarte spotkanie w Krakowie, to ostateczny mecz w Gdyni zapowiadałby się bardzo ciekawie. Cieszymy się ze srebra, ale mały niedosyt pozostał. Ale też nasza drużyna poznawała się w trakcie rozgrywek, zespół budowany był bardzo szybko, w ostatniej chwili, zmieniały się Amerykanki, także trenerzy.
- Ciężko Wam było, koszykarkom krajowym, wejść na parkiet, trzon zespołu Wisły stanowiły cudzoziemki...
- Konkurencja była bardzo duża, jak nigdy od lat, ławka zawodniczek długa. Stąd każda z nas może mieć rozmaite odczucia, jeśli chodzi o ocenę własnej gry. Ale z zawodniczkami zagranicznymi miałyśmy dobry kontakt. Białorusinki znałam do dawna z ligi, Serbki były bardzo sympatyczne, a po studiach w USA nie miałam żadnej bariery językowej z trzema Amerykankami.
Rozmawiał: (JOT) Dziennik Polski
Z piłką Patrycja Czepiec
Fot. Wacław Klag