- Chcemy zaległych pieniędzy i kart zawodniczych - mówiły koszykarki PJG na zwołanym w środę spotkaniu z dziennikarzami
Zawodniczki poskarżyły się dziennikarzom, że od PJG - klubu, w którym grały cały sezon - nie mogą wyegzekwować pieniędzy zapisanych w kontraktach.
- Jeśli nie będzie kasy, pójdziemy do sądu, może to zmusi prezesa do działania - mówiły wczoraj zawodniczki. - Czujemy się oszukane, bo z jednej strony mami się nas wizją połączenia z uczelnią w Supraślu, a z drugiej wiceprezes Krzysztof Bil-Jaruzelski nie ma dla nas czasu. Prezes nie lubi szumu medialnego. Jest osobą kojarzoną ze sportem, a ta sprawa mogłaby popsuć mu wizerunek przed kampanią wyborczą do Sejmu.
Zawodniczki obawiają się o karty zawodnicze. Większość z nich szuka sobie nowego pracodawcy i chciałaby mieć status wolnej zawodniczki. Taką koszykarkę chętnie weźmie każdy klubu, bo nic go to nie kosztuje.
- Prezes obiecywał nie robić trudności przy naszym odejściu do innych klubów, a teraz nagle mówi coś o transferach - martwią się zawodniczki. - Gdy Magda Gawrońska przyszła rozwiązać kontrakt, zdenerwował się i kazał jej czekać. Mamy dość czekania, żadna z nas w Białymstoku już nie zostanie.
Jedyny uchwytny reprezentant PJG (prezes Paweł Poznański wyjechał za granicę) odpiera zarzuty.
- Powtarzam, że nie będę robił trudności zawodniczkom w odejściu do innych klubów - wyjaśnia Bil-Jaruzelski. - Jednak mówiąc za trenerem Bogusławem Bobką nie ma powodów, aby wychowanki Włókniarza do innych klubów przechodziły za darmo. Klub ma długi.
aw Gazeta Wyborcza
Koszykarki PJG chcą od klubu odzyskać pieniądze
Moderator: Moderatorzy
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości