Wyruszamy do Polkowic o 15:00 spod Areny, droga upływa dość szybko, bo odległość niedaleka, dwa postoje po drodze. W Polkowicach jestesmy troche przed meczem, wejście oczywiście od tyłu sali i znowu użeranie z ochroną. Sprawdzanie flag , a konkretnie jakie treści zawierają, jedna zostaje wyeliminowana bo jest na niej napis "Ultras"

Ochrona już sie posrała. Dziadek mówi te drzewce od flag możecie już odnieść, palant nie zobaczył że to są plastikowe rurki, a nie żadne drzewce
Po dokładnych oględzinach każdej flagi z osobna wpuszczają nas z nimi. Z bębnami coś tez tam srali ale w koncu przeszły kontrole. Pojawiają sie strażnicy miejscy i policja i z wontami że rzucamy śmieci pod halą, my na to że nie ma śmietnika to gdzie mamy rzucać

Wchodzimy, dopingujemy. Kibel dla gości znajdowal sie za dzwiami z napisem "Pokój nauczycielski" , osobno do kibla wejście a nie grupą.
Byli asy wymienieni przez kibiców którzy byli wcześniej w tym sezonie np Banderas

. Szef ochrony też sie faktycznie zmienił, chociaż ze starym pogadaliśmy sobie w przerwie bo sie pojawił. W przerwie nie można wyjść z hali do póki nie zejdą z niej koszykarki, dopiero potem nas wypuszczają. W bliskości od hali powstał ku naszej radośći Polo Market do którego udajemy sie po meczu, po trunki. Wynik już nie miał znaczenia w tym momencie

Przelotem tylko krótka gatka z kibicami Polkowic. Pogadanki przed busem i wracamy do Poznania, wyjazd oczywiście pod obstawą lodówy która czekała cały czas na nas

Jesteśmy szybko, przed koszykarkami. Wyjazd super jak zwykle.