Kluczem do wygranej z Lotosem Gdynia była nasza obrona. W tym elemencie nie było u nas słabego ogniwa. W końcu byłyśmy zespołem - tak Agnieszka Jaroszewicz opowiada o zwycięstwie nad niepokonanym dotąd mistrzem Polski
To była sensacja kolejki, a kto wie, czy nawet nie całego sezonu. Gdynianki, które ostatni raz przegrały w lidze 28 kwietnia, musiały uznać wyższość PZU Polfy Pabianice. Jedną z najlepszych zawodniczek tego spotkania była pabianicka skrzydłowa Agnieszka Jaroszewicz.
Przemysław Iwańczyk: Wasi kibice aż pięć lat czekali na tak spektakularne zwycięstwo.
Agnieszka Jaroszewicz: Przyznaję, takie wygrane zdarzają nam się zbyt rzadko. To właśnie dlatego tak się cieszyłyśmy. Wygrać pierwszy raz po pięciu latach to jest coś. Nie ukrywam, że wykorzystałyśmy nieobecność Małgorzaty Dydek. Kiedy rywal gra bez tak klasowej zawodniczki, łatwiej wspiąć się na wyżyny.
Wygraną z Lotosem potwierdziłyście, że opinie o kryzysie w PZU Polfie nie są zgodne z prawdą.
- Nie było żadnego kryzysu. W końcu zagrałyśmy tak, jak robimy to na treningach. Dobra obrona okazała się kluczem do zwycięstwa. Gdynianki były zaskoczone.
Pani była jedną z najlepszych na boisku.
- Nie było jednej, która by się wyróżniła w szczególny sposób. Każda z nas miała dobre momenty. Kiedy na przykład ja przejmowałam na siebie najważniejsze obowiązki, koleżanki miały więcej swobody. Jeszcze raz podkreślam, jak ważna była nasza obrona. W tym elemencie nie było u nas słabego ogniwa. W końcu byłyśmy zespołem. Nawet jeśli którejś z nas coś nie wychodziło, naprawiałyśmy te błędy. To nas poprowadziło do wygranej.
Na ile pomogła Wam obecność Brazylijki, która przebojem wdarła się do Waszej drużyny?
- Karla była wielkim zaskoczeniem dla gdynianek. Szczególnie jej rzuty za trzy punkty. Szczerze mówiąc, my też nie spodziewałyśmy się, że można trafiać do kosza z pierwszej piłki z ponad ośmiu metrów. Czasem bywamy zaskoczone niektórymi jej rozwiązaniami, zwłaszcza niekonwencjonalnymi podaniami. Z każdym treningiem będzie jeszcze lepiej. Brazylijka jest naprawdę znaczącym wzmocnieniem.
Po takim spotkaniu czas chyba określić plany na ten sezon. Miejsce niższe niż drugie chyba nie wchodzi w rachubę.
- Przede wszystkim trzeba robić swoje, czyli do każdego spotkania podchodzić tak, jak do niedzielnego. Myślę, że można już myśleć o konfrontacji z Wisłą Kraków w drugiej rundzie play off. Musimy dojść do ścisłego finału, w którym zagramy z Lotosem o złoto. Ale nie można też wybiegać zbyt daleko, bo nasza niedzielna wygrana tak naprawdę jeszcze o niczym nie świadczy.
Rozmawiał Przemysław Iwańczyk Gazeta Wyborcza
Opinia prezesa klubu
Jacek Stępniewski, prezes MTK Pabianice: Przede wszystkim bardzo się cieszymy, że po pięciu latach udało nam się pokonać odwiecznego rywala Lotos Gdynia. Po meczu pogratulowałem wygranej całemu zespołowi. Według mnie życiowe spotkanie rozegrała Agnieszka Jaroszewicz, dla której jestem pełen uznania. Dobrze zaprezentowała się Karla da Costa. Przed meczem byłem pełen niepokoju o formę Brazylijki, ale po ostatniej syrenie okazało się, że jej transfer był konieczny. Wierzę, że z każdym tygodniem Karla będzie grać coraz lepiej. Należy pamiętać, że w naszym zespole trenuje dopiero od dwóch tygodni. Imponuje mi jej przegląd sytuacji na boisku oraz niekonwencjonalne podania. Widzę, że zespół ostatnio naprawdę walczy. Jeżeli będziemy grać w pozostałych spotkaniach z podobnym zaangażowaniem jak z Lotosem to nawet gorszy wynik zostanie przyjęty jako sukces. Wtedy przegrać po walce nie będzie dyshonorem.
