PZU Polfa o krok od awansu
Wtorek, 15 marca 2005r.
Koszykarki PZU Polfy pokonały w Pabianicach AZS Gorzów 92:55 i 95:63 w meczach pierwszej rundy play off. Trener Tadeusz Aleksandrowicz nie wyobraża sobie, by jego podopieczne nie wygrały w sobotę po raz trzeci.
W meczach z gorzowiankami nieźle wypadła skrzydłowa Polfy Agnieszka Jaroszewicz (z lewej). Fot. Michał Tuliński
Pabianiczanki pamiętają jeszcze mecz z sezonu zasadniczego, kiedy w Gorzowie to rywalki były lepsze.
Tadeusz Aleksandrowicz: – To już historia, nie ma powodu, by o tym mówić. Mieliśmy wówczas mały kryzys w zespole, na szczęście jest już za nami. Jestem zadowolony z postawy moich zawodniczek. Szczególnie z tego, że zaprezentowaliśmy się jako bardzo wyrównany zespół. Dorobek punktowy rozłożył się na większość koszykarek. Wcześniej różnie z tym bywało. To stwarza dodatkową trudność dla przeciwnika, który ma wtedy problemy z odpowiednim ustawieniem obrony. Wierzę w to, że np. taka Emilia Lamparska przypomni sobie, że kiedyś należała do czołowych strzelców ligi. Mecze z AZS mogą być dla niej przełomowe.
• Wypadałoby wygrać teraz w Gorzowie...
– Nie wyobrażam sobie innej możliwości. Sezon zasadniczy w naszym wykonaniu można oceniać różnie, ale jedno jest pewne. Zrealizowaliśmy swój cel i zajęliśmy drugie miejsce w tabeli. Nie przypuszczam, by dziewczyny zlekceważyły AZS. We własnej hali będzie on z pewnością trudniejszą przeszkodą, ale jestem dobrej myśli. Mamy zdecydowanie lepszy zespół i musimy to udowodnić.
• Zakładając, że wam się to uda, co potem?
– Gramy o najwyższe laury, nie zmieniam zdania. Martwi mnie jedynie, że w wypadku wygranej w Gorzowie będziemy aż trzy tygodnie pauzować. To chyba zbyt długo, ale nic nie jesteśmy w stanie z tym zrobić. Być może będę chciał rozegrać jakiś mecz sparingowy, ale trudno o znalezienie wartościowego rywala. Niemal wszystkie zespoły będą przecież zajęte ligowymi występami. Pocieszające jest to, że mam dość szeroką kadrę, więc w ostateczności sprawdzimy się we własnym gronie. Oby omijały nas kontuzje, wierzę w to, że limit pecha już wyczerpaliśmy.
(bart) - Express Ilustrowany