Edzia pisze:A mnie naszło takie coś: Szymon, powiadasz, że zawodniczki nie walczyły, nie zaangażowały się (co jest prawdą, zwłaszcza odnośnie ndz meczu), ale także, że już z szatni wyszły z przegraną miną. I to mnie właśnie zastanawia. Bo taka np Krupa czy Gabi grały u Herkta w Poznaniu. Wtedy Stary Browar pokonał gdynianki. I co? Wtedy i trener umiał je zmobilizować (Maryjan?), i same umiały się odpowiednio zmotywować (Szymon?).
Kurdę, to mnie właśnie zastanawia. Obecnie grające u nas koszykary, pracując gdzieś indziej potrafiły walczyć zawsze i wszędzie, gryźć parkiet. Czy po prostu mentalność pabianicka (kibiców, klubu, działaczy, szeregowych pracowników, dłużej grających w Pabianicach...) już tak ma, że mecz w Gdyni, to trza portkami trząść już w szatni?
To co napisałaś jest bardzo ciekawe. Sam się nad tym zastanawiałem wielokrotnie. Przecież np. taka Toma najlepsze sezony miała w ŁKSie i w Poznaniu
Może to wina złej organizacji w klubie
A może zakładając że zawodniczkom zależy na kasie, jest zły system premiowanie. Nie wiem jak jest teraz, ale przypuszczam że są stałe pensje
Nie wiem już sam o co chodzi. Wiem jedno, trzeba coś zmienić bo w przeciwnym wypadku co sezon historia będzie się powtarzała
Na dziś dzień uważam że zamiast zawodniczek "z nazwiskami" potrzebujemy zawodniczek z CHARAKTEREM


