Niestety, ale według mnie używanie klapek to jest droga na skróty. Dawniej tego nie było i doping był super! Jeśli chodzi o klaskanie, to nic nie robi lepszego efektu niz gołe dłonie
Pamietam, jak swojego czasu, panowie działacze sprezentowali nam torbę deseczek. Jeeezzzuuuu..... ale zły byłem. Całe szczęście, że te drewienka "się zepsuły"
Jeśli chodzi o beben to jestem za! Tylko musi być kumaty operator tego instrumentu.
Idąc z "postępem" czasu ostatnio troche się przekonałem do trąbek, tzw. "małyszówek". Każdy chyba wie, że efekt trąbienia na Wielkiej Krokwi jest piorunujący. Jednak przeniesienie go na halę musi być zrobione "z głową". Będąc w styczniu z Kowalikiem na Pucharze Świata w skokach przywieźliśmy 8 takich trąbek i użyliśmy ich na meczu ze śledziami. Robiliśmy to jednak tylko w momencie gdy nasze zawodniczki broniły i uważam że efekt nie był najgorszy.
Reasumując. Według mnie, doping powinien się składać w głównej mierze z GŁOSU
P.S. Ciekawostka taka.
Dla mnie zawsze niepokonany pozostanie kolega Łapciuch, który uczęszczał na mecze Włókniarza. Nie dość że krzyczał, śpiewał na maksa przez całe 40 minut meczu, to jeszcze miał oryginalny sposób "gwizdania".
Otóż gdy nasze koszykarki broniły, my przeważnie gwizdaliśmy by zdeprymować przeciwniczki. Łapciuch nie umiał gwiazdać, więc stał i wydawał odgłos paszczowy AAAAAAAAAAAAA.
Efekt był piorunujący a my wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że mamy szczęście że umiemy gwizdać



