Postautor: Greebo » 10 grudnia 2014, 08:05
Po krótkim, tygodniowym odpoczynku nasze zawodniczki wracają na euroligowe parkiety . I co ważne – wracają w dobrych humorach bo niewątpliwie dwie wygrane z głównymi ligowymi rywalami i to w tak pokaźnych rozmiarach dają im do tego prawo. Ale oby taki stan rzeczy trwał nadal musza wygrać po raz kolejny, tym razem we Francji.
W eurolidze ponoć wszystkie mecze sa ważne. Ale nawet jeśli tak, to można wśród nich znaleźć te mniej ważne i te trochę ważniejsze. Patrząc z naszego punktu widzenia - do tych pierwszych można zaliczyć np. spotkanie z Jekaterynburgiem a do tych drugich to dzisiejsze z Montpellier. O jego znaczeniu nie musze chyba nikogo przekonywać – w tym momencie oba zespoły maja taki sam bilans – 2 wygrane i 2 porażki i zajmują miejsca 4-5, a wiec zwycięzca tej rywalizacji już samodzielnie zamelduje się w tej upragnionej pierwszej czwórce. Co więcej – bardzo podobne są tez dotychczasowe wyniki obu zespołów – pewne zwycięstwa w Koszycach, (my +13, oni +16), zbliżone porażki we własnej hali z Jekami (-10, -16) do tego jedna planowa porażka (my w Pradze oni – już znacznie wyżej – w Kursku) i jeden trochę niespodziewany sukces (my domu Kurskiem, oni w Stambule). W tym porównaniu ciut lepiej wyglądają rywalki, bo mają już za sobą więcej spotkań wyjazdowych, ale dziś jest idealna okazja by to nadrobić.
Z Montpellier grało się nam do tej pory dobrze, w 4 spotkaniach odnieśliśmy komplet zwycięstw, w tym dwa w poprzednim sezonie. I to drugie z ubiegłorocznych spotkań najbardziej mogło utkwić w pamięci choć nie ze względu na wysoki poziom czy wyrównaną walkę. Stanowiło za to niemal definicje pojęcia „pyrrusowe zwycięstwo”. Przypomnę ze odbywało się ono w ostatniej kolejce, rywalki nie grały już o nic, za to my potrzebowaliśmy wygranej różnica min 26 pkt. Cel ten osiągnęliśmy na 4 sek przed końcem spotkania, jednak zawodniczkom wydawało się ze to ciągle o 1 za mało. Zamiast więc cofnąć się na własną polowe spróbowały przejąć piłkę pressingiem zostawiając niepilnowana rywalkę na naszej połowie co skończyło się utrata punktów na sek przed końcem. Czyste frajerstwo.
Dziś takiego pogromu nie potrzebujemy, myślę ze każda wygraną przyjmiemy z otwartymi ramionami. A jest ona jak najbardziej realna, bo Montpellier jest bez wątpienia zespołem w naszym zasięgu. Co więcej – można bez krygowania się stwierdzić ze personalnie jest zdecydowanie słabsze a na dodatek powinno ustępować tez naszej drużynie zgraniem. W przerwie miedzy sezonowej doszło tam do bardzo dużych zmian personalnych. Z podstawowego składu zostały tylko 2 zawodniczki: rozgrywająca I. Tanqueray oraz rzucająca (bardziej z nazwy niż ze stanu faktycznego) G.Skrela., odeszły natomiast G.Robert, G.Basko, czy też bardzo wysoka środkowa H.Ciak. Nie ma tam tez oczywiście zawodniczki która dała nam się najmocniej we znaki (16pkt, 4/6 za 3) w pierwszej naszej rywalizacji rok temu – S.Christon która w Montpellier grała tylko do polowy ubiegłego sezonu.
Z nowych zawodniczkę najciekawsza dla mnie jest Australijka J.O’Hea, tyle tylko że póki co zawodzi na całej linii. W dotychczasowych meczach euroligowych zdobywa średnio zaledwie 4 pkt na mecz i to na kompromitującej skuteczności (18% z gry). Ale uważać na nią trzeba bo grac potrafi co pokazuje min w WNBA (4 sezony, niemal 100 rozegranych spotkań, min ok. 45% w rzutach za 3). Lepiej spisuje się druga nie-europejka M.Bass (13pkt, 9 zb) ale umówmy się – 30 letnia środkowa z USA to nie jest tej klasy zawodniczka co nasza J.Lavender i nie zmienia tego nawet fakt ze w tym roku świętowała wraz z koleżanki z Phoenix tytuł mistrza WNBA.
O ile o duecie zamorskim w Montpellier można wiec powiedzieć ze choć nie powala to jest solidny, o tyle nawet to byłoby przesadą w stosunku do N Halman która jest trzecia a zarazem ostatnią zawodniczką w tej drużynie. Bynajmniej już nie młoda Holenderka jest dla mnie zawodniczką praktycznie anonimową i jak dotąd w drużynie mistrza (tak, tak) Francji nie pokazała nic co by spowodowało bym zaczął sobie nią zawracać bardziej głowę. Mam nadzieje ze dzisiaj tego stanu nie zmieni, o ile w ogóle pojawi się na parkiecie bo w ostatniej kolejce ligowej nie było jej w kadrze zespołu.
Tak wiec jak widać jeśli chodzi o zawodniczki zagraniczne nasza przewaga jest bardzo duża, ale jak to z reguły bywa w naszych rywalizacjach z zespołami Francji czy Hiszpanii odwrotnie wygląda sytuacja z zawodniczkami krajowymi. Nasze Polki w najlepszym wypadku sa zawodniczkami zadaniowymi, w Montpellier stanowią trzon drużyny. O duecie który pozostał z poprzedniego składem już wspomniałem a do niego dochodzi jeszcze tercet nowo pozyskanych zawodniczek: E.Godin (pamiętamy ja z gry w drużynach Włoskich a wcześniej w Pradze, bardzo przydatna w walce o zbiorki) , A.Lardy a zwłaszcza V.Ayiyi. Młodziutka skrzydłowa (rocznik 94) jest odkryciem początkowej fazy rozgrywek euroligii. Zachwyciła zwłaszcza w swym debiucie gdy poprowadziła Montpellier do wygranej w Stambule – zdobyła wówczas Az 30 pkt dokładając do tego 12 pkt. Potem już aż tak dobrze nie było, ale i tak jej statystyki są imponujące. Jej rywalizacja z przecież niewiele starsza F.Abdi zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Jeśli nasza czarnoskóra Szwedka wyjdzie z niej zwycięsko to nasze szanse na wygrane będą bardzo dużo.
Ta ósemka zawodniczek (a jeśli nie zagra Halman to nawet siódemka) to praktycznie wszystko czym dysponuje trener Montpellier. Jak widać szału nie robi wiec tym większe brawa należą się tej drużynie za dotychczasowe wyniki bo sezon rozpoczęli z przytupem. Ale pamiętać należy ze i trok temu było podobnie. W 1 kolejce Montpellier wygrało w Orenburgu, następnie odprawiło kwitkiem Rivas i praktycznie na tym zakończyło dobrą grę. Teraz pewnie aż takiego spadku poziomu gry nie będzie, ale i tak mam wrażenie że na wiele więcej niż to co pokazali juz ich nie stać. Potwierdzeniem tego faktu może być choćby i wysoka porażka w Kursku jak bynajmniej nie powalające wyniki w lidze francuskiej.
Liczę więc ze nasze panie dziś udowodnia swoją wyższość bo więcej atutów jest po naszej stronie. Łatwego meczu oczywiście się nie spodziewam (za to powinien być dość czysty, grają ze sobą dwie najmniej jak dotąd faulujące drużyny eurolidze) , ale o i ile tylko zagramy na swoim poziomie to powinno wystarczyć do wygranej. Jesteśmy personalnie mocniejsi, lepiej zgrani (pokazują to choćby i starty), mamy chyba nawet ciut większe możliwości rotacyjne a na dodatek i nasza forma wydaje się być całkiem przyzwoita. To sporo, nic tylko grac i wygrywać, bo te punkty nam są niezwykle potrzebne po dwóch z rzędu euroligowych porażkach. 3 kolejna już bardzo mocno skomplikowałaby nam życie.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...