Trochę zaniedbałem losy Darii w Texas Longhorns, a jej zespół zdążył już rozegrać sześć spotkań w lidze NCAA. Początkowo jednemu z największych faworytów do mistrzostwa w tym sezonie szło ciężko - pierwsze dwa wyjazdy zakończyły się porażkami (Georgia 64:78 i UCLA 60:63). Nie pomogły nawet dwa wygrane mecze u siebie (Penn State 84:69 i z najlepszym zespołem NCAA - Tennessee 74:59), Texas z bilansem 2-2 spadł na siódme miejsce w prowizorycznym rankingu trenerów. Ostatnie dwa spotkania to jednak wygrane - najpierw rozbicie słabiutkiego McNeese State 80:26, potem pokonanie New Mexico 73:56. Równie trudny początek sezonu miała Daria - z potentami ligi wchodziła przeważnie ledwie na kilka minut, co nie dziwi specjalnie jeśli się wezmie pod uwagę, że debiutowała w zespole. Ostatnie dwa wygrane mecze to jednak już spory udział też Polki. Najpierw (z McNeese State) grała aż 17 minut, zdobywając w tym czasie 3 pkt, 2 zbiórki, 2 asysty, 3 bloki, 3 przechwyty i żadnej straty. W ostatnim spotkaniu, na oczach przeszło 11 tysięcy ludzi(!!!), jedynie pierwsza piątka grała dłużej niż ona - w ciągu 16 minut na parkiecie Daria rzuciła 5 punktów, miała 4 zbiórki, 3 asysty i po jednym bloku i przechwycie ... i znowu żadnej straty - zresztą na pierwszą swoją stratę w tym sezonie w lidze Olimpijka musi jeszcze poczekać, oby jak najdłużej.
Pierwsze, ligowe występy Darii Mieloszyńskiej w Texas Longhorns pozwalają z wielkim optymizmem patrzeć w przyszłość - z każdym meczem gra coraz dłużej i pewniej, praktycznie już teraz stała się pierwszą rezerwową teamu. Mam nadzieję, że do końca sezonu uda się jej przebić nawet do pierwszej piątki. A jej zespołowi wygrać ligę - po ostatnich wygranych bowiem znowu awansowali w rankingach, tym razem na czwarte miejsce w lidze NCAA.
POWODZENIA DARIA! Trzymamy kciuki
