Koszykarki Łódzkiego Klubu Sportowego pokonały po wyrównanym meczu w Polkowicach tamtejsze CCC 67:63. Bardzo dobre zawody zanotowała Katarzyna Kenig, zdobywając 23 punkty i będąc najlepiej zbierającą Ełkaesianką.
CCC Polkowice - ŁKS Łódź 63:67 (15:20, 17:19, 18:14, 13:14)
CCC: Bortelova 16 (4), Carvajal 11, Jeziorna 10 (1), Coker 10 (1), Szyćko 9 (3), Jasnowska 5 (1), Żytomirska 2, Pietrzak 0
ŁKS Siemens AGD: Kenig 23 (1), Piątkowska 12, Skorek 11, Wlaźlak 10 (1), Dominauskaite 9 (3), Krystofova 2, Białogór 0, Włodarska 0
sędziowali: Fiedler i Zieliński
Łodzianki udawały się do Polkowic już w piątek, nie pozbawione szans ani nadziei na zwycięstwo - ale na pewno nie będąc w roli faworyta tego meczu. Co się zmieniło po tym weekendzie? Ano przede wszystkim chyba to, że gdyby jechały tam jeszcze raz po tygodniu, niewątpliwie przydzieliłbym właśnie im rolę głównego pretendenta do sukcesu. Po prostu ŁKS w tej chwili jest bardzo silny i trzeba to sobie jasno powiedzieć. ŁKS to rywal trudny dla każdego i wszędzie, a ewentualne "wyjątkowo słabe spotkania" rozgrywane przez rywali przeciwko łodziankom (akurat) całkowicie nie wynikają z przypadku. "Tak się gra, jak na to pozwala przeciwnik", a ŁKS w tym sezonie pozwala przeciwnikom na coraz mniej...
Kibice i koneserzy polkowickiego CCC załamywali ręce nad grą swoich pupilek. Zawodniczki niczym nie przypominały zespołu, który bez większych problemów pokonał INEĘ AZS Poznań. Dużo poniżej swoich umiejętności zagrały przede wszystkim Coker i Carvajal - na grze których, w zasadzie strategia zdobywania punktów CCC się opiera. Czy to przypadek? Zawodniczki zza oceanu zawsze mają (nieomal wrodzoną) nieumiejętność gry przeciwko obronie strefowej... a tę ŁKS stosował podczas meczu wręcz po profesorsku. Odpowiedź jest jasna - cóż po karabinie, w którym nie ma naboi... ?
Zawody od początku kontrolowały nasze zawodniczki. Rywalki nie potrafiły znaleźć recepty na "strefę", podczas gdy ełkaesianki pod koszem gospodyń były nie do zatrzymania. Prym wiodła Katarzyna Kenig, co dość wyraźnie znajduje odzwierciedlenie w statystykach. Doskonale kierowała zespołem Sylwia Wlaźlak, zabójcze kontry przeprowadzała Magda Skorek, spokojem oraz rozwagą imponowała Birute Dominauskaite, umiejętnością wypracowania dla siebie doskonałych pozycji zadziwiała Dorota Piątkowska. Zespół wspomogła także Magda Włodarska oraz Monika Białogór. Swój nieomal 10-cio minutowy wkład w zwycięstwo miała oczywiście Leona Krystofova - mogłaby mieć większy gdyby nie... - no właśnie. Jak zły sen powraca problem kontuzji, która prześladuje naszą zawodniczkę od początku sezonu. "Leo" znów musiała opuścić parkiet przed czasem - życzymy jak najszybszego powrotu do zdrowia.
W II kwarcie przewaga ełkaesianek sukcesywnie rosła. W 4 minucie II kwarty, było już 17:29. Głównie dzięki doskonałej postawie Weroniki Bortelovej ostatecznie do przerwy CCC przegrywało "zaledwie" 32-39.
Niestety już po trzech minutach III kwarty to CCC prowadziło 43:41 (ech ta III kwarta...). Doskonale grała Bortelova, dołączyła do niej Szyćko i obraz gry w porównaniu do 1. części meczu dość radykalnie uległ zmianie - na szczęście jak się później okazało, nie na długo. Po raz pierwszy i ostatni zresztą w tym meczu, prowadziło wówczas CCC. Przy stanie 47:41 o czas poprosił Mirosław Trześniewski. Ostatnie chwile prowadzenia polkowiczanek to celny rzut za 3 punkty Monique Coker, i... to już był koniec. Przechwyty, doskonała obrona, konsekwentna gra pod koszem atakowanym i ze stanu 50:41, w kilka chwil zrobiło się 50:55.
Pewne problemy z akceptacją w zespole gospodyń zaowocowały tym, że Coker i Carvajal prawie całą IV kwartę spędziły na ławce, a CCC nie potrafiło już nawiązać skutecznej walki z ŁKS. Nasze dziewczyny zagrały doprawdy koncertowo ... a wynik końcowy - czyli 4 punkty przewagi traktować należy raczej jako "najniższy wymiar kary", niż jako podejrzenie nerwowej końcówki. Nic takiego nie miało miejsca, ŁKS poza drobnym wyjątkiem w III kwarcie kontrolował przebieg spotkania praktycznie cały czas, końcowy sukces nie był w zasadzie w tym meczu zagrożony.
Na wysokości zadania stanęli także kibice łodzianek. W sile 4 osób, żywiołowo dopingując, dzielnie "stawili czoło" bębniarskiemu "łup, łup, łup" gospodarzy, czym niewątpliwie zasłużyli sobie na pomeczową radość wraz z koszykarkami. Można powiedzieć, że na hali w Polkowicach słychać było w sobotę jedynie doping ŁKS oraz... bębny.
http://www.lkslodz.pl/news_full.php?id=8052